Piątek 28 sierpnia 2015
Mojemu znajomemu, Robertowi, przydarzył się rozwód. Twierdzi, że to żona chciała, ale wiadomo, że w relacji panów zawsze „ona temu winna”. Ale ja nie o tym.
Rozprawa zakończyła się koło południa, jednak niedawni małżonkowie mieszkali jeszcze razem. Około szesnastej Robert dojechał do domu, a tuż za nim Ania. Wysiadając z samochodu krzyknęła:
– Robert, mam ciężkie zakupy, wnieś je do salonu.
Najpierw trafił go chwilowy szlag. Jak to? Rozwodu chciała, już po fakcie, a teraz: „Robert wnieś zakupy!” Co ona sobie wyobraża? Zaraz potem jednak przyszła refleksja. Chłopie – mówił sobie Robert – całe życie pomagałeś ludziom (to akurat prawda, zaświadczam), to teraz obcej kobiecie nie pomożesz? I bez słowa chwycił ciężkie siaty.
Jakoś to mnie ucieszyło, lata płyną, pogoda szaleje, stan cywilny się zmienia, a Polacy nadal bywają pięknie solidarni.


35 responses to SOLIDARNOŚĆ ROZWODÓW NIE ZNA