Strona o Bogu i życiu dla niewierzących, wierzących, wątpiących, poszukujących, tych, którym się wydaje, że wierzą i tych, którym się wydaje, że nie wierzą. Ks.Mieczysław Puzewicz
Dlaczego codziennie
czytam Ewangelię? Żeby nie zgubić tego, co najważniejsze, drogi do życia
wiecznego. I żeby napełnić głowę, a przez to i serce, dobrymi myślami, spokojem
i nadzieją.
I po to, żeby czuć
się ważnym tak jak wróble, o które przecież troszczy się codziennie Pan Bóg.
Tak jak mówił Pan
Jezus: U was zaś nawet włosy na głowie
wszystkie są policzone. Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli. (Łk
12,7)
Pójdziemy dzisiaj w procesji za Najświętszym Sakramentem. Tak uwielbimy cud
obecności Chrystusa w Eucharystii.
Ta procesja zobowiązuje do innej, w której rzadko uczestniczymy. Myślę o
procesji z chlebem – i innymi dobrami – do głodnych, smutnych, samotnych,
chorych.
Wtedy my sami stajemy się chlebem, tak jak Chrystus stał się nim dla nas.
Jezus mówił tłumom o królestwie
Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał. Dzień począł się chylić
ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu, mówiąc: «Odpraw tłum; niech
idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie mogliby się zatrzymać i znaleźć żywność,
bo jesteśmy tu na pustkowiu». Lecz On rzekł do nich: «Wy dajcie im jeść!» Oni
zaś powiedzieli: «Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i
zakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi». Było bowiem mężczyzn około pięciu
tysięcy.
Wtedy rzekł do swych uczniów:
«Każcie im rozsiąść się gromadami, mniej więcej po pięćdziesięciu». Uczynili
tak i porozsadzali wszystkich.
A On wziął te pięć chlebów i dwie
ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy nad nimi błogosławieństwo, połamał i dawał
uczniom, by podawali tłumowi. Jedli i nasycili się wszyscy, a zebrano jeszcze z
tego, co im zostało, dwanaście koszów ułomków. (Łk 9,11 – 17)
Jutro prawie cały
świat będzie obchodził Światowy Dzień Uchodźcy. Zbieżność dat, Boże Ciało i 20
czerwca, zapewne zaćmi w Polsce problem uchodźców.
Polska jest jednym z
narodów najbardziej zasługującym na miano uchodźczego. Przypomnę, że jesteśmy
prawie 52 milionowym narodem, z którego ziemie między Bugiem a Odrą zamieszkuje
ok. 38 milionów. Po Warszawie drugim miastem z największą liczbą Polaków jest
Chicago, a potem Nowy Jork. Populacja Polaków żyjących w Toronto przewyższa
liczbę mieszkańców Lublina.
Ostatnie kilka lat
upłynęło w Polsce na zohydzaniu imigrantów pukających do bram naszego kraju, lżeniu
ich i straszeniu nimi. Duża część Polaków uwierzyła w tę koszmarną propagandę i
nie chce u nas przybyszów. Chrystus jest jednoznaczny w swojej nauce – „Byłem
przybyszem, a przyjęliście Mnie” (Mt 25). Ktokolwiek straszy uchodźcami jest
fałszywym prorokiem.
Wklejam niżej Orędzie
Ojca Świętego Franciszka na tegoroczny Dzień Uchodźcy. Jeśli nie przeczytacie całości,
zerknijcie na kilka pięknych zdań. W uchodźcach i imigrantach przychodzi do nas
sam Chrystus.
Zdjęcie – czeczeńska rodzina,
która nie została wpuszczona do Polski pomimo zagrożenia życia we własnej
Ojczyźnie. Obecnie, dzięki pomocy lubelskich przyjaciół, radzi sobie na
Białorusi, w pobliżu Brześcia. Pisałem o tej sytuacji tutaj:
„Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14,27). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi również o nasze lęki. Nikczemności i
obrzydliwości naszych czasów powiększają „nasz lęk przed «innymi», nieznanymi,
zepchniętymi na margines, cudzoziemcami […]. Zauważamy to szczególnie dzisiaj,
w obliczu przybycia migrantów i uchodźców, którzy pukają do naszych drzwi w poszukiwaniu
opieki, bezpieczeństwa i lepszej przyszłości. To prawda, lęk jest uzasadniony,
również dlatego, że brakuje przygotowania do tego spotkania” (Omelia, Sacrofano, 15
febbraio 2019). Problemem nie jest fakt, że mamy wątpliwości i obawy. Problem
pojawia się wówczas, gdy te lęki determinują nasz sposób myślenia i działania
do tego stopnia, że sprawiają, iż stajemy się nietolerancyjni, zamknięci, a
może nawet – nie zdając sobie z tego sprawy – stajemy się rasistami. W ten
sposób lęk pozbawia nas pragnienia i zdolności do spotkania się z bliźnim,
osobą inną niż ja; pozbawia mnie szansy spotkania się z Panem
Tekst całego Orędzia Franciszka:
Drodzy
bracia i siostry,
Wiara zapewnia nas, że królestwo Boże w sposób tajemniczy jest
już obecne na ziemi (por. SOBÓR WATYKAŃSKI II, Konst. Gaudium
et spes, 39); jednak także w naszych czasach musimy z bólem stwierdzić, że
napotyka ono przeszkody i siły przeciwne. Nieustanie rozdzierają ludzkość
gwałtowne konflikty i prawdziwe wojny; kolejno następują po sobie
niesprawiedliwości i dyskryminacje; trudno przezwyciężyć nierówności
gospodarcze i społeczne w skali lokalnej czy też ogólnoświatowej. A cenę za to
płacą przede wszystkim ludzie ubodzy i znajdujący się w gorszej sytuacji.
Społeczeństwa najbardziej zaawansowane gospodarczo rozwijają w
swoim łonie skłonność do pogłębionego indywidualizmu, która w połączeniu z
mentalnością utylitarną i pomnożona przez sieć medialną wytwarza „globalizację
obojętności”. W tym scenariuszu migranci, uchodźcy, przesiedleńcy i ofiary
handlu ludźmi stali się symbolami wykluczenia, ponieważ oprócz trudności, jakie
pociąga za sobą sam ich stan, często są obciążani osądem negatywnym,
traktującym ich jako przyczynę bolączek społecznych. Postawa wobec nich stanowi
dzwonek alarmowy, ostrzegający przed upadkiem moralnym, który grozi wówczas,
gdy przyznaje się miejsce kulturze odrzucenia. Istotnie na tej drodze każdej
osobie, która nie mieści się w kanonach sprawności fizycznej, psychicznej i
społecznej, grozi marginalizacja i wykluczenie.
Z tego względu obecność migrantów i uchodźców – podobnie jak
ogólnie osób bezradnych – stanowi dzisiaj zachętę do przywrócenia pewnych
istotnych wymiarów naszej egzystencji chrześcijańskiej i naszego humanitaryzmu,
którym grozi uciszenie w pełnym wygody stylu życia. Dlatego właśnie „chodzi nie
tylko o migrantów”, to znaczy: interesując się nimi, interesujemy się także
sobą, wszystkimi; otaczając ich troską, rozwijamy się wszyscy; słuchając ich,
udzielamy głosu również tej części nas, którą być może trzymamy w ukryciu,
ponieważ nie jest ona dzisiaj dobrze widziana.
„Odwagi! Ja jestem, nie bójcie się!” (Mt 14,27). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi również o
nasze lęki. Nikczemności i obrzydliwości naszych czasów powiększają „nasz
lęk przed «innymi», nieznanymi, zepchniętymi na margines, cudzoziemcami […]. Zauważamy
to szczególnie dzisiaj, w obliczu przybycia migrantów i uchodźców, którzy
pukają do naszych drzwi w poszukiwaniu opieki, bezpieczeństwa i lepszej
przyszłości. To prawda, lęk jest uzasadniony, również dlatego, że brakuje
przygotowania do tego spotkania” (Omelia,
Sacrofano, 15 febbraio 2019). Problemem nie jest fakt, że mamy wątpliwości i
obawy. Problem pojawia się wówczas, gdy te lęki determinują nasz sposób
myślenia i działania do tego stopnia, że sprawiają, iż stajemy się
nietolerancyjni, zamknięci, a może nawet – nie zdając sobie z tego sprawy –
stajemy się rasistami. W ten sposób lęk pozbawia nas pragnienia i zdolności do
spotkania się z bliźnim, osobą inną niż ja; pozbawia mnie szansy spotkania się
z Panem (por. Homilia podczas Mszy św. w
Światowym Dniu Migranta i Uchodźcy, 14 stycznia 2018 r., w: L’Osservatore Romano, wyd. pl. n.
2/(400)2018, s. 44).
„Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę
mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?” (Mt 5,
46). Chodzi nie tylko o migrantów:
chodzi również o miłosierdzie. Poprzez uczynki miłosierdzia okazujemy naszą
wiarę (por. Jk 2, 18). A
najwznioślejszym miłosierdziem jest to, które dokonuje się wobec osób, które
nie są w stanie się odwzajemnić, a być może nawet nie są w stanie podziękować.
„Gra toczy się o to, jakie oblicze pragniemy sobie nadać jako społeczeństwo, a
także o wartość każdego życia. […] Postęp naszych narodów […] zależy przede
wszystkim od zdolności do tego, by dać się poruszyć i wzruszyć tym ludziom,
którzy pukają do drzwi i swoim spojrzeniem dyskredytują i pozbawiają władzy
wszystkie fałszywe bożki obciążające i zniewalające życie. Są to bożki, które
obiecują złudne i ulotne szczęście, budowane na obrzeżach rzeczywistości i na
cierpieniu innych” (Przemówienie w diecezjalnym
Caritas w Rabacie, 30 marca 2019 r.).
„Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również
obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko” (Łk 10,33). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o nasze
człowieczeństwo. Tym, co pobudziło Samarytanina, który dla Żydów był kimś
obcym, aby się zatrzymać – było współczucie będące uczuciem, którego nie można
wyjaśnić tylko na poziomie racjonalnym. Współczucie dotyka najbardziej
wrażliwych strun naszego człowieczeństwa, powodując nieodparty impuls, aby
„stać się bliźnim” dla tych, których widzimy w trudnej sytuacji. Tak jak nas
naucza sam Jezus (por. Mt 9,
35-36; 14, 13-14; 15,32-37), okazanie współczucia oznacza rozpoznanie
cierpienia drugiego i natychmiastowe przejście do działania, aby ukoić, uzdrowić
i ocalić. Okazanie współczucia oznacza zapewnienie przestrzeni dla czułości,
którą dzisiejsze społeczeństwo często każe nam tłumić. „Otwarcie się na innych
nie zubaża, ale wzbogaca, pomaga bowiem być bardziej ludzkim: uznawać siebie za
aktywną część większej całości i przyjmować życie jako dar dla innych;
postrzegać jako cel nie swoje interesy, ale dobro ludzkości” (Przemówienie w
meczecie w Baku, w Azerbejdżanie, 2 października 2016 r., w: L’Osservatore Romano wyd. pl. n. 10
(386)/2016, s. 28).
„Strzeżcie się, żebyście nie gardzili żadnym z tych małych;
albowiem powiadam wam: Aniołowie ich w niebie wpatrują się zawsze w oblicze
Ojca mojego, który jest w niebie” (Mt 18,10). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o to, by
nikogo nie wykluczać. Współczesny świat jest każdego dnia coraz bardziej
elitarny i okrutny wobec wykluczonych. Kraje rozwijające się nadal są ogołacane
ze swoich najlepszych zasobów naturalnych i ludzkich na korzyść kilku rynków
uprzywilejowanych. Wojny ogarniają tylko pewne regiony świata, ale broń do ich
prowadzenia jest wytwarzana i sprzedawana w innych regionach, które następnie
nie chcą przyjmować uchodźców, będących efektem tych konfliktów. Płacą za nie
zawsze maluczcy, ubodzy, najbardziej bezbronni, którym zabrania się siadania
przy stole, i zostawia się jedynie „odpadki” z uczty (por. Łk 16,19-21). „Kościół «wyruszający w
drogę» […] wie, jak kroczyć naprzód i dotrzeć na rozstaje dróg, by zaprosić
wykluczonych” (Adhort. apost. Evangelii
gaudium, 24). Rozwój ekskluzywny sprawia, że bogaci są coraz bogatsi, a
biedni coraz biedniejsi. Prawdziwy rozwój polega na włączeniu wszystkich
mężczyzn i kobiet świata, promując ich rozwój integralny, i troszczy się także
o przyszłe pokolenia.
„Kto chce stać się wielkim wśród was, będzie waszym sługą, a kto
chce być pierwszym wśród was, będzie niewolnikiem wszystkich” (Mk 10, 43-44). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o
postawienie ostatnich na pierwszym miejscu. Jezus Chrystus wymaga od nas,
abyśmy nie ulegali logice świata, która usprawiedliwia wykorzystywanie innych
dla moich korzyści osobistych lub korzyści mojej grupy: najpierw ja, a potem
inni! Natomiast prawdziwe motto chrześcijanina brzmi: „najpierw ostatni!”.
„Duch indywidualistyczny jest podatnym gruntem, na którym dojrzewa poczucie
obojętności wobec drugiego, prowadzące do traktowania go jedynie jako
przedmiotu transakcji handlowej, do nieinteresowania się człowieczeństwem
innych i sprawiające, że ludzie stają się bojaźliwi i cyniczni. Czyż nie są to
może uczucia, które często budzą w nas ubodzy, zepchnięci na margines, ostatni
członkowie społeczeństwa? A iluż ostatnich mamy w naszych społeczeństwach!
Wśród nich mam na myśli zwłaszcza imigrantów, z ich brzemieniem trudności i
cierpień, z którymi obcują codziennie, poszukując – niekiedy rozpaczliwie –
miejsca, gdzie mogliby żyć w pokoju i godnie” (Przemówienie do korpusu
dyplomatycznego, 11 stycznia 2016 r., w: L’Osservatore
Romano, n. 2 (380)/2016, s. 14). W logice Ewangelii ostatni są pierwszymi,
a my musimy być gotowi, by im służyć.
„Ja przyszedłem po to, aby [owce] miały życie i miały je w
obfitości” (J 10, 10). Chodzi nie tylko o migrantów: chodzi o całą
osobę, o wszystkie osoby. W tym stwierdzeniu Jezusa znajdujemy sedno Jego
misji: sprawienie, aby wszyscy otrzymali dar życia w pełni, zgodnie z wolą
Ojca. We wszelkiej działalności politycznej, w każdym programie, w każdym
działaniu duszpasterskim musimy zawsze stawiać w centrum osobę, w jej
wielorakich wymiarach, w tym duchowym. Dotyczy to wszystkich osób, których
fundamentalną równość należy uznać. Dlatego też „rozwój nie ogranicza się
jedynie do postępu gospodarczego. Aby był prawdziwy, powinien on być zupełny,
to znaczy winien przyczyniać się do rozwoju każdego człowieka i całego
człowieka” (ŚW. PAWEŁ VI, Enc. Populorum
progressio, 14).
„A więc nie jesteście już obcymi i przychodniami, ale jesteście
współobywatelami świętych i domownikami Boga” (Ef 2,
19). Chodzi nie tylko o migrantów:
chodzi o budowanie miasta Boga i miasta człowieka. W naszym wieku,
nazywanym również erą migracji, jest wiele niewinnych osób, które padają ofiarą
„wielkiej iluzji” nieograniczonego rozwoju technologicznego i konsumpcyjnego
(por. Enc. Laudato si’, 34).
Wyruszają więc w podróż do „raju”, który nieuchronnie zawodzi ich oczekiwania.
Ich obecność, czasami niewygodna, pomaga rozwiać mity postępu zarezerwowanego
dla nielicznych, ale opierającego się na wyzysku wielu. „Chodzi zatem o to,
byśmy dostrzegli jako pierwsi i pomagali innym widzieć w migrancie i uchodźcy
nie tylko problem, z którym trzeba się zmierzyć, ale brata i siostrę, których
należy przyjąć, szanować i kochać, okazję, którą daje nam Opatrzność, byśmy
wnosili wkład w budowanie sprawiedliwszego społeczeństwa, doskonalszej
demokracji, solidarniejszego kraju, bardziej braterskiego świata i bardziej
otwartej wspólnoty chrześcijańskiej, w zgodzie z Ewangelią” (Orędzie na Światowy Dzień Migranta i Uchodźcy
2014).
Drodzy bracia i siostry, reakcję na wyzwanie współczesnej
migracji można podsumować w czterech czasownikach: przyjmować,
chronić, promować i integrować. Ale czasowniki te dotyczą nie tylko
migrantów i uchodźców. Wyrażają one misję Kościoła wobec wszystkich mieszkańców
peryferii egzystencjalnych, którzy muszą być przyjmowani, chronieni, promowani
i integrowani. Jeśli zastosujemy te czasowniki w praktyce, przyczyniamy się do
budowania miasta Boga i miasta człowieka, będziemy promowali integralny rozwój
ludzki wszystkich osób, a także dopomożemy społeczności światowej w
przybliżeniu się do celów zrównoważonego rozwoju, jaki sobie postawiła, a które
w przeciwnym razie byłyby trudne do osiągnięcia.
Stawką jest więc nie tylko sprawa migrantów, chodzi nie tylko o
nich, ale o nas wszystkich, o chwilę obecną i o przyszłość rodziny ludzkiej.
Migranci, a zwłaszcza najbardziej bezbronni, pomagają nam odczytywać „znaki
czasu”. Przez nich Pan wzywa nas do nawrócenia, do uwolnienia się od
ekskluzywizmu, obojętności i kultury odrzucenia. Przez nich Pan zaprasza nas,
abyśmy odzyskali całe nasze chrześcijańskie życie i wnieśli wkład, każdy
zgodnie ze swoim powołaniem, w budowę świata coraz bardziej odpowiadającego
planowi Boga.
Jest to życzenie, do którego dołączam modlitwę, prosząc za
wstawiennictwem Maryi Panny, Matki Dobrej Drogi, o obfite błogosławieństwo dla
wszystkich migrantów i uchodźców świata oraz dla tych, którzy stają się ich
towarzyszami podróży.
W przeddzień
wspomnienia św. Brata Alberta Chmielowskiego świętowaliśmy razem z ubogimi i
bezdomnymi. Mam na myśli wolontariuszy z Gorącego Patrolu z Centrum
Wolontariatu w Lublinie.
Modliliśmy się podczas Mszy Świętej i
czerwcowej litanii do Serca Pana Jezusa. Były rozmowy, wspólny posiłek i radość
życia.
Obecność i bliskość
są prostą realizacją Ewangelii.
Powinno się być jak
chleb, który dla wszystkich leży na stole z którego każdy może kęs dla siebie
ukroić i nakarmić się jeśli jest głodny.
To
nie słowa polityka czy celebryty, które chętnie wpuszczamy do uszu z mediów. To
jedna z prawd głoszonych i praktykowanych przez św. Brata Alberta
Chmielowskiego, jednego z najwybitniejszych Polaków, patrona dzisiejszego dnia.
Potrzebujemy
prostych prawd, jasno prowadzących do miłości i życia wiecznego. Powinno się być
jak chleb …
W Kościele katolickim
obchodzimy dziś uroczystość Trójcy Świętej, prawdy dość abstrakcyjnej dla
współczesnych. Na pewno jednak podstawowe przesłanie tej uroczystości jest
bardzo ważne.
Baherka Comp for IDPs , near Erbil.Hard winter arrives for underprepared IDPs refugees living hard in winter time. 22/11/2014 By Bora Shamlo
Jedność Bożych osób jest
wezwaniem dla chrześcijan do budowania jednego świata i zgody między ludźmi. To
zadanie było oczywiste dla pierwszych chrześcijan. „Nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już
niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy
bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” – wołał św. Paweł (Ga 3,28).
My, Polacy, żyjemy w tej części świata,
której wiedzie się lepiej, pomimo wszystko należymy już do bogatej Północy (czy
Zachodu), chętnie patrzymy na bogate (i coraz bardziej zmęczone) kraje,
próbując dogonić je w dobrach materialnych. Nasze media rzadko piszą (i
pokazują) miejsca głodu, wojen, wyzysku, biedy, niesprawiedliwości. Spokojnie
handlujemy choćby z Chinami, gdzie o wolności nawet trudno marzyć.
Jedność głoszona przez Ewangelię pozostaje
wyzwaniem, aby mieć w sercu Kurdów tęskniących za niepodległością, Syryjczyków żyjących
w gruzach, braci i siostry z Konga (Zair) ginących w bezsensownych wojnach
domowych, dzieci porywane przez Boko Haram w Nigerii. Szkoda, że jedność ze
światem przeżywamy na poziomie kosztowania tego, co inne, można się poczuć częścią
świata pijąc tequilę czy sake, jadając krewetki czy kormę, paląc kubańskie
cygara lub sziszę.
Istnieje wiele form konkretnej pomocy tym
naszym siostrom i braciom, którzy cierpią i umierają. Zacząć warto od pamięci i
modlitwy za nich. Pierwszy dobry krok ku jedności.
Zdjęcie – kurdyjskie dziecko w obozie Bora
Shamlo, teren irackiego Kurdystanu.
Pani psycholog, już
po 90-tce, udzielała wywiadu i odpowiadała na pytania dziennikarki o to, co w
jej długim życiu uważa za najpiękniejsze i najważniejsze. Od razu wykreśliła
seks, wygodny dom i dalekie podróże.
– Zdarzyło
mi się kilka dobrych, głębokich rozmów, z ciekawymi ludźmi. Rozmawialiśmy szczerze,
o miłości, Bogu, gwiazdach i wszechświecie. Łowiliśmy w słowa sens życia i przekazywaliśmy
sobie radość z istnienia.
Dwa dni mamy na
zastosowanie rad wiekowej pani psycholog.
Żyć w zgodzie i
symbiozie ze wszystkimi i wszystkim, to z pozoru postulat utopijny. Zawsze znajdziemy powód, aby uważać się za mądrzejszych,
lepszych czy piękniejszych. I to wystarczy, aby się poróżnić, pokłócić, wyzywać
i szkalować. A czasem nawet bić.
Każdy dzień przeżyty
w zgodzie z ludźmi, światem i samym sobą jest szczęściem. Szczęściem, które ma
źródło w Bogu.
Sosna na zdjęciu ma
na pewno ponad dwieście lat. Można ją zobaczyć i dotknąć niedaleko od Lublina,
razem z jej równie wiekowymi koleżankami
i kolegami dębami.
Ten świat jest
naprawdę bardzo piękny, gonna sosna (nie
wiem skąd ta piękna nazwa) jest przykładem. Zachwycający są także ludzie, każdy
inny. Warto się napatrzyć na sosny, ludzi nasłuchać. W ich pięknie jest
tajemnicza obecność Pana Boga.
Trzeba tylko objąć te
sosny lub inne drzewo, posłuchać dobrze tych ludzi, którzy dziś do nas będą
mówić.
Poprzednia wojna
światowa – celowo nie piszę ostatnia – rozpoczęła się 80 lat temu. Śmierć poniosło
ok. 80 milionów ludzi. Procentowo najwięcej zginęło Białorusinów, Ukraińców,
Łotyszy, Litwinów i obywateli Polski.
Wśród ofiar było
ponad 3 tysiące duchownych, co stanowiło 20 procent ich ogółu. Prawie 20 lat
temu, 13 czerwca 1999 r. Jan Paweł II beatyfikował 108 polskich męczenników II
wojny. W gronie trzech biskupów męczenników jest bp Władysław Goral z diecezji
lubelskiej. Niestety, poza św. Maksymilianem Marią Kolbe, reszta postaci
męczenników jest mało rozpoznawalna. Rzadko przez ich wstawiennictwo się
modlimy, pomimo cotygodniowej deklaracji w Credo – „Wierzę w świętych obcowanie”.
Dzisiaj w liturgii
wspominamy owych 108 męczenników. Na trudne czasy ich wsparcie jest cenne i
wskazane. Dla nas, żyjących na Lubelszczyźnie, szczególnie bliscy są
błogosławieni męczennicy pochodzący z tej ziemi – bp Władysław Goral, księża
Kazimierz Gostyński, Stanisław Mysakowski, Antoni Zawistowski, Zygmunt Pisarski
oraz świecki działacz, szlachcic, Stanisław Starowieyski.
Niech wyproszą nam
radość życia, odwagę wiary i zaufanie w życie wieczne.