Z MARTWYCH WSTANIEMY Środa 3 kwietnia 2019

W całym życiu, w Wielkim Poście, w miłości, w Itinerarium także, chodzi o życie wieczne. Życie, które daje Chrystus z martwych wstały. Wierzymy w Niego, z martwych wstaniemy.

Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w szabat.

Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do tej chwili i Ja działam».

Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc się równym Bogu. 

W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni. Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili. 

Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do życia. 

Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem Człowieczym. 

Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie do potępienia. 

Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli Tego, który Mnie posłał».

(J 5,17 – 30)

Itinerarium

14 LAT PO PAPIEŻU Wtorek 2 kwietnia 2019

To już czternaście lat jak odszedł św. Jana Paweł II. Godzinę 21:37 mało kto pamięta.

Nie zmarnowałem tych 14 lat. Kiedy patrzyłem i słuchałem jak odchodził Papież, zrozumiałem, że pora na nas. Pora na mnie. Oczywiście, nie dorastam w żadnej mierze Papieżowi. Staram się, jak umiem, spoglądać z miłością na braci bez pracy i bez domu, na tych, co siedzą w więzieniach, na tych, co pukają do polskich drzwi szukając u nas schronienia bo lecą im bomby na domy.

Więcej o reakcji Lublina na odchodzenie Jana Pawła II pisałem tutaj: http://www.niedziela.pl/artykul/41706/Pozegnanie-Ojca-Swietego

Jan Paweł II jest na pewno nie doczytany przez nasze pokolenie, jeszcze bardziej „nie zrobiony”. Wierzę, że naprawdę jest pora na nas.

Niżej, kilka fragmentów nauczania Papieża.

Trzeba spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy, dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba „wyobraźni miłosierdzia”, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie; aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Oby dzięki bratniej miłości tego chleba nikomu nie brakowało! „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).

 Drodzy bracia i siostry, (…) są sprawy w życiu tak doniosłe i tak pilne, że nie cierpią zwłoki i nie wolno ich odkładać na jutro. One muszą być podjęte już dziś. Woła psalmista: „Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych»” (Ps 95[94],7-8). „Krzyk biednych” (Hi 34,28) całego świata podnosi się nieustannie z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców, uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas: ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez najbliższych, przez społeczeństwo, ludzie poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo opuszczone przez rodziców czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego wieku.

     „Na świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego, jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe „dziś” winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła miłosierdzia. „Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.

Itinerarium

ŻEBY UWIERZYĆ SŁOWU JEZUSA Poniedziałek 1 kwietnia 2019

Nie wiem czy uda mi się w tym Wielkim Pości zmienić na lepsze, próbuję. Jest jednak coś o wiele istotniejszego, i w Poście i w życiu.

Żeby uwierzyć słowom Jezusa. Bohater dzisiejszej Ewangelii – „Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł”. Poszedł i odzyskał zdrowego syna, wcześniej umierającego. Stało się tak, bo uwierzył słowu Jezusa.

Od wiary w słowa Jezusa wszystko zależy. Zdrowie nas samych i naszych bliskich, ulga w cierpieniach, pociecha w strapieniach. To wszystko mało znaczy. Najważniejsze, abyśmy uwierzyli w życie wieczne, które swoim słowem przyrzekł nam Jezus.

Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.

Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował. Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą, aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający. 

Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie uwierzycie».

Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje dziecko».

Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł.

A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i cała jego rodzina.

Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. (J 4,43 – 54)

Itinerarium

ODWAGA MIŁOSIERDZIA Kazanie na 4 Niedzielę Wielkiego Postu 31 marca 2019

Wiele razy Ewangelię o synu marnotrawnym czytaliśmy i słuchaliśmy. Przypomina nam, że nie ma takiego głupstwa i świństwa, które zniechęciłoby Pana Boga do nas.

I wzywa, abyśmy mieli odwagę do takiego miłosierdzia wobec ludzi, z którymi idziemy przez życie.

Liturgia słowa

W owym czasie przybliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi». 

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: 

«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”. Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc rozrzutnie. 

A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. 

Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego ojca. 

A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”. 

Lecz ojciec powiedział do swoich sług: „Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”. I zaczęli się weselić. 

Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”. 

Rozgniewał się na to i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę”. 

Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się”».

Itinerarium

WYSTARCZY SPUŚCIĆ GŁOWĘ Sobota 30 marca 2019

WYSTARCZY SPUŚCIĆ GŁOWĘ

Sobota 30 marca 2019

Niekiedy czujemy się na modlitwie wspaniale, uniesieni, płyniemy wysoko,  wydaje się, że jesteśmy blisko Pana Boga, promieniujemy i rozpiera nas duchowa duma – dobrze się modlimy, w pewnych kręgach mówi się, „że był duch, power”.

Nic bardziej złudnego, mylimy nasze dobre samopoczucie z faktyczną bliskością Boga. Cała Ewangelia – w tym dzisiejsza historia – uczą, że najbliżej Pana Boga jesteśmy wtedy, kiedy cierpimy, kiedy czujemy się grzeszni, zbrukani, samotni, rozbici, upokorzeni.

Nasza bieda, jakakolwiek, jest tym, co przyciąga Pana Boga jak magnes, wtedy On pochyla się nad nami. I nie musimy dużo mówić, wystarczy to zdanie celnika: „Boże, miej litość dla mnie grzesznika”. Nawet i to za dużo. Wystarczy, że się rozpłaczemy albo westchniemy albo spuścimy głowę.

Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: 

«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”. 

A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” 

Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony».

(Łk 18,9 – 14)

Itinerarium

Szkoła życia na Drodze Krzyżowej Piątek 29 marca 2019

Stacja 1.

Jezus na śmierć skazany

Bolesna lekcja skazania. Kiedy otrzymujesz etykietę: Ty jesteś winny. Jeszcze jakoś wytrzymać się da, jeśli jesteś winny. Ale co czujesz, gdy słyszysz, że jesteś winny, a jesteś niewinny?

Żal, bunt, wstręt do całego świata i ludzi, gorycz, całkowite zwątpienie.

Ludzie będą cię sądzić. Nazwa cię: durniem, idiotą, może poprańcem czy jakimś …synem. Nawet nie potrzebują argumentów. I pewnie w większości przypadków nie zasługujesz na te określenia.

Mścić się? Odpowiedzieć serią podobnych sądów?  Upić się z nieszczęścia? Jasne, że te sądy bolą, mówią je rodzice, nauczyciele, dzieci.

Nad każdym sądem, wydanym na ciebie, pomyśl. Jeśli jest w nim coś słusznego, przyjmij. Jeśli są to sądy kłamliwe, nie mścij się i nie oddawaj ciosów. Masz ważniejsze rzeczy do zrobienia.

Sztuka życia, to sztuka milczenia, gdy sądzą cię i szarpią.

Jezu, naucz mnie milczeć.

Stacja 2.

Jezus bierze krzyż

Bierzemy w życiu lekcje języków obcych, lekcje tańca i lekcje nauki jazdy. Nowe wyzwania wymagają nowych umiejętności.

I po jakimś czasie mówimy po angielsku, włosku i hiszpańsku. Tańczymy jive’a i salsę. Płynnie prowadzimy auto, na czas włączając kierunkowskazy i hamując na stopie.

Lekcje brania krzyża są najtrudniejsze. Nauczeni jesteśmy wymigiwać się od spraw trudnych i ciężkich. Słowem na zajęciach z dźwigania krzyża – same nieobecności i to nieusprawiedliwione.

Nazwij to, co trudne, ciężkie, bolesne w twoim życiu. Może to będzie On, Ona, Oni. Może nielubiany wygląd, nie te studia, co marzyłeś, nie taka praca.

Sztuka życia polega na tym, aby nieść a nie narzekać, żeby brać, a nie odrzucać.

Panie Jezu, który bierzesz krzyż na swoje ramiona, patrzę na Ciebie i wiem, że chcąc żyć, muszę wziąć ten swój kawałek krzyża.

Stacja 3,

Pierwszy upadek

Cenisz swoje wzloty. Awansowałeś z gimnazjum do liceum, z liceum na studia. Potem pierwsza praca, stanowisko.

Masz już komórkę, laptopa i kartę kredytową. Byłeś już w Warszawie, Londynie i na plaży na Krecie.

Porażki? Któż ich nie ma! Nie przejmujesz się tym. W żadnym CV nie napiszesz: w życiu nie udało mi się dobrze zdać matury, miałem fiasko na dwóch pierwszych randkach…

To zabawne, ale przywykliśmy oglądać siebie i przedstawiać siebie w kategoriach sukcesów i wzlotów.

Prawda o życiu jest taka, że są w nim i upadki. Życie uczy pokory, to lekcja ważna.

I jak nie chcesz, żeby cię ktoś oceniał według twoich upadków, klęsk i porażek, tak nie ciesz się nigdy, że komuś tam się nie udało, dał plamę czy schrzanił coś.

Po to życie funduje ci porażki, żebyś był bardziej wyrozumiały.

Panie Jezu, upadający na jerozolimskim deptaku, rozumiesz moje upadki, spraw bym rozumiał upadki innych.

Stacja 4.

Spotkanie z Matką

Życie to cała seria spotkań. Ważnych, ale i nijakich. Nie mogło ich braknąć na Drodze Krzyżowej.

To spotkanie, z Matką, o tyle ważne, że jest to spotkanie rodzinne. Nie przy świątecznym stole, jak wiele takich w naszym życiu.

Tu, w obliczu cierpienia, każde spotkanie nabiera znaczenia, bo mieści się w serii Spotkań Ważnych.

Nie ma tu żadnych słów i gestów. Może tylko Milcząca Obecność. Bo tak jest, że najbardziej potrzeba Obecności.

A życie to sztuka Obecności. A obecność matki, to znak, że Miłość nie opuszcza, zwłaszcza w cierpieniu.

Panie Jezu, który na drodze swojej spotkałeś Matkę, ucz nas obecności przy cierpiących.

Stacja 5.

Szymon z Cyreny

W spotkaniach z Nieznajomymi jest niepewność. Mogą pomóc, ale mogą i skrzywdzić.

Ludzie jednak są o wiele lepsi niż o nich myślimy.

Dla Szymona to spotkanie było nawet wymuszone – „przymusili go, gdy wracał z pola”.

Ale oto przypadkowe i wymuszone spotkanie dwóch ludzi zamienia się w symbol bliskości. Dlatego, że Szymon otworzył swoje serce, a wraz z nim i barki, aby ponieść trochę krzyż Jezusa.

Nie ma przypadkowych spotkań w naszym życiu, choć niektóre takimi się nam wydają – tylko wtedy, gdy zamknęliśmy serce.

Każde spotkanie z człowiekiem jest lekcją jedyną, wezwaniem do czynu.

Panie Jezu, który odczułeś przyjaźń i pomoc Szymona z Cyreny, daj nam otwarte serca na każdego spotkanego człowieka.

Stacja 6.

Weronika ociera twarz

I trzecie spotkanie z życzliwym człowiekiem, wrażliwą i odważną kobietą, Weroniką.

To nawet nieważne, że otarła chustą twarz Jezusa. W chwilach trudnych, jeśli ktoś staje przy nas, jesteśmy umocnieni.

Ta chusta otarła nie tyle pot i krew, co samotność, opuszczenie i ból. Serce Weroniki było w rezonansie z rozedrganym bólem sercem Jezusa.

Serce Weroniki poruszyło jej ręce, w których była chusta.

Życie jest nieustanną szkołą rezonansu, wprawiania serca w miłosna amplitudę drgań.

Panie Jezu, ucz nas zmiany rytmu serca, z tego jałowego rytmu egoizmu na żywe bicie dla innych.

Stacja 7.

Drugi upadek

Życie jest także sztuką powstawania. Żeby upadki nie nakazywały nam ucieczki i odwrotu. Bo i tak może być, że jak upadniesz, to mówisz: dość już tego, to nie ma sensu, nie dam rady.

Gdybyś nie upadał, może byś nigdy nie wiedział, że jesteś bardzo silny. Że masz siłę, aby się zebrać, poderwać, skrzyknąć wszystkie swoje moce.

I jak prawdą o życiu są nasze upadki, tak radosną prawdą jest moc powstawania.

W sztuce życia powstawanie objawia najgłębszą moc człowieka.

Panie Jezu, powstający na Drodze Krzyżowej, zabierz nas ze sobą.

Stacja 8.

Płaczące niewiasty

Niekiedy można tylko płakać. I to się przydarzyło Kobietom w Jerozolimie.

Święte są łzy skruchy, bo odmieniają serca w dobroć i odnawiają je.

Święte są łzy pozornie bezradnej niezgody, kiedy płaczesz, bo się nie zgadzasz. A zrobić nie możesz nic.

Święte są łzy współczucia, bo oznaczają: „Wiem, że cierpisz. Rozumiem cię. Jestem z tobą. Nie opuszczę cię”.

Życie to również lekcje płaczu – nad sobą, nad niegodziwością i złem. Ale łzy to nie łzy, to czasem nasiona nowego życia twojego, i nasiona, z których wyrośnie lepszy świat.

Panie Jezu, kiedy trzeba, daj mi dar łez, abym płakał nad życiem i światem. A czasem przyjmij moje łzy, jedyny różaniec, po którym nie będzie śladu.

Stacja 9.

Trzeci upadek

Tu oczywiście byłby koniec Drogi Krzyżowej. Już za długo to trwa. Już za ciężki ten krzyż. Już nie będzie żadnych życzliwych ludzi. Niech to się lepiej już skończy.

Po co to dalej bez sensu toczyć? Nie lepiej skoczyć z ostatniego piętra? Zawiązać sznur na szyi? Łyknąć czterdzieści tabletek?

Ten upadek byłby końcem, gdyby nie było żadnego DALEJ.

Nie, nie ma ostatniego upadku. Każdy jest pierwszy, jeśli widzisz, że jest DALEJ, że są jeszcze ważne rzeczy do zrobienia, ludzie do pokochania, może nawet jakieś widoki do koniecznego zobaczenia albo książki, które trzeba przeczytać.

Ale uważaj, jak zgubisz to „DALEJ”, to pierwszy upadek może być ostatnim.

Zycie to sztuka przedłużania spojrzenia poza upadki, widzenia dalej.

Więc choćby nie wiem co, wstaję i idę. Dalej. Dalej i dalej. Tak rodzi się człowiek, który już nie upadnie.

Panie Jezu, Ty widziałeś i widzisz najdalej, rozjaśnij nam serca i myśli, abyśmy dostrzegali horyzont bez końca.

Stacja 10.

Obnażenie z szat

Nie o ubranie tu idzie, przecież to wszystko już w kurzu, pocie i krwi. Nie o sandały, rozdeptane pod ciężarem drewnianych belek.

Nie to próbują Jezusowi odebrać. Tu dokonuje się misterium bezprawia, kiepski teatr poniżenia.

Chodzi o to, by udowodnić, że jesteś nikim, zbędną rzeczą, śmieciem.

Można zedrzeć ubranie, można popchnąć aż ktoś się potoczy, walnąć bejsbolem albo przytrząsnąć drzwiami.

Nie możesz tego pojąć. Kto może? Że życie nie szczędzi nam też ćwiczeń z bestialstwa, poniżenia i znęcania się.

Po to jednak jest ta stacja i tysiące jej podobnych, jakie widzisz w TV i Internecie, abyś obudził w sobie protest. Stop.

Tak być nie może. Tak z człowiekiem nie można. Nawet jeśli widzisz, że się zdarza.

Panie Jezu, który dałeś świadectwo godności w chwili poniżenia, umocnij w nas pragnienie walki o godność każdego człowieka.

Stacja 11.

Przybicie do krzyża

Mamy teraz zajęcia praktyczne z bólu. Krew tryskającą z lewej ręki, prawej ręki, prawej nogi, lewej nogi. Gwoździe tkwią między kościami. Bezsilność i bezruch.

Ile trzeba mieć miłości, żeby nie posłuchać złowieszczych wołań: „Innych ratował, niech siebie uratuje”.

Żeby nie zwariować z bólu, cierpienie musi być oddane ZA. Za kogoś, za coś. Albo DLA. Dla kogoś, dla czegoś. Cierpienie i ból to doświadczenie z granicy naszych możliwości.

Sens mają tylko wtedy, gdy oddajesz je dla kogoś i za kogoś.

Ból i cierpienie też są prawdą o naszym życiu, prawdą do przeżycia.

Panie Jezu, przybijany do krzyża umocnij w bólu, niech moje cierpienie stanie się miłością.

Stacja 12.

Śmierć na krzyżu

Miała być szkoła życia, a jest szkoła umierania.

Nie odwracaj oczu od śmierci. Nie tylko życie ma być miłością, śmierć też ma być z miłości.

Nie wolno ci zejść z drogi miłości. I nie wolno ci myśleć ani mówić o śmierci bez miłości.

Bez miłości i życie, i śmierć tracą sens.

Patrzysz na krzyż. Śmierć. Ale przecież i miłość.

Dlatego, że była miłość, jest i śmierć. Dlatego, że była miłość prawdziwa, jest i śmierć prawdziwa.

Szansa w tym, że jak śmierć potężna jest miłość.

Śmierci się wydaje, że kończy z nami. Miłości trwa dalej, ocala, potem podniesie z grobu.

Życie – szkoła kochania poza śmierć.

Panie Jezu, umierając objawiłeś mi miłość bez granic, daj bym poprzez swoją miłość przeszedł przez granicę śmierci.

Stacja 13.

Złożenie do grobu

Tu jest lekcja więzi, która troszczy się o ciało kochane, nawet kiedy ono jest już martwe i pokiereszowane włócznią.

Życie nie jest tylko szkoła dbania o piękno ciała, w którym jest ruch i energia.

Te kilka osób, które zdejmują ciało z krzyża, namaszczają i owijają w płótno, świadczą o trosce o godność tego ciała, które jest świątynią ducha.

Nie omijaj ludzkich ciał. Bez nich nie miałbyś ludzkich spojrzeń, głosów, dotyku, czułości i namiętności.

Ciało to człowiek. Troska o ciało, nawet już martwe, jest znakiem więzi z człowiekiem.

Życie – szkoła istnienia w ciele i szkoła troski o ciało.

Panie Jezu, obudź we mnie piękną miłość do ciała, która nie wzdryga się i nie odwraca nawet od trumny.

Stacja 14.

Grób Jezusa

Ten grób uczy najprostszych i najważniejszych prawd o życiu, a jeszcze bardziej o człowieku.

Że życie się nie kończy, ale pokonuje śmierć i trwa.

Że człowiek upada, jest sądzony, poniżany, ale zwycięża.

Że nie zostajemy na drogach  krzyżowych sami, ale jest przyjaźń Szymonów, Weronik i płaczących ze współczuciem kobiet.

Że wreszcie zawsze warto kochać, bo mogą się zdarzyć rzeczy niemożliwe i wpadną nam w ręce klucze do wiecznego życia. 

Ks. Mieczysław Puzewicz

Itinerarium

JAK WALCZYĆ ZE ZŁEM? Czwartek 28 marca 2019

Zło jest nieodłączną częścią historii ludzkości i naszych życiorysów. Co robimy ze złem?

Najbardziej rozpowszechniona dziś postawa to akceptacja. W imię rzekomej wolności myśli, słowa i działania, akceptujemy zło – popełniane przez innych i przez siebie. Wolno nam (i innym) popełniać zło. Nieważne, czy czynimy zło czy dobro, ważne, że my tego dokonujemy, najwyższą wartość ma nasz czyn.

Druga droga to obojętność wobec zła i wobec dobra. Wobec obydwu utrzymujemy dystans emocjonalny, zwykle przy tym nazywając „dobrym” to, co jest przyjemne i korzystne dla nas czy dla naszej, rodziny, partii lub grupy.

Trzecia możliwość, często stosowana, to niezgoda na zło w formie wewnętrznego sprzeciwu. Nie zgadzamy się w myślach, słowach, w dyskusjach w gronie rodziny, przyjaciół. Niewiele z tego wynika.

Czwarta, ewangeliczna droga, to pokonywanie zła. Stawienie mu czoła z odwagą i przekonaniem, że jest siła zdolna zło pokonać. W historii chrześcijaństwa ta droga przybierała tragiczne i karykaturalne wersje, np. wyprawy krzyżowe.

Ewangeliczna droga walki ze złem pozostaje niezmienna – „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,2). Ilekroć zderzamy się ze złem możemy mobilizować się do większego dobra nie oglądając się na innych. Po prostu wykrzesać z siebie dobre myśli, dobre słowa, dobre gesty i dobre czyny. Na przykład dać głodnemu chleb albo gorącą herbatę. Zło zostanie pokonane.

Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów, wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. 

On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. 

Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy. 

Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza».

(Łk 11,14 – 23)

Itinerarium

NAWRÓCENIE DO BOŻEGO PRAWA Środa 27 marca 2019

Współczesną kulturę zdominowały referenda i plebiscyty. Dowolne sprawy ustala się zgodnie z wolą głosujących. Ponieważ wiedza i mądrość zastępowane są coraz częściej propagandą i internetowymi żartami, nie można wykluczyć, że gdzieś przyjmie się iż dwa razy dwa wolą większości wyniesie trzy albo pięć. Tyrania widzimisię i nieuctwa może zastąpić logikę i uznanie prawdy, zgodnie z tendencją, że prawdę się ustala (w głosowaniach) a nie odkrywa.

Wielkopostne nawrócenie w pierwszym rzędzie oznacza wiarę w Boże prawo, zawarte w dekalogu i wskazaniach ewangelicznych. Jeśli na nich budujemy, życie nabiera sensu i oprze się szaleństwu głupoty.

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. 

Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim». (Mt 5,17 – 19)

Itinerarium

PATRON OSTATNIEJ SZANSY Wtorek 26 marca 2019

Wiele razy w życiu widziałem ludzi w sytuacji Dobrego Łotra, rzutem na taśmę zdobywającego ratunek. Podziwiam wiarę i nadzieję św. Dyzmy, bo takie imię w tradycji nosi Dobry Łotr. Podziwiam wiarę i nadzieję tych, którzy jego wzorem czepiają się ostatniej szansy, nie wątpią do samego końca.

Kiedy już wszystko wyda nam się stracone (a takie chwile miewa prawie każdy z nas), kiedy ludzie w nas zwątpią, kiedy przyjdzie pokusa przeklinania losu, zawołajmy o pomoc do Dobrego Łotra. Patrona ostatniej, ostatniej i wykorzystanej szansy. Dzisiaj w liturgii jest wspomnienie tego znakomitego świętego.  

Ilustracja za brewiarz.pl

LITURGIA SŁOWA

Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze Mną będziesz w raju». (ŁK 23, 39 – 43)

Itinerarium

ANIOŁ PAŃSKI Kazanie na Uroczystość Zwiastowania Pańskiego Poniedziałek 25 marca 2019

Prawie codziennie w południe odmawiam Anioł Pański, modlitwę, która przypomina początek bliskości Boga z człowiekiem, ze mną i z każdym z nas.

Wielka radość, że Pan Bóg jest blisko, że jest w tym człowieku z którym się spotkam. I że dzięki temu życie ma pełny sens.


W: Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi.
O: I poczęła z Ducha Świętego.
     Zdrowaś Maryjo…
W: Oto ja służebnica Pańska.
O: Niech mi się stanie według słowa Twego.
     Zdrowaś Maryjo…
W: A Słowo ciałem się stało.
O: I zamieszkało między nami.
     Zdrowaś Maryjo…
W: Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko.
O: Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
 
Módlmy się:
Prosimy Cię, Panie, wlej w nasze serca swoją łaskę, abyśmy, poznawszy za Zwiastowaniem Anielskim wcielenie Chrystusa Syna Twojego, przez Jego mękę i krzyż zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.
W: Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu.
O: Jak była na początku, teraz i  zawsze, i  na wieki wieków. Amen.
W: Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie.
O: A światłość wiekuista niechaj im świeci.
W: Niech odpoczywają w pokoju wiecznym.
O: Amen.

LITURGIA SŁOWA

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. 

Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». 

Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. 

Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca». 

Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?» 

Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego». 

Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł.

(Łk 1,26 – 38)

Itinerarium