MIŁOŚĆ! WCHODZĘ W TO!

Środa 26 września 2018 Ewangelia zawiera piękne opisy nawiązywania relacji między Panem Bogiem a ludźmi, pomiędzy ludźmi nawzajem, pomiędzy Chrystusem a tymi, którzy za Nim poszli. Jednocześnie te opisy są oszczędne, nawet niekiedy celowo obfitują w niedopowiedzenia, tak, abyśmy mogli się domyślić, coś oczywistego odkryć sami (na tym polega mądra pedagogia).

Mistrzem jest św. Łukasz, który pozostawił nam genialny opis Zwiastowania Marii przez anioła. Jest tu wszystko – szalona propozycja dla nastolatki, Jej wahanie (stosowne do wieku), zawrotna wizja uczestniczenia w wielkim dziele i wreszcie entuzjastyczne „Wchodzę w to!” A zaraz potem ewangelista serwuje nam scenę dwóch kobiet, Marii i Elżbiety, rozszczebiotanych, wiadomo dlaczego i pełen wzniosłości hymn, Magnificat.

Podobny klimat, totalnie odbiegający od ludzkich wyobrażeń, ma historia Syna Marnotrawnego, są tu nieoczekiwane zwroty akcji, z jednej strony głupota i bezmyślność (syna), z drugiej wspaniałomyślność i wielkoduszność (ojca).

Dodam tylko powołanie Mateusza, który bardzo intratną posadę celnika zamienia w jednej chwili – „Zostawił wszystko, wstał i poszedł za Nim” – na lichą materialnie i społecznie rolę apostoła (zakończoną zresztą męczeństwem).

Czego nie mówi wprost św. Łukasz? Czego nie mówi, a co ja – może wbrew zasadom dobrej pedagogii – powiem? Wszystkie te historie mówią o miłości. Maria pokochana przez Pana Boga odwzajemnia się Mu miłością, Ojciec marnotrawnego Syna aż płonie miłością do głupiego młodzieniaszka, poniża się w tej miłości i wcale tego nie żałuje, Mateusz pokochany przez Jezusa rzuca te swoje denary i bogactwa i jak umie odwzajemnia miłość. Ewangelia nie mówi wprost o miłości, ale ją ukazuje.

Na samym końcu – pamiętacie scenę rozmowy Piotra z Jezusem, z trzykrotnym pytaniem o miłość? – Jezus wreszcie wrzuca frazę o kochaniu, tak aby, zwykle mało pojętny Piotr, miał jasność, że w miłości jest cały sens ludzkiej drogi.

A jeszcze bardziej na końcu Pisma Świętego, w liście św. Jana Apostoła, znajdziemy dopełnienie – Kto się lęka, nie wydoskonalił się w miłości. W miłości nie ma lęku, lecz doskonała miłość usuwa lęk, ponieważ lęk kojarzy się z karą. (1 J 4,18). Jasne, w miłości jest ryzyko, ryzykowała Maria, Mateusz i Ojciec marnotrawnego syna. Ponieważ jednak poszli za miłością nie doznawali lęku i strachu. Chociaż cierpieli, byli szczęśliwi, życie swoje wygrali.

Kończąc już, może jest tak, że ogrom nieszczęść, strapień i smutków naszej epoki wynika stąd, że wyrosło – i nadal rośnie – pokolenie ludzi, którzy boją się miłości, nie ufają jej, porzucają ją, zdając się tylko na wynik bilansu zysków i strat?

I żartem na sam koniec – dobrze, że Pan Bóg zaryzykował miłość 2 000 lat temu. Dzisiaj mógłby usłyszeć – „Za ile, dobry Boże?”

Itinerarium

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.