Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
W całym życiu, w Wielkim Poście, w miłości, w Itinerarium także, chodzi o
życie wieczne. Życie, które daje Chrystus z martwych wstały. Wierzymy w Niego,
z martwych wstaniemy.
Żydzi prześladowali Jezusa, ponieważ uzdrowił w
szabat.
Lecz Jezus im odpowiedział: «Ojciec mój działa aż do
tej chwili i Ja działam».
Dlatego więc Żydzi tym bardziej usiłowali Go zabić, bo
nie tylko nie zachowywał szabatu, ale nadto Boga nazywał swoim Ojcem, czyniąc
się równym Bogu.
W odpowiedzi na to Jezus im mówił: «Zaprawdę,
zaprawdę, powiadam wam: Syn nie może niczego czynić sam z siebie, jeśli nie
widzi Ojca czyniącego. Albowiem to samo, co On czyni, podobnie i Syn czyni.
Ojciec bowiem miłuje Syna i ukazuje Mu to wszystko, co sam czyni, i jeszcze
większe dzieła ukaże Mu, abyście się dziwili.
Albowiem jak Ojciec wskrzesza umarłych i ożywia, tak
również i Syn ożywia tych, których chce. Ojciec bowiem nie sądzi nikogo, lecz
cały sąd przekazał Synowi, aby wszyscy oddawali cześć Synowi, tak jak oddają
cześć Ojcu. Kto nie oddaje czci Synowi, nie oddaje czci Ojcu, który Go posłał.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto słucha słowa mego i wierzy w Tego, który
Mnie posłał, ma życie wieczne i nie idzie pod sąd, lecz ze śmierci przeszedł do
życia.
Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam, że nadchodzi
godzina, nawet już jest, kiedy to umarli usłyszą głos Syna Bożego, i ci, którzy
usłyszą, żyć będą. Jak Ojciec ma życie w sobie samym, tak również dał to
Synowi: mieć życie w sobie. Dał Mu władzę wykonywania sądu, ponieważ jest Synem
Człowieczym.
Nie dziwcie się temu! Nadchodzi bowiem godzina, kiedy
wszyscy, co są w grobach, usłyszą głos Jego: i ci, którzy pełnili dobre czyny,
pójdą na zmartwychwstanie do życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na
zmartwychwstanie do potępienia.
Ja sam z siebie nic czynić nie mogę. Sądzę tak, jak
słyszę, a sąd mój jest sprawiedliwy; szukam bowiem nie własnej woli, lecz woli
Tego, który Mnie posłał».
To już czternaście
lat jak odszedł św. Jana Paweł II. Godzinę 21:37 mało kto pamięta.
Nie zmarnowałem tych
14 lat. Kiedy patrzyłem i słuchałem jak odchodził Papież, zrozumiałem, że pora
na nas. Pora na mnie. Oczywiście, nie dorastam w żadnej mierze Papieżowi.
Staram się, jak umiem, spoglądać z miłością na braci bez pracy i bez domu, na
tych, co siedzą w więzieniach, na tych, co pukają do polskich drzwi szukając u
nas schronienia bo lecą im bomby na domy.
Jan Paweł II jest na
pewno nie doczytany przez nasze pokolenie, jeszcze bardziej „nie zrobiony”.
Wierzę, że naprawdę jest pora na nas.
Niżej, kilka
fragmentów nauczania Papieża.
Trzeba
spojrzenia miłości, aby dostrzec obok siebie brata, który wraz z utratą pracy,
dachu nad głową, możliwości godnego utrzymania rodziny i wykształcenia dzieci
doznaje poczucia opuszczenia, zagubienia i beznadziei. Potrzeba „wyobraźni
miłosierdzia”, aby przyjść z pomocą dziecku zaniedbanemu duchowo i materialnie;
aby nie odwracać się od chłopca czy dziewczyny, którzy zagubili się w świecie
różnorakich uzależnień lub przestępstwa; aby nieść radę, pocieszenie, duchowe i
moralne wsparcie tym, którzy podejmują wewnętrzną walkę ze złem. Potrzeba tej
wyobraźni wszędzie tam, gdzie ludzie w potrzebie wołają do Ojca miłosierdzia:
„Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”. Oby dzięki bratniej miłości tego
chleba nikomu nie brakowało! „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni
miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7).
Drodzy bracia i siostry,
(…) są sprawy w życiu tak doniosłe i tak pilne, że nie cierpią zwłoki i nie
wolno ich odkładać na jutro. One muszą być podjęte już dziś. Woła psalmista:
„Obyście usłyszeli dzisiaj głos Jego: «Nie zatwardzajcie serc waszych»” (Ps
95[94],7-8). „Krzyk biednych” (Hi 34,28) całego świata podnosi się nieustannie
z tej ziemi i dociera do Boga. Jest to krzyk dzieci, kobiet, starców,
uchodźców, skrzywdzonych, ofiar wojen, bezrobotnych. Biedni są także wśród nas:
ludzie bezdomni, żebracy, ludzie głodni, wzgardzeni, zapomniani przez
najbliższych, przez społeczeństwo, ludzie poniżeni i upokorzeni, ofiary różnych
nałogów. Wielu z nich próbuje nawet ukryć swoją ludzką biedę, ale trzeba umieć
ich dostrzec. Są także ludzie cierpiący w szpitalach, dzieci osierocone albo
opuszczone przez rodziców czy młodzież przeżywająca trudności i problemy swego
wieku.
„Na
świecie istnieją przejawy nędzy, które muszą wstrząsnąć sumieniami chrześcijan
i przypomnieć im o pilnym obowiązku przeciwdziałania, zarówno indywidualnego,
jak i społecznego. Także dzisiaj otwierają się przed nami rozległe dziedziny, w
których miłość Boża powinna być obecna przez działanie chrześcijan. Chrystusowe
„dziś” winno zabrzmieć z całą mocą w każdym sercu i uwrażliwić je na dzieła
miłosierdzia. „Krzyk i wołanie biednych” domaga się od nas konkretnej i
wielkodusznej odpowiedzi. Domaga się gotowości służenia bliźniemu. Jesteśmy
wzywani przez Chrystusa. Wciąż jesteśmy wzywani. Każdy na inny sposób. Na
różnych bowiem miejscach cierpi człowiek i woła o człowieka.
Nie wiem czy uda mi się w tym Wielkim Pości zmienić na lepsze, próbuję. Jest
jednak coś o wiele istotniejszego, i w Poście i w życiu.
Żeby uwierzyć słowom Jezusa. Bohater dzisiejszej Ewangelii – „Uwierzył
człowiek słowu, które Jezus powiedział do niego, i poszedł”. Poszedł i
odzyskał zdrowego syna, wcześniej umierającego. Stało się tak, bo uwierzył
słowu Jezusa.
Od wiary w słowa Jezusa wszystko zależy. Zdrowie nas samych i naszych
bliskich, ulga w cierpieniach, pociecha w strapieniach. To wszystko mało
znaczy. Najważniejsze, abyśmy uwierzyli w życie wieczne, które swoim słowem
przyrzekł nam Jezus.
Jezus odszedł z Samarii i udał się do Galilei. Jezus wprawdzie sam
stwierdził, że prorok nie doznaje czci we własnej ojczyźnie, kiedy jednak
przyszedł do Galilei, Galilejczycy przyjęli Go, ponieważ widzieli wszystko, co
uczynił w Jerozolimie w czasie świąt. I oni bowiem przybyli na święto.
Następnie przybył powtórnie do Kany Galilejskiej, gdzie przedtem przemienił
wodę w wino. A był w Kafarnaum pewien urzędnik królewski, którego syn chorował.
Usłyszawszy, że Jezus przybył z Judei do Galilei, udał się do Niego z prośbą,
aby przyszedł i uzdrowił jego syna, był on już bowiem umierający.
Jezus rzekł do niego: «Jeżeli nie zobaczycie znaków i cudów, nie
uwierzycie».
Powiedział do Niego urzędnik królewski: «Panie, przyjdź, zanim umrze moje
dziecko».
Rzekł do niego Jezus: «Idź, syn twój żyje». Uwierzył człowiek słowu, które
Jezus powiedział do niego, i poszedł.
A kiedy był jeszcze w drodze, słudzy wyszli mu naprzeciw, mówiąc, że syn
jego żyje. Zapytał ich o godzinę, kiedy poczuł się lepiej. Rzekli mu: «Wczoraj
około godziny siódmej opuściła go gorączka». Poznał więc ojciec, że było to o
tej godzinie, kiedy Jezus rzekł do niego: «Syn twój żyje». I uwierzył on sam i
cała jego rodzina.
Ten już drugi znak uczynił Jezus od chwili przybycia z Judei do Galilei. (J
4,43 – 54)
Wiele razy Ewangelię o synu marnotrawnym czytaliśmy i słuchaliśmy. Przypomina
nam, że nie ma takiego głupstwa i świństwa, które zniechęciłoby Pana Boga do
nas.
I wzywa, abyśmy mieli odwagę do takiego miłosierdzia wobec ludzi, z którymi
idziemy przez życie.
Liturgia słowa
W owym czasie przybliżali się do Jezusa
wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i
uczeni w Piśmie, mówiąc: «Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi».
Opowiedział im wtedy następującą
przypowieść:
«Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy
z nich rzekł do ojca: „Ojcze, daj mi część własności, która na mnie przypada”.
Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy
wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swoją własność, żyjąc
rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w
owej krainie, i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał na
służbę do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby
pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się
świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: „Iluż to
najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu przymieram głodem.
Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw
Niebu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń
mnie choćby jednym z twoich najemników”. Zabrał się więc i poszedł do swojego
ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego
ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję
i ucałował go. A syn rzekł do niego: „Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Niebu i wobec
ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem”.
Lecz ojciec powiedział do swoich sług:
„Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na
rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy
ucztować i weselić się, ponieważ ten syn mój był umarły, a znów ożył; zaginął,
a odnalazł się”. I zaczęli się weselić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na
polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego
ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: „Twój brat powrócił, a
ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego”.
Rozgniewał się na to i nie chciał wejść;
wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: „Oto tyle
lat ci służę i nie przekroczyłem nigdy twojego nakazu; ale mnie nigdy nie dałeś
koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój,
który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone
cielę”.
Lecz on mu odpowiedział: „Moje dziecko, ty
zawsze jesteś ze mną i wszystko, co moje, do ciebie należy. A trzeba było
weselić się i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył;
zaginął, a odnalazł się”».
Niekiedy czujemy się na modlitwie wspaniale, uniesieni, płyniemy wysoko, wydaje się, że jesteśmy blisko Pana Boga,
promieniujemy i rozpiera nas duchowa duma – dobrze się modlimy, w pewnych
kręgach mówi się, „że był duch, power”.
Nic bardziej złudnego, mylimy nasze dobre samopoczucie z faktyczną bliskością
Boga. Cała Ewangelia – w tym dzisiejsza historia – uczą, że najbliżej Pana Boga
jesteśmy wtedy, kiedy cierpimy, kiedy czujemy się grzeszni, zbrukani, samotni,
rozbici, upokorzeni.
Nasza bieda, jakakolwiek, jest tym, co przyciąga Pana Boga jak magnes,
wtedy On pochyla się nad nami. I nie musimy dużo mówić, wystarczy to zdanie celnika:
„Boże, miej litość dla mnie grzesznika”. Nawet i to za dużo. Wystarczy, że się
rozpłaczemy albo westchniemy albo spuścimy głowę.
Jezus opowiedział niektórym, co dufni byli w siebie,
że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść:
«Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić,
jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił:
„Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie: zdziercy, niesprawiedliwi,
cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję
dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam”.
A celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść
ku niebu, lecz bił się w piersi, mówiąc: „Boże, miej litość dla mnie,
grzesznika!”
Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwiony,
nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża,
będzie wywyższony».
Bolesna lekcja skazania. Kiedy
otrzymujesz etykietę: Ty jesteś winny. Jeszcze jakoś wytrzymać się da, jeśli jesteś
winny. Ale co czujesz, gdy słyszysz, że jesteś winny, a jesteś niewinny?
Żal, bunt, wstręt do całego
świata i ludzi, gorycz, całkowite zwątpienie.
Ludzie będą cię sądzić. Nazwa
cię: durniem, idiotą, może poprańcem czy jakimś …synem. Nawet nie potrzebują
argumentów. I pewnie w większości przypadków nie zasługujesz na te określenia.
Mścić się? Odpowiedzieć serią podobnych
sądów? Upić się z nieszczęścia? Jasne,
że te sądy bolą, mówią je rodzice, nauczyciele, dzieci.
Nad każdym sądem, wydanym na
ciebie, pomyśl. Jeśli jest w nim coś słusznego, przyjmij. Jeśli są to sądy kłamliwe,
nie mścij się i nie oddawaj ciosów. Masz ważniejsze rzeczy do zrobienia.
Sztuka życia, to sztuka
milczenia, gdy sądzą cię i szarpią.
Jezu, naucz mnie milczeć.
Stacja 2.
Jezus bierze krzyż
Bierzemy w życiu lekcje języków
obcych, lekcje tańca i lekcje nauki jazdy. Nowe wyzwania wymagają nowych umiejętności.
I po jakimś czasie mówimy po angielsku,
włosku i hiszpańsku. Tańczymy jive’a i salsę. Płynnie prowadzimy auto, na czas
włączając kierunkowskazy i hamując na stopie.
Lekcje brania krzyża są
najtrudniejsze. Nauczeni jesteśmy wymigiwać się od spraw trudnych i ciężkich.
Słowem na zajęciach z dźwigania krzyża – same nieobecności i to nieusprawiedliwione.
Nazwij to, co trudne, ciężkie, bolesne
w twoim życiu. Może to będzie On, Ona, Oni. Może nielubiany wygląd, nie te
studia, co marzyłeś, nie taka praca.
Sztuka życia polega na tym, aby
nieść a nie narzekać, żeby brać, a nie odrzucać.
Panie Jezu, który bierzesz krzyż
na swoje ramiona, patrzę na Ciebie i wiem, że chcąc żyć, muszę wziąć ten swój
kawałek krzyża.
Stacja 3,
Pierwszy upadek
Cenisz swoje wzloty. Awansowałeś
z gimnazjum do liceum, z liceum na studia. Potem pierwsza praca, stanowisko.
Masz już komórkę, laptopa i kartę
kredytową. Byłeś już w Warszawie, Londynie i na plaży na Krecie.
Porażki? Któż ich nie ma! Nie
przejmujesz się tym. W żadnym CV nie napiszesz: w życiu nie udało mi się dobrze
zdać matury, miałem fiasko na dwóch pierwszych randkach…
To zabawne, ale przywykliśmy oglądać
siebie i przedstawiać siebie w kategoriach sukcesów i wzlotów.
Prawda o życiu jest taka, że są w
nim i upadki. Życie uczy pokory, to lekcja ważna.
I jak nie chcesz, żeby cię ktoś
oceniał według twoich upadków, klęsk i porażek, tak nie ciesz się nigdy, że
komuś tam się nie udało, dał plamę czy schrzanił coś.
Po to życie funduje ci porażki,
żebyś był bardziej wyrozumiały.
Panie Jezu, upadający na jerozolimskim
deptaku, rozumiesz moje upadki, spraw bym rozumiał upadki innych.
Stacja 4.
Spotkanie z Matką
Życie to cała seria spotkań.
Ważnych, ale i nijakich. Nie mogło ich braknąć na Drodze Krzyżowej.
To spotkanie, z Matką, o tyle ważne,
że jest to spotkanie rodzinne. Nie przy świątecznym stole, jak wiele takich w
naszym życiu.
Tu, w obliczu cierpienia, każde spotkanie
nabiera znaczenia, bo mieści się w serii Spotkań Ważnych.
Nie ma tu żadnych słów i gestów.
Może tylko Milcząca Obecność. Bo tak jest, że najbardziej potrzeba Obecności.
A życie to sztuka Obecności. A obecność
matki, to znak, że Miłość nie opuszcza, zwłaszcza w cierpieniu.
Panie Jezu, który na drodze swojej
spotkałeś Matkę, ucz nas obecności przy cierpiących.
Stacja 5.
Szymon z Cyreny
W spotkaniach z Nieznajomymi jest
niepewność. Mogą pomóc, ale mogą i skrzywdzić.
Ludzie jednak są o wiele lepsi
niż o nich myślimy.
Dla Szymona to spotkanie było
nawet wymuszone – „przymusili go, gdy wracał z pola”.
Ale oto przypadkowe i wymuszone
spotkanie dwóch ludzi zamienia się w symbol bliskości. Dlatego, że Szymon
otworzył swoje serce, a wraz z nim i barki, aby ponieść trochę krzyż Jezusa.
Nie ma przypadkowych spotkań w naszym
życiu, choć niektóre takimi się nam wydają – tylko wtedy, gdy zamknęliśmy
serce.
Każde spotkanie z człowiekiem
jest lekcją jedyną, wezwaniem do czynu.
Panie Jezu, który odczułeś
przyjaźń i pomoc Szymona z Cyreny, daj nam otwarte serca na każdego spotkanego człowieka.
Stacja 6.
Weronika ociera twarz
I trzecie spotkanie z życzliwym
człowiekiem, wrażliwą i odważną kobietą, Weroniką.
To nawet nieważne, że otarła
chustą twarz Jezusa. W chwilach trudnych, jeśli ktoś staje przy nas, jesteśmy
umocnieni.
Ta chusta otarła nie tyle pot i
krew, co samotność, opuszczenie i ból. Serce Weroniki było w rezonansie z
rozedrganym bólem sercem Jezusa.
Serce Weroniki poruszyło jej
ręce, w których była chusta.
Życie jest nieustanną szkołą
rezonansu, wprawiania serca w miłosna amplitudę drgań.
Panie Jezu, ucz nas zmiany rytmu
serca, z tego jałowego rytmu egoizmu na żywe bicie dla innych.
Stacja 7.
Drugi upadek
Życie jest także sztuką
powstawania. Żeby upadki nie nakazywały nam ucieczki i odwrotu. Bo i tak może
być, że jak upadniesz, to mówisz: dość już tego, to nie ma sensu, nie dam rady.
Gdybyś nie upadał, może byś nigdy
nie wiedział, że jesteś bardzo silny. Że masz siłę, aby się zebrać, poderwać,
skrzyknąć wszystkie swoje moce.
I jak prawdą o życiu są nasze upadki,
tak radosną prawdą jest moc powstawania.
W sztuce życia powstawanie
objawia najgłębszą moc człowieka.
Panie Jezu, powstający na Drodze Krzyżowej,
zabierz nas ze sobą.
Stacja 8.
Płaczące niewiasty
Niekiedy można tylko płakać. I to
się przydarzyło Kobietom w Jerozolimie.
Święte są łzy skruchy, bo
odmieniają serca w dobroć i odnawiają je.
Święte są łzy pozornie bezradnej niezgody,
kiedy płaczesz, bo się nie zgadzasz. A zrobić nie możesz nic.
Święte są łzy współczucia, bo
oznaczają: „Wiem, że cierpisz. Rozumiem cię. Jestem z tobą. Nie opuszczę cię”.
Życie to również lekcje płaczu –
nad sobą, nad niegodziwością i złem. Ale łzy to nie łzy, to czasem nasiona
nowego życia twojego, i nasiona, z których wyrośnie lepszy świat.
Panie Jezu, kiedy trzeba, daj mi
dar łez, abym płakał nad życiem i światem. A czasem przyjmij moje łzy, jedyny
różaniec, po którym nie będzie śladu.
Stacja 9.
Trzeci upadek
Tu oczywiście byłby koniec Drogi Krzyżowej.
Już za długo to trwa. Już za ciężki ten krzyż. Już nie będzie żadnych życzliwych
ludzi. Niech to się lepiej już skończy.
Po co to dalej bez sensu toczyć?
Nie lepiej skoczyć z ostatniego piętra? Zawiązać sznur na szyi? Łyknąć czterdzieści
tabletek?
Ten upadek byłby końcem, gdyby
nie było żadnego DALEJ.
Nie, nie ma ostatniego upadku. Każdy
jest pierwszy, jeśli widzisz, że jest DALEJ, że są jeszcze ważne rzeczy do zrobienia,
ludzie do pokochania, może nawet jakieś widoki do koniecznego zobaczenia albo
książki, które trzeba przeczytać.
Ale uważaj, jak zgubisz to
„DALEJ”, to pierwszy upadek może być ostatnim.
Zycie to sztuka przedłużania
spojrzenia poza upadki, widzenia dalej.
Więc choćby nie wiem co, wstaję i
idę. Dalej. Dalej i dalej. Tak rodzi się człowiek, który już nie upadnie.
Panie Jezu, Ty widziałeś i
widzisz najdalej, rozjaśnij nam serca i myśli, abyśmy dostrzegali horyzont bez
końca.
Stacja 10.
Obnażenie z szat
Nie o ubranie tu idzie, przecież
to wszystko już w kurzu, pocie i krwi. Nie o sandały, rozdeptane pod ciężarem
drewnianych belek.
Nie to próbują Jezusowi odebrać.
Tu dokonuje się misterium bezprawia, kiepski teatr poniżenia.
Chodzi o to, by udowodnić, że
jesteś nikim, zbędną rzeczą, śmieciem.
Można zedrzeć ubranie, można
popchnąć aż ktoś się potoczy, walnąć bejsbolem albo przytrząsnąć drzwiami.
Nie możesz tego pojąć. Kto może?
Że życie nie szczędzi nam też ćwiczeń z bestialstwa, poniżenia i znęcania się.
Po to jednak jest ta stacja i tysiące
jej podobnych, jakie widzisz w TV i Internecie, abyś obudził w sobie protest.
Stop.
Tak być nie może. Tak z
człowiekiem nie można. Nawet jeśli widzisz, że się zdarza.
Panie Jezu, który dałeś
świadectwo godności w chwili poniżenia, umocnij w nas pragnienie walki o
godność każdego człowieka.
Stacja 11.
Przybicie do krzyża
Mamy teraz zajęcia praktyczne z
bólu. Krew tryskającą z lewej ręki, prawej ręki, prawej nogi, lewej nogi.
Gwoździe tkwią między kościami. Bezsilność i bezruch.
Ile trzeba mieć miłości, żeby nie
posłuchać złowieszczych wołań: „Innych ratował, niech siebie uratuje”.
Żeby nie zwariować z bólu,
cierpienie musi być oddane ZA. Za kogoś, za coś. Albo DLA. Dla kogoś, dla
czegoś. Cierpienie i ból to doświadczenie z granicy naszych możliwości.
Sens mają tylko wtedy, gdy
oddajesz je dla kogoś i za kogoś.
Ból i cierpienie też są prawdą o
naszym życiu, prawdą do przeżycia.
Panie Jezu, przybijany do krzyża
umocnij w bólu, niech moje cierpienie stanie się miłością.
Stacja 12.
Śmierć na krzyżu
Miała być szkoła życia, a jest
szkoła umierania.
Nie odwracaj oczu od śmierci. Nie
tylko życie ma być miłością, śmierć też ma być z miłości.
Nie wolno ci zejść z drogi miłości.
I nie wolno ci myśleć ani mówić o śmierci bez miłości.
Bez miłości i życie, i śmierć
tracą sens.
Patrzysz na krzyż. Śmierć. Ale
przecież i miłość.
Dlatego, że była miłość, jest i śmierć.
Dlatego, że była miłość prawdziwa, jest i śmierć prawdziwa.
Szansa w tym, że jak śmierć potężna
jest miłość.
Śmierci się wydaje, że kończy z
nami. Miłości trwa dalej, ocala, potem podniesie z grobu.
Życie – szkoła kochania poza śmierć.
Panie Jezu, umierając objawiłeś
mi miłość bez granic, daj bym poprzez swoją miłość przeszedł przez granicę
śmierci.
Stacja 13.
Złożenie do grobu
Tu jest lekcja więzi, która
troszczy się o ciało kochane, nawet kiedy ono jest już martwe i pokiereszowane
włócznią.
Życie nie jest tylko szkoła dbania
o piękno ciała, w którym jest ruch i energia.
Te kilka osób, które zdejmują
ciało z krzyża, namaszczają i owijają w płótno, świadczą o trosce o godność
tego ciała, które jest świątynią ducha.
Nie omijaj ludzkich ciał. Bez
nich nie miałbyś ludzkich spojrzeń, głosów, dotyku, czułości i namiętności.
Ciało to człowiek. Troska o
ciało, nawet już martwe, jest znakiem więzi z człowiekiem.
Życie – szkoła istnienia w ciele
i szkoła troski o ciało.
Panie Jezu, obudź we mnie piękną miłość
do ciała, która nie wzdryga się i nie odwraca nawet od trumny.
Stacja 14.
Grób Jezusa
Ten grób uczy najprostszych i najważniejszych
prawd o życiu, a jeszcze bardziej o człowieku.
Że życie się nie kończy, ale
pokonuje śmierć i trwa.
Że człowiek upada, jest sądzony,
poniżany, ale zwycięża.
Że nie zostajemy na drogach krzyżowych sami, ale jest przyjaźń Szymonów, Weronik
i płaczących ze współczuciem kobiet.
Że wreszcie zawsze warto kochać,
bo mogą się zdarzyć rzeczy niemożliwe i wpadną nam w ręce klucze do wiecznego
życia.
Zło jest nieodłączną częścią historii ludzkości i naszych życiorysów. Co
robimy ze złem?
Najbardziej rozpowszechniona dziś postawa to akceptacja. W imię rzekomej wolności
myśli, słowa i działania, akceptujemy zło – popełniane przez innych i przez
siebie. Wolno nam (i innym) popełniać zło. Nieważne, czy czynimy zło czy dobro,
ważne, że my tego dokonujemy, najwyższą wartość ma nasz czyn.
Druga droga to obojętność wobec zła i wobec dobra. Wobec obydwu utrzymujemy
dystans emocjonalny, zwykle przy tym nazywając „dobrym” to, co jest przyjemne i
korzystne dla nas czy dla naszej, rodziny, partii lub grupy.
Trzecia możliwość, często stosowana, to niezgoda na zło w formie wewnętrznego
sprzeciwu. Nie zgadzamy się w myślach, słowach, w dyskusjach w gronie rodziny,
przyjaciół. Niewiele z tego wynika.
Czwarta, ewangeliczna droga, to pokonywanie zła. Stawienie mu czoła z
odwagą i przekonaniem, że jest siła zdolna zło pokonać. W historii chrześcijaństwa
ta droga przybierała tragiczne i karykaturalne wersje, np. wyprawy krzyżowe.
Ewangeliczna droga walki ze złem pozostaje niezmienna – „Nie daj się zwyciężyć
złu, ale zło dobrem zwyciężaj” (Rz 12,2). Ilekroć zderzamy się ze złem możemy
mobilizować się do większego dobra nie oglądając się na innych. Po prostu wykrzesać
z siebie dobre myśli, dobre słowa, dobre gesty i dobre czyny. Na przykład dać
głodnemu chleb albo gorącą herbatę. Zło zostanie pokonane.
Jezus wyrzucał złego ducha z człowieka,
który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były
zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: «Mocą Belzebuba, władcy złych duchów,
wyrzuca złe duchy». Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego
znaku z nieba.
On jednak, znając ich myśli, rzekł do
nich: «Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali.
Jeśli więc i Szatan z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo?
Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja mocą
Belzebuba wyrzucam złe duchy, to czyją mocą wyrzucają je wasi synowie? Dlatego
oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to
istotnie przyszło już do was królestwo Boże.
Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu,
bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona
go, to zabierze całą broń jego, na której polegał, i rozda jego łupy.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie;
a kto nie zbiera ze Mną, ten rozprasza».
Współczesną kulturę zdominowały referenda i plebiscyty. Dowolne sprawy
ustala się zgodnie z wolą głosujących. Ponieważ wiedza i mądrość zastępowane są
coraz częściej propagandą i internetowymi żartami, nie można wykluczyć, że
gdzieś przyjmie się iż dwa razy dwa wolą większości wyniesie trzy albo pięć.
Tyrania widzimisię i nieuctwa może zastąpić logikę i uznanie prawdy, zgodnie z
tendencją, że prawdę się ustala (w głosowaniach) a nie odkrywa.
Wielkopostne nawrócenie w pierwszym rzędzie oznacza wiarę w Boże prawo,
zawarte w dekalogu i wskazaniach ewangelicznych. Jeśli na nich budujemy, życie
nabiera sensu i oprze się szaleństwu głupoty.
Jezus powiedział do swoich uczniów:
«Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo
Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem, powiadam wam:
Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni
się w Prawie, aż się wszystko spełni.
Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań,
choćby najmniejszych, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie
niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie
niebieskim». (Mt 5,17 – 19)
Wiele
razy w życiu widziałem ludzi w sytuacji Dobrego Łotra, rzutem na taśmę
zdobywającego ratunek. Podziwiam wiarę i nadzieję św. Dyzmy, bo takie imię w tradycji
nosi Dobry Łotr. Podziwiam wiarę i nadzieję tych, którzy jego wzorem czepiają
się ostatniej szansy, nie wątpią do samego końca.
Kiedy
już wszystko wyda nam się stracone (a takie chwile miewa prawie każdy z nas),
kiedy ludzie w nas zwątpią, kiedy przyjdzie pokusa przeklinania losu, zawołajmy
o pomoc do Dobrego Łotra. Patrona ostatniej, ostatniej i wykorzystanej szansy.
Dzisiaj w liturgii jest wspomnienie tego znakomitego świętego.
Ilustracja
za brewiarz.pl
LITURGIA SŁOWA
Jeden ze złoczyńców, których [tam] powieszono, urągał Mu: «Czy Ty nie
jesteś Mesjaszem? Wybaw więc siebie i nas». Lecz drugi, karcąc go, rzekł: «Ty nawet Boga się nie boisz,
chociaż tę samą karę ponosisz? My przecież – sprawiedliwie, odbieramy bowiem słuszną karę za
nasze uczynki, ale On nic złego nie uczynił». I dodał: «Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego
królestwa». Jezus mu odpowiedział: «Zaprawdę, powiadam ci: Dziś ze
Mną będziesz w raju». (ŁK 23, 39 – 43)
Prawie codziennie w południe odmawiam Anioł Pański, modlitwę, która
przypomina początek bliskości Boga z człowiekiem, ze mną i z każdym z nas.
Wielka radość, że Pan Bóg jest blisko, że jest w tym człowieku z którym się
spotkam. I że dzięki temu życie ma pełny sens.
W:
Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi.
O: I poczęła z Ducha Świętego.
Zdrowaś Maryjo…
W: Oto ja służebnica Pańska.
O: Niech mi się stanie według słowa Twego.
Zdrowaś Maryjo…
W: A Słowo ciałem się stało.
O: I zamieszkało między nami.
Zdrowaś Maryjo…
W: Módl się za nami, Święta Boża Rodzicielko.
O: Abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych.
Módlmy się:
Prosimy Cię, Panie, wlej w nasze serca swoją łaskę, abyśmy,
poznawszy za Zwiastowaniem Anielskim wcielenie Chrystusa Syna Twojego, przez
Jego mękę i krzyż zostali doprowadzeni do chwały zmartwychwstania. Przez
Chrystusa Pana naszego. Amen.
W: Chwała Ojcu i Synowi, i Duchowi Świętemu.
O: Jak była na początku, teraz i zawsze, i na
wieki wieków. Amen.
W: Wieczny odpoczynek racz zmarłym dać Panie.
O: A światłość wiekuista niechaj im świeci.
W: Niech odpoczywają w pokoju wiecznym.
O: Amen.
LITURGIA SŁOWA
Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w
Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu
Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.
Anioł wszedł do Niej i rzekł: «Bądź
pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między
niewiastami».
Ona zmieszała się na te słowa i rozważała,
co miałoby znaczyć to pozdrowienie.
Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się,
Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu
nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan
Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki,
a Jego panowaniu nie będzie końca».
Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się
to stanie, skoro nie znam męża?»
Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty
zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się
narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta,
poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za
niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».
Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica
Pańska, niech mi się stanie według twego słowa». Wtedy odszedł od Niej anioł.