DOGONIĆ WIOSNĘ

Poniedziałek 24 stycznia 2011

Rzeka nie powstaje sama z siebie. Są źródła, źródełka, potoki, strumyczki i strumyki, które toczą wody powoli acz cierpliwie w jednym kierunku. W każdej kropli i strużce, choć dalekiej od głównego nurtu, jest już rzeka.

I tak samo jest z wiosną. Wszyscy się ucieszą i odkryją ją za dwa miesiące. Wtedy już zapachnie i zadźwięczy w pełnej krasie. Wiosna jest jednak już teraz. We wszystkich małych znakach, o których warto przypomnieć. Bieliki i kruki kończą wczesnowiosenne gody, mają już wybudowane rezydencje na wysokich drzewach i złożone tam jaja, wnet kluć się będzie potomstwo. Za parę tygodni ujrzą świat dzicze maleństwa, a po nich zajęcze marczaki. Prostują skrzydła bocianie gromady w południowej i środkowej Afryce, aby zacząć lot ku naszym łąkom i mokradłom. Pączki łozin i leszczyn nabrzmiewają coraz śmielej, mimo groźby ziąbu, którym się żegna zima. Całkiem świeże kretowiska podpowiadają, że pod ziemią także się coś dzieje.

Od ponad miesiąca trwa już najpiękniejsza pora roku w naszej części świata. Najbliższe tygodnie to radosne powiększanie dnia i napływ energii słońca. O czym melduję z życzeniem dogonienia rytmu natury.

Itinerarium , , , , , , , ,

Z BEZRUCHU DO ŻYCIA

Kazanie na drugą niedzielę zwykłą

23 stycznia 2011

Preludium misji Jezusa to zaproszenie czterech ludzi do współpracy, Piotra, Andrzeja, Jana i Jakuba. Nie znamy treści dialogu między Jezusem a pierwszymi apostołami. Jest zachęta Jezusa – Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. A potem reakcja wezwanych –  Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Być może nic więcej nie było, przynajmniej nie zostało zapisane. Pomysłów na wyjaśnienie natychmiastowej decyzji uczniów jest na pewno wiele.

Roger Waters, którego słucham i polecam, śpiewał, że kiedyś antropolog z dalekiego kosmosu znajdzie skamieniałą ludzkość, zgrupowaną wokół telewizorów, zastygłą w bezruchu, zabawioną na śmierć („Amused itself to death”). Diagnoza muzyka, moim zdaniem, jest słuszna, jesteśmy coraz bardziej bierni, a jeśli już w jakimś ruchu, to kompletnie bezwartościowym. A ruch to przecież życie.

Co wyrwało czterech ludzi z ich życiowych marazmów i pchnęło na drogę przygody, niepewności i ostatecznie cierpienia oraz męczeństwa? Czym Jezus ich przekonał? Dywagując nad możliwymi wariantami odpowiedzi tracimy tylko czas. Nie dowiemy się, dopóki nie pójdziemy, jak tamci.

PS. Kazanie w wersji dźwiękowej zamieściłem na stronie www.itinerarium.pl

LITURGIA SŁOWA

(Iz 8,23b–9,3)

W dawniejszych czasach upokorzył [Pan] krainę Zabulona i krainę Neftalego, za to w przyszłości chwałą okryje drogę do morza, wiodącą przez Jordan, krainę pogańską. Naród kroczący w ciemnościach ujrzał światłość wielką; nad mieszkańcami kraju mroków światło zabłysło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą, jak się radują we żniwa, jak się weselą przy podziale łupu. Bo złamałeś jego ciężkie jarzmo i drążek na jego ramieniu, pręt jego ciemięzcy jak w dniu porażki Madianitów.

(Ps 27,1.4.13-14)

REFREN: Pan moim światłem i zbawieniem moim

Pan moim światłem i zbawieniem moim,
kogo miałbym się lękać?
Pan obrońcą mego życia,
przed kim miałbym czuć trwogę?

O jedno tylko proszę Pana, o to zabiegam:
żebym mógł zawsze przebywać w Jego domu
przez wszystkie dni życia,
abym kosztował słodyczy Pana,
stale się radował Jego świątynią.

Wierzę, że będę oglądał dobra Pana
w krainie żyjących.
Oczekuj Pana, bądź mężny,
nabierz odwagi i oczekuj Pana.

(1 Kor 1,10-13.17)

Upominam was, bracia, w imię Pana naszego Jezusa Chrystusa, abyście byli zgodni, i by nie było wśród was rozłamów; byście byli jednego ducha i jednej myśli. Doniesiono mi bowiem o was, bracia moi, przez ludzi Chloe, że zdarzają się między wami spory. Myślę o tym, co każdy z was mówi: Ja jestem Pawła, a ja Apollosa; ja jestem Kefasa, a ja Chrystusa. Czyż Chrystus jest podzielony? Czyż Paweł został za was ukrzyżowany? Czyż w imię Pawła zostaliście ochrzczeni? Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża.

(Mt 4,23)

Jezus głosił Ewangelię o królestwie i leczył wszelkie choroby wśród ludu.

(Mt 4,12-23)

Gdy Jezus posłyszał, że Jan został uwięziony, usunął się do Galilei. Opuścił jednak Nazaret, przyszedł i osiadł w Kafarnaum nad jeziorem, na pograniczu Zabulona i Neftalego. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza: Ziemia Zabulona i ziemia Neftalegou, Droga morska, Zajordanie, Galilea pogan! Lud, który siedział w ciemności, ujrzał światło wielkie, i mieszkańcom cienistej krainy śmierci światło wzeszło. Odtąd począł Jezus nauczać i mówić: Nawracajcie się, albowiem bliskie jest królestwo niebieskie. Gdy Jezus przechodził obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał dwóch braci: Szymona, zwanego Piotrem, i brata jego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. I rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a uczynię was rybakami ludzi. Oni natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. A gdy poszedł stamtąd dalej, ujrzał innych dwóch braci, Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, jak z ojcem swym Zebedeuszem naprawiali w łodzi swe sieci. Ich też powołał. A oni natychmiast zostawili łódź i ojca i poszli za Nim. I obchodził Jezus całą Galileę, nauczając w tamtejszych synagogach, głosząc Ewangelię o królestwie i lecząc wszelkie choroby i wszelkie słabości wśród ludu.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

CENA UWIELBIENIA

Sobota 22 stycznia 2011

Każdy z nas lubi być przynajmniej trochę uwielbiany. Wszyscy zaprzeczymy – i słusznie – że nie aż tak bardzo jak słynny Próżny z „Małego Księcia”. Ale uwielbienie w normie jest wszak miłe.

Jeden z moich kolegów, obecnie bardzo poważny ksiądz, z tytułami i godnościami, zaprzyjaźnił się z niepełnosprawną damą, poruszającą się na wózku inwalidzkim. Pomagał jej w przemieszczaniu się do kościoła, do kina i na spacery. Dama odwdzięczała mu się kwiecistymi komplementami, z których najmilszym było określenie „Księciu ty mój!” Z czasem duchowny nabierał manier wręcz książęcych, a dama okazywała coraz większe zaufanie, połączone z wylewnością.

W pewien wiosenny dzień spotkali się na okolicznościowym zjeździe niepełnosprawnych i opiekunów. Dama była wniebowzięta widokiem swojego księcia.

– Księciu ty mój! Jak się cieszę! Niech Pan Jezus ci wynagrodzi!
– Ach nie trzeba dziękować, ja tylko służę pani, jak umiem.
– Księciu ty mój! Tylko ty mnie rozumiesz! Niech Pan Jezus ci wynagrodzi!

Kiedy spotkanie rozkręciło się, po obfitym obiadku, ciastkach i napojach gazowanych, licznie zgromadzeni usłyszeli wołanie damy:

– Księciu ty mój! Księciu mój!
– Już lecę! W czym mogę pomóc? – stawił się natychmiast książę, gotów okazać wszelką pomoc.
Księciu ty mój! Zrobiłam kupę!*

Książę zamilkł osłupiony, a zebrany tłumek ryknął perlistym śmiechem. Książę stał w nieskazitelnie czarnej sutannie, ozdobionej kanonicką czerwienią, zaczerwieniony jak wrzący barszcz. Niestety musiał dość szybko jechać na wieczorne nabożeństwo.

Uwielbienie, które tak lubimy, czasem troszkę kosztuje.

*Ze względów literackich nie cytuję oryginalnej wypowiedzi, która de facto była bardziej kolokwialna i mniej więcej brzmiała tak: „Księciu ty mój! Ze…… się!”

Itinerarium , , , , , ,

WOLNOŚĆ Z CZORTKOWA

Piątek 21 stycznia 2011

Wydarzenie, o którym dziś wspominam, przez jednych zostało nazwane „prawdziwą polską głupotą”, inni wliczają je w szereg najpiękniejszych zrywów polskiej młodzieży, podobnych do walki Orląt Lwowskich. O Powstaniu Czortkowskim  mało kto słyszał, nie doczekało się niestety nawet  solidnych opracowań historycznych.

Czortkowska młodzież zaczęła się bić dokładnie 71 lat temu, w nocy z 21 na 22 stycznia 1940 roku, zresztą świadomie nawiązując do daty Powstania Styczniowego.  Bili się, podobnie jak w 1863 roku, z Rosjanami. I znowu o wolność. Szanse były żadne, naszej młodzieży, prawie nie uzbrojonej, było najwyżej trzysta, siły moskiewskiego okupanta liczniejsze i z czołgami. Polacy, po swojemu, przed szturmem na garnizon, koszary i pocztę, pomodlili się w kościele i ruszyli z nożami, szablami, bagnetami i kilkoma karabinami. Rosjanie czmychali w przestrachu, dopiero później sprowadzili cały pociąg pancerny i opanowali sytuację. W walce nasi zabili trzech i ranili dwóch sowieckich czerwonoarmistów, nie tracąc nikogo. Niestety, w rewanżu NKWD (sowiecka bezpieka) rozstrzelało 21 powstańców a blisko 100 wywiozło na Syberię.

Czortków to polskie kresowe miasteczko w dawnym powiecie tarnopolskim (przed wojną), zajęte przez Rosjan we wrześniu 1939 roku wskutek zmowy Stalina i Hitlera. Zanim jeszcze Polacy zaczęli dobijać się o wolność pod Lenino (jakkolwiek na to byśmy patrzyli), Monte Cassino, w Normandii i w kanałach Warszawy, był Czortków w końcu stycznia 1940 roku.

Jesteśmy syci wolnością, jakbyśmy na zawsze ją mieli i była oczywista. Tak się też wydawało jeszcze wiosną 1939 roku. Z ofiary życia wielu pokoleń wykiełkowała nasza wolność, z dzieła młodzieży czortkowskiej także. I po to wspominam.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

NA DŁUGO PRZED DNIEM DZIECKA

 

Czwartek 20 stycznia 2011

Dzieci w Polsce są uboższe  osiem razy bardziej niż w Niemczech. Badania dotyczyły dzieci poniżej 16 roku życia. W rankingu, który czytam (OECD), gorzej jest tylko dzieciom w Turcji i Meksyku.

To i tak nie najgorzej, bo jeśli wziąć pod uwagę warunki mieszkaniowe, to jesteśmy na szarym końcu i nawet dzieci w Meksyku mieszkają w mniej przeludnionych mieszkaniach. Czytam, że „w Polsce praca rodziców nie zabezpiecza dzieci przed biedą”.

Mamy wzrost gospodarczy podobno jeden z najwyższych w Europie, walczymy o nowe drogi, wkrótce na pewno zostanie ustalona pełna lista winnych tragedii smoleńskiej. No i w przyszłym roku rozegramy prestiżowe Euro 2012.

Wiem, statystyki nie działają na wyobraźnię. Ale Dzień Dziecka jest tylko raz w roku. To za mało. O jakieś trzysta sześćdziesiąt pięć razy za mało.

Itinerarium , , , , , , , , ,

STOŁY ZE SŁOWAMI

 

19 stycznia 2011

Słowa, które słyszymy, zawsze coś w nas zasiewają; podobnie słowa, które wypowiadamy, nie pozostają bez echa w ludziach, do których mówimy. W tradycji duchowości i moralności chrześcijańskiej akcentuje się wartość tych słów, które wypowiadamy. Trudno jest jednak wydobywać  z siebie i przekazywać słowa pełne dobroci, życzliwości i ciepła, jeżeli te wartości nie zostały w nas zasiane.

Na wyjałowionej glebie nie rodzą się dorodne kwiaty i obfite kłosy zboża. Z naszych wyjałowionych serc nie zrodzi się dobro i ciepło. W Biblii często spotykam frazę „Słowo Twoje, Panie, jest radością mojego serca” (np. Ps 119, 111). Przy lekturze Bożego Słowa nasiąkamy tym, co ono niesie. Tak samo jest przy czytaniu tekstów z popularnych portali Internetowych i słuchaniu przekazu medialnego.

Ewangelia, poezja, pisma mistyków, mądry esej, ciekawe wspomnienia, to przykładowe miejsca, gdzie znajdziemy „pokarm dla duszy”. Porównanie trywialne, ale „stołówki słowa”, z których korzystamy (czytając, słuchając), decydują o tym, co przekazujemy innym.

Namysł nad dobrym słowem i kosztowanie go napełnia serce niezbędnym pokarmem. Przynajmniej w trzech wymiarach zyskujemy wewnętrznie i życiowo, dzięki nasiąkaniu dobrym słowem: jesteśmy mocniejsi, lepiej rozumiemy życie, świat, Boga i siebie samych oraz przenika nas stała i głęboka radość. Od słów, których kosztujemy (czytając je i słuchając), stajemy się lepsi lub gorsi, bardziej szczęśliwi lub zrozpaczeni, mądrzejsi lub bardziej puści. To co czytamy, czego słuchamy i co oglądamy, słyszy się i czuje w naszych słowach.

Pamiętacie takie sytuacje, że siedzi się z kimś i słucha go z rozdziawioną buzią? I nie dlatego, że oryginalnie bluzga albo sypie plotkami, ale dlatego, że mówi coś, czym nasiąkamy i co jest nam potrzebne („z obfitości serca usta mówią” – Mt 12,34). Rzadko dziś spotkamy takich ludzi, na szczęście są książki, przy których warto zasiadać jak przy smakowicie zastawionym stole. I wstawać od takiego stołu mądrzejszym, silniejszym i głęboko radosnym.

Itinerarium , , , , , , , , , ,

REBELIA W CHINACH

18 stycznia 2011

W Polsce to niemożliwe. We Włoszech nie do pomyślenia, w liberalnej Francji czy USA wątpliwe. A w Chinach jak najbardziej.

W Chinach, w seminarium na terenie prowincji Hebei (północno – wschodnia część kraju), zastrajkowali klerycy i obalili rektora. Tę wiadomość podała bardzo wiarygodna agencja Asianews, powołując się na informacje z Shijiazhuang, stolicy prowincji Hebei.  W Chinach, gwoli wyjaśnienia, są dwa kościoły katolickie, jeden akceptowany przez rządzący komunistyczny reżim (i hołubiony przezeń) oraz drugi, wierny Watykanowi, z zasady prześladowany i prowadzący działalność głównie w podziemiu (nielegalnie, według chińskiego prawa). W ogarniętym rebelią seminarium od trzech miesięcy władzę sprawował biskup Ma Yinglin, mianowany przez nie uznawany w Rzymie chiński episkopat. Wicerektorem – to do pomyślenia jest jedynie w Chinach – był z kolei komunistyczny kacyk (o nazwisku Tang Zhaojun), nie żaden ksiądz, ale lokalny sekretarz partii. Klerycy, w liczbie 100 (na ogólną sumę 116), od listopada strajkowali przeciw rektorowi i wicerektorowi, narzuconymi przez oficjalną władzę rządową i oficjalny Kościół. Kilka dni temu wszystkie oficjalne władze ugięły się przed protestem kleryków i powołały nowe władze seminarium, złożone z księży uznających zwierzchność Watykanu (dla pewności podaję odpowiedni link – http://www.asianews.it/news-en/Hebei-seminarians-welcome-new-rector-20511.html.

Przytaczam tę informację nie jako ciekawostkę, ale jako przykład, że stu zdeterminowanych kleryków potrafi pokonać – w słusznej walce – oficjalny Episkopat. W Chinach, oczywiście.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Wielokulturowa tęcza

Historia I

Podchodzi Musona – kolega z Zimbabwe – i bardzo podekscytowany pyta się:

– Słuchajcie, wiecie co dziś widziałem?
Odpowiadamy – Nie.
– Dziś poszedłem do sklepu i widziałem zamarzniętą kałużę.
Nie wiedzieliśmy co odpowiedzieć, więc wydukaliśmy – No i co w związku z tym? Jakaś puenta?
– No co Wy, przecież ja nigdy w życiu nie widziałem zamarzniętej kałuży.
No i teraz jak wytłumaczyć Musonie, że co roku w Polsce spada tyle śniegu, że komunikacja zamiera, a zima jak zwykle robi figla drogowcom. Wydaje się, że Musona nie uwierzył. Zamarznięta kałuża okazała się czymś, co go przerosło.

Historia II

Moja rozmowa z jednym znajomym Chińczykiem:

„- Cześć jak się nazywasz?
– Jakub.
– Ja…co???
– Ok, możesz mi mówić Linnai. To moje chińskie imię.
– Oooo, łatwiej. A skąd jesteś?
– Z Polski.
– Aaaa..to hmmm…jesteś Żydem, tak?
– Nie, jestem chrześcijaninem.
– Aha, a w Polsce mówicie po niemiecku, tak?
– Nie, po polsku.”

Tym razem to ja byłem tym zaskoczonym i tym, co to nie wie co powiedzieć.

Historia III

Rozmowa z kolegą Japończykiem:

– Hej skąd jesteś?
– Z Polski.
– Ooo, to ja znam jedno słowo po polsku.
– Ooo, jakie?
– Kubica.

Kolejny raz nie wiedziałem co powiedzieć. Sytuacja, która kładzie na łopatki. Sytuacja, która też wywołuje uśmiech na twarzy, zwłaszcza jak się patrzy z perspektywy czasu.

A co łączy te trzy historie? Piszę o tym troche po lekturze listu Benedykta na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy, w którym to fragmencik dotyczy właśnie takiego odnajdywania się gdzieś w innym miejscu na świecie przez studentów międzynarodowych, bo co jak co, ale w moim akademiku mieszkają wyłącznie “migranci”. Więc jednak coś nas wszystkich łączy. Każdy z nas jakoś musi się odnaleźć w nowym środowisku. Każdy musi zmierzyć się z czasami ciężką rzeczywistością. Każdy w końcu musi otworzyć się na całkowicie inne kultury, które otaczają dookoła. Czasami przynosi to radość, czasami rozczarowanie.

Ale ostatecznie taka mozaika kultur jest chyba czymś, z czym przyjdzie nam się zmierzyć już za niedługo, jeśli jeszcze nie mieliśmy okazji przekonać się na własnej skórze, że “inni” są wśród nas i mamy możliwość dowiedzieć się czegoś nowego, a nie bać się.


Pozdrawiam,

jakub

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , ,

SZYBCIEJ Z MIŁOŚCIĄ

Poniedziałek 17 stycznia 2011

 

Ksiądz Twardowski od pięciu lat chodzi po niebie. Może się cieszy, że ktoś jeszcze czyta Jego wiersze i na chwilę się zamyśli. I na przykład przyśpieszy z miłością, choć diabeł podpowiada, że jeszcze zdąży. Albo w najbliższą sobotę poleci do lasu, bo jednak z tymi wyjściami z nieba to chyba lipa.

Drzewa

Brzozo nazbyt wieśniacza aby rosnąć w mieście
dyskretny grabie w sam raz na szpalery
jarzębino dla drozdów dzwoniących i szpaków
akacjo z której nie złote tylko białe miody
olcho co jedna masz przy liściach szyszki
głogu co chronisz gajówkę krewniaczkę słowika
jesionie co pierwszy tracisz liście zbliżając nam jesień
Poproście Matkę Bożą, abyśmy po śmierci
w każdą wolną sobotę chodzili po lesie
bo niebo nie jest niebem jeśli wyjścia nie ma

(gajówka to drobny ptak z gatunku pokrzewek – MP)

Ksiądz Twardowski wielu wierszy nie napisał. Wszystkie nosił w sobie, ale przecież musiał też spać i spowiadać grzeszników, wiem, bo widziałem.

Zamiast męki z pacierzem, dziś albo jutro (w rocznicę wniebowzięcia księdza Jana), trochę szybciej z tą miłością bądźmy.

Itinerarium , , , , ,

Nasza wielka radość

Wszyscy zawsze go kochaliśmy i podziwiali. Od niego się uczyliśmy, na nim się wzorujemy. Pamięć o nim nosimy na co dzień w sercu, jego słowa słyszymy zewsząd: w kościołach, w sejmie, w ratuszu. Patronuje szkołom i uniwersytetom. Patrzy na nas z pomników, z tabliczek z nazwami ulic, z obrazów w naszych domach. Jesteśmy bardzo dumni, że on był Polakiem i że my jesteśmy Polakami.

Decyzji Watykanu byliśmy pewni, choć drażniło nas, że to trwa tak długo. Teraz z niecierpliwością wyczekujemy maja.

Przypuszczam, że gdyby był dokładnie takim samym człowiekiem, to samo robił, mówił i pisał, ale był Chorwatem, Słowakiem czy Węgrem, to ta beatyfikacja obchodziłaby nas tyle, co zeszłoroczny śnieg.

Spoza kruchty , , , , ,