Upalne południe pod Damaszkiem. Szaweł pada na ziemię, na kolana, ślepnie na trzy dni, traci apetyt i pragnienia. Później musiał długo dochodzić do siebie, karmiono go i pojono, aż odzyskał siły (por. Dz 9,1-29).
Miał na sumieniu ostre prześladowania ludzi za ich poglądy, przypatrywał się egzekucji Szczepana, pakował pierwszych chrześcijan do więzienia. Słowem twardogłowy i beton. Ale Bóg znalazł drogę do skruszenia jego serca. Płochliwy koń, który rzuca z łomotem jeźdźca o ziemię, parę dni głodu i kompletnej ślepoty.
Stąd wniosek prosty – skoro Bóg nie przekreśla nawet betonów i twardogłowych, nie odrzucaj nikogo, nawet najbardziej splamionego, w twoim odczuciu.
A drugi, wniosek pełen nadziei, dla nienawróconych, Pan Bóg dziś ma do dyspozycji konie mechaniczne, jakiegoś nicponia, co może ci oko podbić i jakiś Damaszek na miarę twojego życiorysu. Patrz uważnie, to już dziś!

