Sobota 29 lipca 2017 Chcemy mówić, wyrzucić z siebie, że nas boli i wkurza. Boli nas życie, wkurza praca, polityka, sąsiedzi, rodzina. Potrzebujemy się wygadać, opowiadać i mówić. Gdyby tylko ktoś nas wysłuchał, bylibyśmy zdrowi, lepsi i szczęśliwi. Wierzymy w uzdrowieńczą moc słów, które wypowiemy.
Kiedy ostatni raz byliśmy zasłuchani? W mądre słowa, prawdziwe, dobre i spokojne? Maria, o której dziś czytamy w Ewangelii, siedziała u nóg Chrystusa i przysłuchiwała się Jego mowie. Przysłuchiwała.
Trzech osób zawsze warto posłuchać. Najpierw Pana Jezusa, dlatego codziennie trzeba otwierać Ewangelię, czytać i słuchać. Po drugie, warto posłuchać najbliższej osoby, babcia, matka, mąż, żona, przyjaciel to żywe i mądre uniwersytety. I po trzecie, trzeba słuchać siebie samego, przysłuchiwać się sobie, najwyższej jakości radość i spokój nosimy w sobie.
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie.
Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: «Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła».
A Pan jej odpowiedział: «Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona».
(Łk 10,38 – 42)

