STRĄKI LEPSZE

Słowo na środę Pierwszego Tygodnia Adwentu
1 grudnia 2010

Czytając dzisiejsze teksty o wielkiej uczcie, musimy pamiętać, że dla jakichś powodów, tzw. Syn Marnotrawny, wolał jednak świńskie strąki. I to w jego ślady idziemy najchętniej.

Jezu, obudź w nas pragnienie posiadania Ciebie.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 25,6-10a)
W owym dniu: Pan Zastępów przygotuje dla wszystkich ludów na tej górze ucztę z tłustego mięsa, ucztę z wybornych win, z najpożywniejszego mięsa, z najwyborniejszych win. Zedrze On na tej górze zasłonę, zapuszczoną na twarz wszystkich ludów, i całun, który okrywał wszystkie narody; raz na zawsze zniszczy śmierć. Wtedy Pan Bóg otrze łzy z każdego oblicza, odejmie hańbę od swego ludu na całej ziemi, bo Pan przyrzekł. I powiedzą w owym dniu: Oto nasz Bóg, Ten, któremuśmy zaufali, że nas wybawi; oto Pan, w którym złożyliśmy naszą ufność: cieszmy się i radujmy z Jego zbawienia! Albowiem ręka Pana spocznie na tej górze.

(Ps 23, 1-2a. 2b-3. 4. 5. 6)
REFREN: Po wieczne czasy zamieszkam u Pana

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

Oto Pan przyjdzie, aby lud swój zbawić, błogosławieni, którzy są gotowi wyjść Mu na spotkanie.

(Mt 15,29-37)
Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając z sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: Żal Mi tego tłumu! Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze. Na to rzekli Mu uczniowie: Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba żeby nakarmić takie mnóstwo? Jezus zapytał ich: Ile macie chlebów? Odpowiedzieli: Siedem i parę rybek. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

Itinerarium , , ,

JEŻELI NIE DZIŚ

Słowo na święto Andrzeja Apostoła
30 listopada 2010

Jakub, Jan, Piotr i patron dzisiejszy Andrzej. Obok nich przechodził Jezus. Wszystko rozegrało się szybko. Pójdźcie za mną – oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim, to przypadek Piotra i Andrzeja. Jakuba i Jana też powołał – natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Poszli za Chrystusem, podziwiamy ich zdecydowanie, natychmiastową decyzję, bez pytań, wymówek czy warunków. Nasza odpowiedź na głos Chrystusa ma zazwyczaj charakter życzliwej odmowy. Raczej nie uciekamy z przerażeniem, ale wynajdujemy setki powodów, dla których nie przyjmiemy Jego zaproszenia.

Życzliwa odmowa dotyczy czasem ociągania się z odpowiedzią na głos powołania, ociągania trwającego całe lata, bo wciąż nie jesteśmy gotowi. Przypuszczam, że Andrzej i inni byli zaskoczeni wezwaniem Chrystusa, to było nagłe wezwanie, nie jakaś rekrutacja na banerach. To był głos, który domagał się od razu odpowiedzi. Odpowiedzi, która wiązała się z ryzykiem. Wiele zdarzeń z naszego życia, myśli w głowie, powracających pragnień, jest oznaką Chrystusowego wołania nas. Życzliwie odmawiamy – nie teraz, nie w tej sytuacji, jeszcze nad tym pomyślę, zastanowię się, to wymaga czasu. Tak, niekiedy są racje, aby coś odłożyć, ale zwykle prowadzimy grę odkładania na nigdy. Jak coś przesuniemy na potem, na jutro, już do tego nie wrócimy. Jeżeli nie dziś, to nigdy.

Głos Chrystusa dotyczy nie tylko powołania. On woła nas do świętości, wymagającej przekroczenia granicy dobrych i pobożnych manier. Woła do porzucenia grzechu. Szczególnie mocno woła o przebaczenie, natychmiastowe i bezwarunkowe. Najczęściej Jego „Pójdź”, domaga się ruchu wewnętrznego, zmian w utrzymywanym nieraz długo status quo. Jest Jego „Pójdź”, a my siedzimy przyklejeni do telewizorów, komputerów, telefonów i kanap.

Ile już razy życzliwie odmówiliśmy Chrystusowi, nie dokonując żadnej zmiany w naszym życiu?

Panie Jezu, boję się, że Twoje „Pójdź za Mną” pozbawi mnie wpływu na moje życie, odbierze to szczęście, które sobie wyobrażam. Przechodzisz już kolejny raz, jeszcze wierzysz, że się ruszę. Amen.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,1-6)
Wyspy, posłuchajcie mnie! Ludy najdalsze, uważajcie! Powołał mnie Pan już z łona mej matki, od jej wnętrzności wspomniał moje imię. Ostrym mieczem uczynił me usta, w cieniu swej ręki mnie ukrył, uczynił ze mnie strzałę zaostrzoną, utaił mnie w swoim kołczanie. I rzekł mi: “Tyś sługą moim, w tobie się rozsławię”. Ja zaś mówiłem: “Próżno się trudziłem, na darmo i na nic zużyłem me siły. Lecz moje prawo jest u Pana i moja nagroda u Boga mego. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą”. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził mu Izraela. I rzekł mi: “To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

Lub

(Rz 10,9-18)
Jeżeli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i w sercu swoim uwierzysz, że Bóg Go wskrzesił z martwych – osiągniesz zbawienie. Bo sercem przyjęta wiara prowadzi do usprawiedliwienia, a wyznawanie jej ustami – do zbawienia. Wszak mówi Pismo: żaden, kto wierzy w Niego, nie będzie zawstydzony. Nie ma już różnicy między Żydem a Grekiem. Jeden jest bowiem Pan wszystkich. On to rozdziela swe bogactwa wszystkim, którzy Go wzywają. Albowiem każdy, kto wezwie imienia Pańskiego, będzie zbawiony. Jakże więc mieli wzywać Tego, w którego nie uwierzyli? Jakże mieli uwierzyć w Tego, którego nie słyszeli? Jakże mieli usłyszeć, gdy im nikt nie głosił? Jakże mogliby im głosić, jeśliby nie zostali posłani? Jak to jest napisane: Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę! Ale nie wszyscy dali posłuch Ewangelii. Izajasz bowiem mówi: Panie, któż uwierzył temu, co od nas posłyszał? Przeto wiara rodzi się z tego, co się słyszy, tym zaś, co się słyszy, jest słowo Chrystusa. Pytam więc: czy może nie słyszeli? Ależ tak: Po całej ziemi rozszedł się ich głos, aż na krańce świata ich słowa.

(Ps 19,2-5ab)
REFREN: Po całej ziemi ich głos się rozchodzi

Niebiosa głoszą chwałę Boga
dzieło rąk Jego obwieszcza nieboskłon.
Dzień opowiada dniowi,
noc nocy przekazuje wiadomość.

Nie są to słowa ani nie jest to mowa,
których by dźwięku nie usłyszano:
Ich głos się rozchodzi po całej ziemi,
ich słowa aż po krańce świata.

(Mt 4,19)
Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi

(Mt 4,18-22)
Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

BÓG NA TWOJĄ BIEDĘ

Słowo na poniedziałek Pierwszego Tygodnia Adwentu
29 listopada 2010

Jeśli jesteśmy ludźmi zdrowymi, dobrze się mamy, o nic nie martwimy, pewni jesteśmy przyszłości i wieczności, nie mamy żadnych paraliżów i nie cierpimy, możemy spokojnie i dziś zasiąść do Wigilii i podarować sobie dalszą lekturę.

Cały Adwent – w liturgii – pełen jest wezwań i zapewnień o przyjściu Boga: „Oto z daleka Pan przychodzi”, „Oto nasz Bóg i Zbawca przychodzi”, „Przyjdzie Pan z wielką mocą”.

Na różne sposoby możemy odpowiadać po co nam Bóg. Ja w dzisiejszej Ewangelii znajduję krótką i prostą odpowiedź: „Przyjdę i uzdrowię go.” Deklaracja Jezusa o gotowości działania na korzyść chorego człowieka („sparaliżowany i bardzo cierpi”) jest częścią zbawienia, które przynosi Bóg. Przyjdę. I uzdrowię go. Przyjdę i uzdrowię go. Nie samo – „Przyjdę”, bo tak to mogą ludzie, złożyć wizytę i odejść. Przyjdę i uzdrowię go.

Warunkiem doświadczenia działania Boga jest szczere nazwanie swojej biedy, swojego paraliżu, najbardziej bolących miejsc, chorób, nędzy, miejsc rozpaczy i lęku. „Sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”, paraliż i cierpienie są sednem dramatu sługi i walczącego o niego setnika. I tu jest pierwsze pytanie – czy umiesz nazwać to, co jest najgorsze, najtrudniejsze i najbardziej dotkliwe dla ciebie? To są miejsca, powody, dla których Bóg może „przyjść i uzdrowić”.

Jak Jezus uzdrowił sługę setnika? Słowem, o które z wiarą poprosił setnik – „Powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie”. Jeżeli umiemy szczerze nazwać swoją nędzę i cierpienie, prośmy o słowo, które dostaniemy na uleczenie. I tu jest drugie pytanie – czy wierzysz, że Słowem Boga dokona się twoje uzdrowienie?

Boże Narodzenie jest dla chorych, złamanych, pokiereszowanych, cierpiących, wątpiących, zrozpaczonych, zagubionych i strapionych. Tylko tacy ludzie będą wzywać Boga, który przyjdzie i uzdrowi. Jeżeli jednak uważamy, że dajemy sobie radę, nie znamy prawdy o sobie i na nic nam Bóg nie jest potrzebny.

Trzecie, ostatnie pytanie – za kim prosimy na wzór setnika? Oby znaleźli się tacy, którzy z wiarą zawołają do Boga o nas.

Jezu Chryste, Ty przychodzisz i uzdrawiasz nasze serca, jeżeli szczerze je otwieramy i pokazujemy nasze rany i cierpienia. Ty uzdrawiasz przez swoje słowo. Daj nam wiarę w uzdrowieńczą moc każdego Twojego słowa. Daj nam też z wiarą wołać o szczęście i zbawienie innych, przyjmij naszą modlitwę za nich zanoszoną. Przyjdź i uzdrów nas i każdego, za kogo z ufnością prosimy. Amen.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 4,2-6)
W owym dniu Odrośl Pana stanie się ozdobą i chwałą, a owoc ziemi przepychem i krasą dla ocalałych z Izraela. I będzie tak: Ten, kto pozostał żywy na Syjonie, i który się ostał w Jeruzalem, każdy będzie nazwany świętym i wpisany do [Księgi] Życia w Jeruzalem. Gdy Pan obmyje brud Córy Syjońskiej i krew rozlaną oczyści wewnątrz Jeruzalem tchnieniem sądu i tchnieniem pożogi, wtedy Pan przyjdzie [spocząć] na całej przestrzeni góry Syjonu i na tych, którzy się tam zgromadzą, we dnie jak obłok z dymu, w nocy jako olśniewający płomień ognia. Albowiem nad wszystkim Chwała [Pańska] będzie osłoną i namiotem, by za dnia dać cień przed skwarem, ucieczkę zaś i schronienie przed nawałnicą i ulewą.

(Ps 122,1-2.4-9)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.

Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.

(Ps 80,4)
Panie, Boże nasz, przyjdź, aby nas uwolnić, okaż swoje oblicze, a będziemy zbawieni.

(Mt 8,5-11)
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi. Rzekł mu Jezus: Przyjdę i uzdrowię go. Lecz setnik odpowiedział: Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: Idź! – a idzie; drugiemu: Chodź tu! – a przychodzi; a słudze: Zrób to! – a robi. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim.

Itinerarium , , , , , , , , , , , ,

Uwierz

Uwierz: Naprawdę nikt ci nie zabrania pójść dziś na mszę do kościoła. Nikt ci nie zabrania publicznej deklaracji, że jesteś katolikiem. Możesz to sobie napisać na czole, na facebooku, możesz to oznajmić w szkole, na uczelni – gdzie chcesz. Możesz żyć według Dekalogu i przesłania Kazania na Górze. Za to naprawdę nie spotkają cię dziś żadne represje.

Naprawdę możesz nie używać prezerwatyw, nie uprawiać seksu przedmałżeńskiego, nie grzeszyć myślą, mową i uczynkiem, nie korzystać z in vitro. Możesz nie kraść, nie zabijać, nie pożądać, szanować rodziców, rozdać swoje pieniądze biednym, jeździć autobusem, a nie toyotą, a zamiast pojechać na narty w Dolomity możesz udzielać się w hospicjum. Nikt też ci nie broni miłować nieprzyjaciół. Kochaj sobie Kaczyńskiego, albo Tuska, Palikota, albo nawet Kluzik-Rostkowską. De gustibus non est disputandum.

Naprawdę to możesz. Nikt ci tego nie zabrania.

Zajmij się sobą, a nie innymi.

Spoza kruchty , , , , , , , , ,

PAN BÓG W ŻYCIORYSIE

Kazanie na Pierwszą Niedzielę Adwentu
28 listopada 2010

Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Za dwadzieścia siedem dni ogłosimy, że Chrystus się narodził. Będą Święta i wszystko, co w związku z tym przygotujemy. A Chrystus? Najprawdopodobniej poświętujemy bez Niego lub obok Niego.

Wezwanie do przebudzenia, do powstania ze snu, w czasie kiedy sen jest tak miły, noce bardzo długie, jest już trudne w wymiarze czysto fizycznym. W sferze ducha, gdzie trwamy we śnie latami, przebudzenie jest jeszcze trudniejsze.

Na ogół nie kwestionujemy, że jest Bóg, na wszelki wypadek. Dajemy Mu trochę miejsca w naszym życiu, jest modlitwa, msza święta, spowiedź, inne formy pobożności. Ten Adwent i Święta na jego koniec, mogą przejść bez wpływu na nasze życie. I pewnie tak będzie dla większości z nas.

Bóg chce wejść w nasze życie, w nasz życiorys. To jest Jego propozycja, i tak jak przed dwoma tysiącami lat, tak i teraz, można Go przyjąć, można odrzucić. Z Jego strony, jest to propozycja. Piłka jest po naszej stronie, czas na nasz ruch. Nie ma tu sytuacji przymusu, jest wybór, decyzja.

Mamy Adwent, nie pierwszy, pewnie nie ostatni. Czy potraktujemy propozycję bliskości Boga poważnie? Czy zdecydujemy się na bliskość z Nim, co może zaowocować wielkimi zmianami w naszym życiu? Kiedy wybieramy bliskość z Bogiem, jest ryzyko zupełnie nowego życia. Tam, gdzie Bóg, tam i nowe rzeczy.

Pytanie o obecność Boga w naszym życiorysie jest najważniejsze. Jego działanie i prowadzenie zapewnia zbawienie. Możemy ocaleć na zawsze, przyjąć dar szczęśliwego, niekończącego się życia, w nowym, przemienionym ciele. Tylko inaczej jak przez Boże wejście w nasze życie nie osiągniemy tego. Życie, szczęście, wieczność, to są Boże treści, które On wnosi wraz ze Sobą.

Jest Bóg? Jest w Twoim życiu? Twoje życie jest kształtowane przez Niego? Idziesz za Nim? Nadszedł czas odpowiedzi na te pytania. Oczywiście tylko dla tego, kto nie boi się stanąć wobec najważniejszych spraw. Przebudzenie, o którym dziś słyszymy, dotyczy odwagi postawienia sobie istotnych pytań. Każde z tych ważnych pytań stawiaj sobie z pamięcią, że Bóg, Który Przychodzi, jest Bogiem, który bezgranicznie i niezmiennie Cię kocha. I który dla Ciebie chce wnieść zbawienie w twój życiorys.

Ważne pytania i próby odpowiedzi będą treścią tegorocznej adwentowej drogi w Itinerarium.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 2,1-5)
Widzenie Izajasza, syna Amosa, dotyczące Judy i Jerozolimy: Stanie się na końcu czasów, że góra świątyni Pana stanie mocno na wierzchu gór i wystrzeli ponad pagórki. Wszystkie narody do niej popłyną, mnogie ludy pójdą i rzekną: Chodźcie, wstąpmy na Górę Pana do świątyni Boga Jakubowego! Niech nas nauczy dróg swoich, byśmy kroczyli Jego ścieżkami. Bo Prawo wyjdzie z Syjonu i słowo Pańskie – z Jeruzalem. On będzie rozjemcą pomiędzy ludami i wyda wyroki dla licznych narodów. Wtedy swe miecze przekują na lemiesze, a swoje włócznie na sierpy. Naród przeciw narodowi nie podniesie miecza, nie będą się więcej zaprawiać do wojny. Chodźcie, domu Jakuba, postępujmy w światłości Pańskiej!

(Ps 122,1-2.4-9)
REFREN: Idźmy z radością na spotkanie Pana

Ucieszyłem się, gdy mi powiedziano:
„Pójdziemy do domu Pana”.
Już stoją nasze stopy
w twoich bramach, Jeruzalem.

Tam wstępują pokolenia Pańskie,
aby zgodnie z prawem Izraela wielbić imię Pana.
Tam ustawiono trony sędziowskie,
trony domu Dawida.

Proście o pokój dla Jeruzalem:
Niech żyją w pokoju, którzy cię miłują.
Niech pokój panuje w twych murach,
a pomyślność w twoich pałacach.

Ze względu na braci moich i przyjaciół
będę wołał: „Pokój z tobą”.
Ze względu na dom Pana, Boga naszego,
modlę się o dobro dla ciebie.

(Rz 13,11-14)
Rozumiejcie chwilę obecną: teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas, niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.

(Ps 85,8)
Okaż nam, Panie, łaskę swoją i daj nam swoje zbawienie.

(Mt 24,37-44)
Jezus powiedział do swoich uczniów: Jak było za dni Noego, tak będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Albowiem jak w czasie przed potopem jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki, i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich, tak również będzie z przyjściem Syna Człowieczego. Wtedy dwóch będzie w polu: jeden będzie wzięty, drugi zostawiony. Dwie będą mleć na żarnach: jedna będzie wzięta, druga zostawiona. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

SKOK DLA PAPIEŻA

Za niespełna dwa lata piłkarskie święto w Polsce, mistrzostwa Europy. Zjadą się najlepsi, będą mecze, cudowne bramki, parady bramkarzy i owacje publiczności. Bilety, z tego co słyszałem, kupić będziemy mogli już za kilka tygodni. Poza emocjami sportowymi, pojawi się też mocny akcent papieski.

Pan Jaume Marquet Cot nie jest powszechnie znany, choć pod pseudonimem „Jimmy Jump” burzy spokój organizatorom wielkich imprez. Pasją tego Hiszpana są „wyskoki” podczas ważnych meczów i popularnych gali oraz prestiżowych uroczystości. Jimmy Jump wyskakuje nagle, najlepiej w świetle kamer TV, kilka chwil biega po scenie (boisku), za nim ochroniarze. Potem jest areszt, mandaty (których nie płaci) i oczekiwanie na kolejną imprezę. Udało mu się jak dotąd m.in. wyskoczyć w finale Konkursu Piosenki Eurowizji w Oslo, na rozgrywkach tenisowych w renomowanym French Open, podczas meczu Real – Barcelona, dotknął także nietykalny Puchar Świata w RPA.

Jump planuje także występ w Polsce, w trakcie naszego „Euro 2012”. Zamyślił sobie, że w półfinałach (nie wiemy, czy Polacy dotrą tak daleko) wyskoczy ze zdjęciem Jana Pawła II, co ma być hołdem dla naszego papieża. A w ramach treningu w przyszłym roku Skoczek chce pokazać się w swoim stylu w trakcie wizyty Benedykta XVI w Hiszpanii.

Ekscentryk i dziwak? Cóż papieżowi z takiego hołdu! Można się zżymać na hiszpańskie ekstrawagancje. Polskie Skoczki jednak też w nienajgorszej formie, czytałem, że gdzieś na zachodzie Polski jeden taki pobożny Skoczek, wyskoczył z trzydziestotrzymetrową (a jakże!) figurą Chrystusa Króla. Przeskoczył ponoć nawet – wysokościowo – słynny pomnik w Rio de Janeiro. To się Pan Jezus ucieszył!

PS. Od jutra zapraszam na specjalną, adwentową już drogę poszukiwań i Pana Jezusa, i tego, co Najwyższe, wyższe od ludzkich wysokości.

Itinerarium , , , , , ,

MLECZKO PROSZĘ!

Pewien poeta miewał nocne odjazdy po zbyt mocnych poufałościach z alkoholem. Poeta już nie żyje, ale od niedawna, więc darujmy sobie personalia. Tuż przed Adwentem, pozwalam sobie – dziś i jutro – sprawy mniejszej może wagi poruszyć.

Zdarzało mu się zabalować do późnej nocy, a nawet wczesnego ranka, a potem były próby powrotu do domu. Nie tak łatwo zmęczonemu twórcy trafić od razu we właściwe drzwi. Trafiał często piętro wyżej albo dwa piętra niżej, zawzięcie dzwonił lub pukał w przekonaniu, że żona nie słyszy. Kiedy jednak w drzwiach pojawiała się sąsiadka albo zupełnie nieznana osoba, pan poeta natychmiast sięgał po butelkę mleka, stojącego na wycieraczce i z całkiem poważną miną oświadczał:

– Mleczko proszę! Świeżutkie!

I to zwykle rozbrajało przebudzonych w nocy sąsiadów, dziękowali za mleczko i było po sprawie. Nadmieniam, że kiedyś nie tylko poeci wiedzieli, jak z taktem wyjść z głupiej sytuacji.

Na koniec kilka uwag dla młodszych czytelników. Skąd mleczko na wycieraczce? Młodzieży droga, w ubiegłym wieku (i tysiącleciu), zaraz po godzinie czwartej rano mleko było roznoszone pod drzwi mieszkań w blokach, przez specjalnych panów. Wcześniej oczywiście trzeba było opłacić miesięczny abonament. A skąd mleczko w butelce? W ubiegłym wieku mleko było rozlewane tylko (!) do butelek, zresztą o specjalnym kształcie, zaklejanych od góry „sreberkiem”, czyli cieniutkim celofanem (albo czymś takim). Opróżnione butelki należało najpierw umyć, a potem wystawić na wycieraczkę. Umyć taką butelkę, to też była sztuka. Istniała specjalna szczotka-myjka, którą należało wyczyścić butelkę. Przyznaję, że chyba ani razu nie udało mi się zrobić tego dokładnie.

I jeszcze jedno pojęcie. Poeta. Ale to chyba już znajdziecie w Wikipedii.

Itinerarium , , , , , ,

NA USTACH PRZED ŚMIERCIĄ

Miłości, miłości, miłości! Pięknie jest umierać z takimi słowami na ustach. Im bliżej śmierci, tym ważniejsze słowa wypowiadamy, a te najważniejsze tuż przed odejściem. Trzykrotne wezwanie miłości wypowiedziała w chwili spotkania z wiecznością Franciszka Siedliska, Maria od Pana Jezusa Dobrego Pasterza.

Franciszka umierała 108 lat temu, 21 listopada 1902 roku, po dość krótkim życiu, ledwo sześćdziesięcioletnim. Jest błogosławioną (od 23 kwietnia 1989 r.) i założycielką nazaretanek, Zgromadzenia Sióstr Najświętszej Rodziny z Nazaretu. O wyjątkowych zasługach nazaretanek dla wychowania i wykształcenia polskiej młodzieży w Polsce, USA, Australii, Francji, Anglii i Włoszech możecie poczytać w Internecie, polecam. Na marginesie wspomnę jedynie, że pierwsza, jeszcze nieformalna wspólnota tychże sióstr powstała w Lublinie (panie Nęcińska i Załoziecka), a trzy szlachcianki z naszego regionu, panny Lubowidzkie (Wanda, Laura i Felicja) odegrały istotną rolę na początku dzieła.

Umieranie z miłością na ustach nie miałoby sensu, gdyby nie całe życie zanurzone w miłości. I do Boga i do ludzi. Zanurzone w miłości, tak chcę napisać, choć to bliskie patosu, za którym nie przepadam. Myślę, że można dać się owionąć powiewom miłości. Można pozwolić sobie na zroszenie kroplami miłości. I można zanurzyć się w miłości, czyli zdać się całkowicie na jej działanie. W historii życia wspominanej dziś Franciszki, postępowanie według miłości poprowadziło ją z maleńkich Żdżar do Rzymu, Paryża, Londynu i Chicago, żeby wymienić jedynie kilka bardziej znanych miast. Wszędzie chciała budować atmosferę miłości, tak jak ją odczytywała w Świętej Rodzinie, przeczuwała, że najwięcej tej miłości potrzeba dzieciom, młodzieży i chorym. Stąd szkoły, przedszkola, internaty i szpitale, sporo z nich trwa do dziś w Polsce i za granicą. Więc było to zanurzenie owocne, pełne i konkretne. Bo można mówić o zanurzaniu się w miłości i na tym kończyć. A można się zanurzyć w miłości i wziąć siłę do stwarzania naprawdę nieprawdopodobnych dzieł. Komu więc marzy się dobre i wielkie dzieło, niech pamięta o miłości. I o tym, że najgłębszym wymiarem zanurzenia w miłości jest krzyż.

Dzisiaj, 25 listopada, przypada liturgiczne wspomnienie bł. Marii od Pana Jezusa Dobrego Pasterza, zanurzonej całkowicie w miłości. Nie wiemy, z jakimi słowami na ustach będziemy spotykać się z wiecznością. Ponieważ wierzę, że ta wieczność jest Nieskończoną Miłością, życzyłbym sobie i wam wszystkim, abyśmy już tu zanurzeni w miłości, doświadczyli przejścia w jeszcze Większą Miłość.

I jeszcze słowo błogosławionej Marii: Droga nasza – to droga miłości, miłość zaś gładzi wszystko, miłość daje nam przez zasługi Pana naszego Jezusa Chrystusa odpuszczenie grzechów. Miłość zbliża nas i łączy z Panem Bogiem. Miłość daje życie, miłość przemienia. Miłość, miłość, miłość – oto treść i cała podstawa naszego życia. Wszystko prędko przeminie. Dziś jesteśmy – jutro już nas nie będzie. To nam tylko zostanie, co uczyniliśmy dla Pana Boga, z miłości do Niego.

Itinerarium , , , , , , ,

KAESEMOWICZE

Niedawno świętowało Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży (KSM), czyli „kaesemowicze”, bo wszak od każdej nazwy organizacji określa się jakoś jej członków. Jedna z poprzedniczek KSM, Stowarzyszenie „Eleusis”, zwała swoich chłopców „elsami” a dziewczęta „elsicami”, myślę, że dość oryginalnie.

Po przemianach roku 1989, KSM jest bodaj pierwszą dużą i ogólnopolską organizacją młodzieżową, dziś zrzeszającą kilkanaście tysięcy młodych ludzi. Pogrupowani są w tzw. oddziały w parafiach, szkołach i na uczelniach, działają w małych i większych wioskach, miasteczkach i dużych miastach.

Jest kilka pożytków z tego dzieła, wartych uwagi. Po pierwsze te małe grupy faktycznie działają. Każda ma prezesa, skarbnika i sekretarza, czasem nawet więcej osób w zarządzie. Każda ma budżet, harmonogram pracy, określone zadania w przestrzeni lokalnej i szerszej, diecezjalnej i krajowej. To znakomita szkoła zaangażowania obywatelskiego, zarządzania małym gronem ludzi (grupy liczą od kilkunastu do nawet 50 osób), planowania działań, realizacji i ewaluacji, czyli tego, czego uczy się na bardzo poważnych seminariach dotyczących tzw. społeczeństwa obywatelskiego. Z kręgów KSM wyrośli już posłowie, radni różnych szczebli, wójtowie i burmistrzowie miast (o prezydentach nie słyszałem).

Po drugie w KSMie nawiązują się głębokie i trwałe więzi między ludźmi, owocujące potem pięknymi przyjaźniami czy małżeństwami (pobłogosławiłem już kilkadziesiąt takich związków). Dziś naprawdę niewiele jest miejsc, gdzie ludzie mogą się poznawać mocniej i pełniej niż w tanecznym uścisku. Podczas rekolekcji i obozów, kaesemowicze bez końca rozmawiają o przyjaźni i miłości, o przebaczeniu i cierpieniu, o Bogu i o Polsce. Nie omijają ważnych pytań, mogą się określać wobec podstawowych dla człowieka kwestii. Oddziały KSM często są też żywymi i sensownymi wspólnotami międzyludzkimi, miejscami, gdzie można doświadczyć bliskości i jedności, a takie pragnienia są w każdym człowieku, szczególnie młodym.

I ostatnia uwaga, nastawienie na samorządność, wspólnota, więzi między ludźmi, ważne pytania, wszystko to wyrasta z zawołania Stowarzyszenia „Służyć Bogu i Ojczyźnie”. Bóg pozostaje podstawą dyskusji, medytacji, rozmów, wyborów i zaangażowania kaesemowiczów. Oni oczywiście nie mówią o Nim bez przerwy i w kółko, potrafią robić świetne olimpiady sportowe, bale dobroczynne, uczą się i studiują (i nawet bardzo dobrze), pływają pod żaglami i jeżdżą za granicę. Życie ich jest jednak zakotwiczone w Bogu, co nadaje mu pewną trwałość, głębię i radosne kolory.

Kto z was szuka jeszcze wspólnoty i nie chce marnować młodości, powinien rozglądnąć się za KSM lub podobną organizacją. Dzięki temu można dotknąć życia w najpiękniejszym wymiarze, bo przecież nie zamyka się ono w oglądaniu TV, surfowaniu po Internecie i odwiedzaniu pubów.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

PYTANIA O TOŻSAMOŚĆ

Kimś jestem. Jestem uczniem, studentem, pracuję. Zarabiam pieniądze. Jeżdżę samochodem, zmywam naczynia, sprzątam mieszkanie, oglądam telewizję. Wychowuję dzieci, mam męża, żonę. Wyjeżdżam na wakacje. Moim hobby jest fotografia w sepii.

Jestem określany przez funkcje, które sprawuję, rzeczy, które robię, relacje z ludźmi, z którymi spotykam się czy współpracuję. Kimś jestem. I na pytanie kim jestem, odpowiadam podając studia, pracę, stan rodzinny, pozycję w społeczeństwie. W chwilach głębszej refleksji powiem może, że jestem szczęśliwym (nieszczęśliwym) człowiekiem, że jestem wierzący (niewierzący), że jestem schorowany (zdrowy).

Niezwykle rzadko, w określeniu swojej tożsamości, idę trochę dalej, szukając ostatecznych wyjaśnień. Kim – poza wszystkimi funkcjami – jestem, kim mogę być, kim powinienem być. Grzegorz z Nazjanzu (IV wiek) pisze: Z Chrystusem mam być pogrzebany, z Chrystusem zmartwychwstać, być współdziedzicem Chrystusa, synem Bożym, więcej – Bogiem samym.

Jestem Bożym dzieckiem, Jego córką, synem, mam być „Bogiem samym”. Brzmi to bajecznie, odlegle i niewiarygodnie, rzadko nawet w kazaniach pojawia się wątek ostatecznej naszej tożsamości. Motyw przebóstwienia, upodobnienia do samego Boga, znajdziemy w Ewangelii i w pismach mistyków, nie wkracza jednak do katechezy i nie rozmawiamy o nim przy herbacie.

W paszportach mamy zapisaną datę i miejsce urodzenia, narodowość, płeć, ewentualnie znaki szczególne. To z grubsza wystarcza do identyfikacji. W głębi serca czy duszy, mamy ziarno Boże, jeżeli odnajdziemy je i pozwolimy mu wzrosnąć, poczujemy się jak „nie z tego świata”. Mam być „Bogiem samym”. To tajemnica do odkrycia, tajemnica naszej najgłębszej tożsamości. Kim jestem? Córką, synem Boga, mam być Bogiem samym.

Kim jestem?

Itinerarium , , , , , , , , , ,