Wielkopostne piątki dają możliwość uzyskiwania odpustu zupełnego dzięki
odprawieniu Drogi Krzyżowej – rozważania do niej napisałem i zamieszczam dalej.
Zapomnianą zaś formą uzyskania odpustu zupełnego jest odmówienie z wiarą
modlitwy „Oto ja, dobry i najsłodszy Jezu”, której tekst wklejam niżej.
Enchiridion odpustów, czyli ich wykaz (z 1999 r.) mówi, że odpust zupełny
uzyskamy w każdy piątek Wielkiego Postu „za odmówienie przed obrazem Jezusa ukrzyżowanego po przyjęciu
Komunii świętej modlitwy „Oto ja, o dobry i najsłodszy Jezu” (n. 8 § 1, n. 20).
Zdaję
sobie sprawę, że tematyka odpustów może wydawać się dość abstrakcyjna dla wielu
współczesnych. To jest jednak kwestia wiary, a nie treści takiej czy innej
modlitwy. Dla Naamana, syryjskiego wodza, który dla oczyszczenia z trądu miał
się wykąpać siedem razy w Jordanie, taka propozycja wydawała się dziwaczna
(patrz 2 Krl 5,1 – 19), podobnie nakładanie przez Jezusa śliny na oczy
niewidomego.
Wszystko
jest możliwe, dal tego, kto wierzy (Mk 9, 23)
Modlitwa:
Oto ja, dobry
i najsłodszy Jezu, upadam na kolana przed Twoim obliczem i z największą
gorliwością ducha proszę Cię i błagam, abyś wszczepił w moje serce najżywsze
uczucia wiary, nadziei i miłości oraz prawdziwą skruchę za moje grzechy i silną
wolę poprawy.
Oto z sercem
przepełnionym wielkim uczuciem i z boleścią oglądam w duchu Twoje pięć ran i
myślą się w nich zatapiam, pamiętając o tym, dobry Jezu, co już prorok Dawid
włożył w Twoje usta: “Przebodli ręce moje i nogi, policzyli wszystkie
kości moje” (Ps 22, 17).
Do tej modlitwy
należy dodać dowolną modlitwę w intencjach polecanych przez Ojca św. np. Pod twoją obronę…
Droga Krzyżowa
Stacja I
Wyrok
Każdy z nas skazany jest na
dożywocie. Bez względu na to, czy chcę tego, czy nie, żyję. Wiem tylko od
kiedy, nie wiem, do kiedy. Nie wiem, dlaczego znalazłem się na tym świecie i
nie wiem, jak będzie za progiem śmierci.
Wierzę, że mojego istnienia
chciał Bóg i że On zapewni moje trwanie po śmierci ciała.
Nie patrzę na moje życie jak na
wyrok i nie czuję się na nie skazany, choć widzę, że tak żyje wielu ludzi,
widząc w swoim życiu przede wszystkim chwile trudne, szare, bolesne i przykre.
Choć w życiu pojawiają się
wyroki, te które ja wydaję i te, które wydawane są na mnie, to samo życie nie
jest skazaniem. Jest darem, najbardziej cudownym, jaki mam.
Na progu Wielkiego Postu chcę
Panie przejść z Tobą Drogę Krzyżową, aby na nowo spojrzeć na moje życie i
znaleźć siłę na jego odnowienie.
Stacja II
Przyjęcie krzyża
To był, Jezu, niezwykle trudny i
bolesny wymiar Twojego życia. Wziąłeś jednak swoje życie w swoje ręce.
Ta stacja jest wezwaniem: WEŹ
SWOJE ŻYCIE! Nie pozwól, aby ktokolwiek reżyserował Ci je, bez Twojej zgody i
wyboru.
Wydaje się, że dziś na polu
naszego życia gospodarzem jest telewizja, może Internet, często przypadek i
chwile adrenaliny.
Żyj swoim życiem. Może WZIĄĆ
ŻYCIE oznacza odzyskać je, odzyskać ze wszelkich sfer uzależnień: alkohol,
dragi, Internet, galerie sklepowe.
WZIĄĆ SWOJE ŻYCIE oznacza
odzyskać nad nim kontrolę i wolność i decydować o jego kształcie.
Stacja III
Pierwszy upadek
Z życiem trzeba bardzo uważać.
Jest chwiejne, znacznie bardziej kruche niż myślimy. Trzeba brać pod uwagę
upadki. Czasem zawinione przez nas, czasem niezawinione.
Upadek uczy, jak cenne jest
życie, jak bardzo warto się o nie troszczyć, stale dbać o nie, aby nie zepsuć
go czy nie zniszczyć.
Każdy jednak upadek jest szansą
na nowe życie. Nic nie musi być takie jak dotychczas.
Wyciągaj mądrą lekcję ze swoich
upadków i zaczynaj od nowa.
Stacja IV
Matka
Rodzice, a zwłaszcza matki,
nieustannie troszczą się o nasze życie. Od nich życie mamy, oni podtrzymywali nas
przy życiu karmiąc i pielęgnując nas, strzegąc przed niebezpieczeństwami.
Nie wiem, czy to spotkanie z
Matką było dla Jezusa przykre, bo szedł przecież jako człowiek przeklęty i
przegrany.
Domyślamy się jednak, że to spotkanie
mogło być dla Jezusa źródłem siły, pokrzepieniem. Tak chyba jest zawsze, gdy
matki spotykają swoje dzieci, w więzieniach, poprawczakach czy szpitalach.
Rodzice, którzy zapoczątkowują
życie, zostają z dziećmi do końca, dopóki mogą, na dobre i złe. I za to im i Tobie,
Panie, dziękujemy.
Stacja V
Szymon
Kto komu bardziej pomógł przy tej
stacji? Z pozoru prosta odpowiedź: Szymon Jezusowi, bo dźwigał Jego krzyż przez
pewien czas.
Jest jednak pewne, że niekiedy
pomoc okazana drugiemu budzi nas do życia i pozwala zrozumieć, że nie żyjemy
tylko dla siebie.
Nowe życie, już poza sferą
egoizmu, rozpoczyna się wówczas, gdy mamy kogoś do poniesienia. Czasem w
myślach, w sercu, a niekiedy i fizycznie.
Stacja VI
Weronika
W sercu Weronki był lęk o życie
Jezusa, zadbała więc o chwilę ulgi. Chwila otartego z potu czoła pozwala lepiej
oddychać skórze. I zapewne Jezus tego doświadczył.
Ale znowu nie wiemy, kto komu
więcej przy tej stacji ofiarował.
Trzeba, na ile można, nieść ulgę
innym, choćby na chwilę. To podtrzymuje życie i przelewa choć trochę radości.
Ale z drugiej strony – pozwólmy
sobie przyjmować gesty Weroniki, nie udawajmy, że jesteśmy herosami, których
nic nie wzrusza i którzy niczego nie potrzebują.
Stacja VII
Drugi upadek
Powtórka ze słabości i
chwiejności. Bardzo nieprzyjemna sprawa. Już poprzednio miało być ostatni raz,
a okazuje się, że jesteśmy słabsi niż myśleliśmy.
Niewiele pomoże, przy upadku,
złość na cały świat i siebie samego. Trzeba przebaczyć sobie, zaśmiać się z
siebie, nabrać głęboko powietrza i nie zapominając, że jesteśmy słabi, iść
dalej.
Można żyć pomimo upadków. Warto
żyć pomimo upadków.
Stacja VIII
Niewiasty
Wszystko jest tu jasne. Jest
człowiek w nieszczęściu, skazaniec bliski śmierci, zmęczony, zakrwawiony.
Nie dziwne więc, że kobiety
płaczą i współczują. Tym bardziej, że za chwilę skona ktoś niewinny. Mimo to
Jezus upomina „Nie płaczcie nade Mną”, tak jakby chciał upomnieć – weźcie się
za siebie. Nie po to cierpię i umieram, żebyście współczuły i płakały, ale po
to, aby wasze życie mogło się odmienić.
Można przepłakać swoje życie,
zawsze znajdzie się tysiąc powodów. Ale czasem łzy są początkiem nawrócenia,
bardzo silnym impulsem – zacznij od nowa.
Stacja IX
Trzeci upadek
Tradycja przekazała nam opowieść
o trzech upadkach Jezusa, choć należy przypuszczać, że było ich więcej, bo dźwiganie
krzyża pod górę to nie spacerek.
Ważne jest to, że z trzeciego
upadku, tak zwanego ostatniego, Jezus też się podnosi. Bo nie ma upadków
ostatecznych. Nie ma kryzysów, z których nie dałoby się powstać. Nie ma matni,
z których nie da się wyjść.
Nie wolno nam rozżalać się nad
upadkiem, akcent zawsze kładźmy na nadzieję, która pozwala powstać.
Nowe życie odradza się z każdą
decyzją powstania z grzechu, zerwania ze złem.
Stacja X
Obnażenie z szat
I co tu jeszcze mówić o pięknie
życia, kiedy dochodzi do ośmieszenia. Facet bez ubrania, który mienił się nie byle
kim, tylko Królem i Synem Bożym. Żałosne z pozoru.
Jednak Jezus nie wpada tu w żal i
przygnębienie. Pozwala na to, bo życie, a właściwie cel, jakim jest zbawienie,
wymaga niekiedy takich doznań, jak upokorzenie, zniesławienie i ośmieszenie.
Wiele można znieść, jeśli wiemy,
po co. Za nowe życie można zapłacić cenę upokorzenia i wstydu.
Stacja XI
Przybicie do krzyża
Do ceny upokorzenia dochodzi cena
bólu. Ból też można znieść, ba, nawet czasem jest on pożądany. Wiemy, że nowe
życie człowieka rodzi się w bólach cierpienia matki. W bolesnej operacji
zyskujemy szansę nowego życia.
Bóle w sercu, w duszy, w myślach,
w ciele, gdziekolwiek, stają się szansą nowego życia.
Wypatrujmy sensu i dobra, które
może się narodzić z wielkich bólów, ale i z tych powszednich, codziennych.
Stacja XII
Śmierć
Jezus mówił o obumieraniu ziarna,
aby przyniosło obfity plon. Mówił o sobie. Ale mówił to także, aby i w każdym z
nas zapaliła się nadzieja, pozwalająca spokojnie patrzeć na własną śmierć.
Mówimy: życie, a potem śmierć. A
tymczasem powinniśmy mówić i myśleć: życie, śmierć i NOWE ŻYCIE.
My, ludzkie ziarna, obumieramy po
to, by zaznać radości obfitości i innych, nieskończonych wymiarów życia, już
wiecznego, już pełnego, już bez bólu, bez łez, bez rozstań.
Więc choć nas zasmuca nieunikniona konieczność śmierci, raduje nas
nadzieja zmartwychpowstania.
Stacja XIII
Zdjęcie z krzyża
Przy tej stacji ważne jest ciało
Jezusa, ale jeszcze ważniejsi ci, którzy o to ciało zadbali i zaopiekowali się
nim. Bardzo kochali Jezusa, skoro nawet śmierć ich nie odsunęła od Niego.
Stacja XIV
Złożenie do grobu
Żyjemy w schematach i żelaznej
logice zdarzeń. Po ludzku oczywistym jest, że grób to koniec człowieka.
Jeśli jednak nadzieja, wiara i
miłość pozwalają nam powstawać z upadków, wychodzić z kryzysów, przejść przez
upokorzenia i wstyd, to pozwólmy, by WIARA, NADZIEJA I MIŁOŚĆ przeniosły nas za
grób. Znają drogę.
Kiedy wiara, nadzieja i miłość są
przyjaciółkami naszego życia, przeprowadzą nas szczęśliwie do nowego życia,
poza grób, do życia bez końca.