CISZA WYBORCZA A ŻYCIE CUDOWNE

Piątek 23 maja 2014

Zdążę z tym tekstem przed tzw. ciszą wyborczą,  w niedzielę idę wybierać europosłów, mam nadzieję że i wy także. Cisza wyborcza, czyli zakaz publicznej dyskusji o wyborach obejmujący dobę przed dniem głosowania jest jednym z najbardziej idiotycznych praw w naszym bałaganie legislacyjnym. Co więcej, tzw. cisza wyborcza urąga naszej inteligencji.

Przypomnę, że idea owego zakazu zakłada, że my, Polacy, potrzebujemy 24 godzin, aby zastanowić się na kogo oddamy głos. I już widzę, jak w sobotę Polacy siadają w fotelach, wyjmują programy kilku partii, których przedstawiciele kandydują do europarlamentu, studiują wnikliwie niuanse i potem po „głębokim namyśle” oddają głos na kogo należy. Czy my naprawdę jesteśmy narodem idiotów, któremu trzeba narzucać czas do namysłu? Czemu Amerykanie agitują do ostatniej chwili, podobnie wiele innych narodów? Przecież my myślimy, zastanawiamy się nad oddaniem głosu od dawna! Większość z tych, którzy zagłosują w niedzielę, wie dobrze na kogo. Naprawdę nie potrzebujemy dekretowania dni do myślenia i zastanawiania się.

Zaręczam, że w sobotę Polacy będą łowić okonie, zajadać karczki z grilla i oglądać finał Ligi Mistrzów, a myślenie nad głosowaniem będą mieli nawet nie w nosie, tylko w miejscu, o którym nie wypada mi tu wspominać.

Bardzo dobrze rozumiem wszystkich tych, którzy nie pójdą jutro do urn, jak dobrze się złoży 8 na 10 oleje eurowybory. Przez ostatnie 10 lat nikt nie zadał sobie trudu, aby dobrze wytłumaczyć nam mechanizm głosowania (bardzo skomplikowany), nie mówiąc już o zasadach funkcjonowania instytucji europejskich. I bez tego głosowania jesteśmy w Europie, i będziemy. Nie z powodu wyborów, ale dzięki naszej pięknej polskiej przedsiębiorczości, zaradności, pracowitości i pomysłowości. Ja na wybory pójdę, mimo wszystko.

Życie jest cudowne i bardzo fascynujące. Śpiewają prawie całą dobę ptaki, kwiaty prześcigają się w barwach i zapachach, zieleni drzew i krzewów mają miliony odcieni. Życie jest naprawdę godne zachwyt

Itinerarium

RATUJ NAS PANIE BO BRAKNIE POBOŻNYCH

Czwartek 22 maja 2014

Psalmy, od kilkudziesięciu lat codziennie mi towarzyszące i krzepiące, czasem też mnie rozbawiają. Może i wam się buźka roześmieje, czytajcie.

Autor psalmu 12 rozpoczyna z niebywałą pewnością siebie: „Ratuj nas, Panie, bo braknie pobożnych!” Ha! Kto z was się pod tym podpisze? Przypuszczam, że to żart, ale słyszałem, że ten psalm bardzo chętnie odmawiają prałaci oraz członkowie niektórych wspólnot neokatechumenalnych. Pasuje także eurosceptykom ze zgrozą patrzących na dewiacje Zachodu.

Z kolei psalm 33 należy do koronnych modlitw sympatyków pewnego stronnictwa politycznego, zwłaszcza werset piąty: „Pan miłuje prawo i sprawiedliwość!”

Przeciwnicy obfitego zarostu cytują zaś brodatym i wąsatym urywek z psalmu 68: „Pan skruszy kudłatą czaszkę grzesznika” (22).

W psalmie 44 zniecierpliwiony nieruchliwością Boga poeta gani Stwórcę: „Ocknij się! Dlaczego śpisz, Panie? Obudź się!” Trochę wyrozumiałości, każdemu może wszak przydarzyć się drzemka! Podobnie w psalmach wypada popędzać Boga: „Do Ciebie wołam, Panie, prędko mi dopomóż!”(140, 1). Można także przeciągać Boga na swoją stronę: „W swojej łaskawości zniszcz moich wrogów i wytrać wszystkich, którzy mnie dręczą, albowiem ja jestem Twoim sługą!” (143,12) albo „Niech występni wpadną w swoje sieci, podczas gdy ja ujdę cało!” (140, 10).

Szczerze mówiąc, jeśli zestawimy te śmiałe wołania z ugrzecznionymi i ornamentowymi modlitwami „pobiblijnymi”, powstaje wrażenie jakbyśmy przenieśli się z wielkiego kolorowego ogrodu na mały balkon z zaniedbaną, smutną rabatką. W niczym nie ubliżając miłośnikom bratków …

Ale co tam, radośnie wołajmy: „Ratuj nas, Panie, bo braknie pobożnych!”

Itinerarium

HAK WYRYWA MI LEWE OKO

Środa 20 maja 20114

Nie zapomnę nigdy czarnych źrenic, które widziałem w chwili, gdy ostrze maczety spadało na moją głowę. Spojrzenie tych źrenic wyryło się we mnie na zawsze – tak pisze Reverien Rurangwa. Maczeta spadła na jego głowę 20 lat temu podczas krwawej wojny w Ruandzie pomiędzy plemionami Hutu i Tutsi. Od kwietnia do lipca 1994 r. Hutu wyrżnęli blisko 1 000 000 Tutsi, potem w rewanżu Tutsi wyrżnęli również kilkadziesiąt tysięcy Hutu. Piszę świadomie „wyrżnęli”, ponieważ mordów dokonywano za pomocą maczet, siekier, kijów i prętów.

Ponieważ oglądacie wiele makabrycznych filmów, przytoczę więc fragment wspomnień ocalałego Riveriena: Jeden z oprawców wymierza mi cios kijem nabitym gwoździami. Nie trafia w głowę i roztrzaskuje mi ramię. Przewracam się. Mój nos, który trzyma się tylko na jednym nozdrzu, zwisa na wysokości ust. Sibomana wymienia maczetę. Chwyta za ostrze w kształcie haka, którego używamy do obcinania liści bananowca. Ponownie uderza w twarz i zgiętym metalem wyrywa mi lewe oko. Dostaję jeszcze jeden cios w głowę. Kolejny cios w kark. Stoją wokół mnie i uderzają po kolei. Jeden cios w klatkę piersiową, kolejny w pachwinę. Ich twarze migają nade mną jak w tańcu. Gałęzie wielkiej akacji wirują wokół mnie. Zapadam się w nicość.

Reverien Rurangwa będzie gościł w Lublinie w piątek i sobotę, 23 i 24 maja. W piątek 23 maja możecie się z nim spotkać w siedzibie Centrum Wolontariatu na ul. Głębokiej 17 o 18:30, w sobotę 24 maja z kolei podczas Miasteczka Integracyjnego w Dąbrowicy przy Domu Spotkania o 17:00.

Rozmiary tragedii w Ruandzie nie musiały być tak gigantyczne, gdyby nie wycofanie z tamtego rejonu  wojsk ONZ oraz żołnierzy belgijskich, o czym dziś się raczej nie wspomina (trochę pokazuje to film „Hotel Ruanda”, polecam). Wielki wstyd zamieciony pod dywan, kompromitacja i ONZ i bardzo ponoć cywilizowanej Belgii.

Bardzo chciałem, aby Reverien zagościł w naszych stronach, jako świadek zbrodni, ocalały, bez jednego oka. Na Ukrainie nie ma maczet, ale są snajperzy. U nas, na razie, nie ma snajperów i maczet, mamy za to posty i komentarze w Internecie, w których nieco różnimy się od Hutu, pomniejszających o głowę swoich sąsiadów Tutsi. Nieco.

Nienawiść może zrodzić się zawsze i wszędzie, niepotrzebnie uważamy się za bardziej ucywilizowanych tylko z tego powodu, że pod palcami mamy klawiatury a nie maczety. Dlatego warto przypomnieć to, co się zdarzyło 20 lat temu w Ruandzie.

Jeżeli polubicie ten wpis, to może oznaczać, że przypominacie sobie i innym o tamtej ruandyjskiej rzezi i wołacie o porozumienie i przebaczenie między wszystkimi, których dzieli wiele trudnych waśni.

Na wspomnianych wyżej spotkaniach będzie możliwość zakupienia wspomnień Riveriena pod tytułem „Ocalony”. Wiem, że w najbliższy weekend, dla nas Polaków i Lublinian, będzie okazja do grillowania i picia piwa w plenerze, będzie chyba pogodnie i ciepło. Piszę zawczasu, jeszcze możecie posłuchać wprost Świadka Zbrodni i Przebaczenia.

Itinerarium

DISCO W MEXICO CITY I SZCZĘŚCIE POD RĘKĄ

Wtorek 20 maja 2014

Od czasu do czasu pozwalam sobie tutaj na apel o odwagę podejmowania podróży do wewnątrz siebie. Niedawno przysłuchiwałem się głośnej rozmowie trzech panów, pracujących (mocno powiedziane) w jednej z rządowych agencji. Panowie opowiadali sobie, jak to w ramach wojaży (często służbowych) odwiedzali gigantyczną dyskotekę w Mexico City, plaże na Jamajce („W Kingston jest niebezpiecznie, najarane bambusy mogą pobić i okraść” – cytat) i domy na wodzie w Tajlandii albo Malezji (nie mogli sobie dokładnie przypomnieć). Jeden pokusił się niemal o filozoficzną refleksję: „Niedługo chyba na księżyc polecimy, bo wszystko już widzieliśmy”.

Ja bym chętnie owych gości wysłał na księżyc z innego powodu, ale cóż księżyc winien! Podróże wewnętrzne nie są naszą specjalnością, chociaż to, co najlepsze odkryć i spotkać możemy nie poza sobą, nie gdzieś tam, ale w sobie. Nie podróżujemy ad intra z kilku racji. Człowiek wędruje tam, gdzie mu się podoba, w strony, które lubi, a wielu z nas ma problem z polubieniem siebie. Lubimy swoje „ja” idealne, a nasza realna wersja obarczona jest wieloma niedostatkami. Jak można wędrować w głębię siebie samego, skoro nie za bardzo siebie lubimy? Druga racja, dla której nawet nie umiemy pomyśleć o wewnętrznej peregrynacji to sprawa geografii, która podpowiada, że najwyższy szczyt to Mount Everest, najdłuższa rzeka to Amazonka, a najmniejsze państwo to Watykan. I nie podpowiada, gdzie szukać Najwyższego Dobra, Absolutnej Prawdy, Gorącej Miłości czy Żywego Boga.

Można zwiedzić wszystkie kraje świata, ale i tak najciekawiej i  najpiękniej jest tam, gdzie nam najbliżej. Z tym, że tam gdzie nam najbliżej, paradoksalnie jest nam najdalej. Może dlatego bywamy tak często nieszczęśliwi? Przypominam, że siebie samych mamy zawsze pod ręką. Odwagi!

Itinerarium

ŻYCZĘ WAM ZABURZEŃ OSOBOWOŚCI

Poniedziałek 19 maja 2014

Wczoraj otrzymałem naprawdę szczerą i życzliwą uwagę, że przesadzam z akcją solidarności z Tatarami krymskimi, że to nic nie da, Putin jest silny, ma czołgi i rakiety a ja wymyśliłem tylko gazetkę. Trochę się tylko zdziwiłem tym pouczeniem, przecież ja to doskonale wiem!

I doskonale wiem, czemu zależało mi na tym geście solidarności (oraz wszystkim, którzy tę inicjatywę wsparli – bardzo dziękuję). Jeden powód ujawniłem w „Powrocie”: „Miłość do Chrystusa nie odbiera nam zainteresowania innymi, ale raczej skłania nas, by troszczyć się o nich, nie wykluczając nikogo, a co najwyżej okazując szczególną uwagę najsłabszym i cierpiącym”. (Jan Paweł II, przemówienie na Złotym Jubileuszu ONZ, 5 października 1995, Nowy Jork). Te słowa znam z czytania, inne ze słyszenia na własne uszy: „Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe «dziś» winno więc zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. «Krzyk i wołanie biednych» domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wezwani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności. Nie zatwardzajmy serc, gdy słyszymy «krzyk biednych». Starajmy się usłyszeć to wołanie”. To było 15 lat temu, w Ełku.

Pachnie to wszystko patosem  a może nawet jakimś odchyłem od normy. Mniemam jednak, że rozumiem dzisiejszy świat, rozumiem, ale się bardzo z nim nie zgadzam. Znam i spotykam  ludzi, którzy starają się nie kłamać bo wierzą w moc prawdy. Znam ludzi, którzy wstawiają się za krzywdzonymi, choć dostają po plecach (w przenośni)  a czasem w zęby (dosłownie). Znam ludzi, którzy traktują serio wezwanie do solidarności i takich, którzy nie odstępują od sprawiedliwości.

Zdarza się, że niektórzy moi rozmówcy uważają wierność prawdzie, solidarności, sprawiedliwości i miłosierdziu za nieszkodliwy przejaw zaburzeń osobowości. Na razie, bo historia zna przypadek „psychuszek”, sowieckich szpitali – więzień dla ludzi trwających w prawdzie i solidarnych z krzywdzonymi. Jak nadejdą czasy nowych psychuszek, wiem co należy zrobić – zejść do działalności podziemnej. Co także wiem jak zrobić. Zdrowa, kreatywna osobowość lansuje się jak się da, łże i nie chce słyszeć o jakichś Tatarach, bo można znacznie przyjemniej czas spędzić.

Nie tak dawno, tylko 2 000 lat temu, cieśla z Nazaretu, Jezus, wołał na górze, że błogosławieni ubodzy, smutni, cisi, miłosierni, cierpiący. Zapewne stojący z boku intelektualiści i duchowi przywódcy ówczesnego Izraela, pukali się w czoło. Niedługo potem musieli pozbyć się szalonego cieśli, na krzyżu (psychuszek jeszcze nie było). Nawet jednak to nie zapobiegło wielkiej fali nowej wiary, która odmieniła bieg historii.

Tak, wierność prawdzie, solidarności, sprawiedliwości i miłosierdziu, to nieszkodliwe zaburzenia osobowości. Zaburzenia, które oby dopadły każdego z nas.

Itinerarium

LICZBA MIESZKAŃ W NIEBIE

Kazanie na 5 Niedzielę Wielkanocną 18 maja 2014

 W domu Ojca mego jest mieszkań wiele, czytam dzisiaj. Wiele. Mam nadzieję, że Wszechmogący Bóg lepiej zadbał o nas niż rodzimi deweloperzy. Tu mamy stale jakieś deficyty, opóźnienia w terminie „oddania do użytku”. Tam jest mieszkań wiele.

Ufam, że tak wiele, iż znajdą sobie lokum wszystkie siostry i bracia wszyscy, wszyscy. Także ci inaczej myślący, inaczej wierzący, inaczej kochający, inaczej czujący, inaczej wrażliwi.

Na szczęście mam prawo przypuszczać, że nie będzie tam jednoosobowych apartamentów z atrakcyjnymi widokami na przykład na beczki ze smołą lub czyścowe kosmetyki. Bardziej już możliwa jest wielka aula ze znakomitą muzyką.

Najważniejsze, że tych mieszkań jest wiele. Każdy znajdzie, ufam, kąt dla siebie.

 

 

Kazanie dźwiękowe: www.itinerarium.pl

 

Liturgia słowa

 

(Dz 6,1-7)
Gdy liczba uczniów wzrastała, zaczęli helleniści szemrać przeciwko Hebrajczykom, że przy codziennym rozdawaniu jałmużny zaniedbywano ich wdowy. Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły – powiedziało Dwunastu, zwoławszy wszystkich uczniów. Upatrzcie zatem, bracia, siedmiu mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości. Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się wyłącznie modlitwie i posłudze słowa. Spodobały się te słowa wszystkim zebranym i wybrali Szczepana, męża pełnego wiary i Ducha Świętego, Filipa, Prochora, Nikanora, Tymona, Parmenasa i Mikołaja, prozelitę z Antiochii. Przedstawili ich Apostołom, którzy modląc się włożyli na nich ręce. A słowo Boże rozszerzało się, wzrastała też bardzo liczba uczniów w Jerozolimie, a nawet bardzo wielu kapłanów przyjmowało wiarę.

(Ps 33,1-2.4-5.18-19)
REFREN: Mamy nadzieję w miłosierdziu Pana

Sprawiedliwi, radośnie wołajcie na cześć Pana,
prawym przystoi pieśń chwały
Sławcie Pana na cytrze,
grajcie Mu na harfie o dziesięciu strunach.

Bo słowo Pana jest prawe,
a każde Jego dzieło godne zaufania.
On miłuje prawo i sprawiedliwość,
ziemia jest pełna Jego łaski.

Oczy Pana zwrócone na bogobojnych,
na tych, którzy czekają na Jego łaskę,
aby ocalił ich życie od śmierci
i żywił ich w czasie głodu.

(1 P 2,4-9)
Zbliżając się do Tego, który jest żywym kamieniem, odrzuconym wprawdzie przez ludzi, ale u Boga wybranym i drogocennym, wy również, niby żywe kamienie, jesteście budowani jako duchowa świątynia, by stanowić święte kapłaństwo, dla składania duchowych ofiar, przyjemnych Bogu przez Jezusa Chrystusa. To bowiem zawiera się w Piśmie: Oto kładę na Syjonie kamień węgielny, wybrany, drogocenny, a kto wierzy w niego, na pewno nie zostanie zawiedziony. Wam zatem, którzy wierzycie, cześć! Dla tych zaś, co nie wierzą, właśnie ten kamień, który odrzucili budowniczowie, stał się głowicą węgła – i kamieniem upadku, i skałą zgorszenia. Ci, nieposłuszni słowu, upadają, do czego zresztą są przeznaczeni. Wy zaś jesteście wybranym plemieniem, królewskim kapłaństwem, narodem świetym, ludem [Bogu] na własność przeznaczonym, abyście ogłaszali dzieła potęgi Tego, który was wezwał z ciemności do przedziwnego swojego światła.

(J 14,6)
Ja jestem drogą i prawdą, i życiem, nikt nie przychodzi do Ojca inaczej, jak tylko przeze Mnie.

(J 14,1-12)
Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę. Odezwał się do Niego Tomasz: Panie, nie wiemy, dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę? Odpowiedział mu Jezus: Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie. Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście. Rzekł do Niego Filip: Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wystarczy. Odpowiedział mu Jezus: Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: Pokaż nam Ojca? Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie – wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem, i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca.

 

Itinerarium

POWRÓT – GAZETA O TATARACH KRYMSKICH

Ze strony  http://itinerarium.pl/wp-content/uploads/2014/05/POWRÓT-Gazeta-o-Tatarach-Krymskich.pdf  można pobrać plik “POWRÓT” – GAZETĘ O TATARACH KRYMSKICH. Jutro 70 rocznica deportacji naszych braci Tatarów z ich macierzystego Krymu. Mam prośbę  – jesli uznacie, że to ważna sprawa – skopiujcie link na swoje profile, tak aby “POWRÓT” dotarł do jak największej liczby zainteresowanych. Zwłaszcza, że z Krymu, przed jutrzejszymmi obchodami nadchodzą niepokojące informacje. Za pomoc wszystkim bardzo dziekuję. MP.

NASZYM BRACIOM TATAROM

 

Nieszczęścia Polaków i krymskich Tatarów zaczęły się prawie w tym samym czasie. Caryca Katarzyna II ujarzmiła nasze państwo  12 lat po pierwszej rosyjskiej aneksji Krymu (1783). Spod dominacji sowieckiej my wyszliśmy ćwierć wieku temu, dla Tatarów Krymskich lepsze czasy nastały po roku 1991, kiedy niepodległość uzyskała Ukraina, a wraz z nią Krym, na który powracali Tatarzy po brutalnej deportacji z 1944 r. Wyliczali wówczas, że w końcu po 208 latach wyszli z niewoli carskiej, sowieckiej i rosyjskiej. Dwa miesiące temu, 16 marca (referendum krymskie) znów obudzili się w Rosji.

Macie w rękach „Powrót”, Gazetę o Tatarach Krymskich, wydaną na 70 rocznicę rozpoczęcia stalinowskiej akcji wysiedlenia ich z Krymu. To była czwarta rano, w czwartek 18 maja 1944 r. Znajdziecie tu rozmowy z Mustafą Dżemilewem (niewątpliwie liderem Tatarów na Krymie), z Selimem Chazbejowiczem (przywódcą polskich Tatarów), trochę historii i wspomnień. Czemu „Powrót”? taki tytuł nosiła pierwsza niezależna gazeta tatarska wydawana na Krymie po 1991 roku, wydawana dzięki wsparciu „Solidarności” z regionu Mazowsze. Wydawnictwo nie pretenduje do przewodnika po historii czy przeglądu politycznego. Stworzyliśmy je jako znak solidarności z Tatarami z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że cieszymy się z naszej polskiej niepodległości, z jej srebrnego wesela. Jesteśmy przekonani, że niepodlegli powinni pamiętać o jeszcze podległych.

Po drugie, związki polsko – tatarskie to długa część naszej historii, w której znajdziemy wiele fantastycznych momentów, jak choćby postać Macieja Sulejmana Sulkiewicza, polskiego Tatara, premiera niepodległej Republiki Krymskiej (1917 – 1918). Tatarzy, mimo  odmienności języka i religii, to przez stulecia nasi bracia. O braciach nie wolno zapominać.

Po trzecie bliska nam jest idea globalnej solidarności, mocno akcentowanej przez Jana Pawła II –  „Potrzebna jest globalizacja solidarności” (1 maja 2000 r., Jubileusz ludzi pracy, Rzym). Dzisiaj są urodziny Karola Wojtyły, 94-te. Nie chcemy stawiać Papieżowi pomników, ale dziękując Bogu za Niego, wypełniamy Jego testament. Poprzez pamięć i solidarność z naszymi braćmi Tatarami. Zresztą wszystko wyjaśnia się dzięki miłości:  „Miłość do Chrystusa nie odbiera nam zainteresowania innymi, ale raczej skłania nas, by troszczyć się o nich, nie wykluczając nikogo, a co najwyżej okazując szczególną uwagę najsłabszym i cierpiącym”. (Jan Paweł II, przemówienie na Złotym Jubileuszu ONZ, 5 października 1995, Nowy Jork)

Gazeta będzie rozdawana w niedzielę 18 maja, w 4 polskich miastach. W Lublinie w godz. 13.00 – 17.00 w okolicach Plazy, na Krakowskim Przedmieściu oraz na Starym Mieście. W tych samych godzinach będziemy kolportować ją w Warszawie na Placu Zamkowym  i na Starówce, w Krakowie na Rynku Starego Miasta w tych samych godzinach, a we Wrocławiu, także na Rynku, od 11:00 do nawet 18:00.

Piszę „my”. My, to znaczy ludzie związani z lubelskim Stowarzyszeniem Solidarności Globalnej, jego członkowie i wolontariusze.  Dlatego Lublin jest na pierwszym miejscu w winiecie. Część autorów „Powrotu” związana jest z lubelskim radiem eR 87,9 FM (www.radioer.pl), które  18 maja cały dzień przypominać będzie o dramacie i nadziejach krymskich Tatarów.

POWRÓT Gazeta o Tatarach Krymskich

Itinerarium

ŁOMOT BĘBNÓW I JĘCZENIE POD WPŁYWEM

Sobota 17 maja 2014

Modlitwy odmawiamy zwykle po cichu, szeptem, nawet bezgłośnie. W liturgii zdarza się, że najmocniej wypowiadamy frazę: „Bogu niech będą dzięki!” (w rezonansie na końcowe wezwanie celebransa: „Idźcie w pokoju Chrystusa”), co brzmi często jak okrzyk ulgi w rodzaju – „Dobrze, że to się skończyło!”

Zaskakujące, że biblijne nabożeństwa pełne są hałasów. Chwalcie Go dźwiękiem rogu, na harfie, cytrze, na strunach i flecie, wreszcie na cymbałach dźwięcznych i brzęczących a najgłośniej na bębnach oraz tańcem! Słyszycie te wszystkie dźwięki, brzdąknięcia cytr i harf, melodie fletów aż po jazgot cymbałów i łomot bębnów? Słyszycie to? Przytaczam jedynie w skrócie ostatni psalm, 150.

Nie jestem zwolennikiem chaosu w sferze kultu, niemniej zdaje mi się, że tłumimy w sobie radość z bliskości i wspaniałości Boga, zamieniamy spontaniczny zachwyt pięknem Boga na ściszone mruknięcia, hamujemy entuzjazm zbawionych w niebie i wychodzi nam jęczenie niezupełnie przekonanych o czyśćcu. Uczestniczyłem w liturgii z afrykańskim księdzem, który dziwił się, że nie klaszczemy po podniesieniu, mimo, że następuje przemiana chleba i wina w krew i ciało Chrystusa i to jest cud kosmiczny; za to – naśladując Anglosasów – bijemy brawo po pocałunku narzeczonych w trakcie ślubu, choć to cud żaden. Opowiadałem o tym komuś i usłyszałem, że w Afryce normalne jest to, co my jesteśmy w stanie zrobić dopiero Pod Wpływem, i to wcale nie Ducha.

Nie nawołuję do rebelii w liturgii, dziwię się tylko temu rozziewowi między biblijnym hałasem, gdzie Bóg zdaje się Oczywiście Być Pośród ludzi, a naszymi nastrojami modlitewnymi, przypominającymi zbyt często sytuację biesiadników na imprezie urodzinowej, czekających na Jubilata z rozterką – Może Przyjdzie a Może Nie Przyjdzie.

 

Itinerarium

KOCHAJCIE POLITYKÓW

Piątek 16 maja 2014

Denerwujemy się, przynajmniej my Polacy, głównie na polityków. Zaraz dowiodę, że zupełnie bezpodstawnie. Mamy zbyt wygórowane oczekiwania wobec nich i stąd nasze rozczarowania a potem oburzenie czy gniew.

Politycy to parlamentarzyści, bossowie partii, ministrowie, premierzy, prezydenci, a także marszałkowie, wojewodowie, burmistrzowie, starostowie i wójtowie. Irytują nas ich wypowiedzi, dyskusje i decyzje. Wydają się nam głupie, czasem chamskie, nielogiczne, nieprzemyślane. Zapoznałem się z tekstem ślubowania poselskiego, kodeksem etyki poselskiej i regulaminem sejmu. Nigdzie nie ma wymagania, aby poseł (czy inny polityk) był inteligentny, wykształcony, żeby znał języki obce, umiał wnioskować metodą dedukcji czy indukcji albo wiedział z jakimi państwami graniczy Polska. Nic i nikt nie zabrania politykom, żeby nie zachowywali się chamsko i prostacko albo nie nadużywali alkoholu. Czemu więc bulwersują nas pijani parlamentarzyści albo rażąco niedouczone komentarze? Nikt i nic nie zakazuje im pleść bzdury, nikt i nic nie nakazuje im przyzwoitości czy przestrzegania savoir – vivre.  Wyzwólmy się z tego rodzaju oczekiwań!

I – radzę – ucieszmy się tym co mamy. A mamy polityków zwykle dobrze ostrzyżonych, nienagannie ubranych, przeważnie nie dłubiących (publicznie) w nosach, przechodzących na zebrach przez jezdnie i rzadko zderzających się swoimi dobrymi samochodami ze słupami wysokiego napięcia. Nasi politycy nie biją się pięściami w czasie sesji, a gdzie indziej owszem. Mamy więc powody do radości i zadowolenia. Niczego więcej nie możemy oczekiwać.

Nigdzie nie znalazłem zapisu, żeby polityk musiał znać tabliczkę mnożenia albo że powinien kochać Ojczyznę lub że wypada mu szanować zieleń.

Przerysowuję celowo obraz elit politycznych, żeby zwrócić uwagę, że demokracja rządzi się jedną zasadą – wolą większości. Mechanizmy demokracji doprowadziły do legalnego wyboru Hitlera oraz do zrzucenia bomb atomowych na Nagasaki i Hiroszimę. Wola większości ustala co jest prawdą, co jest sprawiedliwe i co dobre. Miary mądrości, logiki, wiedzy, dobra i sprawiedliwości porzucamy w amoku uwielbienia popularności i zachwytu nad miernotą.

W Biblii zachował się opis niezwykłego i szalonego sejmu drzew, które wybierały sobie króla i po dyskusji namaściły nań zupełnie bezużyteczny cierniowy krzew. Od tamtych czasów, za wiele się nie zmieniło, niestety.

 

Zebrały się drzewa, aby namaścić króla nad sobą.
Rzekły do oliwki: “Króluj nad nami!”
Odpowiedziała im oliwka:
“Czyż mam się wyrzec mojej oliwy,
która służy czci bogów i ludzi,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Z kolei zwróciły się drzewa do drzewa figowego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”
Odpowiedziało im drzewo figowe:
“Czyż mam się wyrzec mojej słodyczy
i wybornego mego owocu,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Następnie rzekły drzewa do krzewu winnego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”

 Krzew winny im odpowiedział:
“Czyż mam się wyrzec mojego soku,
rozweselającego bogów i ludzi,
aby pójść i kołysać się ponad drzewami?”
Wówczas rzekły wszystkie drzewa do krzewu cierniowego:
“Chodź ty i króluj nad nami!”
 Odpowiedział krzew cierniowy drzewom:
“Jeśli naprawdę chcecie mnie namaścić na króla,
chodźcie i odpoczywajcie w moim cieniu!
A jeśli nie, niech ogień wyjdzie z krzewu cierniowego i spali cedry libańskie”.

(Księga Sędziów 9, 8- 15)

Itinerarium

NASZYM BRACIOM TATAROM

Czwartek 15 maja 2014

mustafa3

Za cztery dni, w niedzielę 18 maja są urodziny Karola Wojtyły. Pomników nie będę stawiał, ale cieszę się z pewnej inicjatywy, o której przeczytacie niżej. Bo 18 maja jest zarazem 70 rocznica Bitwy pod Monte Cassino i 70 rocznica bestialskiej deportacji krymskich Tatarów.

Prośba jest taka: przeklejcie ten link do znajomych w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Lublinie. Na zdjęciu jest Mustafa Dżemilew. Dziękuję.

 

 

POWRÓT

Gazeta o Tatarach Krymskich  

 

W 70 rocznicę sowieckich deportacji

 

Lublin – Warszawa – Kraków – Wrocław

Niedziela 18 maja 2014

 

 

 

NASZYM BRACIOM TATAROM

 

Nieszczęścia Polaków i krymskich Tatarów zaczęły się prawie w tym samym czasie. Caryca Katarzyna II ujarzmiła nasze państwo  12 lat po pierwszej rosyjskiej aneksji Krymu (1783). Spod dominacji sowieckiej my wyszliśmy ćwierć wieku temu, dla Tatarów Krymskich lepsze czasy nastały po roku 1991, kiedy niepodległość uzyskała Ukraina, a wraz z nią Krym, na który powracali Tatarzy po brutalnej deportacji z 1944 r. Wyliczali wówczas, że w końcu po 208 latach wyszli z niewoli carskiej, sowieckiej i rosyjskiej. Dwa miesiące temu, 16 marca (referendum krymskie) znów obudzili się w Rosji.

Macie w rękach „Powrót”, Gazetę o Tatarach Krymskich, wydaną na 70 rocznicę rozpoczęcia stalinowskiej akcji wysiedlenia ich z Krymu. To była czwarta rano, w czwartek 18 maja 1944 r. Znajdziecie tu rozmowy z Mustafą Dżemilewem (niewątpliwie liderem Tatarów na Krymie), z Selimem Chazbejowiczem (przywódcą polskich Tatarów), trochę historii i wspomnień. Czemu „Powrót”? taki tytuł nosiła pierwsza niezależna gazeta tatarska wydawana na Krymie po 1991 roku, wydawana dzięki wsparciu „Solidarności” z regionu Mazowsze. Wydawnictwo nie pretenduje do przewodnika po historii czy przeglądu politycznego. Stworzyliśmy je jako znak solidarności z Tatarami z kilku powodów.

Po pierwsze dlatego, że cieszymy się z naszej polskiej niepodległości, z jej srebrnego wesela. Jesteśmy przekonani, że niepodlegli powinni pamiętać o jeszcze podległych.

Po drugie, związki polsko – tatarskie to długa część naszej historii, w której znajdziemy wiele fantastycznych momentów, jak choćby postać Macieja Sulejmana Sulkiewicza, polskiego Tatara, premiera niepodległej Republiki Krymskiej (1917 – 1918). Tatarzy, mimo  odmienności języka i religii, to przez stulecia nasi bracia. O braciach nie wolno zapominać.

Po trzecie bliska nam jest idea globalnej solidarności, mocno akcentowanej przez Jana Pawła II –  „Potrzebna jest globalizacja solidarności” (1 maja 2000 r., Jubileusz ludzi pracy, Rzym). Dzisiaj są urodziny Karola Wojtyły, 94-te. Nie chcemy stawiać Papieżowi pomników, ale dziękując Bogu za Niego, wypełniamy Jego testament. Poprzez pamięć i solidarność z naszymi braćmi Tatarami. Zresztą wszystko wyjaśnia się dzięki miłości:  „Miłość do Chrystusa nie odbiera nam zainteresowania innymi, ale raczej skłania nas, by troszczyć się o nich, nie wykluczając nikogo, a co najwyżej okazując szczególną uwagę najsłabszym i cierpiącym”. (Jan Paweł II, przemówienie na Złotym Jubileuszu ONZ, 5 października 1995, Nowy Jork)

Gazeta będzie rozdawana w niedzielę 18 maja, w 4 polskich miastach. W Lublinie w godz. 13.00 – 17.00 w okolicach Plazy, na Krakowskim Przedmieściu oraz na Starym Mieście. W tych samych godzinach będziemy kolportować ją w Warszawie na Placu Zamkowym  i na Starówce, w Krakowie na Rynku Starego Miasta w tych samych godzinach, a we Wrocławiu, także na Rynku, od 11:00 do nawet 18:00.

Piszę „my”. My, to znaczy ludzie związani z lubelskim Stowarzyszeniem Solidarności Globalnej, jego członkowie i wolontariusze.  Dlatego Lublin jest na pierwszym miejscu w winiecie. Część autorów „Powrotu” związana jest z lubelskim radiem eR 87,9 FM (www.radioer.pl), które  18 maja cały dzień przypominać będzie o dramacie i nadziejach krymskich Tatarów.

 

Ks. Mieczysław Puzewicz, Stowarzyszenie Solidarności Globalnej w Lublinie, Radio eR 87,9 Fm w Lublinie

 

 

PRAWO NARODÓW DO SAMOSTANOWIENIA

 

W międzynarodowych dokumentach, deklaracjach i umowach pałęta się frazes o prawie narodów do samostanowienia, czyli m.in. do stworzenia własnego państwa. Frazes, ponieważ wielu narodom odmawia się go nadal. O swoim losie nie mogą decydować – między innymi – Kurdowie, Ujgurzy, Tamilowie, Czeczeni oraz krymscy Tatarzy. Co ciekawe, jednym z pionierów idei samostanowienia narodów był Lenin: „przez samookreślenie narodów rozumie się państwowe ich oderwanie się od zespołów obconarodowych, rozumie się utworzenie samodzielnego państwa narodowego” (O prawie do samostanowienia narodów, 1914).

 

Przez prawie 200 lat Polakom także odmawiano prawa do niezawisłego państwa. Po 146 latach podległości Prusom, Austro-Węgrom i Rosji (1772 – 1918), amerykański prezydent, Thomas Woodrow Wilson w orędziu do Kongresu postulował: Stworzenie niepodległego państwa polskiego na terytoriach zamieszkanych przez ludność bezsprzecznie polską, z wolnym dostępem do morza, niepodległością polityczną, gospodarczą, integralność terytoriów tego państwa ma być zagwarantowana przez konwencję międzynarodową” (8 stycznia 1918).  Udało się, mieliśmy niepodległość przez 21 lat (1918 – 1939, potem na następne 50 lat (1939 – 1989) ograbieni z niej zostaliśmy najpierw przez hitlerowskie Niemcy i Związek Radziecki, a potem już samodzielnie przez ZSRR.

 

Jednym z orędowników prawa narodów do decydowania o swoim losie był Jan Paweł II:

Powszechna Deklaracja Praw Człowieka przyjęta w 1948 r. bardzo wyraźnie mówi o prawach człowieka; do dziś nie istnieje jednak analogiczna umowa międzynarodowa, która podejmowałaby w stosowny sposób kwestię praw narodów. Ta sytuacja powinna skłonić do namysłu, ponieważ wiążą się z nią bardzo pilne problemy sprawiedliwości i wolności we współczesnym świecie.

(przemówienie na Złotym Jubileuszu ONZ, 5 października 1995, Nowy Jork)

 

Fragment rozmowy z Mustafą Dżemilewem (całość w Gazecie):

Burzono meczety, niszczono wszystko co było związane z krymskimi Tatarami, również cmentarze. Płyty z nagrobków były używane jako materiały budowlane. Budowali z nich obory, chlewy, chodniki. Pamiętam, kiedy wróciliśmy, zdarzyło się, że jedna z kobiet zobaczyła płytę nagrobkową na ścianie toalety, wpadła w histerię, bardzo płakała.

 

 

CZY MOŻEMY POMÓC TATAROM KRYMSKIM?

 

Tak. Wierzący niech się za nich pomodlą. Mniej wierzący czy niewierzący niech ciepło pomyślą o naszych braciach z Krymu. Stowarzyszenie Solidarności Globalnej przekaże wkrótce pomoc finansową rodzinom tatarskim, które opuściły Krym i obecnie przebywają m.in. w Winnicy (Ukraina). Jeśli możesz wspomóc finansowo podajemy numer konta:

 

Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

Lublin

36 1240 1503 1111 0010 1529 8952

 

 

Itinerarium