Czasowa odległość

Chiński Nowy Rok tuż tuż. Idąc za przykładem Chińczyków korzystam z okazji i wracam do swojego prawdziwego domu. W ostatnim czasie wielu Chińczyków wraca do domów, aby razem ze swoimi rodzinami spędzić ten czas noworoczny. W pociągach tłumy. Kupno biletu kolejowego jest bardzo utrudnione ze względu na wzmożoną migrację społeczeństwa. Jako, że i ja w ową migrację się wpisuję i wyemigrowałem, to obecnie “Pekińskich zapiski” najprawdopodobniej powinny mieć tytuł “Lubelskie zapiski”.

A jako, że “Lubelskie zapiski” to perspektywa inna. Jeszcze chyba nie do końca ukształtowana i nie do końca zaakceptowana przeze mnie, bo bądź co bądź przez 5 miesięcy coś niecoś tutaj się zmieniło. Ale powoli oswajamy się ze śniegiem na dworze, którego w Pekinie ciągle brak.

Cały ten powrót do domu udowadnia mi jeszcze bardziej pewne twierdzenie, które czasem zdarza mi się powtarzać, mianowicie że w obecnych czasach bywa tak, że możemy odległość odmierzać za pomocą czasu, a nie jednostki długości. Z Pekinu do Lublina to tylko 14 godzin. Nie wydaje się to daleko. W przeciągu 14 godzin jest możliwe znalezienie się w domu. Swoim własnym. A być może w przyszłości będzie jeszcze bliżej, bo samoloty latają szybciej. Więc zamiast patrzeć na kilometrową odległość, można spojrzeć na czasową, ile czasu zajmuje przebycie z jednego końca świata na drugi, a to skraca nam o wiele bardziej drogę. I przybliża. Do rodziny, znajomych. Do domu. Tego prawdziwego.

Pozdrawiam z domu,

jakub

PS. Dobrego Księżycowego Nowego Roku życzę. Świętować możemy zajadając pierożki – jiaozi. A i potem niech królik nam szczęścia przyniesie. Kto wie. Gratuluję zwycięzcom sprzed tygodnia. I dziękuję za odpowiedzi.

Pekińskie zapiski , , , , , , , ,

ZŁE (W)CZASY W EGIPCIE

Poniedziałek 31 stycznia 2011

Bardzo złe wieści dla branży turystycznej, spadają zyski ze sprzedaży wczasów w Tunezji i Egipcie. Zamieszki, gwałtowne protesty i ofiary śmiertelne nieco wstrzymują Polaków przed wyjazdami w ciepłe miejsca północnej Afryki.

Może nie jest całkiem źle, bo jednak dzielni Polacy i dzielne Polki jadą tam grzać ciała w gorącym słońcu. Kilkadziesiąt kilometrów od wygodnych kurortów, gdzie odpoczywa zmęczona i spracowana Polska (i reszta dobrze mającego się świata), giną ludzie. Chcą tylko trochę wolności i mniej biedy.

Polacy jeździli i jeżdżą w różne strony świata. Kiedyś jechali za „wolność naszą i waszą” i pomagali wybić się na niepodległość Ameryce, Węgrom i Anglikom („Dywizjon 303”). Wstyd mi, że jeżdżą teraz na relaks do Egiptu. Tak jakby ktoś wynajął sobie luksusowy barak w Auschwitz, na przykład w środku ciepłego lata w 1943 roku. Żeby poodpoczywać w znoju wojennej zawieruchy.

Itinerarium , , , , , , , ,

Kruchta potrójna

Trzy drobne w gruncie rzeczy sprawy, każda z innej parafii, trochę mnie ostatnio zaskoczyły i zdziwiły. I mimo że drobne, dały co nieco do myślenia.

Pierwsze zdziwienie: studentka napisała, że Tunezja jest w Azji. Myślałem, że się pomyliła, ale nie. „Przecież ja to mogę bez problemu, natychmiast sprawdzić” – wyjaśniła swoją niewiedzę. Najpierw opadły mi ręce, ale potem pomyślałem, że ma sporo racji. Co z tego, że nie umie umiejscowić Tunezji, skoro w ciągu kilku minut może się dowiedzieć. Umie za to mnóstwo rzeczy, których ja nie potrafię albo z którymi mam kolosalne kłopoty. Na przykład godzinę zajęło mi, ponoć banalne, uaktualnienie programu antywirusowego „avast!”. Nie mam zielonego pojęcia o grafice komputerowej. Nie umiem kupić biletu na samolot przez internet, ani zarezerwować hotelu w obcym mieście. Płacę gotówką, a nie kartą. Mam poważne kłopoty z wypełnieniem jakiegokolwiek formularza urzędowego. PIT-y wypełnia za mnie biuro rachunkowe, bo choć korzystam z programu, zawsze coś źle zaznaczę. Nie potrafię zaprogramować telewizora. Nie rozumiem umów, które podpisuję. Nie gubię się w górach, ale gubię się w Plazie. Mógłbym przykłady mnożyć, ale nie chcę się do końca kompromitować. Więc z tą wiedzą czy niewiedzą sprawa wcale nie jest taka oczywista.

Drugie zdziwienie: Przypadkowo dowiedziałem się, że jedna z moich koleżanek wystąpiła z Kościoła katolickiego. Fajna, wykształcona, 30-letnia dziewczyna. Nigdy o to bym jej nie podejrzewał, bo ani aktywistka, ani nawiedzona, ani specjalnie ideowa, ani nie siląca się na oryginalność. I przy okazji dowiedziałem się, że jeszcze dwoje znajomych o tym myśli. Też najnormalniejsi ludzie, których znam od dawna, ale nigdy nie podejrzewałem, że mogą mieć tego typu problemy. A jednak. Okazuje się, że chodzi im o statystykę. Mają dość, gdy dla celów politycznych szermuje się argumentami, że Polska jest krajem w 90 albo i więcej procentach katolickim i dlatego prawo powinno być zgodne z nauką Kościoła (katolickiego, rzecz jasna). Przyznam, że trochę mi zaimponowali. Że im się chce. Myślę, że niebawem takie zwyczajne, ciche, niedemonstracyjne wypisywania się ze wspólnoty mogą stać się prawdziwym problemem. Ale na razie chyba nikt się tym nie przejmuje.

Tak jak kiedyś nikt się specjalnie nie przejmował podziałem polskiego Kościoła. Może nie nikt, ale na pewno nie hierarchia. Przez lata go bagatelizowała, udawała, że to wielość w jedności. I z tym się wiąże moje trzecie zdziwienie. Bo dziś już prawie nikt nie kwestionuje, że Kościół jest bardzo podzielony. Ale  mało kto dostrzega, że sprawy zaszły już znacznie dalej. „Gdy się słucha w Polsce dyskusji katolików, wydaje się, że reprezentują różne religie” – napisał Tadeusz Sobolewski w recenzji filmu „Ludzie Boga”. Warto pochylić się nad tym zdaniem, łatwym do przeoczenia,  wciśniętym pomiędzy inne, dotyczące filmu. Bo niebawem możemy nieprzyjemnie się zdziwić. Ale mleko już będzie rozlane, jak zwykle.

Strasznie długa dziś mi wyszła ta kruchta, więc wypada się wytłumaczyć. Kruchta jest potrójna: za zeszły tydzień, a kto wie, być może awansem na następny. Nie mogę bowiem przewidzieć, czy domowa cenzura znowu nie zadziała. Poprzednią napisałem w czterech wersjach, męczyłem się ze dwie godziny, ale wszystkie trafiły do folderu „Kruchty niewysłane”.  Dzięki żonie ten folder jest coraz grubszy. Gdyby mogła, to najchętniej by go wykasowała. Na szczęście w komputerach jest jeszcze mniej biegła ode mnie. Ale wie, gdzie jest Tunezja.

Jan Pleszczyński

Spoza kruchty , , , , , , , , , , , , ,

SZCZĘŚCIE TAK RZADKO

Kazanie na czwartą niedzielę zwykłą

30 stycznia 2011

Już te słowa o szczęściu cichych, biednych, sprawiedliwych i miłosiernych spłowiały. Stare są i dawne. Jak złoty zegarek od dziadka, zapomniany i nieużywany. Ale jest.

Błogosławieństwa są szczęściem na czarną godzinę. Jak już wszystkie inne szczęścia zawiodą. I może dlatego tak mało dziś ludzi szczęśliwych. I my tak rzadko na tej liście.

PS. Kazanie w wersji dźwiękowej na www.itineraarium.pl – polecam.

LITURGIA SŁOWA

(So 2,3;3,12-13)
Szukajcie Pana, wszyscy pokorni ziemi, którzy pełnicie Jego nakazy; szukajcie sprawiedliwości, szukajcie pokory, może się ukryjecie w dzień gniewu Pańskiego. I zostawię pośród ciebie lud pokorny i biedny, a szukać będą schronienia w imieniu Pana. Reszta Izraela nie będzie czynić nieprawości ani mówić kłamstwa. I nie znajdzie się w ich ustach zwodniczy język, gdy paść się będą i wylegiwać, a nie będzie nikogo, kto by ich przestraszył.

(Ps 146,6-10)
REFREN: Ubodzy duchem mają wstęp do nieba

Bóg wiary dochowuje na wieki,
uciśnionym wymierza sprawiedliwość,
chlebem karmi głodnych,
wypuszcza na wolność uwięzionych.

Pan przywraca wzrok ociemniałym,
Pan dźwiga poniżonych;
Pan kocha sprawiedliwych,
Pan strzeże przybyszów.

Ochrania sierotę i wdowę,
lecz występnych kieruje na bezdroża.
Pan króluje na wieki,
Bóg twój, Syjonie, przez pokolenia.

(1 Kor 1,26-31)
Przypatrzcie się, bracia, powołaniu waszemu! Niewielu tam mędrców według oceny ludzkiej, niewielu możnych, niewielu szlachetnie urodzonych. Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć; i to, co nie jest szlachetnie urodzone według świata i wzgardzone, i to, co nie jest, wyróżnił Bóg, by to co jest, unicestwić, tak by się żadne stworzenie nie chełpiło wobec Boga. Przez Niego bowiem jesteście w Chrystusie Jezusie, który stał się dla nas mądrością od Boga i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem, aby, jak to jest napisane, w Panu się chlubił ten, kto się chlubi.

(Mt 5,12a)
Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.

(Mt 5,1-12a)
Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami: Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni. Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię. Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni. Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią. Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą. Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi. Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy królestwo niebieskie. Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie.

Itinerarium , , , , , ,

TYLKO NAGLE

Sobota 29 stycznia 2011

Nie wiem kto wymyślił przysłowie, że co nagle to po diable. Niekiedy jest tak, że albo nagle albo nigdy. Trafność decyzji nie zależy wcale od długości czasu, jaki poświęcamy na ich roztrząsanie.

Biblia obfituje w decyzje natychmiastowe, nagłe, raptowne i całkowicie słuszne. Pierwsi apostołowie bez namysłu (sugerowanego przecież jako atrybut roztropności) pozostawiali dotychczasowe zajęcia, św. Paweł w okamgnieniu („olśniła go nagle światłość z nieba”) zmienia swoje życie, Dobry (i święty!) Łotr ratuje się w kilka sekund, Duch Święty „nagle” w postaci szumu zstępuje na zebranych w Wieczerniku.

Wędkarze (znów wracam do reakcji nad wodą) czują błyskawiczny atak dużej ryby na przynętę i jeśli chcą trofeum, muszą nagle, natychmiast podciąć wędzisko. Sprinterzy, żużlowcy i kierowcy Formuły 1 wiedzą dobrze, że tylko nagły, szybki, absolutnie natychmiastowy start gwarantuje sukces.

Rozpieszczeni jesteśmy ofertami „ostatniej chwili”, możemy czekać na wspaniałą okazję, która przyjdzie na samym końcu. I za parę groszy polecimy na sympatyczne wakacje na Majorkę. Starsze panny i starsi kawalerowie potwierdzają, że odkładanie jest wysoce nieopłacalne (ciągle gołąbek na dachu, a w ręku ani krztyny wróblowego puchu – a propos przysłowia).

Najpiękniejsze trafia się w wersji „first minute”, zwłaszcza w wierze, przebaczeniu i miłości. Nie mówiąc już o dorodnym sandaczu.

Itinerarium , , , , , , , , , , , , , , , ,

BLUE MONDAY

Piątek 28 stycznia 2011

W Ameryce do niedawna spierano się czy najgorszy dzień w roku to 17 stycznia czy też ostatni poniedziałek stycznia (tzw. Blue Monday). Psychologowie opracowali nawet jakieś wzory uzasadniające i jedną i drugą możliwość oraz uruchamiali kampanie przeciwko Najgorszemu Dniu. Gdyby w tym roku Smutny Poniedziałek wypadł akurat 31 stycznia, to ostrzegam już dziś.

Nowinek dociera do nas mnóstwo każdego dnia, ale coraz rzadziej coś naprawdę nowego, co mogłoby dać nam impuls do innego i głębszego spojrzenia na życie. Pewnie trochę się boimy nowych rzeczy, ale też i za nimi tęsknimy. I ta tęsknota jest dobra. Powiedziałbym, że należy jej ulegać i zaufać. Bóg, znając nasze obrastające zniechęceniem serca, sam przygotowuje rzeczy nowe – „Oto Ja dokonuję rzeczy nowej: pojawia się właśnie. Czyż jej nie poznajecie?” (Iz 43,19).

Nowe miejsca i nowi ludzie mogą być preludium do nowego życia. O wiele łatwiej próbować odnowić sobie życie przez zakup nowych przedmiotów i tak najczęściej robimy. Po czym szybko rozumiemy, że był to daremny zabieg, a po jakimś czasie można zamęczyć się nawałem nowych przedmiotów.

Pozwolić można sobie na nowe myśli, do tego potrzebni są ciekawi rozmówcy i otwartość na to, co może tylko przemyka nam przez głowę, a czego nie mamy odwagi zatrzymać. Czasem mówimy: Przemknęła mi taka myśl przez głowę, miałem taki przebłysk. To są błogosławione chwile i szanse na rzeczywistą i wartościową odmianę. Inną drogą jest zaufanie swojej intuicji w modlitwie; warto w modlitwie pójść „do końca”. Wiem, że zwykle wymierzamy sobie formy i czas modlitwy, żeby być w porządku wobec Boga (w gruncie rzeczy uspokajamy tylko siebie). Kiedy idziemy jakąś nieznaną leśną trasą, możemy pójść do końca, a możemy skończyć w wyznaczonym sobie czasie. Nigdy nie  żałowałem wędrówki do końca, ani sytuacji, kiedy pozwoliłem sobie na wałęsanie się odnogami głównych tras. I o to w modlitwie też chodzi.

Nie ma Smutnych Poniedziałków i Złych Dni. Każdy dzień to początek nowego życia.

Itinerarium , , , , , , , , , , ,

PAN BÓG NA TELEFON

Czwartek 27 stycznia 2011

Oblałem rzekomo ważny test. Nie znałem numeru telefonu do Pana Boga. A przecież – jak mnie uświadomiono – jest w Biblii. Biblię powinienem znać, a tu wpadka. Ponadto w Biblii jest wszystko.

Przypuszczam, że obecnie Pan Bóg ma konto mailowe, a może nawet dodał się do znajomych na jakimś „Godbooku”, bo w niebie raczej nadążają z postępem. Numer telefonu do Pana Boga jest raczej prosty, składa się z dwóch liter i trzech cyfr – Iz 589. Litery oznaczają księgę proroka Izajasza, a cyfry, kolejno, dwie pierwsze rozdział księgi, a ostatnia werset. Werset ten brzmi „Zawołasz, a On ci odpowie”. Znawca biblijnych połączeń telefonicznych zapewniał mnie, że to najprostszy i najpewniejszy sposób komunikacji z Panem Bogiem.

Nikomu nie bronię telefonowania do Boga, wolę jednak bardziej skomplikowane formy łączności z Nim.

Itinerarium , , , ,

CAŁA POLSKA ŚPIEWA BARKĘ

Środa 26 stycznia 2011

Prorokiem jestem marnym, więc i tym razem się pewnie pomylę i nawet bym sobie tego  życzył. Przysłuchiwałem się debacie całkiem poważnych ludzi odnośnie najbliższego Pierwszego Maja.

Część dyskutantów była szczerze przekonana, że tego dnia (beatyfikacja Jana Pawła II) setki tysięcy Polaków wylegną na place i ulice miast manifestując swoją wiarę i entuzjazm, radość i szczęście. Wylegną przed transmisją czy też po niej? – roztrząsali. Największe uznanie wzbudził pomysł, aby przekonać ludzi, żeby o tej samej godzinie Cała Polska Zaśpiewała Barkę! To by było! Cała Polska! Cała Polska Śpiewa Barkę! Transmitują to telewizje i radia, euforia, wszyscy razem, pełny sukces.

Opozycja w debacie twierdziła, że ludzie wyjdą na ulice dopiero o 21:37, bo to przecież godzina śmierci papieża. I dlatego wtedy trzeba zrobić papieskie „światełko do nieba”,  prawdziwe, nie takie jak te styczniowe.

Ośmieliłem się powiedzieć, że Polacy (ci co nie wyjadą do Rzymu) wyjadą w piątek 29 kwietnia na długi weekend, najbardziej rezolutni skroją sobie nawet Bardzo Długi Weekend, który potrwa 9 dni, od piątku  29 kwietnia do niedzieli 8 maja (trzeba tylko wziąć trzy dni wolne od pracy i mamy całe 9 wolnych!).  Nie wylegną na ulice i place, ponieważ będą na działkach, tam obejrzą transmisję z Rzymu, a potem pójdą na mszę, wcześniej nie, bo będą odsypiać sobotę.

No to może 21:37? Jakiś sceptyk wylazł ze mnie i spokojnie prorokowałem, że chyba też nici, bo o tej porze Polacy (za wyjątkiem tych w Rzymie) będą w środku grillowania i nigdzie nie wylegną, a niektórzy to nawet polegną.

Nie wiem jak będzie, prorok ze mnie marny i obym się mylił.

Itinerarium , , , , , ,

SPIS TUTEJSZYCH

Wtorek 25 stycznia 2011

W drugim kwartale tego roku zostaniemy wszyscy spisani. Ci, którzy mieszkają w Polsce. Spiszą nas dość dokładnie, bo nie tylko zostaniemy policzeni według wieku i płci, ale także zapytają nas o wykształcenie, źródło dochodów, poglądy religijne, jak dojeżdżamy do pracy, do jakiej narodowości się poczuwamy i jak duże mamy mieszkanie. Wyczytałem, że różne instytucje światowe i europejskie (nie mówiąc już o naszym rodzimym aparacie państwowym), bardzo potrzebują wiedzy o nas.

Dwie sprawy mnie zastanawiają. Najpierw sam sens owego spisu. Przecież jesteśmy spisywani (zapisywani, wpisywani, wypisywani, przepisywani, dopisywani) wiele razy od samego początku życia aż po śmierć. Mnogie dokumenty odnotowują, że urodziliśmy się (jako dziewczynka lub chłopiec), że przeszliśmy szczepienia obowiązkowe, poszliśmy do szkoły, na studia, do wojska, dostaliśmy paszport, płacimy podatki (Numer Identyfikacji Podatkowej – NIP), wzięliśmy ślub, rozwiedliśmy się, wyjechaliśmy na wczasy do Egiptu, że w końcu zmarliśmy (akt zgonu precyzuje nawet mniej więcej z jakiego powodu). Jakby zsumować te wszystkie spisy i wpisy, to rachmistrze i odpowiednie agendy powinny już świetnie wszystko o nas wiedzieć. Widocznie to za mało i dopiero wędrowni „spiskowcy” ustalą jak jest.

Druga sprawa to pytanie, dlaczego państwo i agendy zagraniczne muszą wiedzieć czym i jak dojeżdżam do pracy. Aż mnie będzie korciło, żeby podać do tej rubryki, że na ośle (przy spisie podajemy dane i nie są one weryfikowane). I wtedy, po odpowiednim przetworzeniu danych, jakaś ośla firma na południu Pakistanu zacznie eksportować osły na Lubelszczyznę. Choć nie, osły to nie, mamy tu już sporo osłów.

Na początku lat trzydziestych ubiegłego wieku odbył się spis ludności na Kresach Wschodnich Rzeczpospolitej. W województwie poleskim naliczono w sumie ponad milion sto tysięcy osób. Z tej liczby 164 tysiące określiły się jako Polacy, 113 tysięcy jako Żydzi, 75 tysięcy jako Białorusini, 54 tysiące jako Ukraińcy a 16 tysięcy jako Rosjanie. Pozostała większość, czyli 708 tysięcy określiło się jako „tutejsi”, zabijając niezłego ćwieka liczącym urzędnikom. Jeżeli ktoś czuł się jako „tutejszy”, bez szczególnej identyfikacji z jakąś nacją, to nawet ładne i pouczające. Rubryki w formularzach nie są w stanie pomieścić ludzkiej wyobraźni, sposobu myślenia i odczuwania, hierarchii wartości i poczucia humoru. Co ciekawe, we wspomnianym spisie, przy pytaniu o wyznanie, nikt nie miał problemów z deklaracją, najwięcej było takich co uważali się za prawosławnych (ponad 70%).

Siostry i bracia, liczcie się z tym, że was policzą. I spiszą.

Itinerarium , , , , , , , , ,

Śpiące kazanie

Scena dzieje się w mieście Shenyang w północnych Chinach. Ze względu na położenie, dziś “Pekinskie zapiski” nie do końca pekinskie, a shenyangckie (tak można odmienić?).

Msza w niedzielne popołudnie w tutejszej katedrze. W środku może minus trzy stropnie Celcjusza. Wierni podmarzają. Przychodzi czas na kazanie. Jak mozna było się spodziewać, pomimo, że w kościele mrozi, to kazanie się księdzu przedłużyło troszkę. Niestety. Jak dotąd miałem okazję zauważyć, że w Chinach kazania sa zazwyczaj długie, a na ile je rozumiem (i widzę reakcje innych ludzi) nie do końca ciekawe. U nas też to niestety czasami się przytrafia.W Polsce jednak mało kto podczas kazania śpi w sposób tak bardzo widoczny, tutaj raczej nikt się nie krępuje. Więc podczas wczorajszego kazania spora częsc wiernych spała (oszczędzając tymsamym energię – bo zimno). Księdza to nie zniechęciło, ostatecznie kazanie w pewnym momencie dosłownie poderwało wszystkich zebranych. A co porywajacego w nim było? Był moment o Królestwie Niebieskim, któro na nas czeka. Ksiądz mówi:

“Królestwo Niebieskie nie jest jak nasze ziemskie życie. Możemy swierdzić że wszyscy obecnie przebywając na Ziemi jesteśmy tacy sami. Pochodzimy z Królestwa Niebieskiego i do niego zmierzamy, czyli obecnie wszyscy jesteśmy obcokrajowcami.”
To zdanie wystarczyło żeby obudzić cały kościół. Słowo „obcokrajowiec sprawiło, że nagle poczułem na sobie spojrzenia wielu. Nie pozostawało nic innego jak tylko się uśmiechnąć, z wzajemnoscią na szczęście. Mówiąc o nudnych kazaniach nie chcę nikogo obrazić ani bezpodstawnie skrytykować, bardziej chodzi o samą tematykę, którą kościół tutejszy może poruszać, bo o wielu sprawach po prostu się nie mówi bo nie wiadomo czy można czy nie można, więc lepiej bezpieczniej nie próbować. Temat jak aborcja, godność człowieka, prawa człowieka, wolność są tematami, które omija się zwykle. Słuchając tutejszych kazań ma się wrażenie, że najważniejsze (z punktu widzenia prakrycznego życia, codzienności) tematy są pomijane, a to co jest mówione, przynajmniej w moim odczuciu, bardziej nudzi, niż fascynuje i powoduje, że człowiek jest na prawdę zainteresowany tematem. Na szczęście Chińczycy są cierpliwi, bardziej niż ja, więc słuchają wszystkiego do końca nie narzekając. Jedynie tylko czasem śpiąc, w czym są bardzo spontaniczni i prawdziwi.

To taki mały smaczek z wizyty w północnych Chinach, w zaprzyjaźnionym Shenyang. Tak na codzień to zbliża się czas wolny w Chinach, ze względu na nadchodzący Nowy Rok Chiński. Nadchodzi Rok Królika. Wszędzie więc można nabyć coś z królikiem. W tym roku to królik ma nam zapewnić powodzenie i szczęście (. Prawdziwa noworoczna gorączka rozpocznie się w przyszłym tygodniu, kiedy to przypadają najważniejsze dni.
A jako, że Nowy Rok, to prezentów również czas. A jak prezenty to może mały konkurs? Pytanie płynie prosto z Shenyang. A mianowicie:
“Chinski Nowy Rok, jak każde święto ma swoje tradycyjne potrawy. Akurat to jedno święto ma tradycyjne potrawy podobne do polskich. Pytanie brzmi – cóż to za potrawy? I w czym są podobne.” Mail czeka. Za tydzień rozwiązanie.

Serdecznie pozdrawiam,
jakub

Pekińskie zapiski , , , , , , , , , , ,