Środa 19 października 2016 Mówił prawdę. Wiedział, że grozi mu pobicie, potem czuł, że może stracić życie, jeżeli nie zaprzestanie. Nie zaprzestał. Narażał się oficjalnym władzom, wypominając fałsz, przemoc, niesprawiedliwość i krzywdzenie robotników. Nie miał także poparcia w ówczesnych władzach kościelnych, które wolały spokój w relacjach z władzą.
Piszę o błogosławionym księdzu Jerzym Popiełuszce, w 32 rocznicę Jego męczeńskiej śmierci. Podduszany, kaleczony, kneblowany, bity drewnianymi pałkami. Na koniec – nie wiadomo czy żywego czy już umarłego – funkcjonariusze służby bezpieczeństwa włożyli do foliowego worka obciążonego kamieniami i wrzucili do tamy pod Włocławkiem.
Kilka lat temu oglądałem film „Popiełuszko. Wolność jest w nas” razem z grupą młodych Kubańczyków. Reagowali żywiołowo, rozumiejąc, że podobnie jest teraz u nich, że mówienie prawdy kosztuje.
Mówienie prawdy i życie w prawdzie kosztuje. Taniej jest kłamać lub milczeć. Dlatego piszę o księdzu Jerzym, z nadzieją, że jeszcze wierzymy w prawdę, pomimo bardzo ciężkich czasów dla niej.

