Chrześcijaństwo stawia tak wysokie wymagania, że przeciętny człowiek musi bardzo, ale to bardzo się starać, aby im chociaż w części sprostać. Tak dotychczas myślałem i – co tu kryć – strach, że nie sprostam wyzwaniom utrwalał we mnie postawę małozaangażowanego, choć raczej życzliwego obserwatora.
Wyobrażałem sobie na przykład, że jednym z takich bardzo wysokich wymagań, którym nie potrafię (no i nie za bardzo chcę) sprostać jest to, aby liczyć się z uczuciami i poglądami innych ludzi. Nawet jeśli te uczucia i poglądy mocno nas ranią, albo są dla nas niezrozumiałe. A już szczególnie wtedy, jeśli dotyczą one symboli, a nie spraw życia i śmierci.
W ostatnim tygodniu skorygowałem swoje błędne wyobrażenia. Zobaczyłem, że chrześcijańska postawa jest w zasięgu mojej ręki.
Tylko jakoś wcale nie zdopingowało mnie to do większego zaangażowania. A i życzliwość jakby ciut zmalała.
Jan Pleszczyński

