IMPRIMATUR

Sobota 16 lipca 2011

 

Wiele książek religijnych opatrzonych jest łacińską formułą „Nihil obstat”, co oznacza, że dana publikacja nie zwiera treści sprzecznych z wiarą i moralnością Kościoła. Wcześniej taką książkę musi przeczytać specjalista, który wyda decyzję, że „nic nie stoi na przeszkodzie” (nihil obstat). Dodatkowo, jeśli publikacja ma się ukazać drukiem, to powinna jeszcze mieć notę „Imprimatur”, tzn. zgodę na druk, edycję i rozpowszechnianie.

Dawniej takie noty musiały mieć także książki np. z zakresu medycyny i kucharstwa, a nawet atlasy geograficzne. Chodziło o to, aby ktoś korzystając z jakiejś książki nie zaszkodził sobie, nie otruł się i nie zbłądził. Idea owych not była taka, że oto jest ktoś, kto odpowiada za zgodność wypowiadanych sądów z rzeczywistością i nie dopuszcza do publicznego obiegu fikcji, fantasmagorii i absurdów.

Dziś „Imprimatur” i „Nihil obstat” mają tylko niektóre książki kościelne. Gdyby jednak dawna zasada obowiązywała w innych sferach publicznych wypowiedzi, pewnie nie byłoby onet.pl, wp.pl, interia.pl, cienko przędłyby „Fakt” i „Superekspres”, a „Gazeta Wyborcza” oraz „Nasz Dziennik” miałyby najwyżej po 4 strony.

Nie martwcie się, itinerarium.pl ostałoby się. Choćby po znajomości :).

 

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.