SOLIDARNOŚĆ ROZWODÓW NIE ZNA

Piątek 28 sierpnia 2015

Mojemu znajomemu, Robertowi, przydarzył się rozwód. Twierdzi, że to żona chciała, ale wiadomo, że w relacji panów zawsze „ona temu winna”. Ale ja nie o tym.

Rozprawa zakończyła się koło południa, jednak niedawni małżonkowie mieszkali jeszcze razem. Około szesnastej Robert dojechał do domu, a tuż za nim Ania. Wysiadając z samochodu krzyknęła:

– Robert, mam ciężkie zakupy, wnieś je do salonu.

Najpierw trafił go chwilowy szlag. Jak to? Rozwodu chciała, już po fakcie, a teraz: „Robert wnieś zakupy!” Co ona sobie wyobraża? Zaraz potem jednak przyszła refleksja. Chłopie – mówił sobie Robert – całe życie pomagałeś ludziom (to akurat prawda, zaświadczam), to teraz obcej kobiecie nie pomożesz? I bez słowa chwycił ciężkie siaty.

Jakoś to mnie ucieszyło, lata płyną, pogoda szaleje, stan cywilny się zmienia, a Polacy nadal bywają pięknie solidarni.

Itinerarium

SOLIDRANOŚĆ ZA MNIEJ NIŻ 7 000 ZŁOTYCH

Czwartek 27 sierpnia 2015

Tę historię opowiadał kiedyś Władysław Frasyniuk, w roku 1980 kierowca jednego z wrocławskich autobusów, opisuje ją także Karol Modzelewski w swoich wspomnieniach („Zajeździmy kobyłę historii. Wyznania poobijanego jeźdźca”, Iskry 2013). Wśród słynnych 21 postulatów, ogłoszonych w sierpniu 1980 w Gdańsku jeden dotyczył podwyżki wynagrodzeń dla robotników. Ówczesne władze postulat przyjęły, ale jego niejasne brzmienie spowodowało w praktyce wiele napięć a nawet strajków. Zgodnie z mętnymi przepisami okazało się, że we wrocławskiej komunikacji miejskiej największe podwyżki mieli dostać kierowcy autobusów i motorniczy tramwajów, a najmniejsze robotnicy z warsztatów naprawczych oraz sprzątaczki. Było to o tyle niesprawiedliwe, że kierowcy i motorniczy zarabiali stosunkowo dużo, około 16 000 ówczesnych złotych miesięcznie, a sprzątaczki czterokrotnie mniej, mechanicy z warsztatów o połowę mniej. I wtedy, we wrześniu 1980 r., wydarzyła się historia dziś raczej nie do wyobrażenia. Cytuję dwa zdania z notatek Modzelewskiego:

„We wrześniu strajkiem nie zagrozili jednak we wrocławskim MPK mechanicy ani sprzątaczki, tylko kierowcy autobusów, którzy zarabiali najwięcej i najwyższe też dostali podwyżki. Uważali oni, że ta nierówność jest niesprawiedliwa, i gotowi byli zatrzymać komunikację miejską wbrew własnemu interesowi materialnemu, żeby upomnieć się o tych, co mają gorzej.”

To było 35 lat temu. W ubiegłym roku, jeden z moich znajomych poważnie zachorował, trafił do szpitala. Lekarka zaczęła przekonywać żonę chorego, żeby zakupiła specjalny preparat wspomagający leczenie, za 7 000 zł. Zdesperowana kobieta zapytała czy pomogę jej zgromadzić pieniądze. Zasugerowałem, że mogę najpierw skonsultować opinię o działaniu preparatu ze znajomym profesorem neurologii. Profesor po wysłuchaniu sprawy najpierw milczał, a potem zapytał:

 – Jak się nazywa ta lekarka?

– Nie wiem, a czemu pan pyta?

– Przepraszam za zachowanie tej pani. Preparat jak dotąd nikomu nie pomógł. Proszę kupić za 5 zł kilogram siemienia lnianego i podawać choremu.

Dowiedziałem się także, że na zapotrzebowaniu na preparat wpisuje się dane lekarza polecającego specyfik, aby producent wiedział komu i jak ewentualnie podziękować.

Kocham Solidarność i ta miłość przetrwała już 35 lat. I chyba tak zostanie, radość moja mnoży się dzięki takim ludziom jak pan profesor i jak wielu innych, prawych i uczciwych Polaków.

 

 

 

 

 

 

Itinerarium

OD LUBLINA DO WOŁOMINA POLAK SOLIDARNY

Środa 26 sierpnia 2015

Przed bramą wiodącą do Ducha (czyli Centrum Duszpasterstwa Młodzieży przy kościele Świętego Ducha w Lublinie) co jakiś czas ktoś parkował samochód, uniemożliwiając wyjazd z dziedzińca. Nikt nie zwracał uwagi na znak zakazu parkowania.

Rzecz działa się jakieś 15 lat temu, w wakacje mieliśmy jechać z młodzieżą z funduszu stypendialnego na obóz. Na dziedzińcu stał bus z kilkoma uczestnikami i sprzętem do kuchni. Otwieramy bramę, a tu lipa, wyjazd tarasuje duża terenowa bryka na numerach warszawskich. Czekamy 10 minut, kwadrans, pół godziny i nic. Ktoś wpada na pomysł, żeby zawiadomić straż miejską, może coś poradzą. Przyjrzałem się jednak bliżej rejestracji, WWL. WWL? Aha, myślę Wołomin, to może lepiej odpuścić. Po godzinie wolnym krokiem idzie gość, Wołomin jak nic, duży, barczysty, łysy, w skórzanej kurtce, mimo, że sierpień. Gość podchodzi do bryki, a ja do niego z żalem w głosie:

– Widzi pan, zatarasował pan bramę, a ja tu z ubogą młodzieżą na obóz mam jechać, godzinę się spóźnimy przez pana, a to dla nich ważny obóz, raz do roku tylko mogą pojechać …

Gość ani mrugnął okiem, sięgnął do prawej kieszeni kurtki (pamiętam), wyjął tak zwany plik banknotów, tak zwany bo pieniądze były w nieładzie, pomieszane pięćdziesiątki, setki i dwusetki. Pogmerał i daje mi:

– Trzy Zygmunty starczy?

Oniemiałem, sześć stówek! Sześć stówek, w trzech banknotach dwustuzłotowych z wizerunkiem Zygmunta Starego, to wówczas były trzy miesięczne stypendia. Szybko się zebrałem i grzecznie odrzekłem:

– Będzie dobrze, szczęść Boże.

Trzy rzeczy na koniec. Po pierwsze, pamiętam, że historia zdarzyła się w święto Matki Bożej, może nawet 26 sierpnia. Po drugie, nie wiem czy jakikolwiek parkingowy skasował kiedykolwiek sześć stówek za godzinę postoju auta. I po trzecie, niech mi ktoś powie, że Polacy nie są solidarni, są, są , od Lublina do Wołomina!

Itinerarium

ANNA CZYLI SOLIDARNOŚĆ

 

Wtorek 25 sierpnia 2015

Nie ukrywam, że tkwi we mnie ta solidarność, jak nieuleczalna zadra. Nic nie poradzę, wielka miłość od 35 lat.

Anna pracowała jako suwnicowa (operatorka sprzętu) na jednym z wydziałów Stoczni Gdańskiej. Nie mając zbyt wielu zajęć do wykonywania, w czasie przestoju suwnicy, postanowiła robić swoim kolegom herbatę do przynoszonych do pracy kanapek. Wkrótce koledzy z innych wydziałów, dowiedziawszy się o gorącej herbacie, zaczęli przychodzić do pani Anny też licząc na herbatę. Wkrótce pani Anna musiała pożyczać termosy od znajomych i czajniki, aby wszystkim przygotować napój. W niektóre dni udawało się jej także ugotować trochę zupy i częstować kolegów. Po prostu tak postanowiła z dobrej woli i chęci pomocy. W końcu stało się to w Stoczni niemal zwyczajem, a troska pani Anny zaczęła zakreślać coraz szersze kręgi, do tego stopnia, że stała się najbardziej lubianą osobą w całej Stoczni.

Kiedy groziło jej zwolnienie, wszyscy postanowili zwołać strajk. Ten strajk, na czele którego stanął Lech Wałęsa i z którego zrodziła się SOLIDARNOŚĆ i w rezultacie nasza wolność dzisiaj. Tak zaczęła się jedna z największych zmian, jakie dokonały się w Europie i na świecie. A tą osobą jest zapomniana dziś nieco Anna Walentynowicz, jedna z przywódczyń zrywu w Sierpniu 1980 roku. A wszystko zaczęło się od parzenia herbaty dla kolegów.

Anna Walentynowicz zginęła 10 kwietnia 2010 roku w katastrofie smoleńskiej. Niedawno, 15 sierpnia (w 86 rocznicę urodzin) w Gdańsku – Wrzeszczu odsłonięto jej pomnik.

Przytaczam tę historię, ponieważ myślę, że nosimy  w sobie wielką, ogromną moc do przemiany całego świata. Zacząć można od jakiejś herbaty czy kawy dzisiaj.

 

Itinerarium

PANI BASIA CZYLI SOLIDARNOŚĆ

Poniedziałek 24 sierpnia 2015

Podczas obozu dla dzieci z Gruzji, kilka dni temu, jedna z dziewczynek zaczęła się nagle skarżyć na mocne bóle. Była już noc, dwudziesta trzecia. Wychowawczynie szybko zdecydowały zawieźć dziewczynkę do jednego z lubelskich szpitali. Tam na izbie przyjęć pani pielęgniarka stwierdziła, że będzie problem, bo dziecko jest spoza Unii. I zgodnie z procedurami, najpierw szpital musi wystawić fakturę za zabieg, ktoś musi tę fakturę opłacić, a potem można przystąpić do zabiegu. Ale kto jest w stanie wystawić fakturę w środku nocy? Na uwagę wychowawczyni, że dziecko cierpi, pani pielęgniarka oświadczyła, że takie są przepisy. Zabiegu – chodziło o lewatywę – nie wykonano.

Pod ręką była pani Basia, pielęgniarka. Zerwana w nocy, zajechała własnym samochodem do apteki, zakupiła co trzeba, po czym w zaimprowizowanym domowym ambulatorium przeprowadziła zabieg. Nielegalnie, ale skutecznie. Dziewczynka miała spokojną noc, a rano z apetytem zasiadła do śniadania.

W sierpniu zawsze nawiedza mnie wspomnienie polskiej solidarności, tej sprzed 35 lat, z roku 1980. Solidarności, której w jakimś stopniu byłem częścią, solidarności, którą nieodwracalnie nasiąkłem. I w którą nadal mocno wierzę.

Itinerarium

Z KAŻDEGO SYFU PAN JEZUS ZNA WYJŚCIE

Kazanie na 21 Niedzielę Zwykłą

23 sierpnia 2015

Takie sprawy jak Jezus Chrystus, zmartwychwstanie i życie wieczne, odkładamy na wielkie chwile, tak samo jak kryształowe kieliszki od ślubnej zastawy. Kilka tygodni temu wpadł mi w ręce wywiad z aktorem, Pawłem Domagałą (więcej o artyście na końcu). W trakcie rozmowy Domagała wypalił:

– Nie ukrywam, że odkąd Chrystus zmartwychwstał, nie ma takiego zła, którego się nie da zwyciężyć. Nie ma takiego syfu, w którym Jezus nie stałby obok nas. Może to moja misja jako katolika i aktora w tym świecie? Pokazywać to wszystko na swój sposób.

– Nie sądziłem, szczerze mówiąc, że ta rozmowa pójdzie w tę stronę… – dziwi się dziennikarz.

Nie tyle zdziwiła mnie pełna wiary i entuzjazmu wypowiedź aktora, co reakcja dziennikarza (Roberta Mazurka), który nie sądził, że rozmowa pójdzie w takim kierunku.

Czytam dzisiejszą Ewangelię i rzecz ma się podobnie. Obietnicę życia wiecznego, słuchacze Jezusa komentują: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” Jeszcze dalej idą uczniowie: „Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło”.

Pozostała garstka wierzących mimo wszystko, ich rzecznikiem był św. Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”. Dzięki nim wiara w Jezusa Chrystusa, zmartwychwstanie i życie wieczne ciągle trwa. I ja się załapałem, Bogu dzięki, Paweł Domagała się załapał i mam nadzieję, wy wszyscy także.

Ps. Dalszy ciąg rozmowy Mazurka z Pawłem Domagałą też jest zabawny:

– Ale taki jestem, co mam zrobić? Wie pan, moja wiara mówi mi, że na tym świecie nic nie jest ostateczne, że patrzę gdzieś dalej, a miłość, której doświadczamy, też nie jest pełnią, że kiedyś będzie więcej.

– Nic nie jest ostateczne, miłość niepełna…

– Dlatego trzeba się modlić. Wiara ma też czysto praktyczny wyraz: chodzę do kościoła, modlę się często, staram się przemadlać wszystko. Dobra, co tam, przyznam się: tak mnie nastraszyli, że przed rozmową z panem byłem tu w kościele obok.

Paweł Domagała, aktor, muzyk, artysta kabaretowy, grał m.in. w filmach i serialach: „Na Wspólnej”, „Plebania”, „Wszyscy jesteśmy Chrytusami”, „Niania”, „Na dobre i na złe”, „Kryminalni”, „39 i pół”, Ojciec Mateusz”, „Świat według kiepskich”, „Hotel 52″, „80 milionów” i „Prawo Agaty”

Rzeczpospolita, Plus Minus z dn. 7-8.08.2015)

LITURGIA SŁOWA

(J 6,54.60-69)
Ucząc w synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym. A spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli, wielu mówiło: Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać? Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i są życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą. Jezus bowiem na początku wiedział, którzy to są , co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca. Odtąd wielu uczniów Jego odeszło i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: Czyż i wy chcecie odejść? Odpowiedział Mu Szymon Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga.

(Joz 24,1-2a.15-17.18b)
Jozue zgromadził w Sychem wszystkie pokolenia Izraela. Wezwał też starszych Izraela, jego książąt, sędziów i zwierzchników, którzy się stawili przed Bogiem. Jozue przemówił wtedy do całego narodu: Tak mówi Pan, Bóg Izraela: Gdyby jednak wam się nie podobało służyć Panu, rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie, czy bóstwom, którym służyli wasi przodkowie po drugiej stronie Rzeki, czy też bóstwom Amorytów, w których kraju zamieszkaliście. Ja sam i mój dom służyć chcemy Panu. Naród wówczas odrzekł tymi słowami: Dalekie jest to od nas, abyśmy mieli opuścić Pana, a służyć bóstwom obcym! Czyż to nie Pan, Bóg nasz, wyprowadził nas i przodków naszych z ziemi egipskiej, z domu niewoli? Czyż nie On przed oczyma naszymi uczynił wielkie znaki i ochraniał nas przez całą drogę, którą szliśmy, i wśród wszystkich ludów, pomiędzy którymi przechodziliśmy? My również chcemy służyć Panu, bo On jest naszym Bogiem.

(Ps 34,2-3.16-23)
REFREN: Wszyscy, zobaczcie, jak nasz Pan jest dobry

Będę błogosławił Pana po wieczne czasy,
Jego chwała będzie zawsze na moich ustach.
Dusza moja chlubi się Panem,
niech słyszą to pokorni i niech się weselą.

Oczy Pana zwrócone na sprawiedliwych,
uszy Jego otwarte na ich wołanie.
Pan zwraca swe oblicze przeciw zło czyniącym,
by pamięć o nich wymazać z ziemi.

Pan słyszy wołających o pomoc
i ratuje ich od wszelkiej udręki.
Pan jest blisko ludzi skruszonych w sercu,
ocala upadłych na duchu.

Liczne są nieszczęścia, które cierpi sprawiedliwy,
ale Pan go ze wszystkich wybawia.
On czuwa nad każdą jego kością
i żadna z nich nie zostanie złamana.

Zło sprowadza śmierć grzesznika,
wrogów sprawiedliwego spotka kara.
Pan odkupi dusze sług swoich,
nie zazna kary, kto się doń ucieka.

(Ef 5,21-32)
Bądźcie sobie wzajemnie poddani w bojaźni Chrystusowej! Żony niechaj będą poddane swym mężom, jak Panu, bo mąż jest głową żony, jak i Chrystus – Głową Kościoła: On – Zbawca Ciała. Lecz jak Kościół poddany jest Chrystusowi, tak i żony mężom – we wszystkim. Mężowie miłujcie żony, bo i Chrystus umiłował Kościół i wydał za niego samego siebie, aby go uświęcić, oczyściwszy obmyciem wodą, któremu towarzyszy słowo, aby osobiście stawić przed sobą Kościół jako chwalebny, nie mający skazy czy zmarszczki, czy czegoś podobnego, lecz aby był święty i nieskalany. Mężowie powinni miłować swoje żony, tak jak własne ciało. Kto miłuje swoją żonę, siebie samego miłuje. Przecież nigdy nikt nie odnosił się z nienawiścią do własnego ciała, lecz [każdy] je żywi i pielęgnuje, jak i Chrystus – Kościół, bo jesteśmy członkami Jego Ciała. Dlatego opuści człowiek ojca i matkę, a połączy się z żoną swoją, i będą dwoje jednym ciałem. Tajemnica to wielka, a ja mówię: w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła.

(J 6,63b.68b)
Słowa, Twoje Panie, są duchem i życiem. Ty masz słowa życia wiecznego.

 

Itinerarium

JAK ZNALEŹĆ MĘŻA ALBO ŻONĘ

Sobota 22 sierpnia 2015

Zwykle odradzam modlitwę o dobrego męża (żonę), z dwóch względów. Po pierwsze Pan Bóg nie ma półek z mężami (żonami), po drugie, Pan Jezus nauczył nas o co mamy prosić w „Ojcze Nasz”.

No ale jak już ktoś nie wytrzymuje i szuka w ten sposób drugiej połówki, to dobrze, że dodaje do tego humor. Moja znajoma wypisała sobie na koszulce: „Modliłam się o dobrego męża, więc mam dobrego męża. On się nie modlił, więc ma co ma.” Wolałbym „ma kogo ma”, ale niech tam.

W starej (ale dobrej) żydowskiej dykteryjce, pobożny Icek modlił się o milion w totolotka, modlił przez trzy lata codziennie, i nic. Wreszcie Pan Bóg nie wytrzymał: „Icek! Icek! Ty daj mi szansę! Ty wyślij w końcu kupon!” Właśnie tak mniej więcej radziłbym wszystkim poszukującym drugiej połówki.

Itinerarium

COŚ BARDZO PIĘKNEGO NIECH SIĘ WAM PRZYDARZY

Piątek 21 sierpnia 2015

Chłody poranne i nocne, słoneczne dni, jeszcze dużo zieloności, gdzieniegdzie wzbierają już mocne żółcie i świeże brązy. Może jeszcze spacerujecie licząc ile bocianów na drzewach sposobi się do lotów międzykontynentalnych.

I może komuś z Was się przydarzy coś bardzo pięknego. Przydarzyło to się – na przykład – Borysowi Pasternakowi (rosyjski poeta, pisarz, noblista za „Doktora Żywago”). W czasie rewolucji październikowej błądził po stepach i lasach Syberii, nie mając pojęcia, że cokolwiek ważnego dzieje się na świecie. Swoje doświadczenie opisywał m.in. tak:

Ja niby historyczna postać

Wszedłem w drzewną rodzinę.

Jam – światło. Przez to znamienity,

Że i sam rzucam cień.

Jam – życie ziemi i jej zenit,

Pierwszy stworzenia dzień.

(Kiedy zza liry labiryntu)

Nie myślcie, że chorował albo pił w nadmiarze. To było doświadczenie Całości. Dostępne każdemu.  Anna Jantar, znakomita polska artystka, piosenkarka (zginęła tragicznie w katastrofie lotniczej, 14 marca 1980), zaśpiewała – chyba w 1978 r. – do tekstu męża, Jarosława Kukulskiego:
Z niedawnych zdarzeń ścieram kurz, 
babiego lata wątłą
  sieć bo 
jestem wiatrem, śpiewam wiatr,
 
jestem łąką, trawy źdźbłem.
 
Jak biały jacht, w nieznany płynę dzień.
 

Bardziej żartobliwie zaśpiewał to samo kiedyś Andrzej Rosiewicz („Zakochany bałwan”):

Można ptaszkiem być, albo motylkiem
Lub promykiem słońca, który w liściach gra
Wszystkim tym można być

Znakomity (i zapoznany) francuski filozof i mistyk, Teilhard de Chardin wieścił (koniec lat 40-tych XX wieku), że żyjemy we „wszechświecie zbieżnym” i że istnieje powszechne Centrum jednoczenia się.

Na spacerze, na wędrówce, niech się Wam to przydarzy, coś bardzo pięknego!

Itinerarium

SZYBKA AKCJA NA RZECZ ŻYCIA

Czwartek 20 sierpnia 2015

W środku dnia telefon. Kobieta  zrzeka się macierzyństwa wobec bliźniąt, chłopcy mają 40 dni, za dwa dni upłynie ustawowych 6 tygodni i możliwa będzie adopcja. Ale potrzeba kogoś kto zaopiekuje się maleństwami przez dwa najbliższe dni, najlepiej w ośrodku gdzie one przebywają.

Niby prosta sprawa, ale sam się nie podejmuję, wiadomo trzeba karmić niemowlaki (a jak sama nazwa wskazuje, same nie powiedzą czy wolą jajecznicę czy ogórki małosolne), przewijać i nucić kołysanki. Biorę telefon, dzwonię do jednej osoby, do drugiej, trzeciej, rozmawiam z kilkoma osobami. Po 30 minutach zgłaszają się trzy rodziny i dwie osoby, które mają doświadczenie jako babysitter.

Po godzinie już wiem, że chłopcy są pod właściwą opieką, a wieczorem przychodzi wieść, że pobaraszkowali trochę ale już śpią.

To była krótka, szybka ale bardzo udana „akcja na rzecz życia”. Na pewno nic wielkiego, ale dla mnie bardzo radosnego. Zrealizowano w Lublinie 19 sierpnia AD 2015.

Itinerarium

ZDJĄĆ KROWY I DZIEWCZYNKI Z WARKOCZAMI

Środa 19 sierpnia 2015

Do końca tego roku polskie drogi nadzorować będzie 400 fotoradarów, uruchomionych zostanie także 29 urządzeń do odcinkowego pomiaru prędkości i 20 kompletów urządzeń rejestrujących przejazd na czerwonym świetle, nie wiem ile będzie mobilnych urządzeń rejestrujących (czyli tzw. „sreberka”), na pewno dużo.

W ubiegłym roku na polskich drogach zginęły 3202 osoby. Na życie skutecznie targnęło się 6165 osób. Szkoda, że nie ma urządzeń rejestrujących nadejście decyzji o samobójstwie. W przedziale wiekowym 25 – 34, samobójstwo jest najczęstszą przyczyną śmierci (przed wypadkami komunikacyjnymi i nowotworami).

Temat poruszałem już tutaj: http://itinerarium.pl/2015/06/12/6165-polsko-czemu-zabijasz-siebie/#.VdN8uvntmko

Państwo polskie potrzebuje reform, które chroniłyby obywateli, więc ja mam apel do tych, którzy z różnych stronnictw prą na Wiejską, proszę patrzeć gdzie są największe zagrożenia.

A jeśli chodzi o rozwijane dotychczas z lubością akcje łupienia kierowców, to mam nawet jakieś podpowiedzi. Pierwsza, której nikt nie posłucha. Przekraczanie bezpiecznej prędkości nie zaczyna się od naciskania pedału gazu, zaczyna się w głowach kierowców, a stan głowy to kwestia edukacji i wychowania, w które inwestować nikt nie chce.

Druga podpowiedź, jechałem niedawno przez pewną znaną mi wieś, na początku której stoi znak „Uwaga na zwierzęta”, czyli popularna czarna krowa na żółtej tablicy. Przed laty w owej wsi był PGR (Państwowe Gospodarstwo Rolne) z hodowlą bydła, czyli krów, potem PGR padł, nie ma ani jednej krowy, a ze zwierząt domowych znajdzie się może z 15 kur, przy czym ich populacja maleje, bo koszt wytworzenia jaj oraz drobiu na rosół nie wytrzymuje konkurencji z hipermarketami (dziadkowie w wakacje odtwarzają wnukom śpiew koguta z MP3, co by klimat wsi dziatwa odczuła). Dwie wsi dalej stoi znak „Uwaga dzieci” (czyli słynny czarny chłopczyk goniący małą dziewczynkę z warkoczami), szkoły nie ma od lat 10, w jej miejscu stoi sklep, a sprzedawczyni mówi, że czasem musi gonić naprutego gościa, który zwinął Alpagę pod koszulą. I jakby ten znak zmienić ciut, że dziewczyna z warkoczami goni dryblasa, to byłoby po prawdzie.

Krów nie ma, szkoły padły, ale są maszty! Zdjąć te czarne krowy i ganiające się dzieci! Zdjąć! I pierdyknąć tam fotoradary, a przed nimi ograniczenie do 30 km/h. Niech wariat drogowy zwolni, popatrzy się na strzechy, nadziwi wsi urokami, a jak nie to niech zapłaci, dla większej pomyślności kraju!

Itinerarium