DLACZEGO DZIECI NIE RODZĄ SIĘ W PORTFELU?

Środa 29 lipca 2015

Od kilku lat śledzę poczynania naszych władz  (nieskuteczne) na rzecz zmniejszenia ujemnego przyrostu naturalnego. A jak się to uda, to może nawet coś będzie się robiło na rzecz zwiększenia owego przyrostu. W skrócie, co należy zrobić, aby Polaków nie ubywało, ale przybywało. I to co robią władze przypomina dawną rosyjską maksymę – i śmieszno i grustno, czyli i śmiesznie i smutno.

Polityka naszych władz w sprawie przyrostu naturalnego to próba wielkiego przekupstwa (a to chyba powinno być karalne, hm?). System becikowego, ulg, dopłat, odliczeń i zasiłków, to pieniądze wpychane Polakom w celu skłonienia ich do posiadania większej liczby dzieci. Czyli tak: my wam dajemy większą kasę, a wy za to dajcie dzieci. Przy czym, idę o zakład, że w momencie uzyskania zadowalającego poziomu przyrostu, wszystkie becikowe, ulgi i odliczenia, szlag trafi, tzn. zostaną cofnięte przez odpowiednie ustawy i rozporządzenia.

System zachęt i apanaży finansowych jako tako funkcjonuje przy produkcji roślinnej i zwierzęcej. Odpowiednie dodatki i dofinansowania mogą spowodować szybki przyrost – na przykład – upraw kukurydzy (w przypadku  wzrostu popytu na chrupki) lub pogłowia owiec (w przypadku zwiększonego popytu na baraninę). Czemu to nie działa na przyrost naturalny Polaków?

W wyobrażeniach decydentów dzieci rodzą się z portfela lub konta bankowego. Polacy i Polki patrzą w portfel lub na stan konta i już wiedzą, że będą mieli jedno, dwoje albo czworo dzieci. A tu lipa! Ci którzy akurat mają sporo w kieszeniach lub bankach, niekoniecznie mają dzieci w ogóle lub więcej niż dwoje (pożądany na dziś model). Czemu w stanie wojennym mieliśmy, pomimo braku mleka w proszku dla dzieci i czekolady, wysoki przyrost?

Dzieci nie rodzą się z portfeli i kont bankowych. Życie rodzi się tam, gdzie jest wiara, nadzieja i miłość. A w przypadku tych trzech nie działa zasada przekupstwa. Ludzie potrzebują sensu życia, wiary w przyszłość i szczęścia, przynajmniej nadziei na szczęście. I nie da się tego kupić za pieniądze.

 

Itinerarium

NIC TAK NIE ZACHWYCA JAK TAŃCZĄCA ZAKONNICA

Wtorek 28 lipca 2015

Niedawno nad jednym z jezior na Lubelszczyźnie odbywała się kilkudniowa ewangelizacja, w zamyśle nowa. Ponad setka kapłanów, kleryków, sióstr zakonnych i świeckich w oryginalny sposób próbowała dotrzeć do zażywających wypoczynku nad wodą.

Informację o tym pomyśle znalazłem w serwisie Katolickiej Agencji Informacyjnej, więc mam prawo przypuszczać, że relacja jest wierna. Cztery cytaty:

Nie zabrakło ewangelizacyjnego tańca dla plażowiczów, który wzbudził ich zainteresowanie, bo mówiąc żartobliwie: „Nic tak ludzi nie zachwyca jak tańcząca zakonnica”. A siostry tańczyły z klasą.

Zwiastuni Dobrej Nowiny dali z siebie wszystko. Ich pomysłowość nie miała granic. Wejście całej grupy na plażę poprzedził kilkakrotny przejazd samochodu z rozradowaną zakonnicą na dachu, trzymającą w ręku wodną deskę ratowniczą.

Tradycyjnie odtańczono taniec belgijski razem z chętnymi plażowiczami: „Zamiast leżeć na ręczniku, chodź zatańczyć przy kleryku”.

Ewangelizowano nawet w wodzie, gdyż siostry nie wahały się zamoczyć swoich habitów dla głoszenia miłości Boga. Wiele osób podpływało do sióstr na swoich materacach i słuchało ich świadectw.

Również niedawno rozmawiałem z siostrą zakonną, dojrzałą w powołaniu, bo prawie już 40 lat w klasztorze. Siostra w swoim brewiarzu nosi karteczkę z zapisem pewnej ankiety, w której świeccy (młodzi) wyliczali czego oczekiwaliby od sióstr zakonnych. I są tam na początku dwie sprawy.

Pierwsza: Żeby siostry miały mocne kolana, tzn., żeby się dużo modliły i uczyły nas jak się modlić do Boga.

Druga: Żeby siostry miały mocne ręce, tzn., żeby służyły ludziom i nas uczyły jak służyć ludziom.

No ale ta siostra ma duże doświadczenie zakonne, a ja, piszący te słowa,  też już nie jestem bardzo młodym księdzem.

 

Itinerarium

ŁÓDECZKI OD DIABŁA

Poniedziałek 27 lipca 2015

Coś mnie naszło na poniedziałki z diabłem, ale kto wie czy to nie jest jego ulubiony dzień (patrz wpis z 20.07.2015). Dziś parę zdań o łódeczkach szatańskich.

Mamy coś zrobić, dobrego i ważnego. Jest plan i kierunek działania. I już, już to byśmy zrobili. Ale oto podpływa łódeczka z komputerem i nową grą. Tamto ważne poczeka, teraz pogramy, raz, dwa a nawet trzy, a jak nie to i cztery aż prawie wygramy.

Mamy coś zrobić, dobrego i ważnego. Jest plan i kierunek działania. I już, już to byśmy zrobili. Ale oto podpływa łódeczka z łóżeczkiem. Tamto ważne poczeka, teraz jeszcze pośpimy pół godzinki dłużej, a jak są wakacje i urlopy, to i godzinkę. Średnio człowiek w Polsce przesypia prawie 25 lat życia, a wystarczyłoby mu 18 lat, te 7 lat różnicy to sukces diabła, który jak wiadomo kradnie nam czas.

Mamy coś zrobić, dobrego i ważnego. Jest plan i kierunek działania. I już, już to byśmy zrobili. Ale oto podpływa łódeczka ze stoliczkiem i kawą. Pogadajmy jeszcze, wszak o Hani i Kaziu jeszcze nie mówiliśmy. Języki pracują jak turbiny, czas tak miło płynie.

Nie ściemniam, nawet nauka ostrzega przed prokrastynacją. Prościej mówiąc, diabeł wciąż podstawia nam łódeczki, abyśmy gdzieś tam odpłynęli. Od spraw dobrych, ważnych, mądrych i pięknych. Żebyśmy odpłynęli od prawdy i miłości i od Boga.

Piszę to jednak w poniedziałek, więc nabrać się w tym tygodniu nie damy. Najlepszy tydzień przed nami!

 

Itinerarium

BIADOLĄ I GADAJĄ A GŁÓD NA ŚWIECIE

kazanie na 17 Niedzielę Zwykłą 26 lipca 2015

Większa część bohaterów dzisiejszych czytań – apostołowie Filip i Andrzej oraz człowiek z Baal – Szalisza (pierwsze czytanie) – idealnie nadawałaby się do FAO (Food and Agriculture Organization), agendy ONZ ds. zwalczania głodu na świecie i podnoszenia poziomu wyżywienia. FAO, organizuje konferencje, zjazdy, sympozja, narady i liczne dyskusje. Od blisko 70 lat (jubileusz w tym roku) nie może pokonać głodu na świecie, pomimo, że żywności jest aż za dużo.

Biblijni fachowcy tak dowodzili:

Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza  przynosząc dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku i rzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi?

Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać.

Andrzej: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?

I tak by dyskutowali, zrzędzili, debatowali aż ludzie pomarliby z głodu. Jezus (a przed Nim Elizeusz), zaś zabrał się do roboty: „wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał”. I wiemy, że jeszcze zebrano 12 koszów okruszyn.

Nie ma co biadolić nad złym stanem świata. Sam zacznij rozdawać chleb, ryby, inne rzeczy. Zobaczysz, damy radę!

Liturgia słowa

(J 6,1-15)
Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą do Niego, rzekł do Filipa: Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili? A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu? Jezus zatem rzekł: Każcie ludziom usiąść! A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło. Zebrali więc, i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

 

(2 Krl 4,42-44)
Pewien człowiek przyszedł z Baal-Szalisza, przynosząc mężowi Bożemu chleba z pierwocin, dwadzieścia chlebów jęczmiennych i świeżego zboża w worku. On zaś rozkazał: Podaj ludziom i niech jedzą! Lecz sługa jego odrzekł: Jakże to rozdzielę między stu ludzi? A on odpowiedział: Podaj ludziom i niech jedzą, bo tak mówi Pan: Nasycą się i pozostawią resztki. Położył więc to przed nimi, a ci jedli i pozostawili resztki – według słowa Pańskiego.

(Ps 145,10-11.15-18)
REFREN: Otwierasz rękę, karmisz nas do syta

Niech Cię wielbią, Panie, wszystkie Twoje dzieła
i niech Cię błogosławią Twoi święci.
Niech mówią o chwale Twojego królestwa
i niech głoszą Twoją potęgę.

Oczy wszystkich zwracają się ku Tobie,
a Ty karmisz ich we właściwym czasie.
Ty otwierasz swą rękę
i karmisz do syta wszystko, co żyje.

Pan jest sprawiedliwy na wszystkich swych drogach
i łaskawy we wszystkich swoich dziełach.
Pan jest blisko wszystkich, którzy Go wzywają,
wszystkich wzywających Go szczerze.

(Ef 4,1-6)
Zachęcam was ja, więzień w Panu, abyście postępowali w sposób godny powołania, jakim zostaliście wezwani, z całą pokorą i cichością, z cierpliwością, znosząc siebie nawzajem w miłości. Usiłujcie zachować jedność Ducha dzięki więzi, jaką jest pokój. Jedno jest Ciało i jeden Duch, bo też zostaliście wezwani do jednej nadziei, jaką daje wasze powołanie. Jeden jest Pan, jedna wiara, jeden chrzest. Jeden jest Bóg i Ojciec wszystkich, który [jest i działa] ponad wszystkimi, przez wszystkich i we wszystkich.

(Łk 7,16)
Wielki prorok powstał między nami, i Bóg nawiedził lud swój.

 

Itinerarium

MOBILKI DO MODLITWY

Sobota 25 lipca 2015  Św. Krzysztofa Patrona Kierowców

 Jechałem z kolegą (jako pasażer) w dużym mieście, skręciliśmy w jakąś uliczkę pod górę i po stu metrach zatrzymuje nas patrol policji. Jeden z mundurowych podszedł do auta, przedstawił się i powiedział:

– Wjechał pan pod prąd! Dwa dni temu zmieniono tu organizację ruchu i teraz jest to droga jednokierunkowa. Ponieważ kierowcy jeżdżą na pamięć, prosimy zawrócić i ewentualnie wziąć następną uliczkę w prawo. Przepraszamy za zmiany. Życzymy miłego wieczoru.

Nie zmyślam, nie bujam. Tak było. W Monachium, dodam dla jasności obrazu. Tylko proszę nie pisać w komentarzach jak to jest w Polsce, wiem dobrze. Gwoli wyjaśnienia, w Niemczech stan budżetu jest w miarę dobry. My jesteśmy wciąż na dorobku. I o ile tam policja dba o bezpieczeństwo, u nas włączona jest w system fiskalny i musi wspomagać kiepską kasę państwa. Wczoraj sejm klepnął pomysł, że wysokość mandatów wzrośnie drastycznie, nawet do 1500 zł i będzie obliczana procentowo od tzw. średniej krajowej, czyli dziś ok. 3 800 zł. I załóżmy teraz, że mój kolega, który zarabia 1400 zł (miesięcznie), pojedzie – zestresowany niskimi zarobkami – za szybko i dostanie karę 1500 zł. Miesiąc w plecy i jeszcze konieczność pożyczki u teściowej. Zgroza!

Tak więc nie oczekujmy większego zaangażowania policji na rzecz bezpieczeństwa na drogach, policja musi cerować (o ile nie łatać) budżet. Kilka lat temu jeden z komendantów (powiatowych) wyrobił miesięczną normę, bo 31 sierpnia wlepił mandat małżonce (za jej zgodą), za przechodzenie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym. Wszyscy byli zadowoleni, komendant uniknął bury z góry, budżet zwyżkował, a małżonka poprosiła męża o inną formę rekompensaty, z której też radość miała. Siostry i bracia, Polacy, „mobilki”, ratujmy polski budżet, wszyscy wszak kochamy Polskę.

Proszę mi nie zarzucać, że nie piszę dziś o Panu Bogu. A jakże! Piszę, piszę! Zawsze przed jazdą komunikuję się ze św. Krzysztofem, patronem kierowców oraz ze św. Judą Tadeuszem patronem osób mających problemy finansowe. Święty Krzysztofie, który dziś akurat świętujesz (25 lipca) i św. Judo Tadeuszu, gorąco Was proszę, bardzo gorąco, bo idą podwyżki …

Itinerarium

TAK DLA MOICH SIÓSTR I BRACI Z AFRYKI

Piątek 24 lipca 2015

W ubiegłym roku 732 osoby (głównie z terenów dawnego Związku Radzieckiego) uzyskały w Polsce perspektywę azylu. To sytuuje nas nie tylko w ogonie Europy, ale i na przykład za Ugandą (uchodźcy z Sudanu Południowego).

Trwają debaty nad kwestią przyjęcia afrykańskich imigrantów nad Wisłą, tych, którzy nie utopią się w drodze na włoską Lampedusę i nie zostaną posiekani przez turbiny statków w cieśninie gibraltarskiej. Najbardziej irytują mnie rozważania o korzyściach ekonomicznych z przyjęcia taniej (i czarnej w kolorze skóry) siły roboczej. Może się okazać, że przybysze będą dobrze pracować i jakoś wypełnią lukę po setkach tysięcy rodaków szorujących zlewy w Dublinie. Wtedy bierzmy, jak najwięcej, trochę to przypomina handel piłkarzami, nazywany dumnie „polityka transferową”.

Do rozpaczy doprowadzają mnie argumenty niektórych polityków, że powinniśmy przyjmować katolików, bo są nam bliscy religijnie. W anglikańskiej Wielkiej Brytanii i oraz baptystycznej Ameryce nikt nie smęcił z tego powodu, że Polacy są rzymskimi katolikami.

Pisałem już, że mam pecha, bo wierzę w Ewangelię. I mam w sercu i umyśle słowa Chrystusa „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25). Przybyszem, a niekoniecznie katolikiem czy chrześcijaninem. O ile dobrze wiem, kilkadziesiąt tysięcy Polaków zostało uratowanych z sowieckiej zagłady przez irańskich szlachciców (rok 1942), niewątpliwie wyznających islam jeśli nie zoroastryzm. A hinduski maharadża Jam Saheb Digivilay Sinhii ocalił w Indiach ponad 5 000 polskich, katolickich dzieci (też II Wojna Światowa). Nie oczekuję, aby politycy znali historię i czytali książki, ale ufam, że mogą używać rozumu.

Puka już do drzwi 35 rocznica Polskiej Solidarności (1980), dziś ma ona też na imię „Przyjmijcie Uchodźców”. Przyjmijmy.

 

 

 

 

Itinerarium

CZY ASIA BIBI UNIKNIE ŚMIERCI?

Czwartek 23 lipca

Jeśli potwierdzą się informacje sprzed kilkunastu godzin, to był to jeden z piękniejszych dni ostatnio. Pakistańska katoliczka, Asia Bibi, skazana na śmierć za rzekome bluźnierstwo przeciw Mahometowi ma szansę na uniknięcie wyroku.

Przypomnę, że Asia od 2009 roku przebywa w więzieniu, została oskarżona przez swoją sąsiadkę muzułmankę o bluźnierstwo wobec islamu i Mahometa. W rozmowie przy studni powiedziała, że Jezus był bardziej miłosierny niż Mahomet, działo się to przy okazji sprzeczki w czasie której muzułmanki zabraniały jej zaczerpnięcia wody, ze względu na wyznawanie chrześcijaństwa.

Wczoraj pakistański Sąd Najwyższy z powodu nieprawidłowości popełnionych przez niższe instancje, nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy Asi Bibi. Może wyjść na wolność, ale nie skorzystała z tej możliwości z obawy przed samosądem i pozostała w więzieniu. Hiszpański rząd przygotował wizy dla niej i rodziny, aby w przypadku uniewinnienia mogli natychmiast opuścić Pakistan.  Na razie kara śmierci została wstrzymana.

W obronie pakistańskiej katoliczki protestowali papieże – Benedykt XVI i Franciszek, wiele środowisk na całym świecie. Petycja w jej obronie była zgłoszona także do naszego parlamentu, ale państwo posłowie i senatorowie przygłuchli na tę sprawę (maj 2012). Niemniej ponad 100 000 Polaków podpisało się pod apelem o uwolnienie niewinnej kobiety (pewnie nie tylko ja jestem na tej liście, z kręgu Itinerarium).

Będzie następny proces Asi Bibi. To, co możemy nadal robić, to wspierać ją modlitwą, to ma sens. To możemy robić, możemy też cieszyć się, że wiarę wyznajemy w Polsce bez topora nad głową.

Itinerarium

NOWE ŻYCIE W CHŁODNI

Środa 22 lipca 2015

Andrzej odsiedział sześć lat z ośmiu, jakie dostał w wyroku. Niedawno, na zwolnieniu warunkowym, przeszedł pieszo trasę z Lublina do Zgorzelca w ramach Nowej Drogi, o której wiele razy już pisałem. Ma trochę ponad dwadzieścia lat.

Po Nowej Drodze próbuje nowego życia. Pracuje w chłodni, na trzy zmiany. Ma jeszcze do spłacenia dwadzieścia tysięcy długu z powodu zaległości w alimentach. I na bieżąco jeszcze tysiąc za kolegium. Komornik ściąga z niego tysiąc złotych na poczet alimentów, plus to, co komornikowi się należy. Oddaje też w ratach kolegium, ma czas do listopada.

W chłodni wybrał nocne zmiany, bo to daje 20% więcej kasy niż na zmiany normalne. Jak się jednak między 10-tą wieczorem a 6-tą rano przerzuci własnymi rękami 25 ton mrożonek po 35 kilogramów, to idzie w plecy i głowę. Między czwartą a szóstą jest masakra, każde 10 minut to jak doba. Potem chwyta się pięć godzin snu, bo za dnia organizm na więcej się nie godzi. Poza tym, w chłodni jest najwyżej zero stopni i człek zakuty jest w ochronny kombinezon, a  po wyjściu na zewnątrz bucha w twarz od razu przynajmniej piętnaście stopni więcej. Dobrą stroną tej harówki jest 10 kg mniej w figurze i to w niecały miesiąc (jakby jakaś pani chciała w ten sposób coś zrzucić, adres chłodni mam).

Andrzej odwiedza syna i córkę, próbuje ułożyć sobie wspólne życie z żoną, idzie różnie. Dzieciaki za nim przepadają, a jak już byli razem na karuzeli, to była góra szczęścia.

Pogadam czasem z Andrzejem, jak mogę to pomagam. Trudne to nowe życie, ale zawsze to nowe i wreszcie bez krat.

Itinerarium

ZABŁĄKANE KULE I PAN BÓG

Wtorek 21 lipca 2015

To chyba było dwa dni temu. Przy drodze trwały już żniwa, poczułem zapach świeżego zboża. A jak zboże, to chleb i radość, że będzie dobrze i nie będzie głodu. Przechowałem z dzieciństwa ten zachwyt nad świeżym zbożem. Pamiętam, że kilka dopiero co wymłóconych ziaren braliśmy zawsze do ust i żuliśmy. Pycha! – chrupki i chipsy w porównaniu z pszenicznym ziarnem to coś jak prezent dla wroga. Nie piszę tu jednak sielankowej ballady.

Smakowałem już tegoroczne truskawki z gruntu, czereśnie i wiśnie (prosto z drzewa), morele i papierówki, sałatę z grządek i cebulę, wyrośniętą na dobrym naturalnym nawozie.

Widziałem też radosne gromady dzieci, pluskające się w jeziorze, a wesołe i gorące słońce podgrzewało wodę jak w sam raz.

Na niebie żadnej chmury. Na niebie nie było też żadnego samolotu z ładunkiem śmiercionośnych bomb. Nad jeziorem szmerał wiatr w trzcinach, nie było słychać świstu ani jednej kuli.

Przypomniałem sobie niedawną rozmowę na Ukrainie, z jednym z uchodźców z Donbasu. Tam też już pora na żniwa i na zrywanie pierwszych śliwek. Tylko zanim się wyjdzie w pole lub do sadu, lepiej wpierw popatrzeć na niebo co się dzieje i posłuchać czy akurat zabłąkana kula nie zechce zagościć w naszym sadzie.

Drogie polskie siostry, drodzy polscy bracia, nie piszę sielanki. Piszę, aby przypomnieć, jak subtelnie i bez rozgłosu Pan Bóg nam błogosławi. Daje nam świeże zboże, dorodne papierówki i wcale się tym nie przechwala. Chroni nasze polskie niebo od bombowców a sady od nieproszonych zabłąkanych kul. I wcale nie wymaga pochwalnych hymnów. Choć jakieś ciche dziękuję wypadałoby Mu powiedzieć. Dziękuję Ci, dobry Boże.

 

Itinerarium

CO DIABEŁ UKRADNIE NAM DZISIAJ ?

Poniedziałek 20 lipca 2015

O diable wyraźnie pamiętamy raz w roku, w Środę Popielcową, kiedy słyszymy Ewangelię o kuszeniu Pana Jezusa. Co prawda w pacierzu codziennie w Ojcze Nasz mówimy „i nie wódź nas na pokuszenie”, ale to jest pod koniec modlitwy i wtedy myślami jesteśmy już przy upragnionym „Amen”.

Z doświadczenia wiem, że diabeł ma przynajmniej trzy bardzo niewinne metody mamienia i zwodzenia nas. I wcale nie chodzi o łamanie przykazań, bo te mamy w głowie i nawet jeśli je łamiemy to z głupoty lub słabości. Znamy też drogę nawrócenia z tego zła.

Myślę, że diabeł ma bardziej wysublimowaną strategię, a jego celem jest potrójna kradzież, on chce skraść nam trzy najważniejsze rzeczy – serce, umysł i czas.

Czas diabeł kradnie nam przez prosty sposób obudzenia naszego zainteresowania rzeczami czczymi, błahymi i pstrymi. Lista jest długa, podam kilka sytuacji. Rozmowy telefoniczne, to co możemy przekazać w ciągu minuty, zajmuje nam kwadrans, w formie miłych pogaduszek, z których nic nie wynika (poza zyskiem operatora). Kolor karoserii samochodu, który jest totalnie bez znaczenia – oczywiście znam psychologów (tzw. ekspertów), którzy na zawołanie udowodnią, że żółte samochody wywołują częściej depresję niż granatowe (lub na odwrót). Miałem tę przykrość przysłuchiwać się długim debatom nad wyborem koloru auta, znajomych mam sporo. Obsesja na punkcie – na przykład – konkretnej pasty do zębów, przy czym, o ile mogę wierzyć kolegom chemikom, 95% składników każdej pasty jest taka sama, tak samo jak w przypadku proszków do prania, szamponów. Diabłu chodzi o to, abyśmy tracili jak najwięcej czasu na najmniej ważne rzeczy, jego ekonomia działa skutecznie – inwestujemy ogromnie wiele czasu na bzdety. To coś podobnego, jakbyśmy z Lublina do Zamościa jechali nie przez Krasnystaw ale przez Radom, Sandomierz i Nisko.

Umysł diabeł kradnie nam przez sztukę rozproszenia. Jemy śniadanie, ale myślą jesteśmy już na skrzyżowaniach, gdzie czekają nas korki. Zaczynamy czytać książkę ale już przypominamy sobie o godzinie emisji ulubionego serialu. Robimy pięć rzeczy naraz a w sumie jesteśmy rozproszeni i żadnej nie robimy dobrze. Trochę tak, jakbyśmy jechali samochodem, który ma pięć kierownic. Czyli lipa.

Wreszcie serce diabeł zabiera nam w oparach kurzu i mgły, które wytwarza Internet i telewizja, niektóre radiostacje i gazety. W przekazie medialnym nie chodzi o to, byśmy czytali/widzieli/słyszeli rzeczy prawdziwe, ważne lub mądre. Chodzi o stan podniecenia, przylgnięcia do ekranu czy głośnika, po to, byśmy zakodowali sobie jakiś delikates reklamowy. Dlatego w tym przekazie wszystko jest: „gigantyczne”, „skandaliczne”, „tragiczne”, „wstrząsające”, „okropne”, „przełomowe” albo „oburzające”, „przygnębiające” i „ekscytujące”. To wszystko jest kurz i mgła, bo tak naprawdę jest normalnie, źle lub dobrze, prawdziwie bądź fałszywie. Chodzi o uwiedzenie serca. Dajemy się nabierać. Kupujemy denaturat, ale z naklejką „koniak pięciogwiazdkowy”.

Czemu ma służyć ta strategia diabła? Mamy kochać Boga „całym sercem i całym umysłem”. Niestety, po diabelskich sztuczkach, jesteśmy w stanie czynić to ochłapem serca i frędzlem umysłu. Ale i na to brakuje nam czasu. Diabeł codziennie zabiega o nasze serce, umysł i czas.

Dobrego tygodnia.

Itinerarium