TAK SIĘ ZBAWIAMY

Kazanie na II Niedzielę Zwykłą

16 stycznia 2011

Oświadczenie św. Jana Chrzciciela, informujące, że jakiś człowiek jest Synem Bożym, nie szokuje nas. Przywykliśmy do określania Jezusa z Nazaretu, człowieka, jako Syna Bożego, jako Boga.

Od tego zdania, jeżeli przyjmujemy, że jest prawdziwe, zaczyna się całe chrześcijaństwo. Jeśli Bóg stał się człowiekiem, to możliwy jest także ruch w drugą stronę, co nazywamy krótko zbawieniem. Jeżeli wierzymy, że możemy być zbawieni (ocaleni na zawsze przez upodobnienie się do Boga), zrobimy wszystko, żeby tak było. Oznacza to przede wszystkim wybór (i konsekwentną realizację) trudnej drogi miłości, na wzór tej, jaką żył Jezus.

Na szarym końcu łańcuszka mniej czy bardziej istotnych konsekwencji wiary w Boskość Jezusa, jest nasze chodzenie do kościoła, zaczynanie dnia od znaku krzyża, pielgrzymki do świętych miejsc i  – dla przykładu – jak najrzadsze przeklinanie. Boję się, że uzależniamy jednak nasze zbawienie od jak najrzadszego przeklinania i solennie odmówionych pacierzy.

A zbawiają się ci, co wierzą, że Jezus jest Synem Bożym i w dowód tej wiary idą przez życie trudną drogą miłości, na wzór tej jaką żył Jezus.

PS. Dziś w Kościele obchodzony jest po raz 97 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy. Niżej, po liturgii słowa, znajdziecie pełny tekst tegorocznego orędzia Benedykta XVI z tej okazji. Bardzo polecam.

 

LITURGIA SŁOWA

(Iz 49,3.5-6)
Pan rzekł do mnie: Tyś Sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego Sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. A mówił: To zbyt mało, iż jesteś Mi Sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela! Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi.

(Ps 40,2.4ab.7-10)
REFREN: Przychodzę Boże, pełnić Twoją wolę

Z nadzieją czekałem na Pana,
a On się pochylił nade mną
i wysłuchał mego wołania.
Włożył mi w usta pieśń nową,
śpiew dla naszego Boga.

Nie chciałeś ofiary krwawej ani z płodów ziemi,
ale otworzyłeś mi uszy.
Nie żądałeś całopalenia i ofiary za grzechy.
Wtedy powiedziałem: „Oto przychodzę.

W zwoju księgi jest o mnie napisane:
Radością jest dla mnie pełnić Twoją wolę, mój Boże,
a Twoje prawo mieszka w moim sercu”.
Głosiłem Twą sprawiedliwość w wielkim zgromadzeniu
i nie powściągałem warg moich, o czym Ty wiesz, Panie.

(1 Kor 1,1-3)
Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa, i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego, i Pana Jezusa Chrystusa!

(J 1,14.12b)
Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. Wszystkim, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi.

(J 1,29-34)
Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi. Jan dał takie świadectwo: Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym. Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

JEDNA RODZINA LUDZKA

Orędzie Benedykta XVI na 97 Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy

 

Drodzy bracia i siostry!

Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy jest dla całego Kościoła okazją do refleksji nad tematem związanym z narastającym zjawiskiem migracji, do modlitwy o to, aby serca otwierały się na chrześcijańską gościnność, i do działania, ażeby szerzyły się w świecie sprawiedliwość i miłość, które stoją u podstaw budowania autentycznego i trwałego pokoju. „Tak jak Ja was umiłowałem, żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie” (J 13, 34) – brzmi wezwanie, które Pan kieruje do nas z mocą i nieustannie nam powtarza: skoro Ojciec powołuje nas, byśmy byli umiłowanymi dziećmi w Jego wybranym Synu, to wzywa nas także, abyśmy uznali, że wszyscy jesteśmy braćmi w Chrystusie.

Ta głęboka więź łącząca wszystkich ludzi zainspirowała temat do refleksji, który wybrałem w tym roku: „Jedna rodzina ludzka”, jedna rodzina braci i sióstr w społeczeństwach, które stają się coraz bardziej wieloetniczne i wielokulturowe, w których także osoby wyznające różne religie dążą do dialogu, aby możliwe było spokojne i owocne współżycie przy poszanowaniu uprawnionych różnic. Sobór Watykański II stwierdza, że „wszystkie (…) ludy stanowią jedną wspólnotę, mają jeden początek, ponieważ Bóg sprawił, że rodzaj ludzki zamieszkuje całą powierzchnię ziemi (por. Dz 17, 26), mają też jeden ostateczny cel – Boga. Jego opatrzność, świadectwo dobroci i zbawcze plany rozciągają się na wszystkich ludzi” (dekl. Nostra aetate, 1). Tak więc „nie żyjemy obok siebie przez przypadek; wszyscy idziemy tą samą drogą jako ludzie, a zatem jako bracia i siostry” (Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2008 r., n. 6).

Jest to ta sama droga, droga życia, ale sytuacje, które na niej napotykamy, są różne. Wielu ludzi musi decydować się na trudne doświadczenie migracji w jej wielorakich formach: migracji wewnętrznej czy międzynarodowej, stałej lub okresowej, z powodów ekonomicznych bądź politycznych, dobrowolnej czy przymusowej. W wielu przypadkach do wyjazdu z własnego kraju zmuszają różnego rodzaju prześladowania, powodujące że ucieczka staje się koniecznością. Samo zjawisko globalizacji, charakterystyczne dla naszej epoki, nie jest tylko procesem społeczno-ekonomicznym, ale obejmuje także „ludzkość, która staje się coraz bardziej wzajemnie połączona”, pokonując granice geograficzne i kulturowe. W związku z tym Kościół nie przestaje przypominać, że głęboki sens tego epokowego procesu i jego podstawowe kryterium etyczne opierają się właśnie na jedności rodziny ludzkiej i na jej rozwoju ku dobru (por. Benedykt XVI, Caritas in veritate, 42). Wszyscy zatem należą do jednej rodziny – zarówno migranci, jak społeczności lokalne, które ich przyjmują – i wszyscy mają takie samo prawo do korzystania z dóbr ziemi, których przeznaczenie jest powszechne, jak uczy nauka społeczna Kościoła. Solidarność i dzielenie się są oparte na tej właśnie podstawie.

„W społeczeństwie globalizującym się dobro wspólne i zaangażowanie na jego rzecz nie mogą nie odnosić się do całej rodziny ludzkiej, to znaczy wspólnoty ludów i narodów, aby zaprowadzić jedność i pokój w mieście człowieka, kształtując je w pewnej mierze jako antycypację i zapowiedź miasta Bożego bez barier” (Benedykt XVI, Caritas in veritate, 7). W takiej perspektywie trzeba patrzeć także na rzeczywistość migracji. Jak bowiem stwierdził już sługa Boży Paweł VI, „rozluźnienie braterskich więzi zarówno między ludźmi, jak i między narodami” jest głęboką przyczyną zacofania (enc. Populorum progressio, 66) i – możemy dodać – silnie oddziałuje na zjawisko migracji. Braterstwo ludzi jest doświadczeniem, niekiedy zdumiewającym, jednoczącego związku, silnej więzi z drugim człowiekiem, innym niż ja, opartej na prostym fakcie, że jesteśmy ludźmi. Uznane i przeżywane w sposób odpowiedzialny braterstwo pobudza do życia w jedności i dzielenia się ze wszystkimi, w szczególności z migrantami; jest podstawą oddawania się innym, dla ich dobra, dla dobra wszystkich, we wspólnocie politycznej lokalnej, krajowej i światowej.

Czcigodny Jan Paweł II, w 2001 r. z okazji Światowego Dnia Migranta napisał, że „[powszechne dobro wspólne] ogarnia (…) całą rodzinę narodów, przekraczając granice egoistycznych nacjonalizmów. W tym właśnie kontekście należy rozpatrywać prawo do emigracji. Kościół uznaje, że każdy człowiek posiada to prawo w podwójnym aspekcie: mianowicie ma możność opuścić własny kraj oraz udać się do innego w poszukiwaniu lepszych warunków życia” (Orędzie na Światowy Dzień Migranta 2001 r., 3; por. Jan XXIII, enc. Mater et Magistra, 30; Paweł VI, enc. Octogesima adveniens, 17). Jednocześnie państwa mają prawo regulować napływ migrantów i bronić własnych granic, zawsze gwarantując każdemu człowiekowi szacunek należny jego godności. Ponadto obowiązkiem imigrantów jest integracja w kraju, który ich przyjmuje, szanowanie jego praw i narodowej tożsamości. „Należy zatem łączyć postawę gościnności, jaką wypada okazać wszystkim ludzkim istotom, zwłaszcza ubogim, z właściwą oceną niezbędnych warunków, jakie trzeba zapewnić zarówno rdzennym mieszkańcom kraju, jak i przybyszom, aby mogli żyć godziwie i w pokoju” (Jan Paweł II, Orędzie na Światowy Dzień Pokoju 2001 r., 13).

Obecność Kościoła jako ludu Bożego wędrującego w dziejach pośród wszystkich innych ludów jest w tym kontekście źródłem ufności i nadziei. Kościół jest bowiem „w Chrystusie (…) sakramentem, czyli znakiem i narzędziem wewnętrznego zjednoczenia z Bogiem i jedności całego rodzaju ludzkiego” (Sobór Watykański II, konst. dogm. Lumen gentium, 1), i dzięki działaniu w nim Ducha Świętego „próba stworzenia powszechnego braterstwa nie jest nadaremna” (tenże, konst. duszp. Gaudium et spes, 38). W sposób szczególny to święta Eucharystia stanowi w sercu Kościoła niewyczerpane źródło jedności całej ludzkości. Dzięki niej lud Boży obejmuje „każdy naród i wszystkie pokolenia, ludy i języki” (por. Ap 7, 9) nie czymś w rodzaju świętej władzy, lecz najwyższą posługą miłości. Rzeczywiście miłosierdzie, praktykowane zwłaszcza względem ubogich i słabych, stanowi kryterium autentyczności celebracji eucharystycznych (por. Jan Paweł II, list apostolski, Mane nobiscum Domine, 28).

W świetle hasła „Jedna rodzina ludzka”, należy wziąć pod uwagę w szczególności sytuację uchodźców i innych migrantów przymusowych, którzy stanowią pokaźną część zjawiska migracyjnego. Wspólnota międzynarodowa podjęła konkretne zobowiązania względem osób, które uciekają przed przemocą i prześladowaniami. Poszanowanie ich praw, jak również słuszna troska o bezpieczeństwo i spójność społeczną sprzyjają ustabilizowanemu i zgodnemu współżyciu.

Również w przypadku migrantów przymusowych pokarmem dla solidarności są „zasoby” miłości, która rodzi się z uznania, że jesteśmy jedną rodziną ludzką, a w przypadku wiernych katolickich, że jesteśmy członkami mistycznego Ciała Chrystusa. W rzeczywistości wszyscy jesteśmy wzajemnie od siebie uzależnieni, odpowiedzialni za braci i siostry w człowieczeństwie, a w przypadku wierzących – w wierze. Jak już kiedyś mówiłem, „przyjmowanie uchodźców i udzielanie im gościny jest obowiązkiem wszystkich, wynikającym z ludzkiej solidarności, która nakazuje nam zadbać o to, by nie poczuli się odizolowani z powodu nietolerancji i obojętności (audiencja generalna z 20 czerwca 2007 r., w „L’Osservatore Romano”, wyd. polskie, n. 7-8/2007, s. 48; Insegnamenti II, 1 (2007), 1158). Oznacza to, że osobom, które zostały zmuszone do opuszczenia swych domów czy swojej ziemi należy pomóc w znalezieniu miejsca, gdzie będą mogły żyć w pokoju i bezpieczeństwie, gdzie będą mogły pracować i przyswoić sobie prawa i obowiązki kraju, który ich gości, wnosząc wkład w dobro wspólne i nie zapominając o religijnym wymiarze życia.

Szczególną refleksję, której towarzyszy również modlitwa, chciałbym na koniec poświęcić studentom zagranicznym i studiującym poza granicami własnego kraju, którzy również stanowią rosnącą liczebnie grupę w ramach wielkiego zjawiska migracji. Ze społecznego punktu widzenia stanowią oni znaczącą kategorię osób ze względu na to, że w przyszłości wrócą do kraju jako liderzy.

Tworzą oni „pomosty” kulturowe i ekonomiczne pomiędzy swoimi ojczyznami i krajami udzielającymi im gościny, a wszystko to zmierza właśnie w kierunku stworzenia „jednej rodziny ludzkiej”. To właśnie przekonanie musi umacniać w zaangażowaniu na rzecz studentów zagranicznych i przyświecać uwrażliwianiu na ich konkretne problemy, takie jak ograniczone środki ekonomiczne czy dyskomfort i poczucie samotności w zetknięciu z bardzo odmiennym środowiskiem społecznym i uniwersyteckim, jak również trudności adaptacyjne. Odnośnie do tego chciałbym przypomnieć, że „należeć do wspólnoty uniwersyteckiej oznacza znaleźć się na skrzyżowaniu kultur, które ukształtowały współczesny świat” (Jan Paweł II, przemówienie do biskupów amerykańskich z prowincji kościelnych Chicago, Indianapolis i Milwaukee, przybyłych z wizytą „ad limina”, 30 maja 1998 r., 6: Insegnamenti XXI, 1 [1998], 1116). W szkole i na uniwersytecie kształtuje się kultura nowych pokoleń, których zdolność postrzegania ludzkości jako jednej rodziny, powołanej do jedności w różnorodności, zależy w dużej mierze od tych instytucji.

Drodzy bracia i siostry, świat migrantów jest rozległy i zróżnicowany, są w nim doświadczenia wspaniałe i obiecujące, ale niestety także wiele innych, dramatycznych i nie licujących z godnością człowieka i społeczeństw, które uważają się za cywilizowane. Dla Kościoła ta rzeczywistość jest wymownym znakiem naszych czasów, który wyraźniej ukazuje powołanie ludzkości do tworzenia jednej rodziny, a zarazem wskazującym trudności, które zamiast łączyć, dzielą ją i powodują rozłamy. Nie traćmy nadziei i prośmy razem Boga, Ojca wszystkich ludzi, aby nam pomógł – każdemu indywidualnie – stawać się ludźmi zdolnymi do życia w relacjach braterskich oraz by w sferze życia społecznego, politycznego i instytucjonalnego wzrastały zrozumienie i wzajemny szacunek między narodami i kulturami. Z tą nadzieją proszę o wstawiennictwo Najświętszą Maryję Stella maris i udzielam z serca wszystkim Błogosławieństwa Apostolskiego, w szczególności migrantom i uchodźcom oraz wszystkim, którzy zajmują się tą ważną dziedziną.

Castel Gandolfo, 27 września 2010

BENEDICTUS PP. XVI

BP Stolicy Apostolskiej (KAI) / Watykan

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

WYSTARCZY TYLKO ZACZĄĆ

Słowo o Marcelinie Darowskiej

Sobota 15 stycznia 2011

No w końcu! Kwitujemy tak czasem rzeczy oczywiste, które z nie wiadomo jakich przyczyn ślimaczą się przez lata. Dla mnie, podobnie jak dla wielu ludzi na całym świecie, Jan Paweł II był świętym od dawna i towarzyszyło nam jedynie zniecierpliwienie, że procedury prawne nie mogą nadążyć za oczywistością. Sensus fidei, czyli „wiara ludu Bożego” wyprzedza dywagacje dostojnych urzędników, nawet tych w Wiecznym Mieście. Dlatego z umiarkowaną radością przyjąłem informacje o pierwszomajowej beatyfikacji. Trochę się tylko boję, o czym już kilka razy wspominałem w tym miejscu, że wzywanie błogosławionego Jana Pawła II, może zastąpić nam wykonanie Jego myśli i idei.

Jan Paweł II miał, moim zdaniem, znakomitą intuicję w odgadywaniu świętych. W 1996 roku beatyfikował Marcelinę Darowską, założycielkę niepokalanek (Zgromadzenie Sióstr Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny). Jutro miną 184 lata od Jej urodzin, a niedawno – 5 stycznia – równe sto lat upłynęło od śmierci tej niezwykłej kobiety. Niezwykłej, ponieważ w najtrudniejszych latach polskiej niewoli (zabory), potrafiła stworzyć piękne dzieło nadziei w postaci wielu szkół, internatów, pensjonatów i warsztatów dla dziewcząt. Przez szkoły niepokalanek przeszły setki tysięcy dziewcząt, bardzo dobrze wykształconych, wzorcowo wychowanych i ukierunkowanych na mądry patriotyzm. Rzadko kto pewnie nie słyszał o Szymanowie, szkole istniejącej od ponad stu lat, perle w koronie dzieła edukacyjnego niepokalanek (ale warto też poznać Jazłowiec).

Sama Matka Marcelina pokonała tysiące przeszkód, aby urzeczywistnić swoją misję. Wdowa, matka opłakująca śmierć syna, nie złamana przez te historie, odkrywa powołanie do stworzenia nowego zgromadzenia zakonnego i spełnienia wielkiego posłannictwa wobec polskiej młodzieży. Kierowała się maksymą, którą polecam każdemu. Wobec przeciwności, szykan władz, kłopotów materialnych, stosowała zasadę „Wystarczy tylko zacząć”. I kiedy zaczynała (ona, a po niej następne niepokalanki) – w Szymanowie, Jazłowcu i wielu innych miejscach – rodziły się fantastyczne rzeczy. Myślę, że mielibyśmy dziś dużo gorszą Polskę, bez pokoleń ciężko pracujących sióstr niepokalanek i ich uczennic oraz wychowanek.

Wystarczy tylko zacząć! Pewnie i każdy z was ma w głowie (albo w zeszycie czy pliku w jakimś folderze w swoim komputerze) parę rzeczy bardzo pięknych, ale nie zaczętych. To wszystko może się wam udać. Wystarczy tylko zacząć.

PS. Jutro, w niedzielę 16 stycznia, przygotowałem na stronie www.itinerarium.pl niedzielne kazanie. Zapraszam do słuchania.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

BRISBANE

Piątek 14 stycznia 2011

Słuchałem relacji korespondentki z Brisbane, w Australii, gdzie daje się we znaki katastrofalna powódź, najgorsza od ponad 50 lat. W okolicach tego dużego miasta zginęło już kilkadziesiąt osób, straty sięgają kilku miliardów dolarów, ludzie ewakuują się w bardziej bezpieczne rejony.

Australia to bogaty kraj i ma już przygotowaną kosztowną operację usuwania skutków „biblijnej” powodzi (tak ją nazwano). Specjalistyczne jednostki mają nawet wyłapywać zdezorientowane rekiny i krokodyle, które na fali wielkiej wody zapędziły się na ląd, przypominający tymczasowo ocean.

Na zakończenie dziennikarka podziękowała za możliwość wypowiedzi (na antenie polskiego radia):

– Dziękuję wszystkim państwu, którzy chcą słuchać o naszej tragedii.

Nie na darmo więc słucham radia. Dla mieszkańców dalekiego Brisbane nic więcej chyba nie mogę zrobić. Słuchanie jest czasem jedyną dostępną formą solidarności.

Itinerarium , , , , ,

O BOGU PAMIĘTAJ CODZIENNIE

Czwartek 13 stycznia 2011

Ktokolwiek ma ogród albo choćby kwiatka w doniczce, wie, że prócz samosiejnych chwastów, samo nic nie rośnie. Ogród należy systematycznie pielęgnować, a rośliny doniczkowe podlewać. Kto pamięta o swoim ogrodzie i o kwiatach, ma zawsze radość, kto zapomni, ma uschłe kikuty albo osty.

Przeważnie czujemy (i mówimy), że nasza relacja z Bogiem jest słaba, próbujemy ją doraźnie polepszać przedświątecznymi zrywami, ewentualnie w doświadczeniach trudnych gorączkowo staramy się nadać jej korzystny dla nas kształt („Boże pomóż!”). Wskakujemy w takich chwilach do kościołów, przypominamy sobie modlitwy, odświeżamy rachunek sumienia przed rytualną spowiedzią, robimy różne śluby wobec Boga („Jeżeli Ty zrobisz to i tamto dla mnie, dla mojej rodziny, to ja …”).

Na kartach Biblii (zwłaszcza w Starym Testamencie) znajdziemy znamienne rozróżnienie na tych, którzy pamiętają o Bogu i tych, co o Nim zapomnieli. Ludzie (i narody), którzy zapominają o Bogu, o imieniu Boga, wprawiają Go w zasmucenie. Bardziej boli Go, że o Nim się zapomina, niż gdy Mu się złorzeczy (ten kto złorzeczy, w jakiś sposób o Bogu pamięta). Ten, kto pamięta o Bogu, może w zasadzie wszystko u Niego „załatwić”, On pragnie, aby człowiek o Nim pamiętał.

Pamiętaj o Panu, Bogu twoim, bo On udziela ci siły do zdobycia bogactwa, aby wypełnić dzisiaj przymierze, jakie poprzysiągł twoim przodkom. Lecz jeśli zapomnisz o Panu, Bogu twoim, i pójdziesz za bogami obcymi, aby im służyć i oddawać im pokłon, oznajmiam ci dzisiaj, że zginiesz na pewno (Pwt 8,18-19).

Pamięć o Bogu najmocniej ustanawia więź z Nim, podtrzymuje ją i rozwija, wywołuje także Jego życzliwość dla nas. Chodzi o pamięć codzienną, żywą, trwałą i nie gasnącą. Jej przejawy mogą być naprawdę bardzo różnorodne i zależą od konkretnego człowieka. Bogu milsza jest nasza serdeczna pamięć niż danina modlitwy składana ze strachu czy na wszelki wypadek.

Z pamięci o Bogu rodzą się najpiękniejsze kwiaty w ogrodach naszego życia, wiara, nadzieja i miłość. W takich ogrodach jest nam naprawdę dobrze i każdy dzień ma sens.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

NA MARGINESIE PIENIĘDZY

Środa 12 stycznia 2011

Uczymy się, studiujemy, pracujemy. Powoli zdobywamy to, co – jak się nam wydaje – jest konieczne i potrzebne do udanego życia. Wykształcenie, umiejętności, pracę, samochód, mieszkanie, dom.

Prawdopodobnie ma nam być w tym wszystkim i z tym wszystkim dobrze. Jeżeli będziemy dużo wiedzieć i dużo mieć. Instytucje państwowe, rządowe i społeczne pomagają nam jakoś to osiągnąć. Nawet im na to płacimy.

Płacimy im na to, aby umożliwiły nam edukację i zdobywanie (przez pracę) rzeczy. Pracujemy po to, aby zapłacić tym instytucjom za to, aby pozwalały nam zarobić, a zarabiamy pracując. Biorąc pod uwagę, że wszystko nieustannie drożeje, musimy coraz więcej i lepiej  pracować, żeby więcej zarabiać.

Żyjemy w dobrze zorganizowanych strukturach zdobywania pieniędzy i równie dobrze zorganizowanych formach ich wydawania. Im więcej pieniędzy zdobywamy i częściej je wydajemy, jesteśmy „bardziej rozwinięci” – na potwierdzenie proszę sobie znaleźć listę „najbardziej rozwiniętych krajów świata”, są tam kraje najbogatsze.

Prawdopodobnie brakuje nam czasu, aby choćby pomyśleć o szczęściu. Co dopiero, aby spróbować być szczęśliwym.

Itinerarium , , , , , , , , ,

NIECH SIĘ TRZYMA KUPY

Wtorek 11 stycznia 2011

Ze smutkiem słucham i czytam stwierdzenia i opinie, zwłaszcza w Internecie, ale i w innych mediach, które zdradzają podstawowy brak wiedzy albo zdolności myślenia. Mam w sobie takie przekonanie, że jeśli ktoś mówi (na trzeźwo), to wie jak jest (bo poznał jakąś rzecz, studiował ją, oczytał się lub jeszcze inaczej zdobył wiedzę) albo – w przypadku opinii – że przemyślał swoje stanowisko, rozumie z jakich założeń ono wynika i do jakich konsekwencji może prowadzić.

Jeżeli ktoś zaczyna swoją wypowiedź od podania bardzo nieokreślonego źródła swojej wiedzy, typu „Gdzieś słyszałem”, „Ktoś powiedział”, „Mówiono mi”, „W radiu powiedzieli”, od razu mam wrażenie, że buja. Dla mnie ważne jest kto powiedział i gdzie, kim jest autor i jaki charakter miało jego wystąpienie (inaczej się mówi w czasie wykładu, inaczej w debacie, a jeszcze inaczej w formule dygresji). Kiedy dopytuję kogoś, dlaczego akurat ma taką a nie inną opinię w jakimś temacie  i słyszę „Bo tak”, szlag mnie trafia. Powszechna możliwość publicznego komunikowania swoich wypowiedzi powoduje wysyp bredni i absurdów. Mówić i pisać dziś może każdy i co chce, stąd podaż fałszu, niedouczenia, powierzchowności i głupoty jest dość pokaźna.

Z dawnych czasów, sprzed roku 1989, pozostały mi dwie zasady, które staram się stosować do dziś. Po pierwsze, w owych „dawnych czasach”, większość mediów w znacznej mierze kłamała, próbując wcisnąć nam kształt rzeczywistości zgodny z ideologią komunistyczną. I jeżeli, przywołując najbardziej banalny przykład, czytałem, że nasz kraj „zmierza ku świetlanej przyszłości”, wystarczyło wyjrzeć za okno, popatrzeć na kolejki przed sklepami i odrzucić blagę. Nazywam to zasadą Przymierzania do Rzeczywistości. To dość proste ćwiczenie, czytać i słuchać, ale przymierzać obrazy medialne do rzeczywistości. Druga zasada, bardziej użyteczna przy ocenie opinii i komentarzy, jest także prosta, a brzmi tak: jeśli jakaś opinia ma sens, to musi Trzymać się Kupy. To, co ktoś mówi, „trzyma się kupy”, jeżeli ma początek i koniec, jeśli jedno z drugiego wynika i nie zaprzecza w sposób oczywisty podstawowej logice (dwa razy dwa jest cztery).

To, o czym piszę, łatwo możecie przymierzyć do rzeczywistości no i mam nadzieję, że trzyma się jakoś kupy.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Rodzinne obiadki

Usłyszana rozmowa na ulicy, rozmawia obcokrajowiec z Chińczykiem, pyta obcokrajowiec:
– “Te biedne zwierzęta w ZOO, jak tam one się męczą, nie sądzisz?”
– “Ja jestem przeciwny ZOO. Miejsce zwierząt jest albo w środowisku naturalnym, albo na moim talerzu.”
Po czym obydwoje zaczynają się śmiać, ja stojąc obok i rozumiejąc rozmowę również.

Powyższy przykład niech będzie wstępem do wytłumaczenia zdjęcia, które pokazuje się przy linku “Pekińskie zapiski”. Oczywiście po przyjeździe do Chin, zwłaszcza dla kogoś kto przyjeżdża tutaj po raz pierwszy i niekoniecznie ze świadomością gdzie się wybiera, może to być nie mały problem – co zjeść. Pomijamy fakt, że ze zwykłego menu nie da się zrozumieć praktycznie nic, ponieważ wszystko jest zapisane zwykle w chińskich znaczkach. Wszystkie okoliczności sprawiają, że jedzenie w Chinach to nie lada przygoda. Dla mnie wizyta w restauracji to jeszcze ciągle trochę takie koło fortuny, czasem się wygrywa, czasem się cierpi jeśli zamówi się jakieś np. jedwabniki, albo stonogi. Ale wszystko to smakuje wyśmienicie!

Jednym, w mojej opinii, z ciekawszych sposobów jedzenia tutaj, jest tak zwane huoguo 火锅, czyli nawar na bazie którego przygotowuje się zupę, tylko, że gotuje się ją samemu na stole w międzyczasie rozmawiając.

Cała zabawa z tym urządzeniem polega na tym, że w środku ma rozgrzane węgle, dzięki którym zupa, która znajduje się dookoła “komina”, się cały czas gotuje, więc możemy po kolei wrzucać – mięso, ser, grzyby, warzywa, jajka.

Pomysł prosty, a wziął się jeszcze z dawnych obyczajów, gdzie całe rodziny jadały razem. Zbierano się więc wspólnie do stołu przy huoguo można było spędzić kilka godzin rozmawiając i ciesząc się tymi wspólnym posiłkiem. Pomysł przetrwał i teraz huoguo jest jednym z najpopularniejszych sposobów na spotkania ze znajomymi, kiedy to mamy czas żeby siąść i porozmawiać. Zwyczaj jak dla mnie można by przenieść do Polski i czasem tutaj usiąść z rodziną bądź znajomymi przy ciągle ciepłym posiłku. Coby takie “wigilijne”, wspólne, rodzinne spotkanie mogło być częściej.

Bo przecież Chiny to nie tylko psy i koty na talerzu. To także wielokrotnie większa ilość przepysznych dań, których w Europie się nie znajdzie. Jak chociażby huoguo. A i całkiem inny sposób jedzenia – od pałeczek zaczynając…

Aż się zatęskniło za rodzinnym posiłkiem…

pozdrawiam,

jk

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , , , , ,

PŁOMIEŃ W CAŁYM ŻYCIU

Poniedziałek 10 stycznia 2011

Nim się obejrzymy, za dwa miesiące dopadnie nas wiosna. I oczywiście będziemy spóźnieni. Święta i początek nowego roku wyhamowały pewnie wielu z nas, ale nie jest za późno, aby wszystko nadrobić.

Trzeba przede wszystkim wcześniej wstawać i o tym poucza nas słońce, ruszające do biegu zaraz po siódmej (umyka z naszego nieba sporo po czwartej). Kto obiera kierunek zgodny z pracą słońca, idzie właściwie.

Trzysta pięćdziesiąt pięć dni, jakie nam pozostały do końca roku, to wystarczająco dużo czasu, aby zrealizować odkładane przez poprzednie lata ważne sprawy. W godzinę można uratować sens całego dnia, w jeden dzień sens całego roku, a w jeden rok sens całego życia. Pod warunkiem, że pierwszym dniem nie będzie „jutro”, ale dziś, ten dzień.

Jeżeli mamy nie żałować życia, nic nie może być w nim letnie. Boję się, że z tym jest najgorzej, że większość naszych spraw układa się „jako tako”. Mnie zawsze budzi ewangeliczne dictum: „Znam Twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący. A tak, skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny – chce Cię wyrzucić z mych ust.” (Ap. 3,15-16). Pan Bóg z pewnością lokuje się w temperaturach wyższych. Jedni drugich gorąco umiłujcie – czytam u św. Piotra ( List Pierwszy 1,22), nie „jako tako”, nie „na ile się da”, ale gorąco!

Życie ma sens o ile jest w nim żar i bardzo potrzebujemy rozpalającego powiewu. Chwila wezwania Ducha Świętego (którego imieniem jest Ogień) powoduje rozżarzenie myśli, ożywienie przygaszonych uczuć i wzmocnienie woli. Bądźcie płomiennego ducha! (św. Paweł). Płomienny duch, duch żwawy i gorliwy, przenika związki z ludźmi nadając im radość i trwałość. Pozwala też widzieć lepiej przyszłość i wyrywa z bylejakości. Daje też mocne doświadczenie zjednoczenia z Bogiem, bez konieczności jakichś aktów zewnętrznych, płomienny duch jest bezpośrednio w sferze Bożego działania.

Żadnej chwili nie można już stracić, czas jest nasz, słońca więcej. Żadnego szczęścia nie ma jutro, jak nie rozpalimy go w sobie dziś.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

Obiecujący początek roku

Benzyna po 5 zł z hakiem, dantejskie sceny na kolei, koczowanie tłumów na lotniskach, zapowiedzi zwolnień w budżetówce, degrengolada systemu emerytalnego. Tak się zaczyna ten rok – i bardzo dobrze, że właśnie tak.

Wszystkie te problemy żywotnie mnie interesują. Bo i pracuję w budżetówce, i samochodem trochę jeżdżę, do pociągów i samolotów też od czasu do czasu wsiadam. A do emerytury zostało mi zastraszająco mało czasu. ZUS już mi nawet wyliczył, ile dostanę. Ponieważ, jak to starsi ludzie mają w zwyczaju, od pewnego czasu zapisuję sobie wszystkie wydatki, to wiem, że emerytura wystarczy mi na książki i używki i jeszcze jakieś 300 – 400 zł zostanie. Na mieszkanie pójdzie emerytura mojej żony. A ponieważ mężczyźni żyją krócej, dach nad głową mam raczej zapewniony. Chyba, że żona mnie wyrzuci. Ale trzeba myśleć pozytywnie.

Podobne problemy ma wiele krajów i ludzi w tej szczęśliwszej części świata, w której przytrafiło się nam żyć. I to, że wreszcie one są teraz na czołówkach w mediach świadczy, że jako społeczeństwo pomału dochodzimy do zdrowia. Niech się tylko za szybko nie skończą, bo znowu popadniemy w jakąś paranoję a rzeczywistość przysłoni nam mgła.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , ,

ZAPROSZENIE DO ORKIESTRY

 

Kazanie na Święto Chrztu Pańskiego

Niedziela 9 stycznia 2011

Z tego, co wiem, Jerzy Owsiak jest ochrzczony. Może to nie jedyny powód dla którego udaje mu się grać już dziewiętnaście lat z wielkim pożytkiem, głównie dla dzieci. Niektórzy wypominają panu Jerzemu „róbta, co chceta” i  młodzież, która tarza się w błocie na Przystanku Woodstock.

Jerzy Owsiak gra, a my trzymamy swoje instrumenty i ani nie brzdąkniemy.  Czasem fukniemy na innych (i na pana Jerzego także, z katolicką powagą), że za głośno grają, że nie dość czysto każdą nutę wyciągną. Próchnieją i rdzewieją nasze instrumenty, a Wielka Orkiestra gra.

Woda na nasze małe główki lana była nie dla picu, ale namaszczeni zostaliśmy na nieprzeciętnych artystów. A naszych życiowych symfonii mają słuchać inni i rwać się do życia, wiary i miłości.

LITURGIA SŁOWA

(Iz 42,1-4.6-7)

To mówi Pan: Oto mój Sługa, którego podtrzymuję. Wybrany mój, w którym mam upodobanie. Sprawiłem, że Duch mój na Nim spoczął; On przyniesie narodom Prawo. Nie będzie wołał ni podnosił głosu, nie da słyszeć krzyku swego na dworze. Nie złamie trzciny nadłamanej, nie zagasi knotka o nikłym płomyku. On niezachwianie przyniesie Prawo. Nie zniechęci się ani nie załamie, aż utrwali Prawo na ziemi, a Jego pouczenia wyczekują wyspy. Ja, Pan, powołałem Cię słusznie, ująłem Cię za rękę i ukształtowałem, ustanowiłem Cię przymierzem dla ludzi, światłością dla narodów, abyś otworzył oczy niewidomym, ażebyś z zamknięcia wypuścił jeńców, z więzienia tych, co mieszkają w ciemności.

(Ps 29,1-4.9b-10)

REFREN: Pan ześle pokój swojemu ludowi

Oddajcie Panu, synowie Boży,
oddajcie Panu chwałę i sławcie Jego potęgę.
Oddajcie chwałę Jego imieniu,
na świętym dziedzińcu uwielbiajcie Pana.

Ponad wodami głos Pański,
Pan ponad wód bezmiarem!
Głos Pana potężny,
głos Pana pełen dostojeństwa.

Zagrzmiał Bóg majestatu:
a w świątyni jego wszyscy wołają: „Chwała”.
Pan zasiadł nad potopem,
Pan jako Król zasiada na wieki.

(Dz 10,34-38)

Gdy Piotr przybył do Cezarei, do domu Korneliusza, przemówił: Przekonuję się, że Bóg naprawdę nie ma względu na osoby. Ale w każdym narodzie miły jest Mu ten, kto się Go boi i postępuje sprawiedliwie. Posłał swe słowo synom Izraela, zwiastując im pokój przez Jezusa Chrystusa. On to jest Panem wszystkich. Wiecie, co się działo w całej Judei, począwszy od Galilei, po chrzcie, który głosił Jan. Znacie sprawę Jezusa z Nazaretu, którego Bóg namaścił Duchem Świętym i mocą. Dlatego że Bóg był z Nim, przeszedł On dobrze czyniąc i uzdrawiając wszystkich, którzy byli pod władzą diabła, dlatego że Bóg był z Nim.

(Mk 9,6)

Otwarło się niebo i zabrzmiał głos Ojca: To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie.

(Mt 3,13-17)

Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć chrzest od niego. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie? Jezus mu odpowiedział: Pozwól teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe. Wtedy Mu ustąpił. A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły Mu się niebiosa i ujrzał Ducha Bożego zstępującego jak gołębicę i przychodzącego na Niego. A głos z nieba mówił: Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie.

Itinerarium , , , , , , ,