TAJEMNICA MOJEJ POŚCIELI

DSC_0001DSC_0002DSC_0005DSC_0152DSC_0171DSC_0178 DSC_0223DSC_0226

Środa 14 maja 2014

 

 

Moja pościel jest kremowa i ozdobiona czerwonymi kaukaskimi kwiatami oraz innymi wzorkami, których nazwać nie umiem, ale które możecie sobie pooglądać w galerii przy dzisiejszym wpisie na www.itinerarium.pl. Co więcej, niektórzy z was przyłożyli się do jej zakupienia, choć bardzo pośrednio, via Gruzja i Osetia.

Krawcowa, Galina, mieszka na północ od Tbilisi w niewielkiej osadzie uchodźców o nazwie Shavshvebi. Podczas jednego z ostatnich pobytów w Gruzji czekała na mnie spora paczka, w niej wspomniana pościel i informacja, że przesyłka pochodzi od Galiny. Doskonale pamiętałem sytuację sprzed dwóch lat – zresztą historię kobiety przytaczam niżej wraz z wpisem z tamtego okresu.

Niektórzy z czytelników Itinerarium pojawiają się na rekolekcjach Last Minute, w Adwencie czy Wielkim Poście. Wtedy proszę o wsparcie jakiegoś konkretnego dzieła, a jednego razu apelowałem o pomoc dla uchodźców po wojnie Rosji z Gruzją. Uczestnicy rekolekcji złożyli się na pomoc uchodźcom, pieniądze zamieniłem na 2 maszyny do szycia, a Galina zrobiła wszystko jak obiecała (patrz niżej). W dowód wdzięczności uszyła komplet pościeli. Mimo tego, że w zasadzie pościel zawdzięczam hojności uczestników rekolekcji i mógłbym ją podzielić na kilkadziesiąt części a potem obdarować każdego z ofiarodawców, wpadłem na lepszy(chyba)  pomysł. Zamówiłem u Galiny kilka sztuk pościeli (w różne kaukaskie wzorki), będą gotowe na połowę lipca, powiadomię o tym tutaj i każdy chętny będzie miał szansę na jej zakupienie. Po czym ja zawiozę znów pieniądze do Shvashvebi i dokupimy nowe maszyny do szycia albo inną sensowną rzecz.

Piszę o tym wszystkim oczywiście nie dlatego, żeby chwalić się moją kwiecistą pościelą, ale aby pokazać jak działa nasza polska solidarność, konkretnie i skutecznie. Przy okazji dziękuję wszystkim, którzy są autorami tego małego, ale pięknego dzieła.

Na koniec wpis sprzed dwóch lat.

 

 

 

 

GALINA

Wtorek 6 listopada 2012

 

W życiu trzeba sobie zawsze jakoś radzić. I nie poddawać się. Galina jest Osetynką, Osetyni to mały, niespełna milionowy, kaukaski naród. Mieszkają po obydwu stronach Kaukazu, jedni w administracyjnej Rosji (Osetia Północna), inni w rzekomo niepodległym państwie (Osetia Południowa). To państwo powstało w 2008 roku, po wojnie rosyjsko – gruzińskiej. Wojska rosyjskie zajęły Osetię Południową, która do tej pory była autonomicznym regionem w Gruzji. Rosjanie zdecydowali o wysiedleniu niemal wszystkich Gruzinów z Osetii Południowej (choć mieszkali tam od wieków), aby w ten sposób nie dać żadnego powodu do łączności z Gruzją. Wysiedlony wówczas został także mąż Galiny, Gruzin, oczywiście z całą rodziną. Rosyjscy żołnierze wypędzali szybko i skutecznie, nie można było zabrać ze sobą dobytku, trzeba było uciekać w tym, co się miało na sobie. Bogu dzięki, że udało się zabrać życie.

Rodzina Galiny zamieszkała w naprędce wybudowanym ośrodku dla uchodźców, w małej wsi Shavshvebi, kilkanaście kilometrów od stron ojczystych. W sumie w ośrodku mieszka 178 rodzin i ponad 600 osób. Każda rodzina otrzymała mały domek, z elektrycznością, ale bez wody. Z ośrodka jest daleko do wszelkiego świata, tzn. do szkoły, lekarza czy urzędu, nie wspominając o kolei. W absolutnie szczerym polu stoi 178 takich samych, małych domków bez łazienek.

Ale wiadomo, że w życiu trzeba sobie jakoś radzić i nie poddawać się. Pierwsza inicjatywa Galiny to sklep, który zorganizowała w ośrodku. Sklep to mały barakowóz, znaleziony gdzieś w pobliżu. Ma dach, drzwi i okienko, z którego sprzedawany jest chleb, herbata i cukier. Sklep, a raczej powiedziałbym coś z niczego. Bo żeby sobie w życiu radzić, trzeba robić coś z niczego. W Shavshvebi znaleźli się obok siebie ludzie z różnych miejsc, z traumą właściwą wypędzonym, nie znali się, nie ufali sobie. Galina wpadła na pomysł, przeszła od domu do domu, spisała jak kto się nazywa, ile osób jest w rodzinie, ile dzieci; każdemu domowi nadała numer. I od tej pory wiadomo było, że państwo Berdzishvili (na przykład) mają pięcioro dzieci i mieszkają pod numerem 75.

Wkrótce Galina otrzyma – z Polski – dwie maszyny do szycia. Zebrała 10 kobiet z ośrodka i nauczy je szyć pościel i obrusy, ruszy pożyteczna manufaktura. Będzie zarobek dla kilku rodzin. W życiu trzeba także pamiętać o innych.

Brzmi to może wszystko egzotycznie i naiwnie. Ale jest taka kobieta, w dalekim Shavshvebi, która tchnęła życie w całą wieś, otworzyła sklep i dba o ponad 600 ludzi. Galina.

 

Itinerarium

ZAKOPANA ZA PŁYTKO

Wtorek 13 maja 2014

Niespełna dwa lata temu media lubelskie (mniej ogólnopolskie) relacjonowały sprawę zabójstwa czternastolatki, dokonanego przez jej chłopaka, osiemnastolatka. Dziewczyna oświadczyła, że jest w ciąży (choć nie była), doszło do awantury, chłopak udusił ją w swoim samochodzie. Potem zakopał na polu, dość starannie zabezpieczając ciało przed ewentualnym poszukiwaniem za pomocą detektorów termowizyjnych (przykrył ziemię kamieniami i konarami drzew). Zwłoki dziewczyny znaleziono po miesiącu, po tym jak podczas przesłuchania chłopak przyznał się do morderstwa. Obecnie odsiaduje 15 letni wyrok, z perspektywą opuszczenia więzienia najprędzej za 12 lat.

Tyle suche, brutalne fakty. Niedawno rozmawiałem z terapeutą, który zajmuje się mordercą. W czasie jednego z pierwszych spotkań zadał mu pytanie:

 

– Czy uważasz, że popełniłeś jakiś błąd w swoim życiu?

 

–  Tak, za płytko zakopałem Kamilę.

Itinerarium

NIC ZŁAMAĆ CIĘ NIE MOŻE

Poniedziałek 12 maja 2014 Banalne i stare życzenie mówi, nie załamuj się, nie łam się. Rzeczywiście, możemy unieść wszystko i nie ma takich sił i katastrof, które zniszczyć mogłyby człowieka.

Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia, to jest zapisane w liście do Filipian (4,13).

Dlatego nic nie może cię złamać.

Itinerarium

GIVE ME SOME MONEY

Kazanie na 4 niedzielę Wielkanocną 11 maja 2014

Pan jest moim pasterzem, niczego mi nie braknie. Tak, ja też wierzę w Jego prowadzenie, bliskość i doskonałe „zaopatrzenie”, niczego mi nie brakuje. Czemu jednak wielu wierzących, przynajmniej z deklaracji, odczuwa braki i niedosyty, a Bóg wydaje im się odległy i nie dbający o nich?

Doświadczenie pasienia owiec mam znikome, większe z dzieciństwa przy krowach. Ale i bez tego, czy widzieliście kiedykolwiek, żeby pasterz pchał w owcze pyski trawę, zmuszał je do jedzenia? Albo żeby wlewał w krowie gardła ożywczą wodę? Nie, rola pasterza polega na doprowadzeniu owiec czy krów na dobre pastwiska lub do czystych wodopojów, ale resztę muszą już zrobić same!

W przypadku bardzo wielu katolików (w Polsce chyba miażdżącej większości) często występuje zjawisko głębokiej inercji. Znajomy opowiadał historię z mszy świętej dla małej wspólnoty, w czasie której uczestnicy zostali zaproszeni, aby sami przyjęli komunię świętą, pod dwoma postaciami (tak jest na przykład w neokatechumenacie). Kilka osób odmówiło i czekało, aż komunia zostanie im podana. Tę mszę koncelebrował także pewien ksiądz z Ameryki i na koniec zapytał polskich kolegów:

 

– Czy oni się bali, czy też są tak leniwi?

 

Zapewne odpowiedź jest bardziej skomplikowana, ale dobrze obrazuje naszą ospałość. Większość Polaków deklaruje miłość do Pana Boga, ale 9 na 10 (optymistycznie) przeczytało Pismo Święte Nowego Testamentu (o Starym zapomnijmy). Deklarujemy, że znamy Biblię, ponieważ słyszymy ją w czasie mszy świętej. To tak jak w żartobliwej opowieści o Polaku jadącym do pracy w Londynie, zapytanym przez kolegę o znajomość angielskiego:

 

– Tak, znam wszystkie potrzebne zwroty. „I’m hungry! Give me some money!”

 

Idę o zakład, że 999 na 1000 Polaków nie przeczytało ani jednej encykliki czy adhortacji św. Jana Pawła II, co wcale nie przeszkadza nam wyznawać wielkiej miłości do naszego papieża. Pewna młoda dama nadąsała się na mnie, kiedy jej wytknąłem, że pojechała na beatyfikację i kanonizację naszego Papieża, ale nie tknęła ani jednej encykliki. No po co męczyć głowę, turystyka religijna wystarczy.

My, owieczki, mamy wspaniałe Zielone Pastwiska i Orzeźwiające Wody, Pismo Święte, Eucharystię, dzieła Jana Pawła II, i czekamy aż ktoś nam je wepcha w serca i dusze. Zdechniemy z głodu i pragnienia. Jeżeli sami nie weźmiemy.

 

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

 

(Dz 2,14a.36-41)
Wtedy stanął Piotr razem z Jedenastoma i przemówił do nich donośnym głosem: Niech więc cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca: Cóż mamy czynić, bracia? – zapytali Piotra i pozostałych Apostołów. Nawróćcie się – powiedział do nich Piotr – i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was jest obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz. W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia! Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem: nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem:
niczego mi nie braknie,
pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moja pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów;
namaszczasz mi głowę olejkiem,
kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni życia
i zamieszkam w domu Pana
po najdłuższe czasy.

(1 P 2,20b-25)
To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądzi sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego zostaliście uzdrowieni. Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

(J 10,14)
Ja jestem dobrym Pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają.

(J 10,1-10)
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych. Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby /owce/ miały życie i miały je w obfitości.

 

Itinerarium

PINK FLOYD ZAMIAST NIECH ANIOŁOWIE

Sobota 10 maja 2014

Z opowieści kolegi księdza, pracującego kilka lat w Holandii, pamiętam historię z pogrzebem. Znajomi zmarłego prosili, aby podczas mszy nie czytać tych nudnych i niezrozumiałych wersetów z Biblii, zamiast tego lepszy będzie fragment z „Małego Księcia”, ten o przyjaźni z lisem. Na zakończenie zamiast „Niech aniołowie zaniosą cię do raju” proponowali „How I Wish You Here” („Jakże chciałbym, żebyś tu był”), z repertuaru Pink Floyd. Chyba się nie udało przepchnąć tych nowalijek liturgicznych, bo ksiądz z Polski był zbyt konserwatywny.

Coraz bardziej kocham Biblię i nie chciałbym wymienić jakichkolwiek jej strof na prozę i poezję, nawet razem wzięte. Niedawno modliłem się psalmem 69:

 

Wybaw mnie, Boże, 
bo woda mi sięga po szyję. 

Ugrzązłem w mule topieli 
i nie mam nigdzie oparcia,
trafiłem na wodną głębinę
i nurt wody mnie porywa.
Zmęczyłem się krzykiem
i ochrypło mi gardło,
osłabły moje oczy,
gdy czekam na Boga mojego.
Liczniejsi są od włosów mej głowy
nienawidzący mnie bez powodu;
silni są moi wrogowie,
nieprzyjaciele zakłamani;
czyż mam oddać to, czegom nie porwał? 

 

Ani w jednej chwili nie myślałem, że jakieś liryki katastrofistów wyraziłyby głębiej i prościej dramat osaczenia i trwogi, zawarty w powyższych frazach. W psalmach i całej Biblii znajduję słowa, które niczym szeroko otwarte okna pozwalają mi widzieć dalekie perspektywy, działa to na zasadzie jasnego oświecenia. I nie koniec na tym, za oświeceniem idzie też umocnienie. Kończę czytać i czuję moc, aby iść za rozpoznanym światłem.

Wspomniany wyżej psalm kończy się wychwalaniem mocy Boga i radością zwycięstwa:

 

 

Lecz ja, o Panie, ślę moją modlitwę do Ciebie,
w czasie łaskawości, o Boże;
wysłuchaj mnie w Twojej wielkiej dobroci,
w zbawczej Twej wierności!
 Wyrwij mnie z bagna, abym nie zatonął,
wybaw mnie od tych, co mnie nienawidzą,
i z wodnej głębiny!
 Niechaj mnie nurt wody nie porwie,
niech nie pochłonie mnie głębia,
niech otchłań nie zamknie nade mną swej paszczy!
Wysłuchaj mnie, Panie, bo Twoja łaska pełna jest dobroci;
wejrzyj na mnie w ogromie swego miłosierdzia!
 Nie kryj swego oblicza przed Twoim sługą;
prędko mnie wysłuchaj, bo jestem w ucisku.
Ale ja jestem nędzny i zbolały;
niech pomoc Twoja, Boże, mię strzeże!
Pieśnią chcę chwalić imię Boga
i dziękczynieniem Go wysławiać.
Milsze to Bogu niźli bawół,
niż cielec, co ma [już] rogi i racice.
Patrzcie i bądźcie radośni, ubodzy,
niech ożyje wasze serce, którzy szukacie Boga.
Bo Pan wysłuchuje biednych
i swoimi więźniami nie gardzi.
Niechaj Go chwalą niebiosa i ziemia,
morza i wszystko, co w nich się porusza. 

 

Światło i moc, znajdziecie w każdym psalmie i w innych miejscach Biblii. Światła i mocy trzeba każdemu.

Itinerarium

ALBO SCHIZ ALBO MIŁOŚĆ

Piątek 9 maja 2014

O mocy miłości wyśpiewano i napisano już prawie wszystko, wiem, znam. Oczywiście wiem też, że współczesna kultura sprowadza miłość w sferę od pasa w dół.

Cokolwiek by jednak nie pisano, mówiono, pokazywano i śpiewano, ja wiem swoje. Po wielu latach życia wiem, że miłość najpierw jest stanem umysłu i woli, potem może – ale nie musi – wyrazić się w emocjach i aktach fizycznych.

Zadziwia i smuci mnie to, że zarzuciliśmy dziś walor poznawczy miłości. Intuicję św. Jana Apostoła traktujemy jako wykwit rozmachu poetyckiego. Brzmi to tak: „Każdy, kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie zna Boga, bo Bóg jest miłością” (1 J 4, 7-8). Kto miłuje, zna Boga, kto nie miłuje, nie zna Boga. To poezja? A może prawda o życiu, zważcie, że te słowa pisał Jan dobiegając stu lat życia! Wiersze klepał? A może zapisał swoje doświadczenie, w które trudno nam uwierzyć?

Kiedy mówię, piszę i czytam „Miłość”, wiruje mi przed oczami Biblia, staruszka żebrząca o złotówkę na chodniku, matka z niemowlęciem ssącym pierś, sto stokrotek porastających małą łączkę, dróżnik podnoszący na czas szlaban i dobiegający osiemdziesiątki profesor wyjaśniający różnicę między poglądami Platona i Arystotelesa. A prawie nigdy nie zjawia mi się obraz pary na ławce w parku czy kiść pachnącego bzu.

Możecie stukać się po czołach, ale to nie jest schizofrenia. Tylko miłość pozwala widzieć wszystko tak jak naprawdę jest.

Itinerarium

SMALEC PINOKIO I ŚWIĘTY STANISŁAW

Czwartek 8 maja 2014

 Skojarzenie, które dziś zapisuję wydać się może banalne i nie warte uwagi. Patronem dnia jest św. Stanisław Biskup, cała uroczystość jest już w Polsce prawie zapoznana, dogorywa jeszcze w wiejskich klimatach. Przeciętny Polak więcej wie o Tomaszu Adamku i Agnieszce Radwańskiej (bardzo obydwie postaci doceniam).

Z życia i dzieła św. Stanisława bliskie jest mi zapatrzenie w Chrystusa, podobnie zresztą doświadczam innych świętych, Jana Pawła II, męczenniczki z Nowogródka, Jana Kantego czy ks. Jerzego Popiełuszkę.

Staram się wprowadzać wątek spojrzenia na Chrystusa w swoje życie. Próbuję, aby pierwszą rzeczą zanim podejmę jakąś decyzję, zanim zacznę coś mówić czy coś robić, było spojrzenie na Chrystusa, a nawet zapatrzenie się w Niego. Często jest to czynnik mocno korygujący pierwsze odruchy, emocje czy postanowienia. Zwykle nasze myśli, gesty, zachowania i czyny dokonują się wedle zasady bodziec – impuls. Tymczasem, spojrzenie na Chrystusa, przed reakcją, stanowi niezwykły filtr dla myśli i wyobrażeń, staje się zaskakująco mocnym katalizatorem decyzji i działań. Ja się dopiero tego intensywnie uczę od świętych; dobrze jednak rozumiem, że ich zgoda na męczeństwo, ubóstwo, czasem szaleństwo, rodziły się właśnie z zapatrzenia w Chrystusa a nie automatycznego odreagowania na ten czy inny bodziec.

Przykładowo, wiem, że ktoś mnie próbuje okłamać, ale nie mówię mu od razu „Sp … łgarzu” (i wcale nie chodzi o „spadaj”), ale nawiązuję do jakiegoś wątku z Pinokiem. Albo, ktoś sugeruje, że potrzebuje wsparcia w jakimś interesie, korzystnym ponoć dla nas obydwu (obojga); częstuję kontrahenta domowym smalcem  i wracam do czasów, kiedy chleb i smalec pozwalały przeżyć długie miesiące w stanie wojennym.

Przykłady może niezbyt lotne, ale ważna jest zasada, najpierw patrz na Chrystusa, potem mów, decyduj, działaj. Wiele pięknych i dobrych rzeczy się wtedy dzieje. Tego uczy mnie także św. Stanisław.

Itinerarium

MATKO POMNIJ

Środa 7 maja 2014

 Dzisiaj, 7 maja, jest w liturgii wspomnienie Matki Bożej Łaskawej. Warszawiacy raczej o tym nie wiedzą, że to ich patronka ( Mater Gratiarum Varsaviensis) i to już od 1651 roku.

Z modlitw do Matki Bożej znam na pamięć tylko kilka, Zdrowaś Mario (i różaniec), Pod Twoją obronę, pogrzebowe Witaj Królowo oraz Pomnij. Dziwię się mnogości koronek, litanii, nowenn, aktów oddania, zawierzeń i innych nabożeństw, wymyślonych i wymyślanych ku czci Matki Bożej. Czasem myślę, że i Ona się dziwi.

Do Matki trzeba prosto z mostu i z miłością, dlatego proste i krótkie formy są najlepsze. Z doświadczenia wiem, że i Ona odpowiada z miłością oraz prosto z mostu. I stąd polecam, nie tylko na dziś dawne Pomnij.

 

 

Pomnij, o Najświętsza Panno Maryjo, że nigdy nie słyszano, abyś opuściła tego, kto się do Ciebie ucieka, Twej pomocy wzywa, Ciebie o przyczynę prosi. Tą ufnością ożywiony, do Ciebie, o Panno nad pannami i Matko, biegnę, do Ciebie przychodzę, przed tobą jako grzesznik płaczący staję. O Matko Słowa, racz nie gardzić słowami moimi, ale usłysz je łaskawie i wysłuchaj. Amen.

Modlitwa przypisywana św. Bernardowi.

Itinerarium

REJS WYPLUTYCH Z BOŻYCH UST

Wtorek 6 maja 2014

Nawet nie uciekając w poezję bez trudu da się zauważyć, że relacje między nami mają swoją temperaturę. I jeżeli miałbym pokusić się o diagnozę, to obecnie mamy epokę letniości lub „wyraźnego schłodzenia”.

Potocznie czasem mówimy, że darzymy kogoś „gorącym uczuciem” albo, że od kogoś wieje „zimnym chłodem”. To są opisy bardziej pojedynczych relacji, koleżeństwa, przyjaźni czy miłości. Mówiąc, że dziś nastąpiło „wyraźne schłodzenie” i czas letniości, mam na myśli postępujący proces wzajemnego oddalania się, przynajmniej nas Polaków.

Jest, jak myślę, kilka przyczyn tego zjawiska. Pierwsza, że nie mamy wspólnych celów. Moje pokolenie za główny i wspólny cel miało wolną i niepodległą, demokratyczną Polskę. Śpiewaliśmy (za „Wałami Jagiellońskimi”): „A przed nami wspólne cele”. I były to cele takie jak wolność kraju i narodu, a przy okazji wspólne cele, do których zamykano nas po kolejnych starciach z milicją a potem ZOMO. Dziś nie mamy wspólnego narodowego celu, choć kilka takich umiem przedstawić (zrobię to 4 czerwca, na podsumowanie 25 lat nowej polskiej wolności). Mamy za to miliony indywidualnych celów, dających się pogrupować w kilka kierunków rejsów. Wyobrażam sobie, że my Polacy żeglujemy, płyniemy – kierunek pierwszy – do portu „Bogactwo”. To jest cel wielu z nas. Jedni dryfują tam przez ciężką harówkę, inni przez sprytne łapówki, czyste (rzadko) i nieczyste (częściej) interesy lub przez kradzież, bezczelną lub bardziej zawoalowaną, zwaną „układami”.  Inni z nas płyną do portu „Sławy”, tam niosą nas skandale, prowokacje i staranie o szczebiot w mediach. Jeszcze inni obrali kurs na „Spokojne Życie”, czyli trochę pracy, trochę przyjemności, taka dobra średnia. Jako naród, i my w nim, nie mamy wspólnego azymutu, każdy z nas płynie innym szlakiem, po swoje własne, wymarzone, małe szczęście. I jesteśmy coraz dalej od siebie. Jesteśmy nie Razem ale Obok.

Co ciekawe, oddalają nas od siebie także „komunikatory”, czyli wszelkiej maści wynalazki ułatwiające częstszy kontakt, a w rzeczywistości zabijające możliwość dotyku, spojrzenia prosto w oczy, wyczuwania zapachu, słyszenia timbru głosu wprost w uszach. Zamiast tego mamy esemesy, maile, clipy, skajpy i twitterowe bąknięcia.

Jeśli cokolwiek może nas ratować z tej bezsensownej żeglugi po Morzach Samotności, to chyba przebudzenie w sercu. Serce podwyższa temperaturę więzi, a św. Piotr doradza „Jedni drugich GORĄCO umiłujcie” (1 P 1,22). Inna porada wprost od Pana Jezusa przestrzega: „Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni, i ani zimny ani gorący, chcę cię wypluć z moich ust!” (Ap 3,16).

Wypluci z Bożych ust żeglujemy samotnie ku Rozpaczy i Smutku, chyba, że pozwolimy na rozżarzenie serc i myśli, przez jedyny zbawienny ogień, przez miłość.

Itinerarium

ON NADCHODZI I WITA W KLUBIE

Poniedziałek 5 maja 2014

W prawie każdej uroczystości kościelnej odwołujemy się do przeszłości, przed wiekami Pan Bóg przeprowadził swój lud przez Morze (Czerwone), na górze Synaj dał 10 przykazań, potem zesłał swojego Syna, potem On został ukrzyżowany i umarł, aż wreszcie powstał z martwych i zesłał swojego Ducha. To wszystko było kiedyś, a nasze świętowanie polega na wspominaniu wydarzeń z historii zbawienia.

Nasze credo też jest oszczędne, tylko kilka artykułów „wierzę w ciała zmartwychwstanie, żywot wieczny” (wersja z pacierza) odsyła do przyszłości. Oczywiście przy odrobinie żywszej wiary każda Eucharystia jest spotkaniem z Przyszłością. Ukułem kiedyś taką metaforę, że każda przyjęta komunia święta jest jedną małą niteczką z których tkamy sobie szatę nieśmiertelności, wytrwale tydzień po tygodniu, a niektórzy nawet codziennie.

Brakuje mi świąt, które porywałyby ku „Bogu, który Nadchodzi”, jak choćby w ewangelicznym obrazie Nadchodzącego Oblubieńca. Wiem, że przy użyciu zabiegów teologicznych można „nagiąć” niektóre święta i uroczystości, np. Wszystkich Świętych czy Wniebowstąpienie (Chrystusowe jest zapowiedzią naszego).

Potrzebujemy wspominać Boga, który piękne rzeczy czynił kiedyś, ale potrzebujemy także zwracać się do Tego, który Nadchodzi, który jest panem Przyszłości i całej historii, która dopiero się wydarzy. Wtedy możemy patrzeć na nią jako na krainę nadziei, patrzeć z ufnością i odwagą. Każdy dzień jest krokiem ku Bogu, który Nadchodzi z bukietem niespodzianek. I to takich, że „szczena nam opadnie” –  „ani oko nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” (1 Kor 2).

To jest przesłanie, radosne i pełne otuchy dla każdego z nas, szczególnie dla kogoś kto z jakichś powodów niepewnie a może i z lękiem patrzy w jutro czy pojutrze. Kiedy się obudzisz jutro, i następnego dnia, zawsze wcześniej obudzony będzie Bóg, Pan Przyszłości i zawsze przywita cię serdecznym „Witaj w klubie!” (albo jakoś podobnie).

Itinerarium