Znam przynajmniej kilku rodaków, którzy odwiedzali Medjugorie, San Giovanni Rotondo i Fatimę, a nigdy nie byli na Skałce czy w Gnieźnie. Te dwa ostatnie miejsca wiążą się z kultem pierwszych polskich męczenników, św. Stanisława Biskupa i św. Wojciecha, wspomnienie liturgiczne tego ostatniego obchodzimy dzisiaj.

Rozumiem, że Kościół jest powszechny i wszyscy święci są równie ważni. Tożsamość wielu europejskich narodów budowana była na postaciach wielkich świętych, do dziś 4 października, dzień św. Franciszka z Asyżu, jest świętem narodowym we Włoszech, Czesi świętują św. Wacława a Węgrzy św. Stefana. W Italii zresztą każdy region hołduje swojemu patronowi – mediolańczycy nie pracują w dzień św. Ambrożego, wenecjanie w dzień św. Marka a w Bari w dzień św. Mikołaja. W Polsce nadal nie pracujemy 1 maja.
W Lublinie, skąd pochodziła jedyna błogosławiona z naszego miasta, nie ma nawet ulicy imienia Marty Kazimiery Wołowskiej, męczenniczki ze Słonimia.
Wszyscy święci módlcie się za nami.

