SELFIE Z BOA NA SZYI

 

Kazanie na 16 Niedzielę Zwykłą

19 lipca 2015

Moglibyśmy spokojnie w Litanii do Wszystkich Świętych dodać trzy obecnie najbardziej modne polskie wezwania: „Święty Weekendzie”, „Święty Długi Weekendzie” i „Święty Urlopie”,  módlcie się za nami”.

Bardzo kochamy weekendy, jeszcze bardziej długie weekendy (oby były jeszcze dłuższe!), a najbardziej urlopy. Co ciekawe i smutne, coraz rzadziej odpoczywamy.

Mitrężymy czas, siły i pieniądze, aby w czasie urlopu zniszczyć sobie skórę (na plaży), podtruć żołądki egzotycznymi świństwami i jeszcze zaatakować znajomych setką selfie na wiadomym profilu – najlepszą jaką widziałem to moja znajoma owinięta boa, ale chyba akurat była nieaktywna (boa).

Bardzo złą rzeczą, wyrządzoną rodzinie, jest umrzeć w piątek przed weekendem, jeszcze gorzej pierwszego dnia długiego weekendu,  a już bez sensu jest  śmierć w czwartym dniu dwutygodniowego urlopu na Majorce. Bardzo proszę, umierajmy jakoś bardziej bezkolizyjnie, nie naruszając świętych czasów!

Ja oczywiście wiem, że nikogo nie odwiodę od plażowania nad ciepłym morzem na rzecz faktycznego odpoczynku pod gruszą w Wólce, nasłuchiwania wieczorem coraz bardziej aktywnych cykad czy podglądania jak młode bociany (głupiutkie jeszcze!) siadają na kominach albo lampach przyulicznych – jeszcze nie wiedzą, że Poważny Bocian to tylko na gnieździe albo na rogu stodoły winien kucać.

Trzy rzeczy wydają mi się godne uwagi, w sztuce odpoczywania. Człowiek odpoczywa, jeśli potrafi wreszcie pomyśleć i porozmawiać o rzeczach najważniejszych – o sensie życia, o miłości, o wierze i nadziei i o Bogu. Druga rzecz, najlepsze odpoczywanie jest to z ludźmi, bliskimi, kiedy na przykład przez trzy godziny jemy śniadanie i dusza otwiera się na oścież. I rzecz trzecia, trzeba mieć pięć książek i ze cztery płyty, do czytania i słuchania, żeby się dobrze duchowo pokrzepiać.

Wypocznijcie nieco, powtarzam za Panem Jezusem. Wypocznijcie, ale nie męczcie się na urlopach.

Liturgia słowa

(Mk 6,30-34)
Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

(Jr 23,1-6)
Pan mówi: Biada pasterzom, którzy prowadzą do zguby i rozpraszają owce mojego pastwiska. Dlatego to mówi Pan, Bóg Izraela, o pasterzach, którzy mają paść mój naród: Wy rozproszyliście moją trzodę, rozpędziliście i nie zatroszczyliście się o nią; oto Ja się zatroszczę o nieprawość waszych uczynków – wyrocznia Pana. Ja sam zbiorę resztę swego stada ze wszystkich krajów, do których je wypędziłem. Sprowadzę je na ich pastwisko, by miały coraz liczniejsze potomstwo. Ustanowię zaś nad nimi pasterzy, by je paśli; i nie będą się już więcej lękać ani trwożyć, ani trzeba będzie szukać którejkolwiek – wyrocznia Pana. Oto nadejdą dni – wyrocznia Pana – kiedy wzbudzę Dawidowi Odrośl sprawiedliwą. Będzie panował jako król, postępując roztropnie, i będzie wykonywał prawo i sprawiedliwość na ziemi. W jego dniach Juda dostąpi zbawienia, a Izrael będzie mieszkał bezpiecznie. To zaś będzie imię, którym go będą nazywać: Pan naszą sprawiedliwością.

(Ps 23,1-6)
REFREN: Pan mym pasterzem, nie brak mi niczego

Pan jest moim pasterzem,
niczego mi nie braknie.
Pozwala mi leżeć
na zielonych pastwiskach.

Prowadzi mnie nad wody gdzie mogę odpocząć,
orzeźwia moją duszę.
Wiedzie mnie po właściwych ścieżkach
przez wzgląd na swoją chwałę.

Chociażbym przechodził przez ciemną dolinę,
zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną.
Kij Twój i laska pasterska
są moją pociechą.

Stół dla mnie zastawiasz
na oczach mych wrogów.
Namaszczasz mi głowę olejkiem,
a kielich mój pełny po brzegi.

Dobroć i łaska pójdą w ślad za mną
przez wszystkie dni mego życia
zamieszkam w domu Pana
o najdłuższe czasy.

(Ef 2,13-18)
Teraz w Chrystusie Jezusie wy, którzy niegdyś byliście daleko, staliście się bliscy przez krew Chrystusa. On bowiem jest naszym pokojem. On, który obie części [ludzkości] uczynił jednością, bo zburzył rozdzielający je mur – wrogość. W swym ciele pozbawił On mocy Prawo przykazań, wyrażone w zarządzeniach, aby z dwóch [rodzajów ludzi] stworzyć w sobie jednego nowego człowieka, wprowadzając pokój, i [w ten sposób] jednych, jak i drugich znów pojednać z Bogiem w jednym Ciele przez krzyż, w sobie zadawszy śmierć wrogości. A przyszedłszy zwiastował pokój wam, którzyście daleko, i pokój tym, którzy blisko, bo przez Niego jedni i drudzy w jednym Duchu mamy przystęp do Ojca.

(J 10,27)
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je, a one idą za Mną.

 

Itinerarium

JAKO TAKO POLSKA SIĘ TRZYMA

Sobota 18 lipca 2015

 Karolina Kózkówna zginęła broniąc swojej godności przed rosyjskim żołnierzem. Stanisław Kostka samotnie, w iście survivalowym stylu pieszo przeszedł Alpy, z Wiednia do Rzymu. Marta Wołowska (z Lublina) zorganizowała na terenie klasztoru w Słonimiu tajne nauczanie, ukrywała też Żydów. Została rozstrzelana przez gestapo na Górze Pietralewickiej. Adela Mardosewicz (w zakonie Stella) wraz z 10 innymi nazaretankami oddają życie za aresztowanych mężczyzn w Nowogródku. Urszula Ledóchowska w Rosji, Finlandii, Szwecji na koniec w Polsce ratowała i edukowała polskie dziewczęta. Andrzej Świerad – ale to już może być legenda – jadał ponoć w Wielkim Poście jedynie jednego orzecha włoskiego dziennie. Jakub Strzemię założył pierwszy ośrodek dla bezdomnych we Lwowie.

Myślę, że w życiorysach polskich świętych i błogosławionych jest kopalnia tematów na znakomite scenariusze filmowe. Polskie kino tworzy gnioty żałosne, nie idźcie na „Hiszpankę” (rzekomo film o Powstaniu Wielkopolskim), „Miasto 44” też zdradza nie najwyższych lotów wyobraźnię twórców. Okrojone do absurdu nauczanie historii w szkołach prawie woła o tajne nauczanie.

Dzisiaj Polska ma małe święto, wspomnienie  świętego Szymona z Lipnicy – polecam w ramach wędrówek wakacyjnych odwiedzenie tej miejscowości, kilkanaście kilometrów od Tarnowa, jest tam pomnik świętego w centrum. Szymon, franciszkanin, zmarł w Krakowie pomagając chorym na dżumę, ponad pięćset lat temu. Był znakomitym kaznodzieją, promotorem kultu Najświętszego Sakramentu i miłości do Maryi. Wraz ze św. Janem z Dukli i błogosławionym Władysławem z Gielniowa zaliczany jest do grona franciszkańskiej  „świętej trojki”, w Polsce 15 i 16 wieku.

Może ta nasza Polska jeszcze jako tako się jeszcze trzyma dzięki orędownictwu naszych świętych i błogosławionych, szczerze przez nas zapomnianych.

Itinerarium

DŹWIĘKI I OBRAZY BUDZĄ SERCE

Piątek 17 lipca 2015

 Napisałem wczoraj, że trojaki impuls – w moim doświadczeniu – może obudzić nasze serce do jedności z Bogiem: słowo, obraz i dźwięk (ewentualnie jakieś ich połączenia). Przypomnę, że mam na myśli głębokie zjednoczenie z Nim, żywe i pełne, które może potem spowodować myślenie, jakąś formę poruszenia intelektu a także chęć wyrażenia owych myśli w słowach – dziękczynienie, pieśń, itd. Może, ale nie musi, najważniejsze jest to głębokie doświadczenie w sercu.

Trzy przestrzenie w odniesieniu do obrazów i dźwięków są dla mnie istotne – ludzie, przyroda i muzyka. Przy czym nie mam na myśli jakiejkolwiek formy muzykoterapii czy modnych dziś „muzyk relaksacyjnych” (szmer strumienia w tle z melancholijnym brzdąkaniem na cytrze).

Pamiętam dokładnie rok temu, jak pojawiły się zdjęcia samolotu zestrzelonego nad Ukrainą. Nie wiem jak, ale te zdjęcia i tragedia skryta za nimi, pobudziły bardzo żywo moje serce, była to forma milczącej solidarności. Inne sytuacje, które wywołują ten stan serca, kiedy pozwalam jakiemuś obrazowi, dźwiękowi osiąść głęboko w duszy, to na przykład twarze dzieci, zwłaszcza dotkniętych jakimś cierpieniem. Z tego, co w przyrodzie znajduję, to poranne śpiewy ptaków czy choćby odgłosy burzy. Myślę, że każdy obraz i każdy dźwięk może prowadzić do przebudzenia serca.

Jedna ważna uwaga, my – Europejczycy, Amerykanie – mamy zwyczaj napadać na rzeczywistość, od razu bierzemy aparaty, cykamy foty i wrzeszczymy:  „Wow! Widziałeś jakie piękne?” (przy czym oczywiście wszyscy widzą to samo). Nie pozwalamy, aby rzeczywistość – twarze ludzi, drzewa, ptaki, góry, rzeki – mogła się nam udzielić, przeniknąć nas, „wrazić się” w nasze serca i dusze. Kończę zachętą do pokornego słuchania, odczytywania tego co nas otacza. To może przeniknąć do naszych serc i dać głęboką wewnętrzną więź z Bogiem.DSC_0591mustafa3DSC_0255DSC_0266

  1. Zdjęcia własne autora.
Itinerarium

ŚPIĘ A SERCE CZUWA

Czwartek 16 lipca 2015

Chwilkę rozmawiałem wczoraj o modlitwie serca. To chyba ważne. W naszej części świata i Kościoła, dominuje modlitwa warg i rzadko uczy się modlitwy umysłu, a już bardzo rzadko modlitwy serca.

Modlitwa serca jest najgłębszą przestrzenią spotkania z Bogiem. Kiedy ona się rodzi w sercu, może potem stać się treścią myśli i może wyrazić się w słowach. Może, ale nie musi.

Odwołując się do swoich doświadczeń, myślę, że w sercu może znaleźć się trojaki impuls, rodzący życie Boże: słowo, obraz, dźwięk. Mogą inspirować pojedynczo, a czasem w jakichś połączeniach.

Dobrze jest, zaczynając drogę do modlitwy serca, wziąć werset psalmu, Ewangelii czy inne zdanie z Biblii. Najlepiej krótkie, coś w stylu tweeta. Na przykład: „Stańmy przed obliczem Jego z  uwielbieniem” (Ps 95) albo „Przenikasz i znasz mnie Panie” (Ps 139). Można powtarzać taki werset kilkanaście lub kilkadziesiąt razy, czekając aż to słowo osiądzie bardzo głęboko w sercu i rozbudzi je.

Impuls do obudzenia serca może także przyjść ze słowa zaczerpniętego z jakiegoś dzieła z Tradycji, szczerze polecam znakomite „tweety” Tomasza a Kempis („O naśladowaniu Chrystusa”) – na przykład: „Nie wstydź się służyć ludziom z miłości do Jezusa Chrystusa i uchodzić w życiu za biedaka. Nie polegaj na samym sobie, ale buduj swoją nadzieję na Bogu”.

Można także sięgać do rzeczywiście natchnionych poezji, np. „Przez wszystko do mnie przemawiałeś Panie/ Przez ciemność burzy, grom i przez świtanie/ Przez przyjacielską dłoń w zapasach z światem …” – Norwid jest akuratny bardzo. Nie wolno się tylko śpieszyć, potrzeba minimum kwadransa (15 minut),a by słowo mogło osiąść w sercu, zakorzenić się w nim i zjednoczyć z Bogiem.

W takim doświadczeniu nieważne są myśli i słowa. Ważny jest żar serca, przy czym nie mam na myśli jedynie uczuć, chociaż one zwykle się pojawiają.  To jest stan serca, który opisuje Pieśń nad Pieśniami: „Ja śpię, lecz serce me czuwa” (5,2).

Ps. Jutro napiszę o roli obrazu i dźwięku w rozbudzaniu serca.

 

 

Itinerarium

LEPSZA MARYCHA CZY DOPALACZE?

Środa 15 lipca 2015

Dopalacze na topie, temat na nudne wakacje jak w sam raz. Z konieczności śledzę dyskusje w tej kwestii, no i nie wytrzymuję, choć chciałbym pisać o czym innym.

Gazeta Wyborcza piórem Ewy Siedleckiej (z wczoraj, s. 4) sypnęła tuzinem zadziwiających rad i proroctw odnośnie dopalaczy. Teza zasadnicza autorki została wyłożona w tytule: „Zalegalizujmy posiadanie”. Dla poparcia tezy idą uzasadnienia. Na przykład: „Ludzkość odurzała się od zarania i będzie to robić po swój kres”. Nie znam żadnych przekonujących badań lub świadectw, które potwierdzałyby ten bon mot, nie wiemy jak było „u zarania” ludzkości ani jak będzie u jej kresu. W ogóle zdania typu, że  „Ludzkość” czy „Cały świat” coś tam robią (nie robią), są łatwo falsyfikowalne i nie mają żadnego logicznego sensu. Co nie musi sprawiać, że takich zdań nie będzie się używać, zwłaszcza jak chce się dowieść jakiejś tezy. Zwrot „będzie to robić po swój kres” należy do kategorii proroctw, a z tymi zalecałbym ostrożność.

Następna rewelacja: „Kardynalną zasadą nowoczesnej polityki narkotykowej jest redukcja szkód. Pierwsza zasada to nie kryminalizować konsumpcji.” Rozróżnienie zasad na „kardynalną” i „pierwszą” jest  wątpliwe, ale to najmniejsza wada w argumencie dziennikarki. Gorzej jest z „polityką narkotykową”, bo pojęcie to od razu zdaje się sugerować, że w kwestii narkotyków potrzebna jest tylko jakaś „polityka”, a samo ich branie to normalka. „Polityka narkotykowa” to pomysł tzw. Polskiej Sieci Polityki Narkotykowej, inicjatywy różnych środowisk, w jej Radzie Programowej znajdziemy dziennikarzy Gazety Wyborczej. Inicjatywa zasługuje raczej na bardziej oczywiste miano, dajmy na to Instytut Propagowania Narkotyków. A „nowoczesna polityka narkotykowa”? – wiadomo awangarda zwiększa siłę rażenia, nowoczesne to zupełnie co innego niż stare. Przy czym upierałbym się, że większą wartość ma to co mądre i sensowne niźli tylko nowoczesne. I dalej, że w tejże polityce kardynalną zasadą jest „redukcja szkód”. Będę obstawał, że bardziej nam potrzeba „polityki antynarkotykowej”, której jedną z zasad winno być eliminowanie przyczyn. Porządny lekarz nie tyle zbija temperaturę (leczenie objawów) co próbuje usunąć źródło infekcji.

I puenta pani redaktor, wręcz perełka: „Jedyną sensowną reakcją na plagę dopalaczy jest dekryminalizacja posiadania wszelkich substancji odurzających na własny użytek. Zdrowiej jest zapalić skręta poczciwej starej marychy, niż wziąć dopalacz.” To nie tak. Wcale nie jest to „jedyna sensowna reakcja”, ponieważ mamy państwo, setki i dziesiątki tysięcy urzędników i funkcjonariuszy, i jeśliby ich obudzić i popędzić do roboty, problem – zarówno dopalaczy jak i narkotyków – można byłoby istotnie zminimalizować. Ponadto, o co wołam od lat, niezbędna i pilna jest potężna zmiana systemu edukacji oraz wreszcie wychowywanie dzieci i młodzieży.

„Zdrowiej jest zapalić skręta poczciwej starej marychy, niż wziąć dopalacz”, twierdzi autorka. Poprowadziłem w życiu kilkanaście pogrzebów dziewczyn i chłopaków, którzy zaczynali od tego zalecanego przez panią Siedlecką skręta marychy. Kto ma w tej sprawie wątpliwości, niech zapyta matki i ojców, odwiedzających groby swoich dzieci, po przedawkowaniu.

Trzynaście lat temu, ówczesny minister finansów, Marek Belka, publicznie (zresztą też na łamach GW) oświadczył, że nie miałby nic przeciwko legalizacji handlu miękkimi narkotykami, o ile byłby opodatkowany, dodając jeszcze niebanalny argument – „Zawsze, gdy czuję zapach pieniędzy, reaguję pozytywnie”. Oprotestowałem tę wypowiedź pana Belki, wycofał się i przeprosił, dodał, że „nie przemyślał swojej opinii”.

Artykuł pani Siedleckiej kończy się wezwaniem: „Zamiast prężyć muskuły, władza powinna zacząć myśleć.” Bingo! Jak dowiodłem wyżej, władza czasem coś przemyśli (vide Belka). Zachęta do myślenia dotyczyć winna nie tylko władzy, dziennikarzy jak najbardziej także.

 

 

 

Itinerarium

TELEWIZJA KONA

Wtorek 14 lipca 2015

Chwilę w tematach polskich jeszcze. Pan prezes TVP zdziwił się ostatnio i oprotestował, że na rok 2016 dostanie mniej pieniędzy niż w obecnym roku, pieniędzy z abonamentu, na który co niektórzy z nas się składają (mniej więcej co 7 Polak płaci). TVP ogólnopolska dostanie tylko 335 mln złotych dotacji, a chciałaby przynajmniej 380 mln. I pan prezes TVP przeciw temu protestuje.

A ja się dziwię, że pan prezes Polskiej Telewizji się dziwi. Dobrze, że pieniądze odebrane Telewizji Ogólnopolskiej wspomogą Telewizje Regionalne (m.in. w Lublinie). Regionalne telewizje robią ważne i sensowne programy, czasem po małych kosztach.

Telewizje Ogólnopolskie, niestety (zwłaszcza program 1 i 2), są infantylne a twórcy ich programów myślą, że Polacy to naród, który nic nie chce wiedzieć i rozumieć, a jedynie być łechtanym rozrywką dla ćwierćinteligentów.

Pan prezes TVP powinien się cieszyć, że nie płaci telewidzom odszkodowań za coraz bardziej szkodliwe programy, o których można powiedzieć tylko, że „są kolorowe i coś się w nich rusza”.

Jedyny, marny trochę, pożytek, że dziś TVP Sport pokaże jak mistrzowie Polski w futbolu (Lech z Poznania) zagrają w Sarajewie (z FK) w eliminacjach Ligi Mistrzów, początek o 20:55 J

Itinerarium

ZESPÓŁ DO KONTAKTU Z RZECZYWISTOSCIĄ

Poniedziałek 13 lipca 2015

Miałem okazję poznać (i nawet porozmawiać z nim) ojca Romana, prawosławnego rosyjskiego duchownego, pracującego na stanowisku wiceprzewodniczącego Komisji ds. Kontaktów ze Społeczeństwem, funkcjonującej przy Patriarchacie Moskiewskim. Stanowisko nawet mi się spodobało, bo warto by Kościół (nie tylko Prawosławny) miał jakiś kontakt ze społeczeństwem, a nawet nie „jakiś” tylko dobry.

Na wszelki wypadek sprawdziłem czy przy tymże Patriarchacie funkcjonuje Wydział ds. Kontaktów z Panem Bogiem. Nie ma. Widocznie ta kwestia jest oczywista, przynajmniej u prawosławnych.

Przygotowując dzisiejszy wpis dokładnie przejrzałem istniejące w naszym Sejmie i Senacie wszystkie komisje i zespoły. I zauważyłem poważny brak. Przeglądnąłem również stan ministerstw i urzędów centralnych, znowu poważny brak! W Sejmie zwróciły moją uwagę Zespoły ds. Chorób Rzadkich, ds. Promocji Badmintona, ds. Wędkarstwa, ds. Pastowanio Ślonskij Godki oraz Wspierania Języka Esperanto. Te nadzwyczaj pilne, bolące problemy trzeba rozwiązywać w Sejmie, i to skutecznie, bo jak nie to kraj nasz czeka gorzki los!

Czego brakuje w naszych władzach? Brakuje Komisji ds. Kontaktów z Rzeczywistością lub choćby pełnomocnika do Od Tego Jak Jest (rzeczywistość). Bardzo przepraszam moich znajomych ze Sfer Władzy, znam wśród nich ludzi bardzo sensownych. Niemniej, mam wrażenie, że większość naszych przedstawicieli Władz dotknęła wcale nie rzadka choroba Odklejenia od Rzeczywistości.

Co w Rzeczywistości Polskiej jest ważne? Już Sienkiewicz w „Potopie” słusznie perorował, że w każdym kraju najważniejszy jest żołnierz i chłop. Żołnierz, aby kraj obronić, chłop, żeby wyżywić. Resztę da się nadrobić. Dalej, człowiek powinien być wykształcony (Staszic tak podpowiadał), powinien mieć dobrego lekarza i sprawiedliwego sędziego. Rozpad edukacji, tragikomedia w służbie zdrowia, skandaliczny stan wymiaru sprawiedliwości (skazywanie niewinnych, chorych psychicznie), niepewny los rolnictwa i erozja armii, każą mi mniemać iż Zespoły ds. Kontaktów z Rzeczywistością pilnie Polsce są konieczne.

Póki co, do wyborów jeszcze trochę, przypomnę – w ramach nieustannego styku z Rzeczywistością – że trzeba szanować chleb, zbierać jagody w lesie, być gotowym na śmierć zawsze, kochać Boga i ludzi całym sercem. No i nie szukać szczęścia kiedyś tam, ale w poniedziałek 13 lipca.

 

 

Itinerarium

I DO ROBOTY PO KAZANIU

 

Kazanie na 15 Niedzielę Zwykłą

12 lipca 2015

 Tamci – Dwunastu i inni – poszli. Dzięki nim uwierzyli kolejni, po nich jeszcze inni. I tak w łańcuchu żywej wiary i my otrzymaliśmy wiarę. Wiary się nie wymyśla, nie tworzy i nie kupuje. Otrzymuje się ją od innych, rodziców, dziadków, przyjaciół, może i od księży czy papieża.

Zanieście swoją wiarę, nie żeby zaraz na koniec świata. Nieście ją do drzwi obok albo piętro wyżej. Może do szpitala, hospicjum albo więzienia. Może na wieś, gdzie są twoi krewni. Może do domu opieki.

Nieście swoją wiarę. Koniec kazania. Do roboty.

 

Liturgia słowa

 

(Mk 6,7-13)
Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi i przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien. I mówił do nich: Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

(Am 7,12-15)
Amazjasz, kapłan w Betel, rzekł do Amosa: Widzący, idź, uciekaj sobie do ziemi Judy! I tam jedz chleb, i tam prorokuj! A w Betel więcej nie prorokuj, bo jest ono królewską świątynią i królewską budowlą. I odpowiedział Amos Amazjaszowi: Nie jestem ja prorokiem ani nie jestem uczniem proroków, gdyż jestem pasterzem i tym, który nacina sykomory. Od trzody bowiem wziął mnie Pan i rzekł do mnie Pan: Idź, prorokuj do narodu mego, izraelskiego!

(Ps 85,9-14)
REFREN: Okaż swą łaskę i daj nam zbawienie

Będę słuchał tego, co mówi Pan Bóg:
oto ogłasza pokój ludowi i świętym swoim.
Zaprawdę bliskie jest Jego zbawienie
dla tych, którzy się Go Boją,
i chwała zamieszka w naszej ziemi.

Spotkają się ze sobą łaska i wierność,
ucałują się sprawiedliwość i pokój.
Wierność z ziemi wyrośnie,
a sprawiedliwość spojrzy z nieba.

Pan sam obdarzy szczęściem,
a nasza ziemia wyda swój owoc.
Przed Nim będzie kroczyć sprawiedliwość,
a śladami Jego kroków zbawienie.

(Ef 1,3-14)
Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego Jezusa Chrystusa; który napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich – w Chrystusie. W Nim bowiem wybrał nas przez założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów przez Jezusa Chrystusa, według postanowienia swej woli, ku chwale majestatu swej łaski, którą obdarzył nas w Umiłowanym. W Nim mamy odkupienie przez Jego krew – odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski. Szczodrze ją na nas wylał w postaci wszelkiej mądrości i zrozumienia, przez to, że nam oznajmił tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi. W Nim dostąpiliśmy udziału my również, z góry przeznaczeni zamiarem Tego, który dokonuje wszystkiego zgodnie z zamysłem swej woli po to, byśmy istnieli ku chwale Jego majestatu – my, którzyśmy już przedtem nadzieję złożyli w Chrystusie. W Nim także i wy usłyszeliście słowo prawdy, Dobrą Nowinę o waszym zbawieniu. W Nim również uwierzyliście i zostaliście opatrzeni pieczęcią Ducha Świętego, który był obiecany. On jest zadatkiem naszego dziedzictwa w oczekiwaniu na odkupienie, które nas uczyni własnością [Boga], ku chwale Jego majestatu.

(Ef 1,17-18)
Niech Ojciec naszego Pana Jezusa Chrystusa, przeniknie nasze serca swoim światłem, abyśmy wiedzieli, czym jest nadzieja naszego powołania.

 

Itinerarium

JEZUS THE BEST OF

Sobota 11 lipca 2015

Tak  mniej więcej może wyglądać 10 najlepszych zagrań Jezusa z Nazaretu. Składanka bez jakiegoś szczególnego zamysłu, ot, życie Człowieka.

  1. Jezus spojrzał z miłością na niego.
  2. Jezus podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę, tak iż gorączka ją opuściła.
  3. Jezus biorąc dzieci w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.
  4. Jezus położył ręce na jego oczy. I przejrzał wtedy niewidomy zupełnie i został uzdrowiony; wszystko widział teraz jasno i wyraźnie.
  5. Jezus chodził po całym kraju, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.
  6. Jezus spał w tyle łodzi na wezgłowiu.
  7. Jezus wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli przed nimi; także dwie ryby rozdzielił między wszystkich.Jedli wszyscy do sytości i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć tysięcy mężczyzn.
  8. Jezus wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie,i nie pozwolił, żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez świątynię.
  9. O godzinie dziewiątej Jezus zawołał donośnym głosem: «Eloi, Eloi, lema sabachthani», to znaczy: Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił? Niektórzy ze stojących obok, słysząc to, mówili: «Patrz, woła Eliasza».Ktoś pobiegł i napełniwszy gąbkę octem, włożył na trzcinę i dawał Mu pić, mówiąc: «Poczekajcie, zobaczymy, czy przyjdzie Eliasz, żeby Go zdjąć [z krzyża]». Lecz Jezus zawołał donośnym głosem i oddał ducha.
  10. Po swym zmartwychwstaniu, wczesnym rankiem w pierwszy dzień tygodnia, Jezus ukazał się najpierw Marii Magdalenie, z której wyrzucił siedem złych duchów. Ona poszła i oznajmiła to tym, którzy byli z Nim, pogrążonym w smutku i płaczącym. Ci jednak słysząc, że żyje i że ona Go widziała, nie chcieli wierzyć.
    Potem ukazał się w innej postaci dwom z nich na drodze, gdy szli do wsi. Oni powrócili i oznajmili pozostałym. Lecz im też nie uwierzyli.
    W końcu ukazał się samym Jedenastu, gdy siedzieli za stołem, i wyrzucał im brak wiary i upór, że nie wierzyli tym, którzy widzieli Go zmartwychwstałego.

Wszystko zanotował św. Marek, a ja przypominam ku swojej i – mam nadzieję – Waszej radości.

Itinerarium

PO JAPOŃSKU TO NIE BYŁO NA PEWNO

Piątek 10 lipca 2015

Nie wiem czy dzisiejszym wpisem bardziej narażę się dominikanom czy paniom. Zobaczymy.

Zaprzyjaźniony dominikanin, Polak spod Krakowa, poleciał do Japonii, do pracy duszpasterskiej. Chcąc czym prędzej skutecznie ewangelizować zaczął uczyć się języka u wprawnej spikerki. Pani, po każdej lekcji (opłaconej, rzecz jasna), komplementowała ojca i mówiła, że robi niesamowite postępy. Po miesiącu zdecydował się powiedzieć kazanie po japońsku. Nie mówił długo, jakieś 10 minut. Po mszy do zakrystii zajrzała nauczycielka, z wielkim uśmiechem na twarzy. Kaznodzieja nie omieszkał zapytać, jak się jej podobało kazanie.

– No nie wiem, nie wiem – krygowała się pani z Kraju Kwitnącej Wiśni.

– No niech pani powie, szczerze – naciskał misjonarz.

– No … pewnie dobrze, pewnie dobrze, tylko ja nic nie zrozumiałam …

– Jak to, przecież mówiłem po japońsku! – jęknął Polak.

– O nie! Po japońsku to na pewno ojciec dziś nie mówił! – z całkowitą pewnością rzekła pani nauczycielka.

Historia ta przypomniała mi się w związku z zakończoną niedawno imprezą sportową pod nazwą „FIFA Women’s World Cup 2015” (co można przetłumaczyć jako „Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej Kobiet”). Podzielę się kilkoma uwagami na temat tejże imprezy (wygranej przez USA), oglądnąłem we fragmentach kilka pojedynków. Rzecz pierwsza, panie kopiące piłkę są bardziej agresywne niźli panowie. Da się to dość prosto wytłumaczyć. Jedenaście pań, już dorosłych, przez 90 minut i jeszcze na dodatek na oczach tysięcy widzów, zmuszonych jest do biegania w takich samych koszulkach, takich samych spodenkach, takich samych butach i getrach! I żadna nie ma makijażu! No, wyobraźmy sobie jak 11 pań, tak samo ubranych spotyka się na jednym balu, no jak się one mogą czuć?

Komentatorzy telewizyjni wspomnianej imprezy starali się stworzyć nowy język dla opisu zmagań kobiet. I stąd słyszałem jak bramkarka (albo golpikerka), podaje do środkowej obrończyni, ta głową obsługuje lewą skrzydłową i wreszcie napastniczka strzela obok siatki, metrów pięć na przykład. Zawody rozstrzyga sędziarka, kibicki drą gardła na trybunach, pomocniczki są czasem spalone – wiecie jak często Word podkreśla mi tu co rusz na czerwono? Nie czepiam się tylko libero, bo i on i ona to libero (specjalna funkcja w teamie). Kapitanka zespołu też brzmi średnio jak i faularka (pani, która popełnia faule).

Bardzo nieładnie wyglądały sytuacje, kiedy panie przyjmowały piłkę na głowę. Niby taka piękna czupryna, upięta pieczołowicie, a tu bach, piła uderza i cacko na głowie rozwalone! Sytuacje sporne trwały o wiele dłużej niż w przypadku panów, co jednak jest zrozumiałe, kiedy panie argumentowały na korzyść swoich drużyn.

Piszę to wszystko, bo jedna z moich koleżanek, umiarkowana feministka, zapytała mnie co myślę o „Mistrzostwach Świata w Piłce Nożnej Kobiet”. Wtedy przypomniałem sobie japońską nauczycielkę i odrzekłem:

– No ładnie, ładnie. Ale piłka nożna to na pewno nie była!

PS. Przy okazji dorzucam swoją mądrą opinię do kwestii rozwoju futbolu i postulatu, żeby mecze „reprezentacji narodowych” odbywać w składzie mieszanym (panie i panowie), bo co to za „reprezentacja narodowa”, jak kopią same chłopy? A panie, to co, nie naród? (i vice versa). Powstaje dylemat, jak zachować parytety, bo uczestników gry może być na boisku 11, czyli nijak nie da się by było fifty-fifty. Chyba, że – i to mój pomysł – będziemy koniecznie wprowadzać nieparzystą liczbę zmian. Tzn. maksymalnie dozwolone są 3 zmiany, więc 11 + 3 = 14 i mamy fifty-fifty, tak samo w przypadku jednej zmiany, 11+ 1 = 12 i spoko. Nie wolno byłoby w celu zachowania parytetu zmieniać 2 osób, bo 11+2 = 13 i klapa.

Zobaczycie, że kiedyś tak będzie!

Itinerarium