EMAUS WSZĘDZIE

Kazanie na 3 Niedzielę Wielkanocną

4 maja 2014

 

 

Jak czytamy, uczniowie rozpoznali z martwych powstałego Jezusa w drodze z Jerozolimy do Emaus. To było 11 kilometrów („sześćdziesiąt stadiów”). Taki dłuższy spacer. Znam przynajmniej dwóch Polaków, którzy polecieli do Ziemi Świętej i przeszli tę samą drogę w nadziei jakiegoś ciekawego doświadczenia, podobnego do tego opisanego niżej.

Trochę to śmieszne, bo bibliści do dziś nie wiedzą o jakie historyczne Emaus chodzi, jest ich przynajmniej pięć. Naiwna pobożność, przepraszam wszystkich miłośników dreptania po tzw. „świętych miejscach”, pcha niektórych z nas do dalekich wypraw. Jako ciekawostka nawet dobre, ale dla żywej wiary warunek niekonieczny.

Dziś Emaus to miejsca i spotkania, gdzie prowadzi się głębokie rozmowy o życiu, sensie istnienia, o Bogu, o dobru i złu, o szczęściu i pięknie. Gdzie tak się jeszcze rozprawia? Prawie nigdzie, dlatego wyprawa do jednego z ewentualnych Emaus, prawie zawsze będzie nietrafna.

Oczywiście możemy zbudować nasze Emaus natychmiast, w kręgu naszej rodziny, spotkania przy grillu czy przy popołudniowej kawie. Emaus, w drodze do którego spotkać możemy Chrystusa jest wszędzie tam, gdzie zaczynamy poważnie rozmawiać. O sobie. O życiu. O ludziach. O Bogu. O czymkolwiek, byle głęboko.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

Łk 24,13–35

Oto dwaj uczniowie Jezusa tego samego dnia, w pierwszy dzień tygodnia, byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i roz­prawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.

On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?”. Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imie­niem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”.

Zapytał ich: „Cóż takiego?”.

Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapew­niają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.

Na to On rzekł do nich: „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?”. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykła­dał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.

Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im, Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”.

W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

Itinerarium

DO UNII WSZEDŁEDM DAWNO TEMU

Sobota 3 maja 2014

Tak sobie pierwszego maja troszeczkę podpatrywałem obchody 10 rocznicy wejścia Polski do Unii. Gratulowało sobie trzech prezydentów, Wałęsa, Kwaśniewski i obecny Komorowski, oni też gratulowali 8 premierom, którzy się „przyłożyli” do akcesu.

Na pierwszy rzut oka wyglądały te obchody tak, jakby wszyscy ci panowie (plus jedna pani, Hanna Suchocka) sprawili, że znaleźliśmy się w Unii Europejskiej i im zawdzięczamy nową historię Polski. Gdybym nie żył w tych czasach, nie widział i nie wiedział co się działo, może bym i uwierzył. Ale żyłem i widziałem i wiem, że jest inaczej. Byli i obecni prezydenci i premierzy szczycą się czymś w czym mieli bodaj najmniejszy udział.

Konkretnie, przypomnę, przedstawiciele SLD podpisali w 2003 r. w Atenach treść traktatu akcesyjnego, większość Polaków poparło ten pomysł w referendum również w tym roku, a 1 maja 2004 roku ów podpisany i przegłosowany traktat zaczął obowiązywać. Co zrobili prezydenci i premierzy? Nic wielkiego i jakkolwiek pracochłonnego. Podpisali. Podpisali!

Podpisali to, co my – myślę o moim pokoleniu, o pokoleniu wcześniejszym i jeszcze następnych – zrobiliśmy. To my weszliśmy do Unii i Europy, a oni podpisali dokument stwierdzający fakty. Nie dajmy się nabierać, nie politycy wprowadzili nas do Unii, ale weszliśmy tam sami, a oni jedynie ten fakt zaaprobowali. Nie wysilając się za bardzo, bo cóż to za trud machnąć parę podpisów?

Sam wszedłem do Unii na początku lat 80 –tych ubiegłego wieku, kiedy jako niezamożny student zbierałem z przyjaciółmi winogrona w południowej Francji. Podobnie wielu moich znajomych, koleżanek i kolegów. W referendum poparliśmy to, co zrobiliśmy wiele lat wcześniej. Wielu z was weszło do Unii znacznie wcześniej niż podpisano traktat. Wszyscy wy, którzy władacie angielskim, weszliście do Unii, czego nadal nie potrafi większość polskich tuzów polityki.

Pani Maria zaczynała od budki z czekoladami szwajcarskimi, teraz ma wielki sklep ze słodyczami z wszelkich stron świata. Pan Grzegorz, znajomy, zaczynał od kilku wyrobów bezglutenowych, teraz kupuje 20 wielkich ciężarówek wożących po całej Europie (i dalej) znakomite polskie produkty. To oni wprowadzili Polskę do Europy. I wy wszyscy, którzy jesteście bardzo pracowici i robicie znakomite rzeczy. Wy jesteście pracowici i zdolni. Politycy, którzy świętują wejście Polski do Unii zwykle są niezwykle leniwi. Zdolni są najwyżej podpisać coś, co my zrobiliśmy.

Grzechem ciężkim, a może śmiertelnym naszych wodzów jest to, że byli zdolni podpisać nasze sukcesy, a nie potrafili do Europy wprowadzić pracowników dawnych PGR-ów, którzy do dzisiaj umieją przeżyć za 600 zł zapomogi. Politycy nie umieli i nie będą umieli uporządkować kolejek do lekarzy. Ale umieją świętować to, co my zrobiliśmy, ucząc się języków, robiąc biznesy i śmiało żeglując po meandrach nowych tras.

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim z Was, którzy wprowadziliście Polskę do Europy. Brawo! Oni niech się bawią i świętują. My robimy czarną robotę.

Itinerarium

KOCHAM TĘ BIEL I CZERWIEŃ

Sobota 2 maja 2014

Czerwień i biel na polskiej fladze oficjalnie są naszymi barwami narodowymi od 222 lat (3 maja 1792), choć już wcześniej chorągwie wojsk Rzeczpospolitej strojone były w ten deseń. Biały orzeł w koronie na czerwonym tle, czyli godło Polski to jeszcze starszy symbol. I bandera i godło są mi bardzo bliskie, odsyłają do bitwy pod Grunwaldem, Powstania Warszawskiego czy chociażby śmierci Romka Strzałkowskiego. Niestety, także do kretyńskiego wygłupu Kuby Wojewódzkiego. W jednym z wcześniejszych wpisów już o tym pisałem, link: – http://itinerarium.pl/2012/11/08/bialoczerwona/#.U2KUW_l_sfs  .

 

Nie mam nic przeciwko banderze Unii Europejskiej, broń Boże nie  z tego powodu, że ponoć autor wzorował się na gwiazdach oplatających wizerunek NMP Niepokalanie Poczętej. Uwielbiam kolor niebieski i kocham gwiazdy.

Jednakże flaga Unii nie odsyła mnie do jakiejś ważnej historii, dobrze wiem z dziejów kontynentu, że bił się tutaj prawie każdy z każdym, a liczba trupów, Europejczyków wymordowanych przez Europejczyków, idzie w setki milionów i to jest bodajże najważniejszy rys dziejów Starego Kontynentu.

Polska flaga (i godło) to nie jest kwestia tego czy innego znaku, żeby się jakoś odróżniać, na przykład od Francuzów, którzy do tej pory nie wiedzą czy bardziej pasuje im kogut czy tzw. Marianka (kobieta). Pod tym znakiem i za ten znak wielu moich rodaków oddało życie. Nie sądzę by podobnie mogło być w przypadku 12 gwiazd na niebieskim tle.

Wierzących w głębszy sens Unii Europejskiej wypada odesłać do nauki historii. A z niej wynika, że było już kilka Unii w Europie, poczynając od Cesarstwa Rzymskiego, poprzez twór Karola Wielkiego i Napoleona aż po idee Adolfa Hitlera. Jasne, bardzo różne motywy legły u źródeł tych Unii. Dzisiejsza Unia ma kształt ekonomiczno – finansowy i na więcej na razie jej nie stać, pewnie dlatego, że powszechna jest wiara, że pieniądze rządzą światem. Niemniej, przyznaję, cieszę się z tej Unii, trochę mniej klnę na wyrwy jadąc z Warszawy do Poznania jako taką A2. Poza tym mam złe wspomnienia rozmów z mało inteligentnymi celnikami na granicy między RFN a NRD, zresztą gdziekolwiek indziej także nie wymaga się wysokiego IQ od stróżów kordonów.

Kiedy patrzę na lub wywieszam Biało Czerwoną (np. flagę), to od razu w głowie i sercu mam triadę: Bóg, Honor, Ojczyzna. I solidarność, i Jana Pawła II i Faustynę Kowalską z koronką. Sobieskiego, który Europę ocalił, Kopernika co zamienił ruchy Ziemi i Słońca, Fryderyka Szopena (i Chopina), który wyczarował boskie mazurki z fortepianu i Pana Cogito Herberta (Zbigniewa).

Itinerarium

Z PARTIĄ ODZIEŻ ZAWSZE

Czwartek 1 maja 2014

 

I jest maj, pierwszy. Powinny być pochody, tłumne, z transparentami i wychwalaniem Partii oraz siły klasy robotniczej. Tak było do 1989 roku.

Pochody pozostały, bo maj trzeba rozpoczynać od pochodów. Jak kiedyś pisałem już, dzisiaj nie maszerujemy z sympatii dla socjalizmu. Maszerujemy jednak, a trasę wyznaczają punkty sprzedaży piwa oraz miejsca przysmażania karczku na grillu. Taki urok demokracji polskiej, takie nasze maja rozpoczynanie.

W dawniejszych czasach, o czym też już kiedyś tu wspominałem, zostałem przymuszony do Pochodu Pierwszomajowego. Podpadłem w liceum dyrektorowi i niosłem z kolegą płachtę z napisem „„Młodzież zawsze z partią”. Przed trybuną pełną oficjeli miasta, natchnął mnie jednak Duch (Święty) i zwinąłem nieco od swojej strony transparent, o kilka centymetrów, tak że trybuna widziała tekst „Odzież zawsze z partią” (kwestia dwóch literek).  To jakoś wyrażało moje idee, ale zdenerwowało dyrektora i na koniec drugiej klasy mieliśmy obniżoną ocenę ze sprawowania (ja i Stefan, kolega z drugiej strony płachty). O tym kilka lat temu też wspominałem.

Niezmiennie jednak, maj i inne miesiące, przypominają, że Najważniejsza jest miłość. Co zalecam do codziennego i gorliwego praktykowania.

 

 

Itinerarium

PRZY LODACH JEZU UFAM TOBIE

Środa 30 kwietnia 2014

Kiedy przechodzę czy przejeżdżam obok szpitala bardzo krótko proszę: „Uzdrowienie chorych, módl się za nami!”. W niektórych szpitalach mam bliskich znajomych. Jeżeli droga wypada mi w pobliżu cmentarzy wznoszę krótkie „Wieczny odpoczynek racz im dać Panie!”. Na niektórych cmentarzach mam bliskich znajomych.

Modlę się także przy przejściach dla pieszych  na których zginęli przechodnie, to także „Wieczny odpoczynek”, w niektórych sytuacjach dodaję imię zabitego, zabitej, jeśli wiem kogo tam spotkała śmierć. Do tej modlitwy wzywają mnie krzyże, czasem lampiony. I modlę się też przy Internecie, kiedy czytam o wypadkach, katastrofach, ofiarach wojen czy nawet zwykłych śmierciach, jak ostatnio w przypadku Tadeusza Różewicza czy Tito Vilanovy. Tyle mogę na pewno zrobić dla tych, którzy odchodzą, zwykle za szybko, często niewinnie.

Rano, wyrywa mi się samo „Bądź uwielbiony Boże!”, a mam tak nie tylko teraz gdy witają mnie rześkie aromaty bzów i forsycji. Mam tak też na widok sopli i szronu, do uwielbienia Boga wzywają mnie również sfruwające z klonów cudnie umalowane liście.

Rozmawiam z kobietą, która ma duże problemy z dorastającą córką, a w sercu szepcę „Jezu zmiłuj się!”. Słucham młodego mężczyzny, od którego odeszła żona z ukochanym synkiem i bezsłownie wspieram go tą samą krótką modlitwą.

Radziłem wczoraj z grupką młodych ludzi nad pięknym projektem solidarności z dziećmi w Lusace  i z Tatarami Krymskimi (napiszę pewnie więcej niedługo), jedliśmy lody i piliśmy herbatę z cytryną. Nie idzie łatwo, wiadomo wszyscy mamy mało czasu, pieniądze też rzadko (za rzadko) spadają z nieba. Wiem jednak, że damy radę i pomiędzy żartami i ustaleniami serce recytowało „Jezu ufam Tobie!”, a nie chodzi tylko o recytację, bo ja rzeczywiście staram się Mu ufać.

Nie piszę tego wszystkiego, żeby się pochwalić jak dużo i często się modlę i żeby zasłużyć na tytuł Pierwszego Dewota. Piszę na  świadectwo, że modlić się można prawie cały czas, o czym zresztą wiem, bo tak zachęcał św. Paweł: „Módlcie się nieustannie!” (2 Tes 5,17). Kiedy idę spać, pamiętam, że „niech Cię nawet sen nasz chwali”, choć bardziej tkwi mi w duszy zapis zakochanej z Pieśni nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa!” (PnP 5,2).

Wydaje mi się, że bardzo dobrze rozumiem Norwida i jego „Modlitwę” („Przez wszystko do mnie przemawiałeś – Panie, Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie; Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem …), choć tak przejmująco tego nie zapiszę.

Piszę to wszystko na świadectwo, że próbuję kochać Boga, a to znaczy – tak czuję – że uwielbiam Go, ufam Mu, proszę, staram się być z Nim przy ludziach, cokolwiek im się przydarza. Forsycje, sople, pomoc dzieciom ulicy w Lusace, wszystko jest ważne.

 

Itinerarium

OSTATNIE POLSKIE MISTRZOSTWO ŚWIATA

 

Wtorek 29 kwietnia 20145

 

Mam wrażenie, że w niedzielę zostaliśmy po raz ostatni mistrzami  świata i to na długi, bardzo długi czas. Tyle dobrego o Polakach (zwłaszcza o polskim papieżu) i Polsce dawno nie powiedziano i nie napisano. Odczuliśmy, że jesteśmy niezwykli, wspaniali, dobrzy, po trosze tak samo święci jak nasz nowy Święty. Aplauz na placu św. Piotra, peany w mediach, miliard ludzi przy telewizorach. To było nasze wielkie zwycięstwo, trofeum czempiona świata! Teraz jeszcze przez tydzień będziemy sycić się sukcesem, opijać i fetować laur.

Pierwsze zgromadzenie zakonne odwołujące się do dziedzictwa naszego papieża powstało wcale nie w Polsce, ale w Australii. W 2007 roku założyła je siostra Clare Pike z Perth (w zakonie siostra Bernadeta), którą miałem przyjemność poznać. Przybrały imię „Sióstr Jana Pawła II” a ich charyzmat polega na „podążaniu za Chrystusem śladami Jana Pawła II”.

Na zniewolonej dyktaturą komunistyczną Kubie, w Pinar del Rio, od 1998 roku (wizyta Jana Pawła II) Dagoberto Valdes, inżynier rolnictwa, tworzy ciekawe środowisko odważnie myślących i działających chrześcijan, najpierw pod nazwą „Witraż” („Vitral”), teraz „Współistnienie” („Convivencia”).

Przypomnę, że w Polsce mamy ulice, place, pomniki i szkoły imienia Jana Pawła II. W Lublinie aleja Jana Pawła II jest najdłuższa w całej Polsce.

W ostatnią niedzielę byliśmy po raz ostatni Mistrzami Świata. Teraz będziemy wzdychać „Św. Janie Pawle II, módl się za nami!”. I spokojnie przy grillu zjemy smaczne kiełbaski. I jakże się nacieszymy, że nasz Papież jest Świętym!

Itinerarium

ŻYDÓWKA I CZECH NASZYMI PATRONAMI

 

Kazanie na Uroczystość św. Wojciecha

Głównego Patrona Polski

Poniedziałek 28 kwietnia 2014

 

 

Zapewne po wczorajszej kanonizacji modlitwa przez wstawiennictwo świętych, zwłaszcza polskich, trochę się wzmoże. Dziś warto to uczynić za pośrednictwem św. Wojciecha (uroczystość tego patrona Polski została przeniesiona na dziś z 23 kwietnia z powodu oktawy Wielkanocy).

Pomimo dużego przyśpieszenia w wykonaniu Jana Pawła II, w Polsce mamy stosunkowo mało świętych. Kanonizowany wczoraj papież jest 31 polskim świętym, błogosławionych mamy 223, z tym, że większość to męczennicy z czasu drugiej wojny światowej. Ogromnie przewyższają nas pod tym względem Włosi, Francuzi, Niemcy, Hiszpanie, Portugalczycy, Anglicy i jeszcze kilka innych nacji.

Oczywiście chyba nikt z was nie potrafi wymienić pełnej listy naszych świętych, św. Zygmunt (Gorazdowski) jest kompletnie nieznany, a kiedy wspominałem niedawno błogosławionego Bronisława Komorowskiego (do którego się modlę), wiele osób uznało to za niesmaczny żart. Przypomnę, że Polska ma troje patronów głównych, Najświętszą Marię Pannę (od 1943 r.), św. Wojciecha (od 1 000 r.) i św. Stanisława Męczennika (od 1254 r.). Trochę to zabawne, ale wśród tychże głównych patronów Polski tylko jeden jest Polakiem, bo NMP to Żydówka, a Wojciech był Czechem.

Znaczna część naszych świętych i błogosławionych ginęła męczeńską śmiercią za wiarę i za Polskę i pod tym względem jesteśmy liderami. Niektórzy ginęli za ratowanie Żydów – jak choćby jedyna święta z Lublina, Maria Marta Kazimiera Wołowska.

Jeżeli zadacie sobie trud (w dobie Internetu to proste) i przejrzycie listę naszych świętych, spotkacie się ze wspaniałą historią Polski i równie niezwykłą lekcją szczerej wiary.

Wczoraj cieszyliśmy się z ostatniego jak dotąd polskiego świętego, Jana Pawła II, dziś wspominamy pierwszego, Wojciecha. Można także dzisiaj pomodlić się swoistą Litanią do Świętych Polskich. Oto ich lista:

 

 

W nawiasach kolejne liczby oznaczają: lata życia, dzień wspomnienia liturgicznego („imieniny”), daty – beatyfikacji (b) i kanonizacji (k), a także ich miejsce, jeśli odbyły się one poza Rzymem; jeśli jest tylko jedna data, oznacza ona kanonizację w wypadku świętych lub beatyfikację – u błogosławionych.

 

1. Albert (Adam) Chmielowski, zakonnik, zał. Zgrom. Braci i Sióstr Posługujących Ubogim (albertynów i albertynek) [20 VIII 1845-25 XII 1916; 17 VI; 22 VI 1983, Kraków (b) – 12 XI 1989 (k)]

 

2. Andrzej Bobola, kapłan, jezuita, męczennik [30 XI 1591-16 V 1657; 16 V; 1853 (b) – 17 IV 1938) (k)]

 

3. Andrzej Świerad (Żurawek), zakonnik (†1030/34; 13 VII; 1083?)

 

4-8. Benedykt, Jan, Izaak, Mateusz, Krystyn – Pięciu Braci Polskich Męczenników z Międzyrzecza, pustelnicy (†10 XI 1003; 13 XI; 1003 lub 1004)

 

9. Faustyna Maria (Helena) Kowalska, dziewica, zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, apostołka miłosierdzia Bożego [25 IV 1905-5 X 1938; 5 X; 18 IV 1993 (b) – 30 IV 2000 (k)]

 

10. Jacek Odrowąż, kapłan, dominikanin (przed 1200-15 VIII 1257; 17 VIII; 17 IV 1594)

 

11. Jadwiga Śląska, pochodziła z Bawarii, księżna, wdowa, fundatorka klasztorów (ok. 1170-14 X 1243; 16 X; 14 X 1267)

 

12. Jadwiga, Węgierka z pochodzenia, królowa [1374-17 VII 1399; 17 VII; 31 V 1979 i 4 VI 1986 (potwierdzenie kultu) – 8 VI 1997, Kraków (k)]

 

13. Jan Kanty, kapłan, profesor UJ [1390-24 XII 1473; 20 X – dawniej, 23 XII – obecnie; 28 III 1676 (potwierdzenie kultu) – 16 VII 1767 (k)]

 

14. Jan Sarkander, ze Śląska Cieszyńskiego, działał na Morawach, kapłan, męczennik [20 XII 1576-17 III 1620; 30 V; 6 V 1860 (b) – 21 V 1995, Ołomuniec – Czechy (k)]

 

15. Jan z Dukli, kapłan, franciszkanin [1414-29 IX 1484; 8 VII; 21 I 1733 (potwierdzenie kultu) – 10 VI 1997, Krosno (k)]

 

16. Jozafat Kuncewicz, kapłan obrządku wschodniego, bazylianin, męczennik [ok. 1580-12 XI 1623; 12 XI; 16 V 1643 (b) – 1867 (k)]

 

17. Józef Bilczewski, arcybiskup lwowski [26 IV 1860-20 III 1923; 20 III; 26 VI 2001, Lwów (b) – 23 X 2005 (k)]

 

18. Józef Sebastian Pelczar, biskup [17 I 1842-28 III 1924; 19 I; 2 VI 1991, Rzeszów (b) – 18 V 2003 (k)]

 

19. Kazimierz Jagiellończyk, królewicz (3 X 1458-4 III 1484; 4 III; 7 XI 1602)

 

20. Kinga (lub Kunegunda), Węgierka z pochodzenia, księżna, klaryska [1224 (1234?)-24 VII 1292; 24 VII; 11 VI 1690 (potwierdzenie kultu) – 16 VI 1999, Stary Sącz, (k)]

 

21. Maksymilian M. Kolbe, kapłan, franciszkanin konwentualny, męczennik II wojny światowej [7 I 1894-14 VIII 1941; 14 VIII; 17 X 1971 (b) – 10 X 1982 (k)]

 

22. Melchior Grodziecki, ze Śląska Cieszyńskiego, kapłan, jezuita, męczennik [1582/84-7 IX 1619; 7 IX; 15 I 1905 (b) – 2 VII 1995, Koszyce – Słowacja (k)]

 

23. Rafał od św. Józefa (Józef) Kalinowski, karmelita bosy [1 IX 1835-15 XI 1907; 15 XI; 22 VI 1983, Kraków (b) – 17 XI 1991 (k)]

 

24. Stanisław Kostka, nowicjusz zakonny, jezuita [XII 1550-15 VIII 1568; 18 IX; 1605 (b) – 31 XII 1726 (k)]

 

25. Stanisław ze Szczepanowa, biskup krakowski, męczennik (ok. 1030-11 IV lub 8 V 1079; 8 V – tradycyjnie w Polsce i 11 IV – według kalendarza rzymskiego; 17 IX 1253, Asyż)

 

26. Szymon z Lipnicy, kapłan, franciszkanin (bernardyn) [ok. 1438/40-18 VII 1482; 18 VII; 24 II 1685 (potwierdzenie kultu) – 3 VI 2007 (k)]

 

27. Urszula Ledóchowska, zakonnica, zał. Zgromadzenia Sióstr św. Urszuli od Jezusa Konającego (urszulanek) [17 IV 1865-19 V 1939; 29 V; 20 VI 1983, Poznań (b) – 18 V 2003 (k)]

 

28. Wojciech, Czech z pochodzenia, biskup, męczennik, główny patron Polski (ok. 956-23 IV 997; 23 IV; 999)

 

29. Zygmunt Gorazdowski, kapłan zał. Zgrom. Sióstr św. Józefa [1 XI 1845-1 I 1920; 26 VI; 26 VI 2001, Lwów (b) – 23 X 2005 (k)]

 

30. Zygmunt Szczęsny Feliński, arcybiskup, zał. Zgrom. Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi [1 XI 1822-17 IX 1895; 17 IX; 18 VIII 2002, Kraków (b) – 18 X 2009 (k)]

 

31. Jan Paweł II

 

Liturgia słowa :

 

J 24-26)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity. Ten, kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne. A kto by chciał Mi służyć, niech idzie na Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój Ojciec

 

(Dz 1,3-8)
Po swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca: Słyszeliście o niej ode Mnie – /mówił/ – Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie ochrzeczeni Duchem Świętym. Zapytywali Go zebrani: Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo Izraela? Odpowiedział im: Nie wasza to rzecz znać czasy i chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.

(Ps 126,1-6)
REFREN: Kto we łzach sieje, żąć będzie w radości

Gdy Pan odmienił los Syjonu,
wydawało się nam, że śnimy.
Usta nasze były pełne śmiechu,
a język śpiewał z radości.

Mówiono wtedy między poganami:
„Wielkie rzeczy im Pan uczynił”.
Pan uczynił nam wielkie rzeczy
a ogarnęła nas radość.

Odmień znowu nasz los, Panie,
jak odmieniasz strumienie na Południu.
Ci, którzy we łzach sieją,
żąć będą w radości.

Idą i płaczą
niosąc ziarno na zasiew,
lecz powrócą z radością
niosąc swoje snopy.

(Flp 1,20c-30)
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć – to Chrystus, a umrzeć – to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść, a być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele – to bardziej dla was konieczne. A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przez mnie, przez moją ponowną obecność u was. Tylko sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja – czy to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka – mógł usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się zastraszyć przeciwnikom. To właśnie dla nich jest zapowiedzią zagłady, a dla was zbawienia, i to przez Boga. Wam bowiem z łaski dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie.

(J 12,26)
Kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem, tam będzie i mój sługa.

.

 

Itinerarium

NASZA DROGA PO AUREOLĘ

 

Kazanie na 2 Niedzielę Wielkanocną

Miłosierdzia Bożego

Kanonizacja Jana Pawła II i Jana XXIII

 

 

 

Tak jak to czytamy dzisiaj, Pan Jezus odpuszczał grzechy i winy, cierpliwie tłumaczył niedowiarkom. W innych miejscach w Ewangelii przeczytamy, że rozmawiał z ludźmi, miał czas dla chorych i dzieci, nie wywyższał się, ale chodził na stypy i wesela do swoich ubogich znajomych. Był delikatny, uchronił nawet przed uschnięciem drzewo figowe, a chcieli je ususzyć uczniowie.

Papież, ten nasz, odpuszczał grzechy i winy, te Ali Agcy także. Tłumaczył niedowiarkom. I oczywiście miał czas dla chorych i dzieci. W pokorze całował ziemię w 104 krajach, do których pielgrzymował.

Mamy bardzo dostępną drogę do naszych aureol. Rozmawiać z ludźmi, tłumaczyć niedowiarkom, odpuszczać winy. Znaleźć czas dla dzieci i chorych. Żadnego drzewka nie zniszczyć, ziemię jak najbardziej całować.

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(J 20,19-31)
Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, Jezus wszedł, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś? Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej książce, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

(Dz 2,42-47)
Bracia trwali w nauce Apostołów i we wspólnocie, w łamaniu chleba i w modlitwie. Bojaźń ogarniała każdego, gdyż Apostołowie czynili wiele znaków i cudów. Ci wszyscy, co uwierzyli, przebywali razem i wszystko mieli wspólne. Sprzedawali majątki i dobra i rozdzielali je każdemu według potrzeby. Codziennie trwali jednomyślnie w świątyni, a łamiąc chleb po domach, przyjmowali posiłek z radością i prostotą serca. Wielbili Boga, a cały lud odnosił się do nich życzliwie. Pan zaś przymnażał im codziennie tych, którzy dostępowali zbawienia.

(Ps 118,1.4.13-14.22.24)
REFREN: Dziękujcie Panu, bo jest miłosierny

Dziękujcie Panu, bo jest dobry,
bo Jego łaska trwa na wieki.
Niech bojący się Pana głoszą:
„Jego łaska na wieki”.

Uderzono mnie i pchnięto, bym upadł,
lecz Pan mnie podtrzymał.
Pan moją mocą i pieśnią,
On stał się moim Zbawcą.

Kamień odrzucony przez budujących
stał się kamieniem węgielnym.
Oto dzień, który Pan uczynił,
radujmy się w nim i weselmy.

(1 P 1,3-9)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa. On w swoim wielkim miłosierdziu przez powstanie z martwych Jezusa Chrystusa na nowo zrodził nas do żywej nadziei: do dziedzictwa niezniszczalnego i niepokalanego, i niewiędnącego, które jest zachowane dla was w niebie. Wy bowiem jesteście przez wiarę strzeżeni mocą Bożą dla zbawienia, gotowego objawić się w czasie ostatecznym. Dlatego radujcie się, choć teraz musicie doznać trochę smutku z powodu różnorodnych doświadczeń. Przez to wartość waszej wiary okaże się o wiele cenniejsza od zniszczalnego złota, które przecież próbuje się w ogniu, na sławę, chwałę i cześć przy objawieniu Jezusa Chrystusa. Wy, choć nie widzieliście, miłujecie Go; wy w Niego teraz, choć nie widzicie, przecież wierzycie, a ucieszycie się radością niewymowną i pełną chwały wtedy, gdy osiągniecie cel waszej wiary – zbawienie dusz.

(J 20,29)
Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Itinerarium

KIEDY DOTYKASZ MNE I JA CIEBIE

Sobota Wielkanocna 26 kwietnia 2014

Niedowierzającym apostołom Jezus kazał się dotykać po swoim zmartwychwstaniu (o czym poniżej w cytacie), a Tomaszowi doradzał, by włożył palce w miejsce ran (o tym będzie w Ewangelii jutro). Wczoraj stawiałem sobie pytanie czy my jeszcze ze sobą rozmawiamy, dziś mam wątpliwość czy się jeszcze dotykamy.

Taka epoka, że mamy coraz więcej prób wyeliminowania dotyku. Mamy już telefony bezdotykowe, myjnie bezdotykowe, „bezdotykowe i superwydajne lampki sensoryczne” i bezdotykowe kosze na śmieci. W gruncie rzeczy telefonów bezdotykowych nie da się obsługiwać bez dotyku, ale dotyk dziś jest passe.  Mnożą się też przedmioty bezprzewodowe, są już takie słuchawki, głośniki, mikrofony, czajniki i rzecz jasna telefony. Mój dumny czajnik bezprzewodowy ma jednak przewód.

Redukcja dotyku dotknęła liturgię i na przestrzeni lat z biblijnego pocałunku pokoju (muśnięcie policzkami) pozostał nam nerwowy tik („kiwaczek”), kiedy po „Przekażcie sobie znak pokoju” kręcimy wkoło głową coś tam bąkając i mrucząc. Zapewne i niektórzy z was uczestniczyli w liturgiach w krajach południowych, gdzie dość naturalnie wszyscy przy znaku pokoju obejmują się („misiaczek”), muskają policzkami i serdecznie życzą. W niektórych polskich parafiach przyjęło się już podanie dłoni. Zupełnie prawie nie stosujemy błogosławieństwa przez włożenie dłoni na głowę. W ogóle w kościołach istnieje ogromna „przestrzeń nietykalności”, w zasadzie kapłan nie dotyka wiernych (poza sakramentami związanymi z namaszczaniem) i wierni nie dotykają siebie nawzajem. Obawiam się, że gdyby doszło do dotyku, duża część wierzących czułaby się dotknięta.

Czasem czuję jeszcze na czole ręce mojej babci i mamy, które kreśliły na moim czole krzyżyki, przed maturą, przed wyjazdem z domu i przed pierwszym lotem. Dotykały i znaczyły krzyżem na znak bliskości i miłości.

Dobrze pamiętam czasy, kiedy przy powitaniu nie tylko podawano sobie dłonie, ale wskazane było wykonanie „uścisku” (jakieś trzy sekundy) lub nawet „potrząśnięcie ręki”, czyli kilkunastosekundowy rytuał trzymania dłoni. Zanika gest kładzenia ręki na czyimś ramieniu, przyjacielskiego objęcia, przytulania głów i mierzwienia włosów przy głaskaniu. Znajoma prowadząca spotkania dla małżeństw w kryzysie, doradzała żonom, aby nigdy w sytuacjach intymnych nie godziły się na „dwuminutowy program” ze strony męża. Mamy dziś całkiem sympatyczne gesty „przybij piątkę” i „żółwika”, ale w gruncie rzeczy ograniczają one czas i przestrzeń dotyku.

Czemu Jezus prosił uczniów, żeby dotknęli Jego ciała i ran po zmartwychwstaniu? W scenie stworzenia człowieka (Rdz 2,4-7), Bóg lepi go z gliny, dotyk Boga jest aktem powołania do istnienia człowieka. W czasie swojej działalności Jezus wielokrotnie dotyka chromych, ślepych i chorych. Dotyka. Dotyk jest mocną formą solidarności i bliskości. A Bóg chciał być i bliski i solidarny z nami.

Czy my się jeszcze dotykamy? Coraz mniej i słabiej i coraz słabiej i wątlej wierzymy w nasze z martwych wstanie.

 

 

A gdy rozmawiali o tym, On sam stanął pośród nich i rzekł do nich: «Pokój wam!»Zatrwożonym i wylękłym zdawało się, że widzą ducha. Lecz On rzekł do nich: «Czemu jesteście zmieszani i dlaczego wątpliwości budzą się w waszych sercach? Popatrzcie na moje ręce i nogi: to Ja jestem. Dotknijcie się Mnie i przekonajcie: duch nie ma ciała ani kości, jak widzicie, że Ja mam». Przy tych słowach pokazał im swoje ręce i nogi. Lecz gdy oni z radości jeszcze nie wierzyli i pełni byli zdumienia, rzekł do nich: «Macie tu coś do jedzenia?» Oni podali Mu kawałek pieczonej ryby. Wziął i jadł wobec nich.

(Łk 24, 36 – 43)

Itinerarium

O RZYGANIU I PAŁANIU

Piątek Wielkanocny

25 kwietnia 2014

 

 

Te osiem dni, od Uroczystości Zmartwychwstania do niedzieli Miłosierdzia Bożego (dawniej Biała) to tak zwana oktawa, dziś już praktycznie nie świętowana. Dziś wszystko szybko się zmienia i już od Lanego Poniedziałku mamy codzienność.

Przyznaję, że dla mnie święto się nie kończy, doświadczam jego piękna i mocy poprzez kolejne wymiary. Pisałem już o sensie ucztowania na wzór Jezusowych śniadań z uczniami i konieczności ruchu serca, jako warunków przeczuwania swojego własnego zmartwychwstania. Dziś o rozmowie.

Niżej wklejam zapis (wg św. Łukasza) doświadczenia uczniów idących do Emaus. Kiedy zaczęli ze sobą rozmawiać, o ważnych sprawach, przyłączył się do nich Jezus. Oni nawet więcej niż rozmawiali, oni także „rozprawiali z sobą”. Rozprawiali, czyli dzielili się myślami serca. Ta głębia dialogu zwabiła Jezusa.

Mam opór jeśli słyszę coś w rodzaju: „Wpadnij, pogadamy!” Wielokrotnie byłem świadkiem takich gadek, które zwykle pełne są plotek, pomówień, obgadywań i „snucia pajęczyny”. Oczywiście obmowy dotyczą osób nieobecnych lub akurat nie słyszących interlokutorów.  Zwykle wychodzę w trakcie takich gadek, czuję się trochę opluty a nawet obrzygany niesprawdzonymi wieściami, podejrzeniami, insynuacjami i zwykłymi kłamstwami.

Nie lubię także pustych rozmów, w których ktoś częstuje mnie zupełnie nieważnymi informacjami albo wrażeniami z tego, co mu się podobało w filmie albo na Krecie.

Czy my jeszcze umiemy ze sobą rozmawiać? A rozprawiać? Bardzo lubię słuchać ludzi, którzy chcą sięgać do swoich pragnień, przemyśleń, marzeń i idei. Słucham ich lęków ale i nadziei, trosk ale i radości. I czuję wtedy, że chodzimy po Ogrodach Sensu, w przeciwieństwie do pogaduszek przypominających tarzanie się w błocie (delikatnie mówiąc).  I wiem, że wtedy przyłącza się do nas Jezus. Jezus jest miłośnikiem rozmów i rozpraw. Diabeł, o czym już wspominałem, kocha się w plotkach (także w www.plotek.pl i tym podobnych arenach bredni) i w „awieszach” („a wiesz, że …”).

Jest jeszcze klimat najpiękniejszy, dziś w lamusie. To czas „pałania serc”. Doświadczenie uczniów idących z Jezusem do Emaus każe im tak opisać swoją przygodę: Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze?”. Serce pałało! Serce rozgrzane do zenitu, żywe i ogniste. Tak, miewam i takie rozmowy. Za nie dziękuję moim rozmówcom. Dzięki temu nie muszę spacerować z Jerozolimy do Emaus, aby pojąć, że On z martwych powstał i żyje. Wystarczy pół kilometra pod lasem i na oścież otwarte serca. Pojmuję, że ja też, i moi rozmówcy, z martwych wstaniemy i żyć będziemy.

 

 

Tego samego dnia dwaj z nich byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiówod Jerozolimy. Rozmawiali oni z sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i rozprawiali z sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi.  Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali. On zaś ich zapytał: «Cóż to za rozmowy prowadzicie z sobą w drodze?»

 

 I mówili nawzajem do siebie: «Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?»  (Łk 24, 13 – 15; 32)

Itinerarium