O PIĘKNĄ SIĘ BIJĄ NAMIĘTNIE

Czwartek 10 lipca 2014

Ona jest piękna, inteligentna, zaradna i przystępna. Nie dziw zatem, że zakochało się w niej kilku facetów i z pasją biją się o nią.

Biją się o nią Kaczyński z Tuskiem, Pawlak, Miller, Komorowski i Palikot. Ja ich doskonale rozumiem, parę razy widziałem, jak faceci skakali sobie do oczu z powodu ponętnych panien czy pań. A ona, Polska, jest, jak już napisałem piękna, mądra, zaradna i przystępna.

Nie drwię wcale, próbuję tylko zrozumieć tę namiętność do Polski w wydaniu polityków i nic poza szalonym uczuciem sprawy mi nie wyjaśnia. Naprawdę nie drwię, a upewniłem się bardziej w swoim przypuszczeniu, kiedy przeczytałem u papieża Franciszka, że „polityka, tak bardzo oczerniana, jest powołaniem wzniosłym, jest jedną z  najcenniejszych form miłości, ponieważ szuka dobra wspólnego (adhortacja Evangelii Gaudium).

Ufff! Mocne, prawda? Może zatem takie spojrzenie tłumaczy także treść i formę podsłuchanych rozmów, które  od kilku tygodni docierają do nas. Afery, walki, podjazdy, przekupstwa, szczerze mówiąc pierwszy lepszy film o miłości to wszystko pokazuje, a najlepsze dodają jeszcze wątki zastrzelenia bądź otrucia rywala. Czemu zatem w przypadku szalonej miłości do Polski, nasi politycy mieliby serwować nam rzewne serenady i deklamacje sonetów? Oni kochają Polskę, chcą mieć ją na wyłączność dla siebie i w imię tego uczucia zdolni są zniszczyć rywala! Ktokolwiek w życiu mocno kochał, dobrze wie, że taka jest logika Wielkiego Uczucia.

Zaraz dalej we wspomnianej adhortacji Franciszek pisze:  musimy się przekonać, że miłość «jest nie tylko zasadą relacji w skali mikro: więzi przyjacielskich, rodzinnych, małej grupy, ale także w skali makro: stosunków społecznych, ekonomicznych i politycznych». Papież świadom, że miłość polityków może być niedojrzała, ślepa i ociężała prosi abyśmy się za nich modlili o miłosne inspiracje i otwarcie na transcendencję.

Niektórzy z was może się uśmiechną i pomyślą z przekąsem: o, nie, dziękuję za taką miłość! A ja doradzę, dziękujcie szczerze, bo przecież mógłby nas kochać ktoś na podobieństwo Fidela Castro, Pol Pota czy choćby Władimira P.

 

 

 

 

 

Itinerarium

CZUJĘ ŻE JESTEM NAWIEDZONY

Środa 9 lipca 2014

 Znajomy, trochę oryginalny ale na pewno pomysłowy, przeprowadzał niedawno ankietę, w centrum miasta. Zadawał jedno pytanie: Kim pan jest? Kim pani jest?

Odpowiedzi – poza odpędzaniem – były nadzwyczaj bezpośrednie: kierowcą, studentką, urzędnikiem, pracownikiem jednej firmy, sprzedawcą. Kilka osób odburknęło: „Nikim!”, jeden mężczyzna dość radośnie oznajmił: „Radnym”, inny że „Polakiem” a młoda dziewczyna zadeklarowała, że od „od dwóch tygodni narzeczoną.”

Nikt nie powiedział, że jest człowiekiem! – konstatował kolega. Trochę ma rację, postrzegamy siebie poprzez sprawowane funkcje i role, które są często chwilową etykietką albo z góry narzuconą koniecznością (polskość). Być może człowieczeństwo przyjmujemy za oczywistość podobnie jak sen, chodzenie i mówienie. Na pewno dalecy jesteśmy od filozofowania, zwłaszcza w połowie lipca.

Najlepszą odpowiedź kolega ankieter uzyskał od „mężczyzny po pięćdziesiątce” (chodzi o wiek a nie stan po spożyciu). Ów pan namyślił się dłuższą chwilę i spokojnie odrzekł: „No … Tak naprawdę to jestem dzieckiem Boga, Jego synem”. Został wliczony do kategorii „nawiedzonych”, ale ja zaprotestowałem, przekonując, że ten gość miał na wierzchu to, co my zwykle mamy gdzieś głęboko skryte. Widzimy siebie jako pracowników, jako część jakiejś grupy (młodzi, starzy), rzadko docieramy do odkrycia, że jesteśmy ludźmi, a już prawie nigdy nie rozumiemy swojej tożsamości w odniesieniu do Boga. Ta jednak jest najważniejsza, bo dziecko Boga to nie byle kto, to super ważna figura, z centralnym miejscem w historii kosmosu oraz z nie mającym końca losem poza bramą śmierci. Głowa do góry, dzieci Boże!

Kolegi do końca nie przekonałem, może też niewielu z was. Ja jednak pod względem tożsamości czuję, że też jestem nawiedzony.

Itinerarium

CHŁOPIE JEDŹ NA URLOP

Wtorek 8 lipca 2014

Im szybciej tym lepiej, głosi jedna z tzw. mądrości (ludowych?). Wierzymy w to bezkrytycznie i ufnie. Doświadczenie życiowe podpowiada mi jednak, że o ile zasada ta ma sens w wyścigach kolarskich to już w odniesieniu do terminu śmierci wolałbym odwrotną.

Podobnie bez sensu jest gadanie, że mądry Polak po szkodzie, bo znam Polaków mądrych już w czasie szkody a nawet przed jej poniesieniem.

O ile jednak wiara w tego typu mity jeszcze jakoś ujdzie, to już ślepa ufność w niektóre dogmaty funkcjonujące w przestrzeni publicznej przynosi fatalne skutki. Elity rządzące naszym krajem mają od 25 lat głęboką wiarę (powtarzam – wiarę!), że gospodarka wolnorynkowa jest doskonałym panaceum na problemy ekonomiczne i społeczne. A skoro jeszcze te problemy występują, to znaczy, że mamy za mało wolnego rynku. Elity wierzą w siłę sprawczą niewidzialnej ręki wolnego rynku i przez to nie są w stanie dostrzec, że rzeczywistość jest inna. A jest taka, że wolny rynek i ostra konkurencja powiększają różnice między stosunkowo niewielkim gronem tych, którzy sobie radzą (zwycięzcy) i tymi, którzy sobie nie radzą (przegrani). Odległość między tymi grupami powiększa się w Polsce z roku na rok i pod tym względem jesteśmy na poziomie Albanii.

To, co krytykuję, tak przy okazji 25 lat polskiej wolności, to zadziwiająca skłonność elit do wiary w mity, przy mocnej odporności na fakty. Ekspansja idei wolnego rynku na teren kultury doprowadziła do schamienia i zwulgaryzowania przekazu, a jego naczelną wartością jest skandal i dziwactwo (to jeszcze ludzie obejrzą, posłuchają). Większość mediów wycofała się z misji informacji o świecie i objaśniania zjawisk oraz procesów zachodzących dookoła nas. Media – jak każdy inny wolnorynkowy podmiot – sprzedają to, co ludzie kupują, a ludzie kupują skandal, krew i seks.

Przekonanie o nadrzędnej wartości zysku (jak najwyższego, przy jak najmniejszych nakładach) wynaturzyło już „służbę zdrowia” i „szkolnictwo”; piszę w cudzysłowie, ponieważ w tych sferach coraz mniej chodzi o to, by leczyć i uczyć, a coraz bardziej aby zarobić. Obawiam się, że wiara w zysk może doprowadzić do smutnego efektu w domach starców i opieki społecznej, przecież firmy ubezpieczeniowe będą więcej płacić tym ośrodkom, które najszybciej uwolnią je od konieczności finasowania leczenia czy płacenia rent i emerytur. Ergo, im pacjent żyje krócej, tym jest to bardziej opłacalne dla ubezpieczyciela.

Piszę o tej ślepej wierze, krzewiącej się od ponad ćwierćwiecza, wierze w rynek, konkurencję i zysk, ponieważ mam poczucie deja vu. Przed obecną polską wolnością w czasach komuny dominowała wiara, że socjalizm jest najwyższym etapem rozwoju społeczeństwa. Kiedy jednak robotnicy wychodzili z protestami na ulice, ponieważ nie doświadczali tego „rozwoju”, władza kazała do nich strzelać. I było po problemie. W Związku Radzieckim krytyków komunizmu zamykano w „psychuszkach” (szpitale o charakterze obozów), ponieważ jeśli ktoś nie widział sowieckiego szczęścia, uznawany był za chorego psychicznie. Należało go zamknąć i leczyć. I było po problemie.

Dzisiaj krytycy wiary w mity dobroczynnego wpływu wolnego rynku i zbawiennej roli zysku, zyskują miano frajerów, ciemnoty, abnegatów, nieszkodliwych naiwniaków czy fundamentalistów.

Niedawno krytykowałem współczesne mity i dogmaty, jako wiarę przynoszącą wiele fatalnych skutków. Przywoływałem dane mówiące o rosnącym zubożeniu dużej części polskich rodzin, o powiększającej się liczbie bezdomnych oraz nieletnich popełniających przestępstwa, itd. Argumentów mam moc, ponieważ bywam wśród takich ludzi i czytam uważnie statystyki. Moi rozmówcy trochę posłuchali, pokiwali głowami, a jeden zapytał (a może doradził):

 

– Chłopie, a może ty byś tak na urlop pojechał?

 

W sumie dużo lepsza wersja niż psychuszka.

Itinerarium

LEPIEJ MIEĆ KONTO W RUBLACH

Poniedziałek 7 lipca 2014

 

Niestety słusznie prorokowałem (w marcu), że w lipcu całkowicie już zapomnimy o Krymie, z powodu Mundialu, wakacji, grilla i dobrych ofert last minute nad ciepłymi morzami. W atmosferze kanikuły proponuję jednak, aby otworzyć sobie jakiś rachunek w rublach rosyjskich.

Słyszałem dykteryjkę o pośmiertnych perypetiach prezydenta Obamy. Zwierzał się już w niebie św. Piotrowi, że nie jest tak do końca pewien czy zapewnił za życia spokój na świecie, bo cackał się z Rosjanami, pokpił sytuację w Syrii i zlekceważył starcia na Ukrainie. Święty Piotr zgodził się, żeby prezydent udał się na krótką inspekcję na Ziemię. Wylądował zatem Obama w rodzinnym Honolulu (jasne, że o wyglądzie zmienionym), wpada do knajpki, siada przy barze, zamawia szklaneczkę whisky i wdaje się w pogawędkę z barmanem:

 

– Dawno tu nie byłem … Jak tam sytuacja na Ukrainie?

– Spokojnie, cała Ukraina jest w naszych rękach!

– Uuuu – odetchnął z ulgą prezydent – A Syria?

– To pan nie wie? Cała Syria w naszych rękach!

– Well! – syczy z zadowolenia gość – Pamiętam, byłem kiedyś w Polsce, obawiali się czy im w razie czego pomożemy ..

– No co pan? Nie wie? Cała Polska w naszych rękach!

– Very well! – kipi radością przybysz – Ile płacę?

– Dwa ruble i trzydzieści kopiejek poproszę!

 

Znów chciałbym być złym prorokiem, jednak martwi mnie oddanie Rosji Krymu przy otwartej kurtynie, zostawienie Syrii i Ukrainy. Europa i Ameryka dużo je, dużo pije, potem wydaje wielkie pieniądze na leczenie chorób spowodowanych obżarstwem i opilstwem. Od ponad ćwierć wieku wydatki na zbrojenia regularnie spadają w Europie, bo Europie wygodniej jest nie wierzyć, że może się stać coś złego. Zabawne, ale prawdziwe, dwie najsilniejsze armie w Europie to ta turecka i … szwajcarska!

Ja dziś nie o polityce, tylko o wyobraźni i potrzebie solidarnego sprzeciwu wobec agresji, zła, obojętności i głupoty. I o konieczności budzenia myślenia, pomimo urlopów. Jak tak dalej pójdzie, to na wszelki wypadek lepiej mieć konto w rublach. Rosyjskich.

O zapomnieniu Krymu pisałem tutaj 20 marca b.r. :

http://itinerarium.pl/2014/03/20/ostra-modlitwa-o-cud/#.U7mSdPl_vXU

PS. Gazetę poświęconą sytuacji Tatarów z Krymu możecie ściągnąć (i przeczytać) stąd:

http://itinerarium.pl/wp-content/uploads/2014/05/POWR%C3%93T-Gazeta-o-Tatarach-Krymskich.pdf

Itinerarium

DIABEŁ MA SZEŚĆ DNI WOLNYCH!

Kazanie na 14 niedzielę zwykłą

6 lipca 2014

Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. W dzieciństwie i wczesnej młodości te słowa były dla mnie i wielu moich rówieśników bardzo konkretnym i upragnionym błogosławieństwem. Utrudzeniem i obciążeniem były sianokosy, kosiliśmy z ojcami trawę konną kosiarką, a gdzie trzeba było także ręcznie kosą. Potem trzeba było to zwozić do stodół, w straszliwym kurzu i przy żarze z nieba.

Podobnie we żniwa, konie zdenerwowane upałem w rwanym rytmie ciągnęły snopowiązałkę, rwał się także co rusz sznurek, na koniec snopki równo ułożone na drabiniastym wozie należało  wwieźć pod dach. Późnym latem ręcznie rwaliśmy len, a z początkiem jesieni w tumanach kurzu szła młócka.

Niedziela jawiła się wówczas jako czas pokrzepienia, chyba, że grzmiało, wtedy nikt z pola nie schodził a cześć Bogu oddawaliśmy znakiem krzyża i krótkim pacierzem. Przeważnie jednak w niedziele było wolne ze względu na „kościół”. Nie żeby nas ciągnęło do modlitw, ale można było z kolegami zagadać pod murem, przymierzyć się do jakiejś zabawy dożynkowej i ocenić ile komu jeszcze zostało harówki. Krzepiła nas rozmowa pod kościołem i marzenia o kombajnach, o których wtedy dopiero słyszeliśmy.

Nie wspominam tego czasu z kombatanckim wzruszeniem w oczekiwaniu na podziw. Gdzieś w głębi serca miałem jednak przekonanie (pewnie wszyscy mieliśmy), że ten pot, kurz, praca i zmęczenie, nabierają sensu kiedy się idzie do kościoła albo choćby pod kościół. Dziś powiedziałbym, że do Chrystusa. W ogóle nie opuszcza mnie przeczucie, że dobra praca, zmęczenie po trudzie (fizycznym, intelektualnym, psychicznym, duchowym), każde staranie i zabieganie o jakieś dobro, troska serca, solidarne wspieranie słabszych, modlitwa o pokój, że wszystko to jest jakoś bardzo bliskie Chrystusowi i że On to krzepi, to znaczy wzmacnia i wspomaga, dodaje siły i chęci. I przyznam, że równie szczerze czułem i czuję, że lenistwo, dłubanie w nosie, plotkowanie, marnowanie czasu, gderanie, że to wszystko z kolei jest „szarą strefą”, w której czai się diabeł. Zdawało mi się nawet, że diabeł ma sześć dni wolnych i jeden zajęty szatańską robotą, a Pan Bóg i Jego dzieci, na odwrót.  Kiedyś mi się tak zdawało, teraz wiem, że tak jest!

Codziennie przychodzę, utrudzony i obciążony, do Chrystusa. I codziennie odchodzę pełen krzepy. Ewangelia to święta prawda, wiem to z życiowego doświadczenia.

 

PS. Dziś nie będzie kazania głosem, zapraszam na takowe za tydzień, na www.itinerarium.pl

 

 

Liturgia słowa

 

 

(Za 9,9-10)
Raduj się wielce, Córo Syjonu, wołaj radośnie, Córo Jeruzalem! Oto Król twój idzie do ciebie, sprawiedliwy i zwycięski. Pokorny – jedzie na osiołku, na oślątku, źrebięciu oślicy. On zniszczy rydwany w Eframie i konie w Jeruzalem, łuk wojenny strzaska w kawałki, pokój ludom obwieści. Jego władztwo sięgać będzie od morza do morza, od brzegów Rzeki aż po krańce ziemi.

(Ps 145,1-2.8-11.13-14)
REFREN: Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu

Będę Cię wielbił, Boże mój i Królu,
i sławił Twoje imię przez wszystkie wieki.
Każdego dnia będę Ciebie błogosławił
i na wieki wysławiał Twoje imię.

Pan jest łagodny i miłosierny,
nieskory do gniewu i bardzo łaskawy.
Pan jest dobry dla wszystkich
a Jego miłosierdzie nad wszystkim, co stworzył.

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Pan jest wierny we wszystkich swoich słowach
i we wszystkich dziełach swoich święty.
Pan podtrzymuje wszystkich, którzy upadają,
i podnosi wszystkich zgnębionych.

(Rz 8,9.11-13)
Wy nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. Jesteśmy więc, bracia, dłużnikami, ale nie ciała, byśmy żyć mieli według ciała. Bo jeżeli będziecie żyli według ciała, czeka was śmierć. Jeżeli zaś przy pomocy Ducha uśmiercać będziecie popędy ciała – będziecie żyli.

(Mt 11,25)
Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że tajemnice królestwa objawiłeś prostaczkom.

(Mt 11,25-30)
W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn, i ten, komu Syn zechce objawić. Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie.

 

Itinerarium

RADA DLA PAR SKŁÓCONYCH

Sobota 5 lipca 2014

Pewna para przeżywała poważne konflikty w związku i udała się po pomoc do znawcy tematu. To nie był naukowiec, ale starszy pan, który słynął z umiejętności skutecznej rady. Znawca wysłuchał skłóconą parę, zapisał coś na karteczce i kazał bezwzględnie stosować się.

Po miesiącu para zaczęła się dobrze rozumieć, żyła coraz bardziej zgodnie a nawet chodziła co trzeci dzień uśmiechnięta na długie spacery. To skłoniło inną parę, aby zapytać skąd taka zmiana. Para pierwsza odesłała drugą do znawcy. Ten znowu wysłuchał i zapisał na karteczce radę. Po miesiącu i druga para zaczęła się lepiej rozumieć, żyła bardziej zgodnie a nawet chodziła co drugi dzień uśmiechnięta na długie spacery.

Ponieważ par z problemami jest dziś milion, trzecia zwaśniona para podpatrzyła dwie pierwsze, a te wysłały ją do znajomego znawcy. Ten wysłuchał i zapisał znowu na karteczce radę. Po miesiącu i trzecia para zaczęła się lepiej rozumieć, żyła bardziej zgodnie a nawet chodziła codziennie uśmiechnięta na długie spacery.

Wreszcie trzy pary spotkały się razem na grillu, bo zgodne pary chętnie ucztują. I wszystkie trzy pary, trzy panie i trzech panów, wszyscy wpadli na pomysł, żeby odczytać sobie wzajemnie karteczki od znawcy. Pierwsza para przeczytała: „Niech państwo zaczną ze sobą rozmawiać!”. Druga miała tak zapisane: „Niech państwo częściej ze sobą rozmawiają!”. A trzecia: „Niech państwo częściej i dłużej ze sobą rozmawiają!”.

Moi drodzy, ze wszystkich skłóconych, zwaśnionych i poróżnionych par, nie musicie iść do znawcy, wystarczy, że czytacie Itinerarium! Zastosujcie rady starszego znawcy i wkrótce poprawicie swoje zdrowie na długich, codziennych spacerach!

 

Itinerarium

PORA NA NAS I NA WAS

Piątek 4 lipca 2014

Jola, Mateusz i siedmiu innych wolontariuszy z Lublina remontują szkołę w serbskim Obrenovac, miasto zostało zalane dwa miesiące temu przez katastrofalną powódź. O tym możecie na bieżąco czytać tutaj: https://www.facebook.com/StowarzyszenieSolidarnosciGlobalnej?fref=ts . Dzisiaj Małgosia udaje się do Ekibastuz w Kazachstanie, wcześniej ona i kilkunastu innych solidarnych lublinian zbierali pieniądze na budowę studni w tym pustynnym mieście. Mieszka tam wielu potomków polskich zesłańców, po powstaniach i po ostatniej wojnie. Za kilka dni Dominika i Patrycja polecą do Lusaki, w Zambii, przez ponad dwa miesiące pracować będą z dziećmi ulicy w pobliżu jednego ze slumsów. Piszę te słowa z gruzińskiego Zugdidi, gdzie prowadzę razem z trójką innych solidarnych lublinian spotkania o budowaniu wolontariatu. Nasi partnerzy to Gruzini, wypędzeni z Abchazji przed ponad 20 laty, po wojnie. To wszystko wyczytacie i pooglądacie także na wyżej wspomnianej stronie. Jacek i Darwina pójdą niedługo pieszo przez całą Gruzję, aby modlić się o pokój na Kaukazie.

Jagoda za dwa tygodnie wyruszy na letni obóz z dziećmi z lubelskich „brudnych dzielnic”. Ewa zbiera chętnych licealistów i gimnazjalistów na inny obóz. Karolina zdążyła już wydać na płycie bajki nagrane przez więźniów z Opola Lubelskiego, bajki powędrują m.in. do ich dzieci. Basia przygotowuje z kolei trzech więźniów do „Nowej Drogi”, pójdą pieszo przez 30 dni po 30-40 km, a potem jak się uda, podejmą pracę. Dziś urodziny ma Kasia, która razem z innymi świetnymi ludźmi prowadzi „Skrzydła”, znakomitą szkołę w Lublinie.

Strasznie się przechwalam, pomyślicie. Tak, przechwalam się, że Jan Paweł II działa nadal. Dodaje pomysłów, sił, chęci a nawet pieniędzy, aby budować Cywilizację Miłości, o której tak często mówił i do wznoszenia której zachęcał do ostatnich chwil życia.

Oczywiście wiem, że w Polsce są afery, podsłuchy i drogie kolacje polityków, są wota zaufania i nieufności i że Pendolino nie pojedzie w dwie godziny ze stolicy nad morze. Wiem to wszystko, bo niektórzy moi koledzy klęli tam w jakichś „Sowach”. To wszystko nie jest ważne.

To wszystko nie jest ważne choć głośno o tym. Ważne jest to – tak myślę – że wciąż znajdują się ludzie, którzy wbrew medialnym donosom praktykują Cywilizację Miłości i są twórczym rozwinięciem pojęcia „Pokolenie Jana Pawła II”.

Jan Paweł II, święty, już w niebie. Na ziemi, tej lubelskiej także, wielu z nas rozumie i robi wedle zasady „Pora na nas!” Przy okazji wiele serdeczności i podziękowań dla wszystkich, którzy wspierają te i inne dzieła modlitwą, myślą, życzliwością, pieniędzmi, dobrą radą i uczestnictwem duchowym. Jesteśmy razem, wystawiamy piękny pomnik Janowi Pawłowi II, żywy i konkretny.

Itinerarium

PROSTY ZARYS TRUDNEJ WIARY – wpis archiwalny

Poniedziałek – 2 lipca 2007

Wierzysz. Stoisz przed gmachem niesprawdzalnych stwierdzeń, dotyczących przyszłości, także tej najdalszej (niebo, piekło). Albo mówiących o rzeczywistości do której nie masz dostępu – świat duchowy (aniołowie), twoja dusza, czwarty, piąty i n-ty wymiar.

Czy nie można się załamać? Gmach „wiary” jest potężny, wielki, nieprzebyty, prawdy w nim zamieszkałe tajemnicze i zawiłe: transsubstancjacja, epikleza, hierofanie i (łagodniejsza) pneumatologia. A to wszystko jeszcze – choć nawet nie wiesz – ma się jakoś do Ciebie. I lepiej, żeby się miało jak najbardziej, bo jeśli, dla przykładu, absolucji nie dostąpisz, twoja eschatologia może mieć charakter negatywny. I co, przykro byłoby, prawda?

Książka, zawierająca „Katechizm” liczy sobie 739 stron (w formacie A-4), a Kodeks Prawa Kanonicznego (w którym co paragraf to o tobie, a jak nie o tobie to o żonie, albo twoim proboszczu) ma tylko 350 stron (w formacie A-5). A jeszcze przydałoby się liznąć choćby dokumenty Soboru Watykańskiego II (ostatniego, jaki się zdarzył w latach 60-tych ubiegłego wieku). Wierzyć to jest naprawdę trudna i skomplikowana sprawa.

Przeczytałem te wszystkie „pozycje wiary”, więc może poradzę coś prostszego. Przeczytałem niektóre nawet z komentarzami na kilkaset stron do jednego akapitu z katechizmu, więc wiem, co mówię i radzę.

Dzień po dniu musisz stawać się człowiekiem. Coraz bardziej i bardziej. I bardziej. I tak bardzo, że na końcu (czymkolwiek on jest i kiedykolwiek będzie) okaże się, że jesteś Bożym dzieckiem. Że stając się człowiekiem, dzień po dniu (po dzisiejszym też), wyrosłeś na postać tak bliską Bogu, że – spoko – będziecie już razem.

Itinerarium

USZY NAKŁOŃCIE KU SŁOWU

 

Środa 2 lipca 2014

 

 

W trakcie urlopów i wakacji chętnie wracamy do kontaktu z naturą. Lubimy znaleźć się w górach, z nich spoglądać w doliny, bawią nas fale morskie, cieszą jeziora, rzeki, lasy. To wszystko mamy niby o każdej innej porze także, ale lato nakręca pozytywnie do przyrody. Wracamy w pewnym sensie do źródeł.

Dusza potrzebuje również takiej wędrówki. I jeślibym miał cokolwiek radzić, powtórzę zachętę psalmisty, który w imieniu samego Boga pisze: „Nakłońcie wasze uszy na słowa ust moich” (78,1). Znacie może takie chwile, kiedy łowiliście uszami szmer wiatru w trzcinach, albo chlupot fal wbiegających na plażę (i zaraz stamtąd czmychających), albo kiedy nocą nasłuchuje się odgłosów puchacza czy kozła sarniego chrząkającego gdzież w zaroślach. W takich momentach „nakłaniamy uszu”, aby dobrze uchwycić dźwięk, niejako zassać go do wewnątrz siebie.

Otóż do czegoś podobnego zachęcam w kontakcie ze słowem Bożym. Nasze uszy mają tendencję do kumulowania tonów muzycznych, szczebiotu ludzkiego, odgłosów ulic i miasta, jazgotu reklam. Nie mają nawyku nasłuchiwania Innego Głosu. Trzeba je do tego nakłonić, jak radzi psalmista. Pamiętam niezwykłe chwile, kiedy nad jakimś strumieniem czytałem psalm 23: „Prowadzi mnie nad wody, gdzie mogę odpocząć, orzeźwia moją duszę”. Nie chodziło o strumień, był bardzo prozaiczny, niemrawy i pełen butwiejącego drewna. Czułem, że to Bóg prowadzi mnie w życiu, we właściwe miejsca.

Świeżość wiary i poczucie bliskości Boga wracają poprzez nakłonienie uszu, a za nimi i serca, ku słowu Boga. Nakłońcie wasze uszy na Jego słowo.

Itinerarium

TRWAJCIE DALEJ

 

Wtorek 1 lipca 2014

 

Na Westerplatte polscy obrońcy wytrwali osiem dni, we wrześniu 1939. Wytrwali mimo ogromnej przewagi w uzbrojeniu i liczebności po stronie niemieckiej.

Na jubileuszach słyszymy, że ona i on wytrwali w związku 25, czy 50 lat (a zdarzyło mi się nawet widzieć parę, która wytrwała aż 75!).

W świecie ceniącym szybką i częstą zmianę, trwanie i wytrwałość wydają się stratą, pozbawieniem możliwości wielości wrażeń i doświadczeń.

Gdzieś w głębi duszy tęsknimy jednak za trwałością, za jakimiś niezmiennymi punktami odniesienia. Pamiętam jak niedawno radośnie zdziwiłem się, że znana mi aleja lipowa, mimo upływu kilkudziesięciu lat, wciąż trzyma się i to mocno. Droga między lipami już mocno zmieniona (fundusze unijne), ja się zmieniłem, a lipy trwają. Podobne wrażenie mam, kiedy bywam nad ulubioną rzeką z dzieciństwa, woda rwie, pędzi, ale stale pomiędzy brzegami.

Kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony, czytam i rozumiem, że to trwanie ma dalekosiężny skutek. I trwają także te trzy: wiara, nadzieja i miłość. I wierzę, że wy także wytrwaliście przy nich pierwsze pół Roku Pańskiego 2014 i oby tak dalej.

Itinerarium