POD RĘKĄ

Piątek 15 lipca 2011

 Noszę przy sobie zawsze scyzoryk. Ale to nie jakaś lipa, tylko bajer. Ma oczywiście korkociąg, co w razie konieczności szybkiego otwarcia wina mszalnego jest użyteczne bardzo. Ma też dwa śrubokręty, klasyczny i gwiazdkowy. Miniaturowe kombinerki, pęsetę, szpikulec, nożyczki, otwieracz kapslowy, otwieracz do konserw. Ba, jest nawet pilniczek do paznokci, który kilka razy pożyczałem koleżankom, maleńka piłka do metalu, szydło i dłutko.

No i są tam również trzy urządzenia przydatne wędkarzom. Jednym mogę najmniej boleśnie wyjmować haczyki okoniom z paszczy. Drugim mogę zmierzyć długość płotki, bo jest to 10 cm miarka. A trzecie, to szkło powiększające, żebym dokładnie rozeznał się w wielkości wyławianych z rzeki trofeów …

Mam też zawsze przy sobie ręce, które mogę podać, na zgodę czy na powitanie. Nogi, dzięki którym idę do szpitala lub więzienia, w zależności jak tam się komu ze znajomych poszczęściło. Mam uszy, które mogą słuchać, raz płaczliwej skargi, raz opowieści o chwale i radości. Mam oczy, które widzą więcej niż linie ciała i obrysy przedmiotów. Mogę się zapatrzeć i długo podziwiać. Mam uśmiech, który jak wiadomo otwiera niebo i zwiastuje przyjaźń. Mam usta, z których nie musi wychodzić puste gadanie ale jakaś mowa dobra i serdeczna.

Podręczne zestawy są naprawdę użyteczne.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

Comments are closed.