Wtorek 24 października 2017 Bez wyobraźni miłość bliźniego staje się jedynie pobożną paplaniną. W Polsce mamy obecnie pluchę, pada, kapie a czasem leje. Liczba sióstr i braci ochlapanych przez kierowców rośnie każdego dnia.
Trzeba nam – kierowcom – pokochać bliźniego pieszego, stojącego przy jezdni, najczęściej na przystankach i przy przejściach. Ten bliźni pieszy nie jest w stanie nachlapać nam na siedzenia. Kierowca, owszem, potrafi sprawić mocny prysznic. Długo jeszcze będziemy mieli w Polsce ulice, na których woda deszczowa będzie zbierała się w kałuże, a niekiedy w małe jeziorka. Rozpędzony samochód bryzga deszczówką nawet na kilka metrów.
Ruszamy z wyobraźnią – przy przejściu stoi matka z dziećmi, zaabsorbowana żeby je bezpiecznie przeprowadzić na drugą stronę. Stoi pan wracający z lekami z apteki. Stoją studenci śpieszący na zajęcia lub wracający z nich. Stoją ludzie podobni do kierowców, część z nich chwilowo jest pieszymi. Wszyscy oni, siostry i bracia piesi, mają prawo do bycia suchym.
Wyobraźmy sobie co czuje pani, której nasze auto rozbryzgujące kałużę zmienia makijaż, co czuje pan, który rano prasował przed pracą świeżo uprane spodnie i wyszedł w wypastowanych butach. Wyobraźmy sobie co o nas myślą (i krzyczą!) po ochlapaniu – dokładnie to samo, co myśleliśmy (i krzyczeliśmy) kiedy fontanna ulicznej mazi przyozdobiła naszą odzież. To myśli i słowa dalekie od błogosławieństwa.
Siedzimy za kierownicą, mamy ciepło i sucho, miło gra muzyka, jesteśmy bezpieczni. Wyobraźnia napędzana miłością bliźniego każe zwolnić przed kałużą, do takiej prędkości by nie wzniecić wodnego tumanu i fali przekleństw. Sam staram się w deszczową pogodę wyjeżdżać kilka minut wcześniej, zwalniam przy przystankach i przejściach, próbuję wyłowić wzrokiem ludzi w pobliżu jezdni. Wydaje mi się, że odrobina wyobraźni może przełożyć się na ruchy naszych stóp przy pedałach gazu i hamulców.
Za kierownicą miłość bliźniego także należy praktykować. Nie ochlapuj bliźniego swego, zostaw go suchego.

