Poniedziałek 23 czerwca 2014
Za czternaście złotych można zjeść (w Lublinie) bardzo smaczny obiad z deserem, i to w niejednym barze. Rachunek, jaki zapłacił pan prezes NBP za posiłek z panem ministrem i kolegą, wyniósł ok. 1 435 złotych (kelner przepraszał, że taki niski rachunek …). Przepadło sto obiadów dla stu Polaków, którym z różnych powodów nie wiedzie się. Pan prezes NBP nie wydał na ten obiad swoich pieniędzy, tylko nasze, moje i wasze, czytelników tego wpisu. Jakby zaszalał jakiś biznesmen, trudno, jego sprawa (choć nie do końca). Znam młodych ludzi, którzy w moim państwie i moim mieście zarabiają miesięcznie mniej niż 1435 zł. No ale nie są tak głupi, żeby wydawać tyle kasy na obiad, który zjeść można za cenę stukrotnie niższą (i być może smaczniejszy!).
Ktoś może posądzić mnie o jakiś radykalny socjalizm, wyliczam i wytykam takie rzeczy Bardzo Ważnym Osobom, a przecież w czasach wolnego rynku, kwota 1 435 zł to nic nadzwyczajnego. Chodzi mi o niewspółmiernie nikły efekt wydanych pieniędzy. Bo czego się dowiedzieliśmy (nielegalnie) po tym obiedzie?
Po pierwsze, że polskie elity polityczne piją i to dużo. Po drugie, że jak się napiją to klną jak przedwojenni szewcy. Za 1435 złotych oczekiwałbym bardziej wzniosłych idei i dyskusji nieco subtelniejszych. Ten sam efekt bełkotu, co w przypadku Belki i kolegów, można uzyskać dużo taniej, wystarczają trzy bełty, każdy po 4 złote i pięćdziesiąt groszy. Jak panowie nie wiedzą, chętnie skontaktuję ich ze specjalistami z Dziesiątej w Lublinie (z całym szacunkiem dla znajomych z tych okolic).
Dwie uwagi na koniec. Pierwsza, w tych wszystkich taśmach chodzi o moje państwo i mój kraj, które kocham. Państwo to długi pociąg, w którym lokomotywę stanowi rząd i inne VIP-y, my siedzimy w kolejnych wagonach, daleko od czoła składu. I nie podoba mi się to, że załoga lokomotywy pije nadmiernie i klnie w co drugim zdaniu. Przecież trzeba uważać gdzie się jedzie i kogo się wiezie!
Druga uwaga, z pozoru nie na temat, ale moim zdaniem na miejscu. Trzeba mieć w życiu Przyjaciół, z którymi warto się spotykać, rozmawiać, wypić piwo. Tak pewnych, że niczego potem nie powtórzą, nie rozgłoszą, a nawet wesprą w trudnych chwilach. Samotna ta polityka, piekielna prawie. Zapomniała, że wierny przyjaciel to potężna obrona, kto go znalazł, skarb znalazł (Syr 6).
I na koniec te 1435 złotych, zupełna prywata. W niedzielę 29 czerwca do Obrenovac w Serbii wyruszy kolejna grupa wolontariuszy z Lublina, aby remontować zniszczoną przez powódź szkołę. Trzy kolacje prezesa banku i ministra, pozwolą tę misję ziścić. Ma ktoś pomysł?


31 responses to MOŻE KTOŚ MA ZBĘDNE 1435 ZŁOTYCH?