Poniedziałek 24 października 2016 Spotykam ludzi z wygaszonym duchem. To da się wyczuć w sposobie mowy, reakcjach na problemy i podejściu do ludzi.
Stan naszego ducha decyduje o sensie życia. Może dlatego w Biblii znajdziemy zachętę, którą dedykuję Wam i sobie – Bądźcie płomiennego ducha! (Rz 12).
Płomienny duch – o ile trzeba to tłumaczyć – to wigor myśli, świeżość uczuć, silna wola i chęć czynu.
Co rozpłomienia naszego ducha? – to chyba najważniejsza sprawa. Podzielę się krótko swoim doświadczeniem.
Najpierw duch rozpłomienia się jeżeli dajemy pierwszeństwo nadziei przed wszystkimi innymi wyliczeniami. Jeśli idziemy za nadzieją nigdy nie jesteśmy za starzy i nigdy nie jest za późno. Zbyt często uzależniamy życie od spojrzenia w pesel i sprawdzania stanu konta. Pierwszeństwo dajmy nadziei.
Duch rozpłomienia się jeżeli nie zwątpimy w miłość, w codzienną troskę o ludzi obok nas i prosty zachwyt nad feeriami barw spadających liści.
Dla płomiennego ducha pomocnym jest też – ale to już bonus – szczera rozmowa z ludźmi, różaniec odmówiony z uwagą i mocna kawa przed wieczornym zmrokiem.

