WIARA I PRZEŚLADOWANIA

Kazanie na XXIII niedzielę zwykłą
14 listopada 2010 r.

Zniszczone kościoły, głód, zaraza, trzęsienia ziemi, wojny, przewroty, rewolucje. To wszystko mieliśmy już w historii, mamy też dzisiaj i zapewne jeszcze będziemy mieli w przyszłości, prawie tak, jak opisane jest to w Ewangelii.

Tak zwane wielkie rewolucje, francuska, meksykańska, październikowa, chińska, hiszpańska czy kubańska, doprowadziły do śmierci milionów ludzi (historycy przyjmują, że okres dyktatury Stalina to ok. 30 milionów ofiar). W większości tych przewrotów, prześladowania objęły także chrześcijan. W „Wielkiej księdze męczenników XX wieku”, James i Marti Hefley piszą o 119 milionach chrześcijan męczenników w minionym stuleciu.

W naszej części świata bycie chrześcijaninem to – na razie – nie taki wielki strach, czasem raczej obciach. Konsekwentne wyznawanie Chrystusa i realizacja Jego Ewangelii są mało popularne i traktowane jako nieszkodliwe dziwactwo. Jasne i otwarte wyznawanie Chrystusa zawsze pociągało za sobą dyskomfort, od prześladowań i męczeństwa, po uśmieszki politowania i kpinę.

Jest coś, co możemy położyć na drugiej szali. Historia Bożej obecności wśród ludzi rozpoczyna się od słów: „Nie bójcie się!” – to apel anioła do pasterzy w Betlejem (Łk 2,10). Po zmartwychwstaniu Jezus, ukazujący się kobietom, uspokaja je: „Nie bójcie się!” (Mt 28,10). I jeszcze jedno żywe wspomnienie, niejako aktualizacja ewangelicznych wezwań. Trzydzieści dwa lata temu: „Nie lękajcie się! Otwórzcie, otwórzcie na oścież drzwi Chrystusowi! Otwórzcie drzwi Jego zbawczej władzy, otwórzcie jej granice państw, systemy ekonomiczne i polityczne, szerokie obszary kultury, cywilizacji i rozwoju. Nie lękajcie się! Chrystus wie, co kryje się we wnętrzu człowieka. Jedynie On to wie! Dziś człowiek tak często nie wie, co nosi w sobie, w głębi swej duszy, swego serca. Jak często jest niepewny sensu swego życia na tej ziemi. Ogarnia go zwątpienie, które przeradza się w rozpacz”. (Plac św. Piotra, 22 października 1978).

W Ewangelii, którą dziś czytamy, Chrystus zapewnia o ocaleniu życia przez wytrwałość, życia doczesnego lub wiecznego, bo i o wiecznym nie możemy zapomnieć. Z jednej strony wiemy, że wyznając wiernie Ewangelię, będziemy znakiem sprzeciwu. Prawdziwą moc i pokój daje jednak Ten, który w każdej chwili mówi do naszego serca: „Nie bójcie się!” Ta moc pozwoliła wielu chrześcijanom nie przestraszyć się śmierci. Z tą mocą możemy dziś wyznawać Ewangelię, mimo kpin i gestów politowania, takie wyznawanie wiary daje też poczucie sensu życia i głęboką radość.

LITURGIA SŁOWA

(Ml 3,19-20a)
Oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego skrzydłach.

(Ps 98,5-9)
REFREN: Pan będzie sądził ludy sprawiedliwie

Śpiewajcie Panu przy wtórze cytry
przy wtórze cytry i przy dźwięku harfy,
przy trąbach i przy dźwięku rogu,
na oczach Pana, Króla, się radujcie.

Niech szumi morze i wszystko, co w nim żyje,
krąg ziemi i jego mieszkańcy.
Rzeki niech klaszczą w dłonie,
góry niech razem wołają z radości.

W obliczu Pana, który nadchodzi,
bo przychodzi osądzić ziemię.
On będzie sądził świat sprawiedliwie
i ludy według słuszności.

(2 Tes 3,7-12)
Sami wiecie, jak należy nas naśladować, bo nie wzbudzaliśmy wśród was niepokoju ani u nikogo nie jedliśmy za darmo chleba, ale pracowaliśmy w trudzie i zmęczeniu, we dnie i w nocy, aby dla nikogo z was nie być ciężarem. Nie jakobyśmy nie mieli do tego prawa, lecz po to, aby dać wam samych siebie za przykład do naśladowania. Albowiem gdy byliśmy u was, nakazywaliśmy wam tak: Kto nie chce pracować, niech też nie je! Słyszymy bowiem, że niektórzy wśród was postępują wbrew porządkowi: wcale nie pracują, lecz zajmują się rzeczami niepotrzebnymi. Tym przeto nakazujemy i napominamy ich w Panu Jezusie Chrystusie, aby pracując ze spokojem, własny chleb jedli.

(Łk 21,28)
Nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie.

(Łk 21,5-19)
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, powiedział: Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony. Zapytali Go: Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie? Jezus odpowiedział: Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: Ja jestem oraz: Nadszedł czas. Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec. Wtedy mówił do nich: Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie. Lecz przed tym wszystkim podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą do królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić. A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

ODDAJ JEJ!

Rozwiązania najprostsze przychodzą nam do głowy najtrudniej. Bywamy bezradni wobec różnych większych i mniejszych problemów. Wierzymy jednak, że od każdej trudnej sprawy znajdzie się specjalista, fachowiec, profesjonalista.

Jedna z pań, gospodyń, zadzwoniła zdenerwowana do specjalisty od pralek, zresztą znajomego.

– Heniek! Pralka mnie kopie! Co kurczę robić?

– Pralka, mówisz kopie cię? Wiesz co, oddaj jej! Serio, oddaj jej!

Nie szukajmy za bardzo specjalistów, czasem wystarczy oddać! Proszę tylko, żebyście stosując powyższą zasadę mieli na nogach gumowe obuwie albo inne, nie przewodzące elektryczności.

Itinerarium , , , , , ,

ZA ŚWIATŁEM

Wieczorem zapalają się latarnie, chodniki stają się przyjazne i rozpoznawalne. Widzimy budynki, wejścia do sklepów i kawiarni, omijamy kosze na śmieci, łatwo trafiamy na przystanek. Wyławiamy bez pomyłki twarze znajomych, nawet uśmiechy lecą wzdłuż smug światła.

Przystajemy na czerwonym (przeważnie), ruszamy na zielonym (przeważnie), światła mówią „tak” i „nie”, na pomarańczowym musimy już trochę pomyśleć. A zupełnie co innego oznacza światło białe, żółte, zielone i czerwone, izofazowe (fazy światła i zaciemnienia są mniej więcej równe) i rozbłyskowe, wysyłane kiedyś przez latarnie W domu są kinkiety, żyrandole, trafiają się kandelabry. Jedno muśnięcie włącznika i jest jasno, widno, jak się dawniej mawiało.

Na niebie gra świateł jest jeszcze bardziej znacząca. Wiedzą o tym ryby, grzyby, ptaki, krety i inne zwierzęta. Ryby bez entuzjazmu żerują przy pełni księżyca, grzyby zaś rosną przy dużym księżycu jeszcze chętniej niż po deszczu. Dla kretów noc jest jak zielone światło dla samochodów na skrzyżowaniu. Część ptaków pierwszy, lekki nawet, przybór światła słonecznego traktuje jako sygnał startowy do godów. Bobrom najczarniejsza noc jest największym sprzymierzeńcem do siekania pni olchowych.

W sercu naszym ukryte są wejścia, przejścia i wyjścia, labirynty, zakamarki, kładki, tunele, ścieżki i korytarze. Są w nim drogi do innych ludzi, do nowego i do lepszego życia, do większego sensu, jest jedna ścieżyna do siebie samego i jedna do Pana Boga. Najważniejsze drogi mają swój początek w sercu. Żeby je znaleźć, dobrze zobaczyć i rozpoznać, potrzebne są światła. Trzy małe, ale niezawodne. Wiara, nadzieja i miłość.

Wiara jest światłem, dzięki któremu nie widzisz jaskrawo, daleko i pewnie, ale znasz następny krok. Wystarczy, resztę zna Bóg. Nadzieja ma naturę niegasnącą, trwałą i ciepłą. Nie sposób wytłumaczyć jej źródła, ważne jest to, że od niej zawsze możesz zapalić wszystkie inne nadzieje – nadzieję życia, nadzieję na przyszłość, nadzieję względem ludzi. Ta nadzieja w sercu nie jest „nadzieją czegoś”, jest częścią ciebie samego. Od wiary i nadziei bardzo szybko rozpala się miłość, która potrzebuje niewielkiego podmuchu, aby natychmiast objąć myśli, wybory i czyny. Te trzy światła nosisz w sobie. Kiedy wszystkie inne gasną, pamiętaj, jest w tobie światło.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

OD PODUSZEK POLSKA

Kazanie na Święto Niepodległości
Czwartek 11 listopada 2010

Kilka kalendarzy z Ojcem Świętym (naszym) i z Matką Bożą. I takie z kartkami do zrywania. Linijka o długości 50 centymetrów. Tania herbata ekspresowa, parę główek czosnku, zupki grochowe z grzankami, zapalniczki z zaworkiem, proszek do prania, pilnik do paznokci.

Dziś, na samą rocznicę odzyskania niepodległości, znów o Polsce, trochę inaczej. Polska ma różne ważne oblicza.

Herbata i zapalniczki nie są jednak najważniejsze. Nici i skóra to podstawa. Kilka szpulek mocnych czarnych nici. Poza czarnymi, nici zielone, białe, czerwone, brązowe i w ogóle kolorowe. Skóra miękka, może być w kawałkach, derma albo skaj. Też najlepiej w różnych kolorach. Tasiemka, z której robi się frędzle. Zamki błyskawiczne, sprzedawane na metry i kilkanaście suwaków. Igły, cieńsze i grubsze, z trójkątnym ostrzem i igły pospolite, do zwykłego szycia. Skóra, frędzle i nici służą do robienia poduszek. Wsuwa się w nie gąbkę i można – jak czytam w liście – używać w samochodzie na fotelu kierowcy.

Poduszki mam dwie, dotarły z jednego z więzień. Lista zapotrzebowań, z której kilka pozycji wyżej przepisałem, była dołączona do poduszek. Przysłał to wszystko Rysiek. Pozostaje mu jeszcze ponad rok do odsiedzenia, za sprawy błahe raczej. Na końcu listu jest zapewnienie o modlitwie i prośba o wzajemność w tej sprawie. Rysiek – i chyba inni też – robi te poduszki za kratami, potem rozsyła, do mnie trafiają od czasu do czasu.

Ryśkowi nikt nie podał ręki ani w czasie głupiej młodości ani potem, gdy kolejno umierali: matka, ojczym i ojciec. Wódka, długi, rozróby, jeden wyrok, nie spłacone rzeczy, drugie i trzecie więzienie. Teraz czeka na wolność i na rentę, chociaż jeszcze jest w tzw. sile wieku. I z nadzieją robi poduszki z kolorowych kawałków skóry albo dermy.

Rozumiem i staram się kochać tę Polskę, której na czas nikt nie podał ręki. Wierzę, że ma jeszcze szansę. Polska, którą warto odwiedzać w więzieniach („Bo byłem w więzieniu …”), bezdomna Polska, której warto w zimniejsze wieczory dać kanapkę i gorącą herbatę. Polska, która nie zanuci „My, pierwsza brygada …” , pomyli się przy pierwszej zwrotce hymnu i nie odróżnia czy czerwony kolor jest na górze czy na dole flagi narodowej. Polska z bardzo ważnym obliczem.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

POLSKA JEDENAŚCIE KOBIET

Słowo przed 92 rocznicą odzyskania Niepodległości

Pogodna, ciepła letnia noc. Wojna. Jedenaście Polek, kobiet i zakonnic, siedzi w pokoju na komisariacie gestapo w Nowogródku. Wiedzą, że może jeszcze w nocy a może nad ranem, zostaną rozstrzelane. Posądzane są o pomoc partyzantom. Modlą się, cicho popłakują, oddają życie w ręce Tego, Któremu zawierzyły wdziewając habity. Właściwie nie zginą, ale oddadzą życie za stu dwudziestu innych, którzy dzięki ich ofierze przeżyją. Oddadzą życie za innych, ale i za Polskę.

Weronika była najmłodsza, miała tylko dwadzieścia siedem lat. Szlachcianka, ale „zaściankowa”, czyli bez majątku. Leokadia, najbardziej korpulentna, wzbudzała respekt i posturą i odwagą. W czasie okupacji sowieckiej (1939 – 1941) została zmuszona do roli służącej rosyjskiego dyrektora szkoły w Nowogródku. „Dlaczego ja?” – protestowała. Przez niecałe dwa lata doprowadziła do wiary całą dyrektorską rodzinę. Dlatego pewnie ona.

Jutro uczcimy Niepodległość Polski. Przynajmniej nie zapomnimy, że to ten dzień, wolny od pracy nawet. Opowiem o jedenastu Polkach, o Polsce przepięknej, prostej i rozstrzelanej.

Wszystkie bohaterki dzisiejszej opowieści giną w Nowogródku (obecnie Białoruś), najbardziej znanym z młodości Mickiewicza. Są zakonnicami, nazaretankami. W lecie 1943 roku działająca w pobliżu miasteczka partyzantka radziecka na chwilę zajmuje osadę Iwaniec, następuje karna ekspedycja gestapo, są egzekucje, palenie całych wsi, liczne aresztowania. W samym Nowogródku 18 lipca 1943 roku zostaje uwięzionych sto dwadzieścia osób, w większości ojcowie rodzin i młodzież męska. Niemcy zapowiadają ich rozstrzelanie.

Adela Mardosewicz (siostra Stella w zakonie), w jednej z rozmów deklaruje: „Mój Boże, jeśli potrzebna jest ofiara z życia, niech raczej nas rozstrzelają, aniżeli tych, którzy mają rodziny – modlimy się nawet o to”. Modlitwa zostanie wysłuchana za dwa tygodnie. Wcześniej, aresztowani mieszkańcy Nowogródka zostają deportowani do przymusowej pracy na terenie Rzeszy Niemieckiej, wrócą po wojnie wszyscy, żywi i ocalali. Siostra Stella słysząc o zagrożeniu życia księdza Aleksandra Zienkiewicza, kapelana klasztoru, ponawia swoją przedziwną prośbę: „Boże, mój Boże, ksiądz kapelan jest o wiele potrzebniejszy na tym świecie niż my, modlimy się teraz o to, aby Bóg raczej nas zabrał niż księdza, jeśli jest potrzebna dalsza ofiara”. Ksiądz przetrwał okupację, potem został repatriowany na tzw. „ziemie odzyskane” i dożył 95 lat w opinii świętości (zmarł w 1995 r.).

Modlitwa siostry Stelli szybko zostaje wypełniona. W sobotę 31 lipca otrzymuje wezwanie, aby stawić się wieczorem w komisariacie gestapo, wraz ze wszystkimi siostrami. Stawiły się o 19.30 po nabożeństwie różańcowym. Po godzinnej rozmowie z niemieckim oficerem, podczas której padają zarzuty wspierania partyzantki, siostry zostają wywiezione w kierunku koszar. Wiedzą, że zginą. Nie wiadomo, co wpłynęło na zmianę terminu egzekucji, jednak gestapo przewozi zakonnice na noc z powrotem na posterunek. Noc, niczym tamta w Ogrójcu. Rankiem, w niedzielę 1 sierpnia, siostry zostają rozstrzelane w małym i młodym lesie, pięć kilometrów za Nowogródkiem. Wokół brzózki i sosenki.

Eugenia była nauczycielką spod Suwałk, nosiła przydomek „Siostra Dyscyplina”. O Paulinie mówiono, że była „mało sprytna”, co wówczas uchodziło za spory komplement. Helena „pierwsza do najcięższych robót, nieroztropna w miłości siostrzanej, chce wszystkich wyręczać”. Julia, ledwo umiała czytać i pisać, ponieważ rodzice nie chcieli posyłać córki na lekcje z obawy przed szkodliwym wpływem zrusyfikowanej szkoły (początek XX wieku, zabór rosyjski). Józefa, najprawdopodobniej tylko ranna w momencie egzekucji, ponieważ podczas ekshumacji (1945) znaleziono ją w postawie przykucniętej, przypuszcza się, że skonała przez uduszenie pod pryzmą piachu. Eleonora, „gdzie przeszła, tam był ład, skład i porządek”. Anna, prócz zajęć stricte zakonnych, potrafiła prząść len i wełnę. Jadwiga, z roztargnienia przytachała kiedyś pewnemu wizytatorowi szkolnemu wraz z drugą siostrą kanapę, choć przełożona prosiła tylko o … kanapkę. I Adela (Stella), tymczasowa przełożona klasztoru, obarczona tą godnością po wyjeździe właściwej przełożonej, która wiedziała, że nie podoła w czasie prześladowań.

Polska, jedenaście kobiet. Życie oddane, ale nie utracone. Niepodległość, którą dziś mamy na całego, zrodzona z wielu ofiar, mało znanych jak ta, o której wspominam dziś. Niepodległość i wolność, z życia i męczeństwa jedenastu kobiet i tysięcy innych. Polska dla której trzeba było umierać. Polska dla której warto żyć. Jak najlepiej.

Męczenniczki nowogródzkie, rozstrzelane 1 sierpnia 1943 roku

S. Stella – Adela Mardosewicz, lat 55, pochodząca z okolic Pińska;
S. Imelda – Jadwiga Żak, lat 51, z Oświęcimia;
S. Rajmunda – Anna Kukołowicz, Lat 51, z Wileńszczyzny;
S. Daniela – Eleonora Jóźwik, lat 48, z Podlasia;
S. Kanuta – Józefa Chrobot, lat 47, z ziemi Wieluńskiej;
S. Sergia – Julia Rapiej, lat 43, z okolic Grodna
S. Gwidona – Helena Cierpka, , lat 43, z Poznańskiego;
S. Felicyta – Paulina Borowik, lat 37, z Podlasia;
S. Heliodora – Leokadia Matuszewska, lat 37, z Pomorza;
S. Kanizja – Eugenia Mackiewicz, lat 39, z Suwałk
S. Boromea – Weronika Narmontowicz, lat 27, z okolic Grodna

Modlitwa za przyczyną Sióstr Męczenniczek z Nowogródka:
Boże, nasz Ojcze, Twój Syn, Jezus, powiedział, że nie ma większej miłości niż oddać życie za drugiego człowieka. Siostra Stella i jej współsiostry dobrowolnie wybrały śmierć, by ratować braci. Ty przyjąłeś ich ofiarę. Przez wstawiennictwo Błogosławionych Sióstr usłysz nasze prośby, które zanosimy do Ciebie w imię Jezusa, naszego Pana. Amen.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , ,

SYMFONIA Z ROZMACHEM

Odwiedziny na cmentarzach, wspomnienia tych, którzy już odeszli, opadające igliwie i liście, mniej słońca, krótsze dni. Nastrój przemijania, jak się mawia w listopadzie.

Odchodzą ci, których w żaden sposób nie mogliśmy zatrzymać, trochę smutków w kolorach brązowych i szarych w przyrodzie, więcej wiatru, chmur i ciszy. Można odnieść wrażenie, że życie traci coś ze swojego kolorowego rynsztunku, że my sami także odchodzimy.

Patrzę na życiorys Jezusa, od skromnych narodzin w Betlejem, przez ciche życie w Nazarecie, działalność publiczną, aż po wydarzenia krzyża i zmartwychwstania. W żaden sposób nie dostrzegam w Jego losie przemijania, tracenia i odchodzenia. Jego życie jest jak symfonia, rozpoczynająca się cicho i subtelnie, potem narasta bogactwo zdarzeń, spotkań i ważnych słów, nadchodzą historie dramatyczne, po nich pełne chwały i wreszcie nieskończony horyzont, otwarty i wciąż rozszerzający się.

Nie mamy powodów, aby patrzeć na swoje życie w tonacji przemijania. Póki stawiamy sobie cele do osiągnięcia, póki powstają w nas dążenia ukierunkowane na przyszłość, symfonia naszego życia rozwija się i nabiera rozmachu. Gorzej jak wrzucimy sobie w myślenie kategorie emerytury, renty i „zasłużonego odpoczynku”, czyli nastawimy się na jakiś koniec.

Przemija postać tego świata, zapisał św. Paweł, ale sam świat nie rozpada się, przechodzi różne fazy, z wektorem na wzrost i rozwój, z perspektywą na ciągłe dojrzewanie i spełnianie się. W ten rytm warto się wczuć i pozwolić mu się ogarnąć.

Nie przemijamy i nie tracimy życia, wchodzimy w nowe i coraz głębsze wymiary naszego istnienia, wydajemy coraz lepsze owoce naszych myśli i działań. Kiedy obieramy kierunek na pełnię, owszem, pozostawiamy za sobą przeszłość, ale nie przemijamy. Wznosimy się zgodnie z nurtem postępu całego kosmosu, ku „pełni wszystkiego” – ku „Pełni Tego, który napełnia wszystko wszelkimi sposobami” (Ef 1,23).

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

WEDŁUG JEGO UPODOBANIA

Nie wiem czy podobają się wam ludzie i czy podobacie się sami sobie. Mam nadzieję, że podoba wam się życie, świat wokół nas i Pan Bóg.

Bogu podobają się ludzie. Ma w nas upodobanie i to wielkie. Tak wielkie, że stał się jednym z nas. Aniołowie, zwiastujący pasterzom w Betlejem narodzenie Jezusa, tłumaczyli ten fakt Bożym upodobaniem dla ludzi: „Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania” (Łk 2, 14). Podobamy się Bogu nie ze względu na jakieś szczególnie piękne cechy czy wyjątkowo dobre czyny. Podobamy Mu się, bo jesteśmy Jego dziećmi, Jego ludem, „Pan w ludzie swoim upodobał sobie” (Ps 149, 4). Jeden z psalmistów, świadomy, że nie bardzo ma czym przekonać Boga do siebie, a potrzebuje Jego mocy, informuje Go, że w zasadzie nie ma innego wyjścia: „Pamiętaj o nas, Panie, gdyż masz upodobanie w swoim ludzie. Przyjdź nam z pomocą” (Ps 106, 4). Boże, przyjdź mi z pomocą, przecież pamiętasz, że masz upodobanie we mnie! To bardzo słuszne podejście, bez względu na to, co było, jest czy będzie, podobamy się Bogu, choć nie wszystko, co zrobiliśmy, robimy czy zrobimy, będzie się Mu podobać. Podobamy Mu się może dlatego, że – jak znowu czytamy w psalmie – On ma „upodobanie w ukrytej prawdzie” (Ps 51, 8).

Po ludzku jest tak, że to co sobie upodobamy, wybieramy. I potem kupujemy, bierzemy czy pożyczany (ewentualnie kradniemy :)). Boża perspektywa jest inna, On ma upodobanie w tym, co (kogo) wybrał. Upodobanie Boga dla ludzi jest najwyższym stopniem Jego troski i pamięci o nas. Nie ma sytuacji i warunków, w których On mógłby odwołać swoje upodobanie względem człowieka. Przeciwnie, Bóg ponawia swoje upodobanie dla ludzi, odwracając ich losy:

Nie będą więcej mówić o tobie „Porzucona”,
O krainie twej już nie powiedzą „Spustoszona”.
Raczej cię nazwą „Moje w niej upodobanie”
A krainę twoją „Poślubiona”.
Albowiem spodobałaś się Panu. (Iz 62, 4)

Bóg upodobał sobie w nas, upodobał, tzn. jakby stanął najgłębiej oczarowany i zachwycony, nie mogąc wyjść z podziwu i oderwać oczu i serca od człowieka.

Mamy tysiąc powodów, dla których źle myślimy i mówimy o ludziach, a nawet robimy im wredne rzeczy. Mamy czasem nie mniej racji, by źle siebie oceniać i mieć pretensje do samych siebie. Jeślibyśmy jednak poszli śladem Bożego upodobania, okaże się, że ludzie są jedynymi istotami wartymi naszych serc i myśli (bez względu na tysiąc powodów…), a my sami też mamy w sobie coś, absolutnie nieutracalnego, niezwykłą jakość (mimo racji …).

Upodobanie to droga zachwytu i najbardziej szczerego zdumienia, odkrycia najgłębszych sensów, w sobie, ludziach, świecie i życiu. Trwając w upodobaniu, żyjemy trochę jak sam Bóg.

Itinerarium , , , , , , ,

Kruchty niewysłane

Moja kruchta staje się coraz bardziej dziurawa. Powoli zdycha. Sam to widzę, a jeśli ktoś czasem jeszcze tę rubryczkę czytuje, to też to widzi.

Ale to nie przez moje lenistwo albo brak weny. Przeciwnie, na pisanie kruchty poświęcam znacznie więcej czasu niż kiedyś, a każdy tydzień dostarcza mi w nadmiarze okołokruchcianych tematów. Tyle, że coraz częściej napisanych już krucht nie wysyłam. Nawet już nie proszę żony o imprimatur. Sam się cenzuruję.

Ostatnio piszę po trzy, cztery wersje. Łagodzę i wygładzam. Zamiast o grzechu pychy piszę o braku cnoty roztropności. Zamiast o kompromitującym tchórzostwie – o nadmiernej ostrożności. Prostactwo i prymitywizm zamieniam na „pewien brak wrażliwości”. I tak dalej. Ale i tak wszystko na nic. Nie wysyłam. Założyłem sobie nawet specjalny folder „Kruchty niewysłane”.

Dziś też napisałem kilka wersji. Po autocenzurze ostało się tyle: „Kościół wciąż ma w Polsce wielką moc. (…) Im większa moc, tym większa odpowiedzialność. Już dawno mi się wydawało, a teraz jestem pewien, że o tej podstawowej zasadzie zapomniał. Albo, co znacznie gorsze, udaje że zapomniał”.

PS. A „Kruchty niewysłane” zapiszę w testamencie Księdzu albo M.J. To taki listopadowy akcent.

Spoza kruchty , , , , ,

CAŁA MOJA WIECZNOŚĆ

Kazanie na XXXII niedzielę zwykłą
7 listopada 2010

O wieczności powstało już tak wiele filmów, powieści science-fiction, komiksów, że łamigłówka saduceuszy z dzisiejszej Ewangelii wypada dość blado. Możemy sobie dowolnie wyobrażać to, co pozostaje tajemnicą, dopóki się nie zetkniemy z nią.

Wiemy cokolwiek o Wieczności, wiemy, że jest tam mieszkań wiele (wystarczy dla wszystkich) i że będzie w niej coś z uczty (pewnie z wyłączeniem ziemskich potraw, choć akurat Jezus po zmartwychwstaniu spożywał i ryby i chleb). Może jeszcze inne podpowiedzi znajdziemy. Radziłbym jednak nie wyobrażać sobie Wieczności, przynajmniej w sposób zobowiązujący, ponieważ żadne oko jej nie widziało, żadne ucho nie słyszało i żadne serce nie zdoła jej pojąć.

Jedyne, co mogę radzić, a radzę tak sobie samemu też, to skupić się na Chrystusie – „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem, kto we mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie”. Są ludzie, którzy noszą piękne imiona, Nadzieja (Nadieżda), Wiara (Wiera), Miłość (Ljubow). I są ludzie, którzy są dla nas Nadzieją, Miłością czy Radością.

Jest też ktoś, kto jest Zmartwychwstaniem i Życiem. Wierzę w Niego, lgnę do Niego, staram się kochać Go i ufać Mu. On to cała moja Wieczność.

LITURGIA SŁOWA

(2 Mch 7,1-2.9-14)
Zdarzyło się, że siedmiu braci razem z matką zostało schwytanych. Bito ich biczami i rzemieniami, gdyż król chciał ich zmusić, aby skosztowali wieprzowiny zakazanej przez Prawo. Jeden z nich, przemawiając w imieniu wszystkich, tak powiedział: O co pragniesz zapytać i czego dowiedzieć się od nas? Jesteśmy bowiem gotowi raczej zginąć, aniżeli przekroczyć ojczyste prawa. W chwili, gdy oddawał ostatnie tchnienie, powiedział: Ty, zbrodniarzu, odbierasz nam to obecne życie. Król świata jednak nas, którzy umieramy za Jego prawa, wskrzesi i ożywi do życia wiecznego. Po nim był męczony trzeci. Na żądanie natychmiast wysunął język, a ręce wyciągnął bez obawy i mężnie powiedział: Od Nieba je otrzymałem, ale dla Jego praw nimi gardzę, a spodziewam się, że od Niego ponownie je otrzymam. Nawet sam król i całe jego otoczenie zdumiewało się odwagą młodzieńca, jak za nic miał cierpienia. Gdy ten już zakończył życie, takim samym katuszom poddano czwartego. Konając tak powiedział: Lepiej jest nam, którzy giniemy z ludzkich rąk, w Bogu pokładać nadzieję, że znów przez Niego będziemy wskrzeszeni. Dla ciebie bowiem nie ma wskrzeszenia do życia.

(Ps 17,1.5-6.8.15)
REFREN: Gdy zmartwychwstanę, będę widział Boga

Rozważ, Panie, moją słuszną sprawę,
usłysz moje wołanie,
wysłuchaj modlitwy
moich warg nieobłudnych.

Moje kroki mocno trzymały się Twoich ścieżek,
nie zachwiały się moje stopy.
Wołam do Ciebie, bo Ty mnie, Boże, wysłuchasz;
nakłoń ku mnie Twe ucho, usłysz moje słowo.

Strzeż mnie jak źrenicy oka,
skryj mnie w cieniu Twych skrzydeł.
A ja w sprawiedliwości ujrzę Twe oblicze,
ze snu powstając nasycę się Twym widokiem.

(2 Tes 2,16-3,5)
Sam Pan nasz Jezus Chrystus i Bóg, Ojciec nasz, który nas umiłował i przez łaskę udzielił nam nie kończącego się pocieszenia i dobrej nadziei, niech pocieszy serca wasze i niech utwierdzi we wszelkim czynie i dobrej mowie! Poza tym, bracia, módlcie się za nas, aby słowo Pańskie rozszerzało się i rozsławiło, podobnie jak jest pośród was, abyśmy byli wybawieni od ludzi przewrotnych i złych, albowiem nie wszyscy mają wiarę. Wierny jest Pan, który umocni was i ustrzeże od złego. Co do was, ufamy w Panu, że to, co nakazujemy, czynicie i będziecie czynić. Niechaj Pan skieruje serca wasze ku miłości Bożej i cierpliwości Chrystusowej!

(Ap 1,5-6)
Jezus Chrystusa jest Pierworodnym umarłych, Jemu chwała i moc na wieki wieków!

(Łk 20,27-38)
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu. Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę. Jezus im odpowiedział: Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani zostaną za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania. A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa “O krzaku”, gdy Pana nazywa Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba. Bóg nie jest [Bogiem] umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją.

Itinerarium , , , , , , , , ,

CO DO ZBAWIENIA CZYTAĆ TRZEBA?

Zwykle z dużą rezerwą odnoszę się do wszelkich ulotek, jednodniówek, okazjonalnych druków i broszurek. Rozumiem, że na potrzeby reklamy czy promocji tworzy się coś krótkiego, uproszczonego i niepełnego. Na ulicy biorę ulotkę czy jakiś informator przez grzeczność dla rozdających, ale nie czytam.

Dopóki ulotki czy broszurki służą komercji, nie widzę problemu. Często jednak spotykam tego typu druki, odnoszące się do spraw bardzo ważnych i najważniejszych. Socjotechnika podpowiada, że najlepiej wszystko zmieścić na jednej stronie, bo jesteśmy za leniwi, żeby odwrócić kartkę. Ambitniejsi mogą przejrzeć najwyżej kilka stroniczek, w sam raz tyle ile ma broszurka.

Najwięcej broszurek poucza o tym, jak być szczęśliwym, to jasne, bo niczego tak nie pragniemy jak szczęścia. Tyle samo, a może nawet więcej (nie mam statystyk) jest prospektów doradzających jak być bogatym. Całymi seriami wychodzą broszury na temat miłości, przyjaźni, kariery, udanego małżeństwa i wychowania dzieci.

Coraz częściej spotykam też, pieczołowicie rozkładane najczęściej w przedsionkach kościołów, kilkustronicowe folderki poświęcone zbawieniu, niebu (ale i piekłu i czyśćcu) czy wieczności. Okazuje się, że w celu osiągnięcia jakiegoś Bożego dobra trzeba odmówić zestaw określonych modlitw (litanii), ofiarować sekwencję postów (postów, w sensie poszczenia, a nie wpisów w Internecie!), dokonać jakiejś intronizacji albo udać się z pielgrzymką do określonego sanktuarium.

Czy wystarczy, aby się zbawić, przeczytać parę stroniczek w folderze i zrobić to, co tam napisane? Myślę, że do zbawienia potrzebna jest znajomość całej grubej Biblii, a nawet więcej, trzeba jeszcze treść Pisma zamienić na konkrety życia. Z kolei, żeby coś mądrego wiedzieć o przyjaźni, polecałbym lekturę „Małego Księcia” i to kilka razy. Cokolwiek więcej o zawiłościach życia dowiemy się po mozolnym wgryzieniu się w „Siedmiopiętrową Górę” (Thomas Merton) albo „Złotą Nić” (Bede Griffiths) – każda ma setki stron, zapisanych dość drobnym drukiem. Początek do poszukiwań mistycznych może stanowić na przykład „Droga na Górę Karmel” (św. Jan od Krzyża), ale to 421 stron, wcale nie łatwych w czytaniu, wiem co mówię. Dla bardziej dociekliwych wskazałbym „Dzieła” św. Teresy od Jezusa, ale uwaga, sam drugi tom to 745 stron.

Nic, co wielkie, prawdziwe, mądre, piękne i dobre, nie zmieści się na kilku stronach broszury, choć pokusy będą. Lektur miłych i długich życzę.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,