Wtorek 19 sierpnia 2014
Młoda Ukrainka z zachodniej części opowiada o swoim chłopaku, dostał wezwanie na pobór do armii, na szczęście wykręcił się lewym zaświadczeniem o nieuleczalnej chorobie. Planują, jak to młodzi, wspólne szczęśliwe życie, a tu powołanie do wojska, na szkolenie a potem chyba wyjazd na wschód, na front.
Jesteśmy na mszy, ukraińsko – polskiej, kilkadziesiąt dzieci i młodzieży. Modlitwa wiernych, zachęcam do wypowiadania wezwań, spontanicznie. I padają. Za „naszych żołnierzy”, którzy bronią ojczyzny. Za tych, co polegli. O pokój w naszej ojczyźnie i koniec wojny. Te dzieci już czują wojnę i śmierć, zamieniają je w modlitwy, proste, szczere.
Znajomy, ksiądz, mówi o kolejnym dramacie. Kilka dni temu był pogrzeb żołnierza, osierocił sześcioro dzieci. Na razie rodzina nie dostała żadnej pomocy.
Grupa ukraińskich dzieci, po obozie wypoczynkowym w Lublinie, wychodzi z bagażami do autokaru. Może dwunastoletnia dziewczynka w jednej ręce dźwiga czemodan a w drugiej tacha pięciokilogramowy proszek do prania, w Polsce tańszy. Potem w sklepie kilkoro z nich dokupuje jeszcze dobrą polską kiełbasę. Współdziałają z rodzicami, przewożą to co tańsze albo smaczniejsze.
Poza „zimną” nie znam wojny z doświadczenia, tylko czytałem i oglądałem. Do granicy z Ukrainą mam 170 km, do granicy z wojną, w której ginie ojciec sześciorga dzieci. A te dzieci, które mają jeszcze rodziny w komplecie, modlą się za swoich żołnierzy i o pokój w swojej ojczyźnie. Boże, wysłuchaj prośby o pokój na Ukrainie i w całym świecie.


12 responses to 170 KM I WOJNA