Rok temu Biesłan, ponad 300 ofiar, dzieci. Dzisiaj Bagdad, blisko 1000 ofiar. Huragan na południu USA, znów setki ofiar. Po drodze Madryt i Londyn, ofiary zamachów.
Oczywiście, mamy swoje zmartwienia, dzieci muszą pójść do szkoły, koniec sierpnia przyniósł rachunki do zapłacenia, w wyborczych szrankach zajadle walczą kandydaci na zbawców narodu. Żyje nam się ciągle nie najlepiej.
Warto tę listę ofiar, od Biesłanu po Bagdad zamienić na dziesiątki różańca, nosić w sobie pamięć i współczucie. Warto stawiać pytanie: czy tak musiało być? I warto utwierdzać się w odpowiedzi, że tak wcale nie musiało być. Nawet jeżeli recept gotowych nikt nie ma. Stan świata jest też efektem moich działań bądź ich braku. Świat nie dzieje się poza mną i ja nie jestem widzem obserwującym scenę zdarzeń. Więc prócz modlitwy pojawia się wezwanie – ile mogę, tyle dobra podejmuję, na cały nowy miesiąc, żadnych zaniechań i rezygnacji, machania ręką (że niby nic i tak zrobić nie można). I modlitwa i dobre dzieło są potrzebną walką, świętym staraniem, powinnością ludzką nieodzowną. To nic, że nie możesz zrobić wszystkiego, zrób jak najwięcej i jak najlepiej.

