PIJĘ JEM I CHRAPIĘ Z BOGIEM

Środa 9 kwietnia 2014

 We wszystkim chodzi mi o Boga. Z biegiem lat rozumiem, że nie wystarcza mi codzienna msza, brewiarz i różaniec, czyli tzw. „pobożności”. Nie chcę czasu z Bogiem i czasu bez Boga.

Co zrobić, skoro muszę jeździć samochodem, pracować przy komputerze, rozmawiać z ludźmi, parzyć kawę i spać? To wszystko jest moim czasem z Bogiem! Podpowiedzi już wcześniej znajdowałem w doświadczeniu innych. Św. Paweł czuł, że „w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy” (Dz 17, 27), on też przekonywał, że na chwałę Boga można jeść, pić i wszystko inne robić (1 Kor 10,31).

Nie wystarczy jednak sama deklaracja, zewnętrzna dedykacja. Pewna szkoła duchowa radzi, aby przed każdą czynnością zadedykować ją Bogu, skierować przed nią myśl ku Niemu – „Przyjmij moją pracę na swoją chwałę!” Przyznam, że nie przemawia ta idea do mnie. Wynikałoby z niej, że jedzenie, picie, sen, praca, jazda autem z natury nie są dobre czy święte, dopiero przywołanie Boga do nich jakoś je uświęca („ochrzczenie”).

Przełomowym doświadczeniem było dla mnie odkrycie wartości serca, jego żywej i nieprzerwanej aktywności. O czymś podobnym pisze autor Pieśni nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa” (5,2). Mogę spać, bardzo mocnym snem, jestem jednak z Bogiem, bo moje serce czuwa! Ono trwa w Bogu i przy Bogu, mogę głośno chrapać, zmieniać boki i drzemać, nic mnie nie odłącza od Boga, trzyma mnie przy Nim serce, które czuwa! Czuwa i nasłuchuje, bo dalej w wspomnianej księdze czytamy jak serce żywo rejestruje każdy szmer: „Cicho! Oto miły mój puka!” Ono czuje i wita się o każdej porze z przychodzącym i stale obecnym, żywym Bogiem.

Zupełnie nie dziwi mnie wezwanie św. Pawła „Módlcie się nieustannie” (1 Tes 5,17). Tak, to jest realne i prawdziwe. I na szczęście nie oznacza konieczności nieustannego religijnego paplania, wymiękłbym pewnie i oszalał. Serce jest w wewnętrznym i ciągłym dialogu z moim Bogiem.

Co można zrobić, żeby tak rezonowało serce, trwało w radosnym i miłosnym uścisku z samym Bogiem? Po wielu latach doświadczeń mogę powiedzieć tylko tyle, że trzeba zbudzić się i powstać w strefie serca. Nie jestem poetą, dlatego odsyłam każdego z was do uważnej lektury podpowiedzi z Pieśni nad Pieśniami:

 
Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.
Miły mój odzywa się
i mówi do mnie:
«Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
Bo oto minęła już zima,
deszcz ustał i przeszedł.
Na ziemi widać już kwiaty,
nadszedł czas przycinania winnic
6 
i głos synogarlicy już słychać w naszej krainie.
Drzewo figowe wydało zawiązki owoców
i winne krzewy kwitnące już pachną.
Powstań, przyjaciółko ma,
piękna ma, i pójdź!
 Gołąbko ma, [ukryta] w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku». 

(PnP 2,8-14)

 

Tak się właśnie dzieje w moim sercu, tak się może dziać w każdym.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

27 responses to PIJĘ JEM I CHRAPIĘ Z BOGIEM


Dodaj komentarz