MIŁUJ MIŁEGO BLIŹNIEGO SWEGO

Piątek 13 lutego 2015

Wiemy, że mamy miłować „bliźniego swego jak siebie samego”. Mamy pokusę, aby bliźnich sobie wybierać. I wybieramy tych miłych, sympatycznych i grzecznych. Miłujemy ich wtedy bo to dość proste, często na zasadzie wymiany uprzejmości.

A może jest tak, że to Pan Bóg wybiera nam bliźnich, wcale nie sympatycznych, ale poranionych, niemile pachnących i domagających się naszych pieniędzy?

Mijamy ich wtedy, jak kapłan i lewita z przypowieści (patrz niżej). I myślimy – my mamy już swoich bliźnich. A ci poranieni, wyciągający ręce po nasze pieniądze, przecież też mają jakichś swoich bliźnich. Niech się nimi zajmą! My przecież już mamy swoich bliźnich.
 

 

 

Łk 10, 25 – 37

 

25 A oto powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: «Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?» 26 Jezus mu odpowiedział: «Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?» 27 On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. 28 Jezus rzekł do niego: «Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył». 29 Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: «A kto jest moim bliźnim?»
30 Jezus nawiązując do tego, rzekł: «Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. 31 Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. 32 Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.33 Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: 34 podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.35 Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: “Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał”. 36 Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?» 37 On odpowiedział: «Ten, który mu okazał miłosierdzie». Jezus mu rzekł: «Idź, i ty czyń podobnie!»

Itinerarium

REJS ZWANY ŻYCIEM

Czwartek 12 lutego 2015

 

Nie ma sprzyjającego wiatru dla tych, którzy nie wiedzą dokąd płyną. To bardzo stara maksyma, przypisywana chyba Senece.

Stara maksyma, ale doskonale opisuje nasze pokolenie. Z tym, że z nami jest jeszcze gorzej. Nie tylko nie wiemy dokąd płyniemy, ale my nawet nie chcemy wiedzieć dokąd płyniemy. Rajcuje nas sam rejs, nawet jakbyśmy dotarli Donikąd.

Pytania o sens życia, o miłość, o Boga, o wieczność, są – jak zwykliśmy komentować – „zbyt ogólne”. To jednak są pytania o kierunek i cel rejsu jakim jest nasze życie. Dokąd płyniemy?

Itinerarium

STREFA TRWAŁYCH WIĘZI

Środa 11 lutego 2015

Popatruję często na pewną wybujałą wierzbę. Znosi spokojnie wichury, nawałnice i burze. Jest mocno zakorzeniona w ziemi, co z jednej strony daje potrzebne składniki do życia, a z drugiej chroni przed złamaniem czy wyrwaniem.

Wszyscy szukamy trwałości w życiu. Może jednak dzisiaj zapominamy, że najważniejsze są trwałe więzy z ludźmi. Domy i budowle rozpadają się, samochody rdzewieją i niszczeją, lokaty bankowe wcale nie są tak pewne.

Piszę o trwałych więziach, bo dominują dziś relacje efemeryczne, krótkoterminowe i pobieżne. Dochodzi jeszcze złuda liczby znajomych i „polubień” na portalach.

Jak się ludzie trwale wiążą? To jest strefa poza naszymi oczami, wewnętrzna. Ludzie wiążą się rozmawiając i dzieląc się myślami, uczuciami, marzeniami, nadziejami i troskami. Wiążą się wzajemnie słuchając i milcząc. Ważna jest także częsta pamięć i jej oznaki. Stajemy się sobie bliżsi modląc się za siebie i wstawiając u Pana Boga. Wreszcie oddając sobie serca, a to szuka dziś rzadka, bo serce klei się nam bardzo do rzeczy i pieniędzy.

Drzewa ostają się dzięki silnym korzeniom, ludzie wszystko pokonują dzięki trwałym więzom z innymi.

Itinerarium

ABP ŻYCIŃSKI 4 LATA PÓŹNIEJ

Wtorek 10 lutego 2015

 Takie mamy czasy, że pamięć o tych co odeszli trwa coraz krócej. Pozostają jeszcze okrągłe rocznice, jubileusze w pewnym sensie – 10, 25, 50, 100 lat od czyjejś śmierci.

Arcybiskup Józef Życiński odszedł cztery lata temu, „za młodo” bo w wieku niespełna 63 lat. Pozostały książki, artykuły, wspomnienia, instytucje, które powołał. To jest wymierny ślad, dorobek.

Przez 14 lat Jego posługi w Lublinie miałem przywilej blisko współpracować z księdzem Arcybiskupem. Nie będę wymieniał tytułów książek i publikacji czy nazw instytucji, to można znaleźć m.in. tutaj – http://www.jozefzycinski.eu/ . Przez 14 lat można jednak w jakimś stopniu poznać ducha człowieka, choć jest to sfera mało mierzalna. Jaki duch mieszkał w Arcybiskupie?

Najpierw duch męstwa, odwagi. Wiele inicjatyw, spotkań podejmował mimo spodziewanej fali krytyki i ostrych komentarzy. Tak było na przykład w przypadku spotkań z przedstawicielami „starszych braci w wierze”, Żydów, zaproszenia Jurka Owsiaka do lubelskiego seminarium oraz wizyty na Przystanku Woodstock.

Mieszkał w Nim duch rozumu, wyrażający się w zasadzie, aby wszystko najpierw przemyśleć. W atmosferze antyintelektualizmu, którą skażona jest współczesność, Arcybiskup odwoływał się do racji, argumentów i logiki, wbrew modzie na bon moty i happeningi. Ktoś kto odwołuje się do mocy rozumu, paradoksalnie bywa niezrozumiany.

Duch ufności, choć nie występuje na oficjalnej liście darów Ducha, był stałym wymiarem stosunku do ludzi, jaki cechował Arcybiskupa. Ludziom należy ufać, choć niejednokrotnie zawodzą. Alternatywą jest podejrzliwość, ale w jej atmosferze można się udusić.

Był synem robotnika, kolejarza, może dlatego mieszkał w Nim duch solidarności. Na Wigiliach zasiadywali z nim bezdomni, uchodźcy, rodziny z kategorii „pięć plus” (liczba dzieci). Z profesorskich honorariów wspomagał zakup leków dla chorych dzieci albo zasiłki dla zwalnianych pracowników z lubelskiej FSC.

Nie piszę tutaj glosy na cześć Arcybiskupa. Próbuję nazwać wymiary Jego ducha, godne naśladowania. Duch wieje kędy chce, ale zawsze niesie z Sobą męstwo, rozum, zaufanie, solidarność i wiele innych darów. I każdy z nas może je po prostu wziąć i praktykować.

 

Itinerarium

CZAS NA WZAJEMNOŚĆ

Poniedziałek 9 lutego 2015

 W trudnych chwilach niepowodzeń, chorób, kryzysów, dobrze jest mieć przy sobie przyjazne dusze, życzliwych ludzi. To wszyscy wiemy. Problem chyba w tym, że mamy opóźnioną reakcję jeśli nieszczęścia dopadają innych.

Kilka zdań z Biblii jest w tej kwestii bardzo stanowczych:

 

– zachęcajcie się wzajemnie każdego dnia (Hbr 3,13)

– wzajemnie się pocieszajcie (1 Tes 4,18)

– troszczmy się o siebie wzajemnie (Hbr 10,24)

– służcie sobie wzajemnie (Ga 5,13)

 

A przede wszystkim zachęta Chrystusa: „abyście się wzajemnie miłowali” (J 15,12).

Wzajemności możemy się spodziewać tylko wtedy, gdy sami najpierw pocieszamy, troszczymy się, służymy i kochamy. I czas tak właśnie żyć.

 

Itinerarium

CUDÓW ROBIĆ NIE MUSIMY

Kazanie na 5 Niedzielę Zwykłą

8 lutego 2015

 Najczęściej zwracamy uwagę na to, że Jezus dokonywał cudów –

uzdrawiał, uwalniał od zła, wskrzeszał umarłych. Jak Go naśladować skoro takich rzeczy nie umiemy? Cuda nie są tak istotne, najważniejsze, że Jezus zawsze zajmował się ludźmi, miał ich w centrum uwagi.

O wzroku Jezusa i Jego sztuce wzruszenia mówię w kazaniu głosem na www.itinerarium.pl, „Kazania nowe”.

Nie musimy robić cudów. Żyjemy jednak w podłych czasach, w Czasach Omijania Człowieka, zwłaszcza gdy jest chory, skrzywdzony, sponiewierany, biedny i zbolały.

Cudów nie musimy robić, naśladujmy Jezusa. Zajmijmy się ludźmi.

 

Liturgia słowa

 

(Mk 1,29-39)
Jezus po wyjściu z synagogi przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła. A ona im usługiwała. Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest. Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: Wszyscy Cię szukają. Lecz On rzekł do nich: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

(Hi 7,1-4.6-7)
Czyż nie do bojowania podobny byt człowieka? Czy nie pędzi on dni jak najemnik? Jak niewolnik, co wzdycha do cienia, jak robotnik, co czeka zapłaty. Zyskałem miesiące męczarni, przeznaczono mi noce udręki. Położę się, mówiąc do siebie: Kiedyż zaświta i wstanę? Lecz noc wiecznością się staje i boleść mną targa do zmroku. Czas leci jak tkackie czółenko i przemija bez nadziei. Wspomnij, że dni me jak powiew. Ponownie oko me szczęścia nie zazna.

(Ps 147,1-6)
REFREN: Panie, Ty leczysz złamanych na duchu

Chwalcie Pana, bo dobrze jest śpiewać psalmy Bogu,
słodko jest Go wychwalać.
Pan buduje Jeruzalem,
gromadzi rozproszonych z Izraela.

On leczy złamanych na duchu
i przewiązuje im rany.
On liczy wszystkie gwiazdy
i każdej nadaje imię.

Nasz Pan jest wielki i potężny,
a Jego mądrość niewypowiedziana.
Pan dźwiga pokornych,
karki grzeszników zgina do ziemi.

(1 Kor 9,16-19.22-23)
Nie jest dla mnie powodem do chluby to, że głoszę Ewangelię. Świadom jestem ciążącego na mnie obowiązku. Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii! Gdybym to czynił z własnej woli, miałbym zapłatę, lecz jeśli działam nie z własnej woli, to tylko spełniam obowiązki szafarza. Jakąż przeto mam zapłatę? Otóż tę właśnie, że głosząc Ewangelię bez żadnej zapłaty, nie korzystam z praw, jakie mi daje Ewangelia. Tak więc nie zależąc od nikogo, stałem się niewolnikiem wszystkich, aby tym liczniejsi byli ci, których pozyskam. Dla słabych stałem się jak słaby, by pozyskać słabych. Stałem się wszystkim dla wszystkich, żeby w ogóle ocalić przynajmniej niektórych. Wszystko zaś czynię dla Ewangelii, by mieć w niej swój udział.

(Mt 8,17)
Jezus wziął na siebie nasze słabości i nosił nasze choroby.

 

Itinerarium

JAK ZA DNI NOEGO

Sobota 7 lutego 2015

Wszyscy lubimy jeść i pić, duża część przemysłu i gospodarki wyrasta z tych ludzkich potrzeb. W miarę rozsądny człowiek je i pije, ale rozgląda się także dookoła i próbuje widzieć i rozumieć co się dzieje i na co się zanosi. Mniej rozsądni – uczeni mówią, że tu należy większość z nas – długo roztrząsają czy na kolację zjeść pasztet z gęsich wątróbek popijanych beaujolais czy może raczej lekką sałatkę owocową z kieliszkiem szampana.

Kapitalny fragment mowy Jezusa, wygłoszonej pod koniec życia, odwołuje się do zgubnej koncentracji na jedzeniu i piciu. Za dni Noego nadchodził potop i rozsądni (czyli Noe z rodziną) budowali arkę. Co robiła reszta  – „jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich” (por. Mt 24, 36-41).

Od czasu Noego minęło jednak kilka wieków i mogliśmy zmądrzeć. Niekoniecznie. Na początku grudnia 1941 r. japońskie lotnictwo zniszczyło w hawajskim Pearl Harbour niemal połowę amerykańskich samolotów i wszystkie okręty stacjonujące w bazie. W tym samym czasie na sąsiednich hawajskich wyspach ludzie zażywali kąpieli w ciepłym oceanie i brązowieli od ślicznego słońca. Dwa lata wcześniej, w roku 1939, Polacy przerywali kanikułę dopiero w drugiej połowie sierpnia, niechętnie dając wiarę w pogłoski o możliwej wojnie z Niemcami. Jeszcze wcześniej, w roku 1792, polscy możnowładcy w Targowicy, nie przerywając uczty z pieczonymi baranami i okowitą, zaprzysięgli wierność carycy Katarzynie.

Debatujemy tu nad Wisłą o losie „frankowiczów” (nie piętnuję nikogo kto popadł w te tarapaty), o pigułkach „dzień po”, o zbyt niskich cenach skupu mleka (są zbyt niskie) i o fryzurach kandydatów na prezydenta. Nieco ponad dwa tysiące kilometrów na Wschód toczy się wojna, która dzień po dniu przesuwa się w naszym kierunku, po kilka, kilkadziesiąt metrów.

I jest tak jak zawsze, jak za dni Noego –  „jedli i pili, żenili się i za mąż wydawali i nie spostrzegli się, aż przyszedł potop i pochłonął wszystkich”.

 

 

Itinerarium

PROSTA DROGA

Piątek 6 lutego 2015

Prostujcie swoje drogi, prostujcie ścieżki swojego życia. Takie wezwania znajdziemy w Ewangelii, przedstawiane są jako najważniejsze zadanie dla ludzi w odniesieniu do Boga i swojego życia. Prostowanie dróg.

Obraz z drogami nie jest pewnie bardzo przekonujący dzisiaj, choć ukryta jest w nim istotna prawda. Człowiek idzie prostą drogą, jeśli wie co chce osiągnąć. Zaczyna kluczyć, błądzić i wałęsać się jeśli się gubi lub kombinuje.

Idziemy prostą drogą jeśli mówimy prawdę, jeśli jesteśmy uczciwi, sprawiedliwi, rozsądni, dobrzy, solidarni i życzliwi. Drogi nasze stają się kręte, kiedy kłamiemy, plotkujemy, knujemy, podżegamy, mścimy się, złorzeczymy i nienawidzimy.

Prosta droga daje wolność i radość, to tak jakbyśmy szli po śladach Chrystusa. Prosta droga, Boża droga.

Itinerarium

KOALICJA WIARY NADZIEI I MIŁOŚCI

Czwartek 5 lutego 2015

Czytam codziennie Ewangelię, rozmyślam nad nią. Codziennie także śledzę wydarzenia na świecie i te wokół mnie.

Historia z Polic koło Szczecina, gdzie w szpitalu kobieta urodziła metodą in vitro nie swoje dziecko, obiegła cały kraj. W sumie nic nadzwyczajnego, przypadki zamiany niemowląt przez nierozgarnięte akuszerki zdarzały i zdarzają się nadal.

Większą furorę robi ostatnia decyzja angielskiej Izby Gmin, która przegłosowała ustawę o tzw. dzieciach hybrydowych. Dziecko poczęte in vitro będzie mogło mieć nie dwoje rodziców jak dotychczas, ale troje lub więcej ponieważ materiał genetyczny może być pobierany od kilku osób. Celem tego pomysłu ma być wyeliminowanie ewentualnych nieuleczalnych chorób. W Belgii wystarczającym powodem do żądania i wykonania eutanazji jest depresja, przy czym decyzję podejmuje sam zainteresowany, sprzeciw rodziny jest bez znaczenia, tak samo jak dobry fizyczny stan zdrowia pacjenta. Funkcjonuje tu zasada złego samopoczucia jako warunku wystarczającego do zabiegu eutanazji. Naturalnie, odbywa się to bardzo elegancko, przyzwoicie, kandydat na samobójcę jest poddawany egzekucji przy ulubionych drinkach i nastrojowej muzyce. Co za proste rozwiązanie! Wszystkie hospicja, domy opieki, ośrodki pomocy paliatywnej to anachroniczne instytucje. Podobnie jak terapie psychiatrów czy psychologów.

Koniec świata? Nie sądzę. Na pewno jednak blisko jesteśmy przełomu. Z jednej strony możliwy jest postęp szaleństwa i destrukcji, albo samodestrukcji, co może  prowadzić do swoistego seppuku naszej cywilizacji. Z drugiej strony jest nadzieja na zryw i ekspansję tych z nas, którzy wierzą jeszcze w sens życia.

Nie mam jakiejś bardzo mądrej rady. Sam modlę się, staram się żyć miłością, skrzykuję ludzi z trzeźwym rozumem, nadziei nie tracę. Bardzo potrzebna jest nam Koalicja Wiary, Nadziei i Miłości.

 

Itinerarium

WDZIĘCZNEM SERCEM WYZNAWAMY

Środa 4 lutego 2015

Czego chcesz od nas Panie, za Twe hojne dary? Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary? Ta pieśń Jana Kochanowskiego ma już prawie 500 lat, a ciągle znakomicie oddaje zadziwienie wspaniałością Boga i Jego życzliwością dla ludzi.

Pewne postawy zanikają w naszym doświadczeniu, pociąga to za sobą atrofię pojęć i słów. Pomyślcie o chwilach, w których wielbiliście Boga, wysławialiście  Go, czciliście czy błogosławiliście. Można Boga o coś prosić, za coś dziękować, za coś przepraszać. Ale wielbić i czcić, błogosławić i wysławiać?

Zadziwienie Bogiem, oddawanie Mu chwały, ale także oczarowanie życiem, ludźmi, naturą, są źródłem ludzkiego szczęścia. Wiemy, że system „kup – sprzedaj”, w który jesteśmy wciśnięci przez współczesność rodzi jedynie nudę i pustkę. Potrzeba nam jak najwięcej chwil w których możemy zaśpiewać „Wdzięcznem Cię wtedy sercem Panie wyznawamy”.

 

 

Czego chcesz od nas, Panie, za Twe hojne dary?
Czego za dobrodziejstwa, którym nie masz miary?
Kościół Cię nie ogarnie, wszędy pełno Ciebie,
I w otchłaniach, i w morzu, na ziemi, na niebie.

Złota też, wiem, nie pragniesz, bo to wszytko Twoje,
Cokolwiek na tym świecie człowiek mieni swoje.
Wdzięcznem Cię tedy sercem, Panie, wyznawamy,
Bo nad Cię przystojniejszej ofiary nie mamy.

Tyś Pan wszytkiego świata, Tyś niebo zbudował,
I złotemi gwiazdami ślicznieś uhaftował.
Tyś fundament założył nieobeszłej ziemi,
I przykryłeś jej nagość zioły rozlicznemi.


Za Twojem rozkazaniem w brzegach morze stoi,
A zamierzonych granic przeskoczyć się boi.
Rzeki wód nieprzebranych wielką hojność mają,
Biały dzień, a noc ciemna, swoje czasy znają.

Tobie kwoli, rozliczne kwiatki wiosna rodzi;
Tobie kwoli, w kłosianem wieńcu lato chodzi;
Wino jesień, i jabłka rozmaite dawa,
Potem do gotowego gnuśna zima wstawa.

Z Twej łaski, nocna rosa na mdłe zioła padnie,
A zagorzałe zboża deszcz ożywia snadnie.
Z Twoich rąk wszelkie zwierzę patrza swej żywności,
A Ty każdego żywisz z Twej szczodrobliwości.

Bądź na wieki pochwalon, nieśmiertelny Panie,
Twoja łaska, Twa dobroć, nigdy nie ustanie.
Chowaj nas, póki raczysz, na tej niskiej ziemi,
Jedno zawżdy niech będziem pod skrzydłami Twemi

 

 

 

Itinerarium