ZARAZ COŚ WYMYŚLIMY

Mała dziewczynka rozpłakała się z powodu rysunków, które ani jak nie chciały pomieścić się na kartce wyznaczonej przez panią ze szkoły. Szkoła rzecz poważna, wklejać trzeba równo i we właściwych miejscach, człek się staje mądrzejszy i poważny, jak wykona trudne zadanie.

Nie płacz, zaraz coś wymyślimy! – przyszła na ratunek mama. I rzeczywiście, rysunki udało się uszeregować zgodnie ze słusznymi regułami.

Słuchałem i patrzyłem na tę scenkę rodzinną i zrozumiałem po raz któryś, że rozpaczamy, chlipiemy i płaczemy zanim spróbujemy wziąć się za rozwiązanie problemu. Nie ma problemów, które w rzeczywistości przerastałyby nas. Przerastają nas jedynie w naszej wyobraźni, która jak stary diabeł podpowiada: „Nic się nie da zrobić!”

To jakby cię dopadła jakaś szkolna niemoc albo życiowy klops , nie płacz. Zaraz coś wymyślimy!

Itinerarium , , , , , , ,

O kotach i ludziach

Anna Marszałek, znakomita dziennikarka, napisała na Face Booku o zagranicznych bezpańskich kotach. Przeklejam w całości:

„Hmmm! Oglądając zdjęcia tych wszystkich pięknych kotów i psów wrzucane na fb przypomniałam sobie wrażenia np. z Krymu i Chorwacji. Tamtejsze bezpańskie koty, żyjące dziko, nie boją się ludzi. Dają się brać na ręce, głaskać, nikt nie robi im krzywdy. Nasze dzikie koty są naprawdę dzikie, a przed ludźmi umykają najszybciej, jak mogą…”.

Ja to samo zaobserwowałem w Grecji, Włoszech i Hiszpanii. Wyleczyłem się wtedy z kompleksów, w które wpędziły mnie polskie koty. Bo ja bardzo lubię koty i zawsze mi przykro, jak przede mną w popłochu uciekają. Myślałem, że to tylko ze mną coś nie tak.

A one po prostu wiedzą, czego się można po nas spodziewać.

Może socjologowie, usiłujący wyjaśnić, dlaczego w Polsce jest tak, jak jest, powinni baczniej przyjrzeć się kotom? Koty mogą nam dużo opowiedzieć.

Spoza kruchty , , , , ,

OBLICZA NIEROZPOZNANE

Kazanie na Uroczystość Chrystusa Króla
Niedziela 21 listopada 2010

Nierozpoznane oblicze Chrystusa. Na krzyżu wydawał się skończonym człowiekiem, przegranym, sponiewieranym i zniszczonym. Drwiny i docinki ze strony Wysokiej Rady, żołnierzy i przechodniów skierowane były do człowieka, który pretendował do miana króla, a kończył jak przestępca. To była sytuacja oczywista, tak nie mógł wyglądać i umierać ktokolwiek ważny i znaczący.

Nierozpoznane oblicza Chrystusa. Wychudzona, poorana zmarszczkami twarz. Nieogolona, zarośnięta, niedomyta. Pełna blizn, zadraśnięć, ran. Zaniedbana, skrzywiona, ospowata. Ile takich twarzy widzimy? Ludzie długo chorujący, nieuleczalnie, wiele miesięcy w szpitalach i na łóżkach, schowanych w małych pokoikach. Więźniowie, z wyrokami wymalowanymi na policzkach, z chłodem cel pod oczami. Bezdomni, nieładnie pachnący, ropiejący na rękach i nogach. Stary, samotny dziadek, mieszkający na końcu wsi, jedna żarówka w kuchni, klepisko jeszcze zamiast podłogi.

Widziałem te oblicza Chrystusa. Innych nie zobaczę.

LITURGIA SŁOWA

(2 Sm 5,1-3)
Wszystkie pokolenia izraelskie zeszły się u Dawida w Hebronie i oświadczyły mu: Oto myśmy kości twoje i ciało. Już dawno, gdy Saul był królem nad nami, tyś odbywał wyprawy na czele Izraela. I Pan rzekł do ciebie: Ty będziesz pasł mój lud – Izraela, i ty będziesz wodzem nad Izraelem. Cała starszyzna Izraela przybyła do króla do Hebronu. I zawarł król Dawid przymierze z nimi wobec Pana w Hebronie. Namaścili więc Dawida na króla nad Izraelem.

(Ps 122,1-2.4-5)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Do niego wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

(Kol 1,12-20)
Dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie – odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego – Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On jest przed wszystkim i wszystko w Nim ma istnienie. I On jest Głową Ciała – Kościoła. On jest Początkiem, Pierworodnym spośród umarłych, aby sam zyskał pierwszeństwo we wszystkim. Zechciał bowiem Bóg, aby w Nim zamieszkała cała Pełnia, i aby przez Niego znów pojednać wszystko z sobą: przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez Krew Jego Krzyża.

(Mk 11,10)
Błogosławiony, który przybywa w imię Pańskie; błogosławione Jego królestwo, które nadchodzi.

(Łk 23,35-43)
Gdy ukrzyżowano Jezusa, lud stał i patrzył. Lecz członkowie Wysokiej Rady drwiąco mówili: Innych wybawiał, niechże teraz siebie wybawi, jeśli On jest Mesjaszem, Wybrańcem Bożym. Szydzili z Niego i żołnierze; podchodzili do Niego i podawali Mu ocet, mówiąc: Jeśli Ty jesteś królem żydowskim, wybaw sam siebie. Był także nad Nim napis w języku greckim, łacińskim i hebrajskim: To jest Król żydowski. Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas. Lecz drugi, karcąc go, rzekł: Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił. I dodał: Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa. Jezus mu odpowiedział: Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju.

Itinerarium , , , , , ,

TYLKO LUDZIE ZASTYGAJĄ

Pozwolę sobie wrócić do natury i wrzenia, jakie się w niej dokonuje obecnie, mimo zdawałoby się kompletnej ciszy i zastoju. Zastygnięcia przydarzają się jednak tylko nam, ludziom, co innego na przykład trocie wędrowne i łososie.

Nadmorscy czytelnicy tych zapisków wiedzą, o czym myślę. U bardziej szlachetnych ryb kwestie rodzenia potomstwa traktowane są bardzo poważnie. Węgorze, w celu złożenia ikry, opuszczają śródlądowe jeziora i rzeki i wybierają się w długą bo prawie 10.000 km wyprawę aż do Morza Sargassowego. Z kolei łososie i trocie wędrowne mają tendencję odwrotną, na czas tarła emigrują z mórz do rzek i strumieni.

Późnym latem rozpoczyna się niesamowita podróż tych ryb w górę rzek (np. Parsęta, Rega, Słupia, Drawa, Wieprza, Łeba i inne na Pomorzu). Potrafią w ekwilibrystyczny sposób pokonywać progi wodne, wyskakując na kilkadziesiąt centymetrów w górę, są niezwykle sprytne, zwinne i śmigłe.

W listopadzie i grudniu trwa tarło troci i łososi. Na miejsca złożenia ikry szukają małych rzeczek, strumieni a nawet rowów melioracyjnych, o ile połączone są z większymi rzekami. Gustują najbardziej w dnie piaszczystym i kamienistym. My z trudem wyściubiamy nosa za drzwi, a tam w dość chłodnej wodzie dokonuje się cud powstawania nowego życia. Według moich obserwacji, w weekendy rybia troska o przyszłość wcale nie traci na intensywności. Zastygnięcia, jak już wiecie, przydarzają się tylko nam, ludziom.

Itinerarium , , , , , , , ,

BOŻE NARODZENIE TAJEMNICA UKRYTA

Świąteczne bombardowanie trwa już na dobre i będzie się nasilać. Boże Narodzenie, które już za miesiąc z okładem, możemy kupować i smakować, w nieskończonej ilości kolorów, zapachów i dźwięków. Może mimowolnie damy się pochłonąć przez to wariactwo.

W czasie historycznego Narodzenia Boga, w Betlejem, również trwał zamęt i gorączka zakupów, spis ludności był przecież wydarzeniem rzadkim i niezwykłym. Towarzyszyła mu wędrówka wielu ludzi (do miejsc urodzenia), poszukiwanie miejsc noclegowych, organizowanie wyżywienia, parkingów dla oślich i końskich zaprzęgów, spotkania z dawno nie widzianymi kuzynami i znajomymi. Bóg narodził się poza tym gwarem i zamieszaniem, w sposób ukryty.

Boże Narodzenie nadal pozostaje wydarzeniem ukrytym. Choinki, potrawy, kolędy, prezenty, szczelnie zakryją tajemnicę przyjścia Boga. Bardzo potrzebujemy Boga, Żywego Boga, nie wystrojonego w żadne bombki i łańcuchy, Boga prostego i bliskiego. Innego od naszych wyobrażeń, prawdziwego. Na nieco więcej niż miesiąc przed świętowaniem Jego Narodzenia musimy iść w miejsca, gdzie jest ciszej, mniej gwarno, gdzie moglibyśmy pootwierać bramy naszego życia. Bóg przychodzi w miejscach ukrytych, takich gdzie i my możemy się ukryć, uciekając od Świąt. W strefach ukrycia, zwykłości i spokoju, czeka na nas Tajemnica Ukrytego Boga. Już teraz warto rozpocząć tam podróż.

Itinerarium , , , , , , , ,

LISTA ZAPOMNIANYCH

Prawie sto lat temu, to niemal wieki i raczej nieprawda. Tak przynajmniej myśli obecnie młodsze pokolenie. Piękne i zadziwiające historie działy się jednak wtedy i jak najbardziej należą do kategorii „Wydarzyło się naprawdę”.

Szesnastoletnia Karolina Kózkówna umierała męczeńsko 18 listopada 1914 roku, prawie sto lat temu. Broniła swojej czystości i godności przed przemocą rosyjskiego żołnierza. Trwała już Pierwsza Wojna Światowa, gwałt i rozbój szły śladem walczących armii. Ciało Karoliny odnaleziono dopiero po przeszło dwóch tygodniach. „Jej młode ciało uległo śmierci ze strony zabójcy, ale to ludzkie ciało nosi w sobie zapis nieśmiertelności, jaką człowiek ma osiągnąć w Bogu wiecznym i żywym” – powie w dniu beatyfikacji Karoliny Jan Paweł II. Postać dzisiejszej patronki należy do kategorii zapomnianych, podobnie jak inne niezwykłe postaci naszej historii.

Na tej liście Zapomnianych mam jeszcze Mariannę Biernacką, która pozwoliła się rozstrzelać zamiast swojej brzemiennej synowej. Mam poznańską piątkę: Czesława Jóźwiaka, Franciszka Kęsego, Edwarda Klinika, Edwarda Kaźmierskiego i Jarogniewa Wojciechowskiego, wszyscy ginęli męczeńsko, od gilotyny, mając po 22-23 lata. Widnieje też Natalia Tałasiewicz, wspaniała nauczycielka, Stanisław Starowieyski, ułan, dobry rolnik i ojciec szóstki dzieci czy Franciszek Stryjas, ojciec siedmiorga dzieci.

Zapomniani, którzy oddali życie dla ważnych wartości – godności ludzkiej, miłości do Ojczyzny, wolności narodu, braterstwa, poświęcenia, wierności Bogu. Cały katalog wartości mało popularnych, ale niewątpliwie ważnych i pięknych. Postaci tylko wspominam, z nadzieją, że wymodlą nam dobre życie. Każdemu z nas i całej Polsce.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , ,

ZAPISANI NA BIAŁYM KAMYKU

Przybijałem kiedyś do drzewca sztandaru, tuż pod iglicą, małą tabliczkę. Obok widniały inne, od ofiarodawców, fundatorów, członków stowarzyszenia, sympatyków. Podziwiałem też przedwojenne drzewce, niektóre tabliczki z napisami ledwo możliwymi do odczytania. Ludzie składali się na rzecz ważną dla nich, w jakiś sposób wpisywali się w historię, bliską ich sercom.

Czasem patrzę na ławki czy drewniane wieże widokowe, gdzie ktoś pozostawia swoje inicjały albo wyraża uczucia, ryjąc zawzięcie literki. To też sposób na wpisanie się w historię, choć dość prostacki.

W Krakowie jest bodaj najwięcej na świecie symbolicznych kopców, usypanych na cześć bohaterów. Najstarsze są kopce Wandy i Krakusa, młodszy opatrzony jest imieniem Kościuszki, a całkiem nowy (1936) i najwyższy wzniesiono w hołdzie Piłsudskiemu. Mickiewicz ma dwa kopce, jeden w Nowogródku, drugi w Sanoku. Unię Lubelską uczczono pokaźnym kopcem we Lwowie. Można się zżymać, że to trywialne, sypanie ziemi i wznoszenie pagórków, jednak przy takim dziele biorą udział tysiące i dziesiątki tysięcy ludzi. Każdy chce dosypać garść, zaznaczyć swój udział, uczestniczyć osobiście, pozostawić po sobie mały, ale ważny znak.

Wpisywanie się w historię ziemską, w sposób mądry i uzasadniony, jest zrozumiałe i potrzebne, dla potomnych jest trwałym świadectwem pracy, wysiłku i dokonań podejmowanych przez kolejne pokolenia. Drzewce sztandarów, kurhany i kopce, pomniki i statuy, odsyłają do osób i grup, które dobrem czy poświęceniem tworzyły dzieje środowisk, od tych lokalnych, po narodowe.

Ewangelia mówi o radości z powodu zapisania naszych imion w niebie (Łk 10,20), każde będzie wypisane na białym kamyku i będzie to imię nowe (Ap 2,17). Mniej więcej wiemy, jak można się wpisać w historię ziemską, a czym zapisujemy się na owych tajemniczych białych kamykach, które pozostaną na wieczność?

Są dzieła, czyny, słowa, wybory i ruchy serca, które wykraczają poza wymiar tymczasowy, doraźny i czasoprzestrzenny. Każdy z nas ma inne metrum zapisywania swojej osoby poza doczesnością, uwieczniania siebie i utrwalania swojego istnienia. To, co przemijalne, ma oczywiście potężną moc wciągania i przysysania naszych serc. Od czasu do czasu, naprawdę bardzo pożyteczne jest spojrzenie w możliwie najdalszą perspektywę. Czym się zapisujesz na tajemniczym białym kamyku, jakim imieniem?

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , ,

WYBÓR NA CZUJA

Na parkanach, drzewach, słupach, przystankach autobusowych, bilbordach. W gazetach, radiu i telewizji. W Internecie. Na transparentach w poprzek ulic. Na tablicach ogłoszeniowych. Na chodnikach i placach miast. Dobrze, że jak otwieramy lodówki, to nie ma.

Kampania wyborcza do samorządów. Zewsząd namawiają nas kandydaci na marszałków, prezydentów, starostów, wójtów i wszelkiej maści radnych. Uśmiechnięci, podretuszowani, pewni siebie, ładnie zaczesani, sympatyczni. Pełni dobrych pomysłów na naszą wspaniałą przyszłość.

Nikt nie pyta ich o wykształcenie. Nie robi żadnych testów kompetencyjnych (a kandydaci do gimnazjów muszą takowe przejść!). Nie sprawdza umiejętności i możliwości.

Część z nas, nie za duża, pójdzie i wybierze, stawiając krzyżyki przy nazwiskach. Wybór będzie raczej powierzchowny i na wyczucie. Nie damy rady poznać wszystkich propozycji, programów i deklaracji kandydatów do samorządów. Nikt nie ma tyle czasu, aby przestudiować koncepcje wysuwane przez panie i panów z plakatów. Ponadto, wiemy to z doświadczenia, że hasła wyborcze nie za wiele mają wspólnego z faktami i w jakiejś mierze jesteśmy oszukiwani.

Wybierzemy zatem wedle sympatii do partii czy twarzy i pozwolimy wybranym na decyzje w kwestii naszych szkół, dróg, szpitali, lotnisk, nowych osiedli i stawek za wodę oraz ścieki. I wcale nie biadolę, nie szemram i nie wybrzydzam. Wybierzemy na czuja, czyli wedle pewnych, niemożliwych do weryfikacji kryteriów, bardziej kierując się estetyką i emocjami niźli racjami. Ba, niektórzy z nas, mniemam, zostaną tak wybrani! Na czuja!

Czemu nie biadolę? Bo nie mamy lepszych możliwości wybierania, czyli wyborów sposobów wybierania. Musimy wybierać na czuja. I mimo, że tak powierzchownie wybieramy, życie toczy się w miarę normalnie.

Itinerarium , , , , , , , , ,

DO ŻYCIA GARNĄĆ SIĘ

Po czterech dniach laby, świętowania i wolnego od szkoły, uczelni i pracy, chwyta nas długi tydzień, jakiego nie mieliśmy już długo. Wracamy jeszcze z cieniem lenistwa, a przecież żyć trzeba.

Zdaje się, że spowalniamy tempo życia w czasie, gdy dzień krótki, a słońce rzadziej bryka po firmamencie. I mawiamy, że to rytm zgodny bardziej z naturą. Rzadko co rozpoczynamy późną jesienią, odkładamy wszystko na początek następnego roku albo na cieplejsze dni. Prawie, że zgodnie z biblijnym zapisem: „Z początkiem roku, w czasie gdy królowie zwykli chodzić na wojnę …” (1 Krn 20,1). Kto by tam szedł wojować przy końcu roku!

Nie mam nadzwyczajnej rady, jak żyć w listopadzie z dniami krótkimi, rozwleczonymi wieczorami i głęboko ciemnymi nocami. Myślę tylko, że zawsze warto garnąć się do życia. Zaskoczyła mnie mucha, czarna, odżywiona, brzęcząca i cała w ruchu. Nie wiem czy muchom się mówi „A sio!”, czy „Zmykaj”, na nic nie reagowała, zajęta oblatywaniem pokoju, od podłogi po sufit. Bardzo zadowolona była z siebie, głośna i radosna, mimo że publiczność miała jednoosobową.

Połowa listopada za nami, a taka muszka miast już drzemać jesiennie i zimowo, jeszcze pracuje i to bardzo chętnie. Liście, co mają właśnie swój miesiąc do opadania, trzymają się nieźle jeszcze, nawet gdzieniegdzie na brzozach. Pokrzywy są w zieleni niewiele bledszej niż czerwcowa, jakby innych sukien nie znały. Kruki powoli dobierają się w pary, żeby nie przegapić swojego czasu. Choć mało kogo to obchodzi, poczciwe krowy mają jeszcze apetyt na jesienne trawy.

Piszę to wszystko nie z powodu zwariowanej miłości do „ptaszków i kwiatków”, ale żeby przypomnieć, że trzeba się garnąć do życia, zając się nim gorliwie, mocno i do końca. Długie weekendy mogą nas rozleniwić trochę, i dobrze, ale tym bardziej trzeba garnąć się do życia.

Skarb cenny, jedyny, od Boga dany raz tylko, skarb, którym się zająć warto. Trzeba z czymś skończyć, to dzisiaj. Trzeba coś zacząć, nie ma lepszej daty, jak dziś. Trzeba naprawić, dziś wyjdzie najlepiej. Trzeba zerwać, wymarzony czas teraz. Trzeba połączyć i zebrać na nowo, jutro będzie za późno. Trzeba garnąć się do życia.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Listopad

Bardzo lubię listopad. To taki miesiąc, w którym na nic nie czekam, nigdzie się nie spieszę, spokojnie nadrabiam całoroczne zaległości i próbuję robić różne rzeczy awansem. To, co mam zrobić w grudniu, staram się zrobić już w listopadzie. I w listopadzie robię to, czego nie zrobiłem – a powinienem – od stycznia. Oczywiście ani jedno, ani drugie mi nie wychodzi.

Od grudnia znowu wszystko przyspieszy. Do świąt, do przerwy semestralnej, do nart w lutym, do pierwszych oznak wiosny, do Wielkanocy, do długiego weekendu, do sesji, do wakacji.

Listopad to dobry czas dla myślenia i działania. Nie wiem na czym to polega, ale tylko w listopadzie ze wszystkim zdążam na czas.

Niektórym listopad się dłuży. Rzeczywiście, trwa i trawa, a dopiero jutro połowa. Ale ja chciałbym, żeby miał co najmniej 60 dni.

Spoza kruchty , , , , , , ,