MODLILI SIĘ ŻYDZI MODLĄ SIĘ POLACY

Czwartek 9 lipca 2015

Polak, katolik modli się często: „Boże daj zdrowie, mnie i mojej rodzinie!” Pamięta, żeby poprosić o zachowanie od nieszczęść, wypadków i wszelkiego złego. Wyjaśnia, czasem długo, że otaczają go źli ludzie, że politycy są do niczego, że ojczyzna ginie, że za mało pieniędzy a za dużo kłopotów, na dodatek zimą jest za zimno, a latem za gorąco. Pan Bóg powinien także usłyszeć, że przełożeni są wredni, a sąsiedzi to przede wszystkim. I słucha tego wszystkiego Pan Bóg.

Będę Cię sławił z całego mego serca. Będę dziękował Twemu Imieniu. Błogosławiony Pan, Opoka moja. Chcę Cię wywyższać, Boże mój i Królu! Każdego dnia będę Cię błogosławił. Jak dobrze jest dziękować Panu i śpiewać Twojemu Imieniu, o Najwyższy! Głosić z rana Twoją łaskawość, a wierność Twoją nocami. To tylko kilka modlitw pobożnego Żyda sprzed 3 000 lat, zapisanych w Księdze Psalmów.

My układamy litanię do Świętego Narzekania, tamci śpiewali Pieśń Dziękczynienia. I co Pan Bóg na to?

Itinerarium

ALBO Z MIŁOŚCI ALBO PO SZYJĘ

Środa 8 lipca 2015

Opowiadał mi tę historię zaprzyjaźniony leśnik. I wcale nie było to dawno, dawno temu, choć akurat za lasami.

W nocy zachorowała nagle żona pana Henryka, traciła przytomność i gwałtownie wymiotowała. Trzeba było wezwać pogotowie, a telefon był tylko u sołtysa (jedyny we wsi – pamiętam jeszcze dobrze takie czasy). Od domu pana Henryka do telefonu było około 4 km bezpieczną drogą gruntową, ale na przełaj najwyżej kilometr. Na przełaj oznaczało jednak trasę przez grząskie bagna i to po nocy. Pan Henryk nigdy tamtędy nie szedł, krążyły opowieści o kilku śmiałkach, których na zawsze wciągnęła topiel.

Pomimo to pan Henryk bez wahania pobiegł na skróty. Pobiegł, bo w takich sytuacjach pośpiech jest i naturalny i konieczny. Wszystko skończyło się dobrze, małżonka została uratowana.

W kilka tygodni po tym zdarzeniu spróbował znowu przebyć trasę na przełaj, tym razem bez pośpiechu i za dnia. Powtórzył próbę kilkukrotnie i za każdym razem wpadał po kolana lub nawet po pas już po pięćdziesięciu metrach. Nigdy już nie znalazł ścieżki, którą przebiegł ratując żonę.

No właśnie, cała rzecz w tym, że jak się coś robi z miłości, to możliwe jest wszystko, a jak tak sobie albo na próbę, to wpada się po pas, po szyję albo i całkiem znika.

A wszystko to działo się nie więcej jak 80 km od Lublina.

Itinerarium

OD STANIA W MIEJSCU NIEJEDEN ZGINĄŁ ŚWIAT

Wtorek 7 lipca 2015

Dzisiaj w dalekiej Ugandzie lądują Darwina i Jacek, nie jest to ekstrawagancki wypad. Za kilka dni ruszą z ugandyjskiego Nabugongo do ruandyjskiego Kibeho. Nabugongo to miejsce, gdzie w roku 1886 zginęło męczeńską śmiercią (spalenie na stosie) 32 wyznawców Chrystusa. Kibeho, na południu Ruandy to coś w rodzaju naszej Częstochowy, sanktuarium Maryi Matki Słowa. Trasę kilkuset kilometrów przejdą pieszo, w formule pielgrzymki pokoju. Będą się modlić i ofiarować swoje trudy w intencji pokoju w Afryce. Ruanda jeszcze leczy rany po wojnie domowej między Hutu i Tutsi z 1994 r., Uganda wciąż targana jest napadami tzw. „Armii Bożego Oporu”, terrorystycznej organizacji siejącej śmierć także w Kongu i Sudanie.

W ubiegłym roku małżonkowie przeszli, także w intencji pokoju, całą Gruzję, a dwa lata temu Kubę, z Hawany do El Cobre (narodowe sanktuarium Kubańczyków).

Znamy różne organizacje, które dyskutują o pokoju, piszą rezolucje i ogłaszają deklaracje. To nieźle, ale myślę, że konkret, w postaci modlitwy i ofiarowania wysiłku jest niezastąpiony.

Jacek, już od trzech lat uczestniczy także w projekcie Nowa Droga i pokonał pieszo trzykrotnie drogę z Lublina do Zgorzelca, towarzysząc każdorazowo młodemu więźniowi.

W miarę możliwości można śledzić dzieło Darwiny i Jacka na ich stronie: http://naszewedrowanie.blogspot.com/ . Relacje z tej niezwykłej pielgrzymki pojawiają się również na falach Radia eR w Lublinie, tam też np. archiwalne nagrania z poprzednich peregrynacji (http://radioer.pl/informacje/2/25307/).

Wędrowanie, pielgrzymka, to coś na wskroś religijnego i chrześcijańskiego, od ryzykownego wyjścia Abrahama i Mojżesza, po wyprawę 12-letniego Jezusa do Jerozolimy. A jeszcze dodatkowo, błąka mi się po głowie ostrzeżenie Edka Stachury: „Ruszaj się Bruno, od stania w miejscu niejeden zginął już świat!”

Itinerarium

SZCZĘŚCIE SZÓSTEGO LIPCA 2015

Poniedziałek 6 lipca 2015

Zapytałem niedawno stewardessę na pokładzie samolotu dlaczego nie proponują pasażerom książek do kupienia albo poczytania. Panie rozwożą napoje, słodycze, kanapki (podłe), kolejny razem namawiają do kupna kosmetyków, biżuterii i jakichś gadżetów. Nawet poprosiłem, aby pani przekazała moją uwagę szefom. Zgodziła się, ale poradziła, żebym raczej kupił sobie prywatny samolot. Pani była zbyt młoda, żeby pamiętać, iż onegdaj nie było problemu – przynajmniej na długich trasach – z wypożyczeniem książki (kilka zawsze było), a normalną rzeczą była dostępność Biblii. Nie wiem jak teraz, ale w USA, w wielu hotelach i motelach zawsze w szafce znaleźć można było egzemplarz Biblii. Podróżując często i wiedząc jak jest, zabieram ze sobą zwykle 2-3 książki, dwa razy nawet stałem się lotną wypożyczalnią, bo jak odmówić w sytuacji kiedy sąsiad na ciasnym siedlisku pyta: „O, pan ma dwie książki, mógłbym jedną pożyczyć?”

Znajomej popsuła się pralka (być może była to lodówka, na pewno nie lokówka, nieważne), w tydzień po upływie gwarancji. I to popsuła się tak, że lepiej było już zakupić nową. Kupiłem swoją pralkę 18 lat temu (wtedy jeszcze nie były jednorazowe), nie żebym prał codziennie, ale chodzę w czystych rzeczach. Wysłużone mam  też buty trekkingowe, 12 letnie, łażę często i nie widzę powodu, aby je zmieniać.

To wszystko, co dziś piszę, ma związek z ostatnimi decyzjami Greków. Być może ich krok jest pierwszym w kierunku powrotu książek na samoloty i większej żywotności lodówek i butów. Powrotu do normalności.

W ogóle wiele rzeczy woła o normalność. Mówić dzień dobry do wszystkich z rana i faktycznie tak chcieć. Pogadać chwilkę z panią/panem przy kasie – to naprawdę nie są bezduszne komputery, tylko ludzie harujący ciężko za zwykle małe pieniądze. Przepuszczać pieszych na zebrach, my mamy klimę, ich pali żar słońca. Modlić się za przyjaciół (dłużej) i wrogów (krócej). I być najbardziej szczęśliwym w poniedziałki! Szóstego lipca przede wszystkim.

Itinerarium

KRÓTKA PETYCJA DO PANA JEZUSA

Kazanie na 14 Niedzielę Zwykłą 5 lipca 2015

Nie jesteśmy lepsi Panie Jezu, od Twoich ziomków z Nazaretu. Dziwiłeś się ich niedowiarstwu, naszemu już nie musisz. Tak, wątpimy, kwestionujemy, nawet się oburzamy na różne Twoje prawdy.

Tak, to prawda. Pamiętaj jednak, że staramy się Ciebie kochać. I to tylko weź pod uwagę.

LITURGIA SŁOWA

(Mk 6,1-6)
Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze; a wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry? I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

(Ez 2,2-5)
Wstąpił we mnie duch i postawił mnie na nogi; potem słuchałem Tego, który do mnie mówił. Powiedział mi: Synu człowieczy, posyłam cię do synów Izraela, do ludu buntowników, którzy Mi się sprzeciwili. Oni i przodkowie ich występowali przeciwko Mnie aż do dnia dzisiejszego. To ludzie o bezczelnych twarzach i zatwardziałych sercach; posyłam cię do nich, abyś im powiedział: Tak mówi Pan Bóg. A oni czy będą słuchać, czy też zaprzestaną – są bowiem ludem opornym – przecież będą wiedzieli, że prorok jest wśród nich.

(Ps 123,1-4)
REFREN: Do Ciebie, Boże, wznoszę moje oczy

Do Ciebie wznoszę oczy,
który mieszkasz w niebie.
Jak oczy sług są zwrócone
na ręce ich panów.

Jak oczy służebnicy
na ręce jej pani,
tak oczy nasze ku Panu, Bogu naszemu,
dopóki nie zmiłuje się nad nami.

Zmiłuj się nad nami, zmiłuj się, Panie,
bo mamy już dosyć pogardy.
Ponad miarę nasza dusza jest nasycona
szyderstwem zarozumialców i pogardą pysznych.

(2 Kor 12,7-10)
Aby zaś nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz /Pan/ mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Dlatego mam upodobanie w moich słabościach, w obelgach, w niedostatkach, w prześladowaniach, w uciskach z powodu Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.

(Łk 4,18)
Duch Pański spoczywa na Mnie, posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę.

 

Itinerarium

KOCHAM GREKÓW I JUŻ

Sobota 4 lipca 2015

 Biznes to biznes, a spółki w nim istnieją dopóki to się opłaca. Wydaje się, że na horyzoncie pojawia się koniec biznesu nazywanego Unią Europejską. Dumna nazwa „Unia” kompletnie nie pasuje do stanu faktycznego, czyli konsorcjum finansowego, w zasadzie niemiecko – francuskiego (z dodatkiem satelickich firm pod tytułem „Portugalia”, „Czechy” czy „Polska”).

Konsorcjum trzeszczy w szwach z powodu Grecji i trwają gorączkowe obliczenia jak by na tym nie stracić, a w zasadzie w tym momencie – jakby tu stracić jak najmniej, bo stracić trzeba. Historia znała już pomysły na związki międzynarodowe, jak dotąd wszystkie nieudane, że wspomnę Cesarstwo Rzymskie, Bizantyjskie, Imperium Brytyjskie, Osmańskie czy najbliższy nam (niestety) Związek Radziecki. Oczywiście możemy z nadzieją myśleć, że teraz to co innego, że nasza Unia to szczęśliwy, rodzinny pakt, w którym dba się o każdego. Nic z tego, biznes to biznes, tu nie ma solidarności i przebaczenia.

Bardzo lubię i szanuję Greków, najbardziej może tych nieco wcześniejszych, Platona, Arystotelesa, Sokratesa, Talesa z Miletu, Heraklita z Efezu i Pitagorasa z Samos (mój profesor od filozofii, zawsze przemycał w tej liście jeszcze gościa o imieniu Sedes z Ebonitu, ale tylko najmniej rozgarnięte koleżanki zapisywały go w notatkach). Nie powiem, dla ucha miłe zawsze były piosenki Demisa Roussosa. Nieco bliżej dane mi było poznać Kostka Joriadisa (grywał z lubelskim Bajmem) i Antymosa Apostolisa (kto jeszcze pamięta SBB?), mniej rajcuje mnie Eleni.

Co ciekawe, nawet jak Grecja wypadnie z biznesu pod tytułem Unia Europejska, to i tak będziemy mówić na całym świecie po grecku, jak to jest dotąd. Z greki pochodzą tak piękne słowa, jak choćby Europa, demokracja, poezja, muzyka, teologia, psychologia, filozofia, pedagogika, matematyka, fizyka, chemia.

Z greki pochodzą też pojęcia: chaos, kryzys, dramat i tragedia. Że też desygnatem tych pojęć jest teraz właśnie Grecja. No prawie komedia (też z greki)!

 

 

Itinerarium

WĄTPIĄCY W IMIENIU KAŻDEGO Z NAS

 

Piątek 3 lipca 2015

Mamy dziś małe święto wątpiących, dzień apostoła Tomasza. Dobry patron dla ludzi myślących i ostrzeżenie dla „bardzo wierzących”. Niedowiarek a święty, Tomasz, przypomina, że wątpliwości, wahania, pytania i szukanie, są drogą do świętości.

To bardzo powszechny  święty, wątpiący w imieniu każdego z nas.

Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: “Widzieliśmy Pana”. Ale on rzekł do nich: “Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę”.

A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz domu i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: “Pokój wam!” Następnie rzekł do Tomasza: “Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż ją do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym”. Tomasz Mu odpowiedział: “Pan mój i Bóg mój!” Powiedział mu Jezus: “Uwierzyłeś dlatego, ponieważ Mnie ujrzałeś. Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

(J 20)

 

Itinerarium

LUDZIE BEZ KOŚCIOŁÓW ŁASKA BOŻA

Czwartek 2 lipca 2015

Od zaprzyjaźnionego kubańskiego biskupa dowiedziałem się, że podczas wrześniowej pielgrzymki papież Franciszek spotka się w El Cobre (odpowiednik naszej Częstochowy) z „ludźmi bez kościołów” (gentes sin templos).

Po ponad 60 latach budowania komunizmu na Wyspie oraz konsekwentnej ateizacji, wiele świątyń popadło w ruinę, inne zostały zamienione na domy kultury bądź muzea. Od czasu wizyty Jana Pawła II (1998) Kubańczycy mogą już świętować Boże Narodzenie, otwarto kilkadziesiąt kościołów, funkcjonuje seminarium duchowne w Hawanie. Kubańczycy przyjmują chrzest, bierzmowanie, chętnie chodzą na mszę świętą. O ile mają gdzie.

Powiedziałem biskupowi, że mają szczęście. Ludzie bez kościołów! Wielka łaska i błogosławieństwo Boże. My wkrótce będziemy mieli kościoły bez ludzi. Taka różnica między wiarą na Kubie i w Polsce.

Itinerarium

RAZEM W PSALMIE 148

 

Środa 1 lipca 2015

Bardzo buczą i dwoją i troją się pszczoły, na lipach szczególnie teraz. A robią to ochotnie, radośnie i z wdziękiem.

A jest i radość mazurków, które wyprowadzają właśnie drugi lęg, śmiesznie i gwarnie teraz w ich dziuplach, i jakie zapotrzebowanie na ćmy, kąsek smakowity!

Łoszaki, już prawie miesięczne, brykają po łąkach ale zawsze niedaleko od matek klęp, zawsze nocą i wczesnym rankiem, potem dobra tradycja nakazuje drzemkę do wieczora.

Psalm 148 na żywo! Moje siostry, moi bracia, dołączajmy!

Alleluja.
Chwalcie Pana z niebios,
chwalcie Go na wysokościach!
Chwalcie Go, wszyscy Jego aniołowie,
chwalcie Go, wszystkie Jego zastępy!
Chwalcie Go, słońce i księżycu,
chwalcie Go, wszystkie gwiazdy świecące.
Chwalcie Go, nieba najwyższe
i wody, co są ponad niebem:
niech imię Pana wychwalają,
On bowiem nakazał i zostały stworzone
utwierdził je na zawsze, na wieki;
nadał im prawo, które nie przeminie
Chwalcie Pana z ziemi,
potwory i wszystkie morskie głębiny,
ogniu i gradzie, śniegu i mgło,
gwałtowny huraganie, co pełnisz Jego słowo,
góry i wszelkie pagórki,
drzewa rodzące owoc i wszystkie cedry,
dzikie zwierzęta i bydło wszelakie,
to, co się roi na ziemi, i ptactwo skrzydlate,

Itinerarium

JANIE LUB MARIO ALBO PÓŁ ROKU ZA NAMI

Wtorek 30 czerwca 2015

To mamy pół roku za sobą. Niby miary nic nie znaczą, jednak mamy jeszcze drugie pół, żeby przed Sylwestrem zaliczyć ten rok do udanych. Grunt to dobry plan. Nie traćcie czasu.

Pierwszą połowę zamknę nieco żartobliwie. Mojemu koledze, dziś już poważnemu proboszczowi, zdarzyła się w młodości śmieszna wpadka. Jako diakon jeszcze po raz pierwszy w życiu chrzcił dziecko. Był bardzo zestresowany. Trzymał już  w ręku naczynie z wodą, aby polać głowę niemowlaka, ministrant podsunął mu przed oczy kartkę z przykładową formułką, na której zapisane było: „Janie lub Mario ja ciebie chrzczę …”

I tenże wówczas diakon wyrzekł nad niemowlęciem płci żeńskiej:

– Janie lub Mario, ja ciebie chrzczę w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego …

Rodzice zamierzali nadać córeczce imię Krystyna, ale wyszło jak wyszło.

Jak najmniej pomyłek na nowe półrocze życzę, chyba, że zabawnych.

Itinerarium