O SMUTNYM LOSIE MIŁOŚNIKÓW EWANGELII

Na początek historia, jakby nieco pachnąca baśnią, ale na tyle stara, że warto ją przypomnieć i nawet polubić.

Maria, zwana Egipcjanką, bo o niej mowa, jako młoda dziewczyna przybyła do Aleksandrii i tam przez siedemnaście lat oddawała się rozpuście. Któregoś dnia, powodowana ciekawością, przyłączyła się do grupy pielgrzymów płynących statkiem do Jerozolimy. Za podróż zapłaciła własnym ciałem, uwodząc po drodze wielu pielgrzymów, a w Jerozolimie, tak jak w Aleksandrii, nadal prowadziła życie rozwiązłe. W dniu przeznaczonym na uczczenie Krzyża Świętego wraz z innymi udała się do kościoła Grobu Świętego, w którym wystawiono relikwie. Kiedy jednak usiłowała wejść do środka, jakaś niewidzialna siła odepchnęła ją od drzwi świątyni. W tejże chwili odczuła skruchę z powodu popełnionych grzechów i zaczęła płakać, zwracając się o pomoc do Matki Bożej. Następnego ranka okazało się, że może już wejść do kościoła i oddać cześć relikwiom drzewa Krzyża Świętego. Natychmiast opuściła miasto i przekroczyła Jordan, mając ze sobą trochę chleba, który kupiła za pieniądze otrzymane od pewnego pielgrzyma. Żyła na pustyni czterdzieści siedem lat, aż przypadkiem odnalazł ją tam kapłan Zosima. Mnich wysłuchał jej opowieści i udzielił komunii świętej, a po roku wrócił, aby ją pochować w grobie wykopanym przez lwa (wersja za Benedictą Ward).

Cała historia dzieje się gdzieś w II czy III wieku, choć opisy pochodzą z VI wieku. Dotyczy niezwykłej przemiany św. Marii Egipcjanki, wzoru skruchy i pokuty. W Kościele Zachodnim (Rzymskim) mamy może ze dwa święta, i to o niskiej randze liturgicznej, odwołujące się do pogmatwanych losów ludzkich, z happy endem. W marcu (26) wspominamy św. Dobrego Łotra (i to nieobowiązkowo), a w lipcu (22) swoje święto ma Maria Magdalena. W Kościele Wschodnim (Prawosławnym) lęk przed eksponowaniem na ołtarzach nierządnic i zbójów jest znacznie mniejszy. Maria Egipcjanka jest wspominana w Wielki Poście przez kilka dni z ukoronowaniem w piątą niedzielę tego czasu, z liturgią przedstawiającą ją jako wzór pokuty i skruchy. Równie poczesne miejsce w liturgii Wschodu zajmują inne, nie najlepiej prowadzące się panny, jak św. Pelagia, św. Taida czy Maria (tzw. bratanica Abrahama).

Wracając do Marii Egipcjanki, zwróćcie uwagę, że niewiele dobrego w kategoriach przyzwoitości da się znaleźć w jej życiorysie, a już to uwodzenie pobożnych pielgrzymów w drodze do świętych miejsc, a fe, obrzydliwość. Podobnie po nawróceniu, trudno dostrzec aby jakoś szczególnie się spowiadała, odmawiała koronki czy codziennie chodziła do kościoła (nawet biorąc pod uwagę inne realia, mało o jej pobożności wiadomo). Raz w życiu przyjęła komunię, nawet nie wiadomo czy po spowiedzi. Nikt jednak nie kwestionuje jej miejsca w gronie najbliższych Bogu, świętych.

Istotnie, w życiu Marii Egipcjanki (i jej podobnych) moc Ewangelii objawiła się w jej najbardziej podstawowym przekazie – odmieniła życie. Po to właśnie jest Ewangelia, po to była głoszona przez Jezusa, po to została spisana, po to też jest (jest?) głoszona dzisiaj.

Inaczej trochę jest dzisiaj. My, współcześni chrześcijanie, jesteśmy trochę jak Kluby Miłośników Ewangelii. Czytujemy ją, słuchamy od czasu do czasu, lubimy ładne komentarze (homilie – w języku fachowym), mamy kalendarzyki z co trafniejszymi cytatami, kolekcjonujemy śliczne obrazki z maleńkimi jagniętami na zielonej, soczystej łączce, z uroczym wersetem z Psalmu – „Pan jest moim pasterzem…”. Jesteśmy wiernymi członkami niezwykle pobożnych Klubów Miłośników Ewangelii.

Pamiętajmy jednak, że są także fajne Kluby Miłośników Fantastyki, z nie mniej gorliwymi fanami, a także Koła Przyjaciół Dobrego Wina, praktykujących może nawet bardziej pieczołowicie swoje pasje, niż my w naszym pobożnym KME.

Ewangelia jest po to, aby zmieniała nasze życie. I jeżeli dwa dni temu – zakładam, że średnio był to twój ostatni kontakt, niedzielny, z Ewangelią – nic się nie zmieniło w twoim życiu, to porażka.

Oczywiście możesz należeć do zacnego Klubu Miłośników Ewangelii. Członkowie owego klubu mają też zapewnione miejsce. Z tym, że nie w niebie, bo tam są tylko członkowie Frakcji Przemienionych, nierządnice, zbóje, byli mordercy, niegdysiejsi kłamcy i trochę poprawieni złodzieje.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

Comments are closed.