O herbatce

Na zajęciach rozpatrywaliśmy pewien problem. A właściwie to studenci rozpatrywali, a ja gapiłem się w okno.

Problem z życia wzięty, pisał o nim Press, a zasadniczo chodzi o to, czy Piotr Najsztub zgrzeszył reklamując herbatę. W Pressie profesjonalni dziennikarze oceniali ten występ różnie. Moi studenci też.

Przyjęło się uważać, że dziennikarzowi (dziennikarzowi, a nie człowiekowi mediów – to istotna różnica) nie przystoi występować w komercyjnej reklamie. To podważa wiarygodność, nie tylko dziennikarza, ale mediów w ogóle. A na dodatek jeszcze gorszy adeptów dziennikarstwa: skoro taki Najsztub może, to my też. I koniec z etyką dziennikarską.

W głosowaniu 11 studentów orzekło, że Najsztub zachował się nieetycznie, a dziewięciu, że wszystko jest OK.

Wtedy do akcji wkroczyłem ja. Zapytałem tych „etycznych”: a za 50 tysięcy zareklamowalibyście herbatkę, w końcu bardzo dobrą? Takiej sumie oparł się już tylko jeden. Albo wyjątkowy twardziel, albo bogaty z domu.

– Wychodzi na to, że można was kupić i na nic wasze zasady – zacząłem szydzić.

Wtedy studenci przeszli do kontrataku. – A pan by nie wystąpił za 50 tysięcy? – Nie – oparłem z przekonaniem. Ale chytrze nie dodałem: „Nie wystąpiłbym, bo mam”.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

Comments are closed.