TAK GLĘDZĘ O NUDZIE I MIŁOŚCI

Środa 11 czerwca 2014

Kiedy uważnie rozglądnięcie się dookoła siebie, w Polsce, pierwszym rozważnym wnioskiem jest przekonanie o Wielkiej Nudzie. Większość ludzi goni za pieniędzmi i jego pochodnymi (domy, samochody, wczasy na riwierach), ale to nuda. Nieco poprawić nastrój może codzienny teatrzyk polityczny, ale to też nuda, bo aktorzy wiadomo jak zagrają a role do recytacji mają wyuczone i te same od lat. Poweselał ten teatrzyk dzięki Korwinowi, ale to też zaraz będzie nuda.

Timothy Garton Ash, brytyjski miłośnik Polski (od 1979 r.) powiedział ostatnio, że nam Polakom, ta wielka nuda się należy, po latach komuny, stanu wojennego  i trudnej transformacji. Nuda jest nagrodą za zwycięstwa z roku 1980 i 1989 i następnych. Żeby w tej nudzie na śmierć się nie zanudzić, współczesność wymyśla igrzyska. Zatem jedni promują Noce (pisałem wczoraj), inni z apostolską żarliwością uprawiają ćwierć, pół i całe maratony, a jeszcze inni preferują palenie sziszy albo spożywanie tylko i wyłącznie (co i tak jest niemożliwe) żywności ekologicznej. Ot, takie tam problemy, znudzonego ale wolnego i demokratycznego świata. W sumie, Wielka Nuda.

Jan Lechoń, znakomity i zapomniany dziś poeta, miał podobne doświadczenia (na emigracji), które składnie zakuł w strofy:

 

Co noc, gdy już nas nuda bezbrzeżna ogarnia,
Gdy czczość jałową w myśli, w sercu pustkę mamy,
Wypluwa nas na miasto knajpa lub kawiarnia
I błądzimy bez celu po zamknięciu bramy.

A potem: łomotanie czasem półgodzinne,
Nim wreszcie stróż zaspany obudzić się raczy,
I myśl: zabłądzić w końcu przed drzwi jakieś inne,
Co prowadzą do “Lepiej” lub choćby “Inaczej”

 

Niektórzy się pocieszają, że na szczęście jutro już Mundial, ale to też nuda, bo wiadomo, że wygra drużyna z kraju na „A”, „B”, „N” lub „I” (sprawdźcie za niecały miesiąc, że zgadłem!). Trochę zamieszania mają studenci, bo w tej Wielkiej Nudzie egzaminatorzy przerywają im leniwe wakacje sesją (letnią).

 

Tak, kpię i drwię, ale opisuję świat, który codziennie widzę, słyszę i czuję. Chociaż staram się jak najmniej w tym świecie bywać. Nikogo nie oceniam i nie ganię. Co nie przeszkadza mi widzieć dramatu Bośniaków i Serbów, zmagających się z oczyszczaniem domów po powodzi (i cieszyć się, że wolontariusze z Lublina im pomagają). Dobrze wiem, że bezdomni mają teraz lepszy czas, bo nie zamarzną śpiąc na ławkach. W sercu noszę żal, bo corocznie milion moich sióstr i braci gnie w trakcie aborcji (w Europie). I to już nie jest nuda.

Ględzę? Żeby nie ględzić, powiem inaczej. Bez miłości była, jest i będzie nuda. Kiedy kochamy, i Serbowie w zalanych domach, i dzieci w łonach matek, i egzamin z prawa prasowego, i kokarda we włosach, i gałązka brzeziny na Zielone Świątki, i latanie po 42 kilometry, kiedy kochamy, wszystko ma sens i blask. Bez miłości jest Wielka Nuda, a może się trafić nawet Nuda Śmiertelna.

Itinerarium

13 responses to TAK GLĘDZĘ O NUDZIE I MIŁOŚCI


Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.