SPOWIEDŹ SKACOWANEGO

Kazanie na 25 niedzielę zwykłą

18 września 2011

Tego dnia obudziłem się jak zwykle bardzo późno. Bolał mnie łeb po kolejnym ostrym piciu w nocy. Nie miałem roboty już od paru miesięcy, dawniej szukałem od rana. Rzadko udało się parę groszy złapać przy wypasie owiec u bogatszych farmerów na wzgórzach. Ale sezon się skończył.

Nie umiem żebrać i wstydzę się, nie chodziłem jak pierwszy lepszy łachudra na róg ulicy z wyciągniętą ręką. Nie zniosę tej szyderczej litości ze strony pobożnych mieszczuchów, którzy – ze względu na niebo – wrzucą mi parę miedziaków, a potem odejdą zadowoleni, nadęci współczuciem.

Było późno, prawie południe, ogarnąłem się trochę i zacząłem rozglądać za jakimś winem na kaca. Łażąc po podwórzu doleciało do mnie od sąsiadów, że na placu przed Ratuszem jakiś nadziany gość szuka chętnych do roboty przy zbiorze winogron. Proponował rano kupę kasy, całego denara za dniówkę! Denara! Za to można przez tydzień całą rodzinę wyżywić. Ale już jest po południu! Zakląłem, znów kicha.

Coś mnie jednak pchało na plac przed Ratusz, może się załapię, plątało mi się po skacowanej głowie. – Nie masz tam po co iść! – odradzali kumple, podpijający winko w bramach – już po zawodach. Przysiadłem, strzeliłem szklankę. Miło było w taki gorąc zrobić sobie parę godzin sjesty. Koło trzeciej po południu słyszałem, jak ktoś wołał – Chodźcie, jeszcze można się załapać!E tam – machnęli ręką kumple – Kto nas zatrudni na trzy godziny przed fajrantem? Potem, nie wiem, wydawało mi się, a może naprawdę słyszałem, że i o czwartej jeszcze przyjmował. Trochę doszedłem do siebie koło w pół do piątej.

Wstałem i powlokłem się na plac przed Ratuszem. Dochodziła piąta wieczorem, po żydowsku jedenasta. Od razu poznałem gościa, inny fason, inne ruchy, inny wyraz twarzy. Odwrócił się w moim kierunku i kiwnął ręką. Pomyślałem, że może będzie szukać chętnych na jutro.

Wyglądasz na nieźle podpitego. Dasz radę popracować godzinkę? Nie stracisz!

Nawet nie otworzyłem gęby, poleciałem zaraz za dwoma gostkami, widać było, że przed chwilą usłyszeli to, co ja. Nie napracowałem się, zresztą nie dałbym radę dłużej niż godzinkę.

Jak dostałem do ręki denara, myślałem, że zemdleję. Nie mogłem uwierzyć! Tyle kasy, w sumie za nic.

Od tamtej pory wierzę, że jest Bóg. Bóg jest zawsze w Ludziach Ostatniej Szansy, którzy ratują nas z beznadziejności.

PS. Kazanie dźwiękowe na www.itinerarium.pl

 

LITURGIA SŁOWA

 

(Iz 55,6-9)
Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! Niechaj bezbożny porzuci swą drogę i człowiek nieprawy swoje knowania. Niech się nawróci do Pana, a Ten się nad nim zmiłuje, i do Boga naszego, gdyż hojny jest w przebaczaniu. Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami – wyrocznia Pana. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje – nad waszymi drogami i myśli moje – nad myślami waszymi.

(Ps 145,2-3.8-9.17-18)
REFREN: Pan bliski wszystkim, którzy Go wzywają

Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.
Wielki jest Pan i godzien wielkiej chwały,
a wielkość Jego niezgłębiona.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich,
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(Flp 1,20c-24.27a)
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej.

(Dz 16,14b)
Otwórz, Panie nasze serca, abyśmy uważnie słuchali słów Syna Twojego.

(Mt 20,1-16a)

Królestwo niebieskie podobne jest do gospodarza, który wyszedł wczesnym rankiem, aby nająć robotników do swej winnicy. Umówił się z robotnikami o denara za dzień i posłał ich do winnicy. Gdy wyszedł około godziny trzeciej, zobaczył innych, stojących na rynku bezczynnie, i rzekł do nich: Idźcie i wy do mojej winnicy, a co będzie słuszne, dam wam. Oni poszli. Wyszedłszy ponownie około godziny szóstej i dziewiątej, tak samo uczynił. Gdy wyszedł około godziny jedenastej, spotkał innych stojących i zapytał ich: Czemu tu stoicie cały dzień bezczynnie? Odpowiedzieli mu: Bo nas nikt nie najął. Rzekł im: Idźcie i wy do winnicy! A gdy nadszedł wieczór, rzekł właściciel winnicy do swego rządcy: Zwołaj robotników i wypłać im należność, począwszy od ostatnich aż do pierwszych! Przyszli najęci około jedenastej godziny i otrzymali po denarze. Gdy więc przyszli pierwsi, myśleli, że więcej dostaną; lecz i oni otrzymali po denarze. Wziąwszy go, szemrali przeciw gospodarzowi, mówiąc: Ci ostatni jedną godzinę pracowali, a zrównałeś ich z nami, którzyśmy znosili ciężar dnia i spiekoty. Na to odrzekł jednemu z nich: Przyjacielu, nie czynię ci krzywdy; czy nie o denara umówiłeś się ze mną? Weź, co twoje i odejdź! Chcę też i temu ostatniemu dać tak samo jak tobie. Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry? Tak ostatni będą pierwszymi, a pierwsi ostatnimi.

Itinerarium , , , , , ,

Comments are closed.