SZANSA NA GODNĄ WIGILIĘ

Wtorek 30 listopada 2021

Jest jeszcze dość czasu, abyśmy tegorocznej Wigilii nie spożywali niegodnie, być może mamy i takie w biografiach. To nic, jeśli ktoś nie miał świadomości nie ma winy.

Po kolei, zatem. Jeśli zjadamy smakowite dania, to fundujemy radość sobie, swoim najbliższym, robimy to dla siebie, rodziny znajomych. Kiedy zaś nakarmimy głodnych – a także gdy odwiedzimy chorych czy ugościmy przybyszów – sprawiamy radość Panu Jezusowi, pamiętamy przecież: „Byłem głodny, a daliście Mi jeść …, byłem chory, a odwiedziliście Mnie …, byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie …”

W Ewangelii zapisana jest bardzo pouczająca historia (np. Mt 14,13 – 21), za Jezusem ciągną tłumy, zbliża się wieczór, wszyscy są zmęczeni. Apostołowie widzą problem, jak zaspokoić głód tej rzeszy i znajdują proste rozwiązanie, namawiają Pana Jezusa, aby odesłał ludzi do pobliskich wsi. A oni szybciutko siądą do kolacji, przypuszczam, że obrotny Judasz zadbał o kosze ze smakołykami. I wtedy Jezus mówi, hola, hola, panowie! Wy dajcie im jeść!” Najpierw zatroszczcie się o nich, potem o siebie! Najpierw bliźni i Bóg, następnie dopiero wy!

Ta scena podpowiada mi, że wiele naszych, chrześcijańskich z pozoru Wigilii, jest niegodnych. Jeśli najpierw nakarmimy głodnych (odwiedzimy chorych, ugościmy przybyszów), mamy prawo z czystym sumieniem sami zasiadać do posiłku. Przy czym, wzorem Pana Jezusa, nakarmiajmy i chlebem i słowem, słowem nadziei, pociechy, pokrzepienia i wzmocnienia.

Powie ktoś – ale tego niema w naszej tradycji! Wiem, ale wiem też, że często Jezus był krytyczny wobec tradycji – por. 5 rozdział u Mateusza, choćby w miejsce zwyczajowego oko za oko apelował o nadstawianie drugiego policzka. Niestety, tradycja może zastępować wiarę a nawet całkowicie ją zabić.

Nasze, polskie wigilijne tradycje mają wiele zapożyczeń z pogańskiego Święta Godów, to jeszcze nie jest złe. Gorzej, jeżeli nie towarzyszą im akty miłości i solidarności z tymi, którzy byli najdrożsi Jezusowi.

Do Wigilii jeszcze całe 24 dni, obyśmy spożywali ją godnie.

Itinerarium

ŚWIĄT PAN BÓG NIE LUBI ALE MŁODE DZIEWCZYNY BARDZO

Poniedziałek  29 listopada 2021

Część czytelników wczorajszego odcinka uznało, że zbyt krytycznie oceniam nasz sposób świętowania. Jestem bardzo umiarkowanym przeciwnikiem  aktualnej formuły obchodzenia urodzin Chrystusa. Najbardziej buntuje się sam Pan Bóg, oto jeden z przykładów tego, co On myśli o naszych świętach, za Izajaszem, rozdział 1-szy:

„Nie mogę ścierpieć świąt i uroczystości. Nienawidzę całą duszą waszych świąt nowiu i obchodów; stały Mi się ciężarem; sprzykrzyło Mi się je znosić! Gdy wyciągniecie ręce, odwrócę od was me oczy. Choćbyście nawet mnożyli modlitwy, Ja nie wysłucham. Ręce wasze pełne są krwi.

Obmyjcie się i oczyśćcie! Usuńcie zło uczynków waszych sprzed moich oczu! Przestańcie czynić zło! Zaprawiajcie się w dobru! Troszczcie się o sprawiedliwość, wspomagajcie uciśnionego, oddajcie słuszność sierocie, w obronie wdowy stawajcie!”

Tak przemówił przez Izajasza, brzmi to groźnie też dla nas, zarzynających karpie i tnących bezlitośnie choineczki.

Wracam do romansu – pozostanę przy tym sformułowaniu – z młodą dziewczyną z Nazaretu, dziś my, katolicy, zwracamy się do Niej jako do Najświętszej Marii Panny. Czemu Ją wybrał Pan Bóg? Moje przypuszczenie jest następujące – potrzebował dziewczyny i to młodej! A czemuż dziewczyny? Gdyby to był chłopak, zaraz by wymyślił sto racji za i jedną przeciw możliwości współpracy z Panem Bogiem (wiem to po sobie) i jeszcze poszedłby za tą jedną przeciwną. Pan Bóg wybiera dziewczyny, tak było w przypadku Lourdes i Fatimy, tak jest i dzisiaj, patrz Kibeho czy Medjugorie, wyjątkiem – ale młodym, o tym dalej – jest Guadalupe.

Maria z Nazaretu musiała mieć mądrych rodziców, którzy nauczyli ją brać na poważnie poruszenia serca i głosy wewnętrzne. Myślę, że dzisiaj wiele pięknych powołań zabijają rodzice i krewni gaszący nieistniejące pożary – Nie idź do zakonu, patrz jak biskupi mieszają się do polityki, ilu księży jest pedofilami! A jak wystąpisz, będzie wstyd dla całej rodziny, sąsiedzi wezmą nas  na języki! Myślę, że nazaretańska Maria słyszała o ekscesach seksualnych faryzeuszy (niektóre opisane są w Starym Testamencie – vide Zuzanna) i rozpolitykowanym Sanhedrynie. Sam ma  przywilej  znać tzw. niedoszłe karmelitanki, misjonarki i franciszkanki, są znakomitymi żonami i babciami już teraz, podobnie jak niegdysiejszy klerycy, dziś profesorowie i dyrektorzy radia, brawo! Błagam rodziców, nie gaście marzeń i szaleństw swoich córek i synów!

Krzysztof Penderecki opowiadał kiedyś, że zanim nauczył się czytać i pisać umiał już zapisywać nuty i tworzyć małe formy muzyczne, rodzice wspierali go w tym, zwłaszcza ojciec.

I dlaczego młoda? U Marii też widzimy naturalne – „I chciałabym i boję się”, z tym, że Jej wiek (15-18 lat najwyżej) pozwolił zwyciężyć „Chciałabym”. Po trzydziestce zwykle górę bierze „Boję się!”

Anioł w Zwiastowaniu: „Nie bój się, Mario”, ja za Nim też mówię: „Nie bój się Aniu, Moniko, Ewo i Jolu”, proszę sobie dopisać inne imiona, żeńskie i męskie też jak najbardziej.

Itinerarium

NIE ZAŻYNAJCIE KARPIA I NIE ŚĆINAJCIE DRZEWEK ZIELONYCH

Kazanie 1 Niedziela Adwentu 2021 28 listopada

Bardzo czekałem na ten Adwent, na Boże Narodzenie nie czekam, bo Święta w obecnej formule są marnym przedstawieniem teatralnym. Warto przemyśleć i zacząć organizować obchody urodzin Pana Jezusa bardziej sensownie i ewangelicznie, ale o tym na końcu.

W starych, chyba mniszych żartach, jest jeden adwentowy i jeden, nazwijmy go tak, historyczny. Ten pierwszy mówi o Duchu Świętym powracającym z wizyty na Ziemi i odpytywanym przez Boga Ojca, co tam słychać.  I Duch relacjonuje:

– Wiesz, Panie, do tej pory nie milkną echa Twojego romansu z tą piękną dziewczyną z Nazaretu, sprzed dwóch tysięcy lat. Duża część ziemian nadal się fascynuje tą historią, wszystkie inne pobożne opowieści o relacjach bosko – ludzkich bledną przy tym, co Ty wymyśliłeś.

Z kolei żart historyczny zaczyna się podobnie, a kończy mniej więcej tak:

– Wiesz Szefie, byłem na Ziemi i widziałem Kościół …

– Kościół? – odezwał się Szef, oderwawszy się na chwilę od nieskończonych myśli – co masz na myśli?

– Mówię Ci o tej małej spółdzielni rybackiej, jaką Twój Syn założył dwadzieścia wieków temu w Palestynie …

– I jak, trzyma się jeszcze jakoś ten biznes?

– Hm, powiem szczerze, że nawet rozwinęli się w dużą korporację, swoje oddziały mają na wszystkich kontynentach.

– A jakie wyniki?

– Wiesz, Szefie, jak to w korporacji … Ale o tym, już opowiem na następnych audiencjach.

Spróbuję, w następnych odcinkach Itinerarium opowiedzieć o skutkach Bożego, najświętszego ze znanych mi, romansu Pana Boga z nastoletnią Marią z Nazaretu, a także opisać – w kolejnych audiencjach – sytuację w naszej korporacji. Naszej, bo każdy z Was jest jej członkiem od chwili chrztu, a jeszcze bardziej po bierzmowaniu, a ja, klecha, mam jeszcze w niej jakieś funkcje koordynacyjne.

Co ze Świętami Bożego Narodzenia? Tak się składa, że kolację wigilijną z najbliższą rodziną spożyję  –  zjem normalnie mówiąc, bo spożywają to wszyscy od prałata wzwyż – już dzisiaj 28 listopada. Potem będę od moich bliskich daleko. Dzięki Bogu, porzuciłem już stawianie choinek, kupowanie prezentów, dwanaście potraw zamieniam na najwyżej dwie, tak zwanych „opłatków” unikam jak tylko mogę (prawie już całkiem mi się udaje). Od wielu lat siadam do wieczornego posiłku z osobami ubogimi, po więzieniach, z uchodźcami, z bezdomnymi. Jezu, jak jest normalnie, przepięknie! Jakbyście nabrali ochoty mam jeszcze jakieś pięćset (500) chętnych, którzy zasiedliby razem z Wami. Do rozpaczy doprowadzają mnie puste talerzyki – kilka razy pisałem już, że Pan Bóg kiedyś rozbije je nam z trzaskiem na głowach. Po co ten marny teatr? Przy tych talerzykach mogą siedzieć kobiety i mężczyźni żyjący w pustostanach. Na tych pustych talerzykach nawet mucha nie siądzie, bo wszak śpi do wiosny. Puste talerzyki świadczą o pustce naszych serc.

I jeszcze to zbiorowe zarzynanie karpi i trzebieni ślicznych świerczków, makabra! Poczytajmy Laudato si, papieża Franciszka, odłóżmy noże od karpich główek i siekiery od zielonych drzewek, błagam, siostry i bracia! Panu Jezusowi jest przykro, gdy widzi, że niby na Jego cześć zarzynamy złociste karpie i ścinamy młode drzewa.

Dobrego Adwentu, siostry i bracia!

Itinerarium

NA DIABŁA OJCA WOJEN BROŃ

Sobota 27 listopada 2021

Wojna, gdyby nie ta ostatnia światowa, pewnie kończyłbym Uniwersytet Stefana Batorego w Wilnie z dewizą Hinc itur ad astra (Stąd się idzie do gwiazd), choć i tak nie narzekam, bo ukończyłem Uniwersytet Katolicki w Lublinie z niemniej pięknym zawołaniem Deo et Patriae (Bogu i Ojczyźnie). Trochę zagalopowałem się, kiedy zaczynałem studia nad Wilejką tlił się już cherlawy sowiecki Uniwersytet Wileński.

Tamta wojna uśmierciła część mojej wileńskiej rodziny, katami byli i Niemcy i Sowieci. Kiedy dziadek Julian stanął przed wyborem, wziąć sowiecki paszport czy wyjechać na tzw. ziemie odzyskane, bez wahania zarządził pakowanie i podróż w nieznane, okazało się, że aż do Kołobrzegu.

Wiele wskazuje na to, że wielki konflikt w pobliżu polskiej granicy zamieni się w wojnę. Tuż pod gruzińskim Gori, w r. 2008, ś. p. prezydent Lech Kaczyński wieszczył, niestety prawdziwie, że dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze może Polska. Po zdławieniu niepodległości Czeczeni w drugiej wojnie – przypomnę, że w pierwszej Wielka Rosja przegrała z dwumilionową zaledwie kaukaską republiką – mały pułkownik KGB rozhuśtał ambicje swojego narodu i z aplauzem rodaków odebrał Gruzji dwie prowincje, Abchazję i Osetię Południową. Sześć lat później jeszcze bardziej wzmógł entuzjazm zakompleksionych obywateli znad Wołgi zajmując ukraiński Krym i podburzając Donbas. Kwestią niewiadomą pozostaje „pojutrze”, czyli czas na Polskę.

Zapatrzeni jesteśmy w oblicza dramatów na granicy z Białorusią, słusznie. Tymczasem Armia Czerwona (tak się zwie jeszcze?) mnoży się przy granicy z Ukrainą, gotowa „przywrócić do ruskiej macierzy” przynajmniej Małą Rosję (czyli Donbas), podobne zresztą marzenia mają wielkie Chiny wobec niesfornego Tajwanu.

Zagrożenie wojną jest bardzo realne, choć jeszcze odwoływalne, oby tak się stało. Co robić, kiedy pachnie wojną? Przede wszystkim nie bać się, tylko racjonalnie opracować dobry plan dla siebie, rodziny, najbliższego środowiska. Wyrzucić warto złudzenia i zgubne mity, zabawnie było w lipcu 1939, Polacy radośnie świętowali rocznicę zwycięstwa pod  Grunwaldem i przekonani byli (przy wsparciu propagandy rządowej), że sytuacja powtórzy się znowu. Wywiad pewnie odpoczywał w Truskawcu, bo jakoś przeoczył koncentrację wojsk niemieckich przy granicy. Nie wiem gdzie tegorocznego lata relaksowały się nasze służby, skoro nie wykryły na czas kilkudziesięciu tysięcy przybyszów z Azji i Afryki zlatujących się do Mińska, no chyba, że samoloty leciały nocą, a wtedy, wiadomo, nic nie widać. Znajomy, dawniej oficer w służbach, mówi, że są one dzisiaj mniej więcej na tym samym poziomie jak nasi piłkarze (nożni). Historia przekonuje, że państwo nas nie obroni, ostatni raz udało się to Piłsudskiemu (1920), a wcześniej … chyba Sobieskiemu pod Wiedniem (1683).

Nasze siostry i bracia z Ukrainy wyczuwają zapach wojny, jeden ze znajomych deweloperów twierdzi, że blisko połowę nowych mieszkań w Lublinie wykupują właśnie oni. I to jest mądra postawa, lepiej w czasie najazdu rosyjskiego mieszkać w Europie niźli nad pięknym skądinąd Dnieprem. Jednak całych 40 milionów nie pomieścimy, w ostatnich dwóch latach opuściło swoją ojczyznę ponad pół miliona Ukraińców.

Nie można być także naiwnym, że Ukrainę obroni Unia czy Ameryka, raczej będą słać pełne oburzenia protesty i rezolucje, kto z Brukseli czy Filadelfii zechce umierać za Drohobycz czy Sumy? W 1939 nikt w Londynie i Paryżu ani myślał o nadstawieniu głowy za Gdańsk, coś się zmieniło dziś?

Jeśli wojna jest blisko, trzeba robić rzeczy proste i najważniejsze. Mniej kupować perfum, a więcej bandaży i wody utlenionej. Odłożyć kłótnie i waśnie, odnowić przyjaźnie i sympatie. Dwa razy więcej modlić się i zaprzestać głupich dywagacji. Mocniej ukochać najbliższych, zorganizować sąsiadów, aby szybko sobie pomagać.  Dużo żartować i ładnie psocić, aby przegnać wredne strachy. Jak trzeba – to teraz do sióstr i braci spod Lwowa i Kijowa – chwycić za karabin, może lepiej za dron.

Nadzieję rozniecić, miłość pomnożyć i tarcze wiary ku wrogom obrócić, to nie tylko małego pułkownika Władimira pokona, ale i samego Diabła, ojca wszystkich wojen.

Itinerarium

PRAWDZIWI POLACY W AKCJI

Wtorek 23 listopada 2021

Zaczepiam kontrolera na miejskich płatnych miejscach, mówi, że zarabia nieźle. Na pytanie kto nie płaci, uśmiecha się i prosto z mostu wali:

– Najczęściej karzę kierowców porsche, mercedesów, wypasionych audic i jeepów. Nigdy nie ukarałem właścicieli (lub kierowców) starych fabii czy wiekowych golfów, zawsze zakupują bilety.

Tankuję na stacji benzynowej (nadal mam zasadę, że kupuję paliwo w polskich cepeenach). Proszę miłą, młodą panią o fakturę, dorzucam kawę i wodę mineralną. I raptem wpada prawdziwy Polak, rzuca stówkę przez moje ramię (jasne, maseczki nie ma, ja i ekspedientka owszem, ja niebieską, ona czarną, dobre kontrastuje z blond włosami) wprost przed dziewczynę:

– Piątka, za 50 złotych, tylko szybko.

– Proszę poczekać, skończę transakcję i obsłużę pana …

– Dałem stówkę, pani wyda pięćdziesiąt, szybko!

– Nie mogę, zaraz zakończę obsługiwać klienta i przejdę do pana – głos dziewczyny powoli się łamie.

– No k…a mać! Trzy stanowiska, a jedna pracuje! Co za k …a (już bez mać) porządek! – wrzeszczy Polak najprawdziwszy.

Akurat weszło dwóch młodych panów, dowieźli paliwo z hurtowni. Ten w zielonej kamizelce od razu wydał mi się wesoły i mocny:

– Proszę pana! Niech pan sobie wyobrazi, że tam stoi pana córka albo wnuczka, i jakiś cham tak do niej się odnosi. To tak, niech pan się zamknie, potem przeprosi tę dziewczynę, zapłaci a potem niech pan szybko spier ….! Jasne?

Widok dwóch silnych chłopaków przemówił do wyobraźni Polaka prawdziwego, nawet mruknął po swojemu:

– No, k…a (bez mać), przepraszam…

A ja się też dołożyłem, choć młody już za bardzo nie jestem i nie mam zielonej kamizelki:

– Co pan? Żona rodzi? A to miała pecha, że wyszła za takiego niekulturalnego mężczyznę!

Wreszcie Polak zapłacił, wychodząc dorzucił:

– No to, spier…m!

I rzeczywiście zniknął. Pocieszyliśmy (słownie) miłą ekspedientkę, ona  na to, że to norma, codziennie ma kilku takich gości, ale dzisiaj jest trochę rozbita, bo mama wylądowała w szpitalu.

To wszystko zdarzyło się kilka dni temu, w Chełmie. I już teraz nie wiem, czy tę pierwszą frazę w obronie kasjerki wygłosił ten chłopak dowożący benzynę czy jakiś starszy pan w koloratce, mniejsza o to. Polskę i Polkę, obroniliśmy!

A gdzie to było, siostry i bracia, że „chamstwu trzeba sprzeciwiać się siłą i godnością osobistą”?

Itinerarium

NA KAZANIU JUŻ ZMARŁEJ KASI

Poniedziałek 22 listopada 2021

Zmarła córka moich znajomych, dopiero skończyła 32 lata, pewnie powiem kazanie na pogrzebie Kasi. Zaprzyjaźniona anestezjolog mówi, że mogłaby przeżyć gdyby się zaszczepiła, czytam, że umiera coraz więcej młodych osób, nawet przed trzydziestką. Sytuacja w lubelskim szpitalu przy ul. Staszica jest dramatyczna, nie ma praktycznie wolnych miejsc. Nie znam osobiście żadnego lekarza, który kwestionowałby konieczność szczepień, choć słyszałem, że są tacy.

Ostatnie sobota, uczestniczę w pogrzebie ojca moich przyjaciół, jednocześnie jednak odbywa się tam – sześć pogrzebów, administracja ogranicza ich liczbę do 20 dziennie. Nabożeństwa coraz częściej odbywają się w kościołach parafialnych, po nich ostatnia stacja już na Majdanku. Gdyby wszystkie nabożeństwa odprawiane były w tamtejszej kaplicy, musiałaby działać 24 godziny na dobę. Pan Marek, od początku pracujący na wspomnianej nekropolii, mówi, że takiej sytuacji nie było od 45 lat, czyli od czasu kiedy założono cmentarz.

Wiem, nie przekonam kogokolwiek, kto nie wierzy w pandemię i pozytywny wpływ szczepień. Żyjemy w czasach wielkiego oderwania od rzeczywistości, ludzkie wybory dokonują się bez odniesienia do faktów. Co z tego, że coraz więcej młodych ludzi – starszych także – umiera przez covida? Słyszę często – „A ja uważam, że…”, to jest subiektywizm, co tam fakty, ja uważam inaczej. I drugi argument – „Czuję, że to ściema, ten wirus …”, to wybory emocjonalne. Jasne, można tak czuć, co tam 20 pogrzebów dziennie na Majdanku. Nie przekonam heretyków wirusowych, modlę się za nich. W tym przypadku wiara nie czyni cudów, ale zbija ludzi, tak, jak Kasię, na pogrzebie której powiem kazanie.

W wielu krajach już wprowadzono ograniczenia dla niezaszczepionych, popieram. Tak samo jak zakaz prowadzenia pociągów przez pijanych maszynistów , którzy „czują, że są trzeźwi” i „uważają inaczej”.

Co tam fakty, Kasiu , mam nadzieję, że jesteś w niebie. Z pamięcią o Tobie przekonałem już ponad 100 bezdomnych sióstr i braci do szczepienia, następni wezmą dawkę za tydzień.

Kasiu, mogłaś żyć, wierzyłaś inaczej.

Itinerarium

PRZED KRÓLAMI NIE UGNIEMY SZYI

Kazanie na Uroczystość Chrystusa Króla 21 listopada 2021

Mieliśmy w historii wybitnych, zwykle okrutnych władców pretendujących do miana królów (cesarzy) świata. Jeszcze Rzymianom i Aleksandrowi Macedońskiemu można wybaczyć ich chore ambicje, znajomość geografii była podówczas mizerna.

 Natomiast Napoleon i Hitler, ostatni pretendenci do miana King of The World, wyraźnie przecenili swoje atuty. Co ciekawe, zdaje się, że rosyjscy carowie, sekretarze i prezydenci raczej nie mieli zamiaru zawojować całego globu, wystarczyłoby im zająć Europę i upokorzyć Amerykę. W ogóle marzeniem wielu strategów byłaby jakaś wojenna konfrontacja trzech obecnie Największych (USA, Rosja, Chiny), w jakimś duecie czy nawet tercecie, byłoby co analizować przez lata, no my, mali ludzie bylibyśmy jedynie nieznacznym elementem w statystykach ofiar.

Bardzo cenię KSU, dobry zespół (kiedyś punkowy) z Ustrzyk Dolnych, w przyszłym roku świętować będą 35 lat wnikliwego myślenia i energetycznego grania oraz śpiewania. Kilka lat temu zaczęli opowiadać o nowych Władcach Świata (tekst i link do utworu poniżej). Jasne, że dziś biją się o światową przewagę FB i jego krewniacy, a także Huawei, Xiaomi i Samsung.

Król, od początku był Zastępcą Pana Boga, niestety od Aleksandra Wielkiego po Xiaomi, starają się być Następcami samego Pana Boga. Pandemia ośmieszyła te zamiary niedouczonych cesarzy, wodzów i prezesów, są mało rozgarniętymi samowładcami, wirus kładzie ich do szpitali, a niektórych do trumien nawet.

Piłat pyta czy Jezus jest Królem, jeśli to przyjmie, padnie przed nim na kolana i uzna Jego Władzę. I odmieni losy Historii. Ale jak tu uznać Królem krwawiącego skazańca? Nie zrozumiał, podpisał wyrok śmierci na Syna Bożego.

I teraz my, kim jest nasz Bóg? Nasz Zbawiciel? Jezu, jesteś moim Królem. A czy Królem Polski? Nie wiem czy Pan Jezus wie, gdzie jest kraina między Bugiem a Odrą.

Najpierw KSU:

Nowi władcy świata nie mają korony
Nowych władców świata nie naznaczył nikt
Nowi władcy świata nie siedzą na tronach
Nie widzą ich tłumy nie wiesz o nich nic

Za murami dezinformacji
Za fasadą pseudo demokracji
Zapełniają czaszki bełkotem
Pęka Twój mózg bezpowrotnie

Nowi władcy świata nie znają honoru
Nowi władcy świata są zimni jak lód
Nowych panów Ziemi nic nie zadziwi
Martwe są ich twarze martwy jest ich Bóg

Za murami dezinformacji
Za fasadą pseudo demokracji
Zapełniają czaszki bełkotem
Pęka Twój mózg bezpowrotnie

Nowi niewolnicy nie mają imienia
Nowi niewolnicy nie wiedzą kim są
Nowych niewolników nikt nie pogania
Zawsze jednak robią to co władcy chcą

Nowi niewolnicy nie mają honoru
Nowi niewolnicy nie widzą kim są
Nowych niewolników cień martwego tronu
Do ziemi przygniata i wbija ich w dno

Za murami dezinformacji
Za fasadą pseudo demokracji
Zapełniają czaszki bełkotem
Pęka Twój mózg bezpowrotnie

Ewangelia

Piłat powiedział do Jezusa: «Czy Ty jesteś Królem żydowskim?»

Jezus odpowiedział: «Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie?»

Piłat odparł: «Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Co uczyniłeś?»

Odpowiedział Jezus: «Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd».

Piłat zatem powiedział do Niego: «A więc jesteś królem?»

Odpowiedział Jezus: «Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu».

Itinerarium

NIE SIKAJCIE PRZY ZAKONNICACH

Piątek 19 listopada 2021

Zadziwienia i zdziwienia, choć to dwa różne stany umysłu i serca, przychodzą zwykle nagle. Siostra Małgosia Chmielewska wybrała się jednego razu w ważnych sprawach do okazałego biurowca, najbardziej nowoczesnego w stolicy chyba, na niemal ostatnie piętro. Windą, rzecz jasna, a w windzie wiadomo, spotkać można każdego. Małgosia – mam przyzwolenie by tak o tej świętej kobiety mówić (oberwę, wiem) – chadza w swoim skromnym habicie, raczej zasługującym na miano chałatu, od razu wzbudziła zdziwienie (nie zadziwienie) u panny w lśniącym korporacyjnym mundurku, pachnącej diorami i chanelami.

– A co siostra tu robi? – zagadnęła.

– Mam ważne spotkanie – zgodnie z prawdą orzekła Siostra.

– No tak, w końcu wszyscy jesteśmy ludźmi – filozoficznie skomentowała pani w żakiecie Riana czy Massimo Dutti.

Moja zaprzyjaźniona Czeczenka, pani Lida, też święta kobieta (ale w islamie jakoś inaczej na to mówią), chadza w tradycyjnym stroju kaukaskich góralek, czyli też w chałacie, przypominającym skromny habit Małgosi. Stanęła na chwilę przy jakimś sklepie, a na jego rogu młody Polak, katolik zapewne, sikał wprost na ścianę, pewnie po nadmiarze piwa. Jego kolega przyuważył Lidę w habicie (chałacie) i obszturchał słownie kompana:

– Gdzie ty, k …, lejesz, zakonnica się patrzy! Moje drogie siostry i bracia, weekend się zaczyna, nie przeholujcie z piwem w pobliżu Czeczenek, takoż przy katolickich siostrach zakonnych.

Itinerarium

UFALIŚMY SOBIE I TAK BUCHNĄŁ KSM

Czwartek 18 listopada 2021

Karolina Kózkówna, oj, nie wiem za bardzo jak dobrze napisać o Niej, ma dziś swoje święto, 18 listopada 1914 r. została zamordowana przez rosyjskiego żołnierza , broniła swojego życia i czystości.

Dokładnie 30 lat temu – niektórzy z łęczyńskich i lubelskich, może świdnickich i kraśnickich czytelników jeszcze to pamiętają – zabrałem się za reaktywację Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży (KSM) wówczas w jeszcze terytorialnie o wiele większej diecezji lubelskiej. Ogromnie pomagali mi w tym łęczyńscy młodzi entuzjaści, wspomnę chociażby Jacka Wnuka, Anetę Wójciszyn (chyba Wasil teraz), Rafała Sobów (pierwszy prezes KSM w całej Polsce), Marzenę Olędzką (nazwisko zmieniła?), Gabrysię Nazaruk, Netka Grzesiaka, Asię Kowalczyk, Andrzeja i Ulę Foltynów, Dorotę Bruchacką, Krysię Wasąg (teraz pallotynka) i jeszcze jakieś dwieście innych osób, przepraszam, że nie wymieniam Was po imieniu i nazwisku.

Budowaliśmy te nową formację słuchając koncertowych nagrań AC/DC i na pewno Dire Straits, jakoś to współgrało, stale dyskutowaliśmy i modliliśmy się. Pamiętam słynne drogi krzyżowe, słynne za sprawą proboszcza ks. Janusza Rzeźnika (patrz na końcu wpisu), wydawanie miesięcznika Spojrzenia (i jego wersji radiowej na antenie Radia Lublin), kilkanaście edycji Święta Młodych.

Z późniejszych pokoleniowych drużyn KSM wyrosło wielu dobrych ludzi, jeden biskup (Adam Bab), kilku posłów z różnych partii (z aktualnych min. Artur Soboń i Sylwester Tułajew), dyrektorów i prezesów, szkół, ośrodków kultury i firm, dziennikarzy radiowych, prasowych i telewizyjnych, a nawet muzyków, księży, zakonników i zakonnic.

Zauważyć chcę kilka rzeczy ważnych. Najpierw – bardzo sobie ufaliśmy, niczego nie udawaliśmy. Drugie – chcieliśmy działać wspólnie, wzajemnie się wspierając. Trzecie – naprawdę kochaliśmy i kochamy Pana Boga, Polskę i ludzi. Z KSMU-u wyrosło kilkadziesiąt udanych małżeństw (może jedno znam nieudane), teraz ich dzieci wczytują się w życiorys Karoliny, patronki stowarzyszenia. A KSM-u wyrosło lubelskie Centrum Wolontariatu i Stowarzyszenie Solidarności Globalnej.

Ogarniam serdeczną myślą tysiące druhen i druhów KSM, przez te 30 lat zrobiliśmy miliony pięknych, radosnych, mocnych, naprawdę Bożych dzieł, bardzo dziękuję, mam wielki przywilej stać u ich początków.

Na zdjęciu – Aneta Wójciszyn i Jacek Wnuk w radosnym, młodzieńczym wydaniu.

I zapowiedziany appendix:

Sara rzeczywistość dnia codziennego

poza obrębem murów kościoła

Wiele lat temu miałem przyjemność pracować z pewnym proboszczem, zacnym i gorliwym duszpasterzem, który miał jednak dość duży talent do komplikacji werbalnych. W Wielkim Poście, przy ładnej pogodzie zapraszałem młodzież na drogę krzyżową po wzgórzach i zagajnikach w pobliżu kościoła, utarło się, że odprawiamy wtedy w plenerze. Podrzuciłem księdzu proboszczowi informację do ogłoszeń duszpasterskich, że w następnym tygodniu „Droga krzyżowa dla młodzieży będzie odprawiana w plenerze”.

Na pierwszej mszy stoję w zakrystii i słyszę, jak ów dzielny farosz czyta:

– W tym tygodniu droga krzyżowa dla młodzieży zostanie odprawiona w szarej rzeczywistości dnia codziennego poza obrębem murów kościoła. Zapraszamy!

Na początku sam zachodziłem w głowę, co autor mógł mieć na myśli. Postanowiłem sprawdzić u źródeł.

– Co to ksiądz proboszcz napisał o tej drodze krzyżowej dla młodzieży? – pytam.

– Plener! Plener! Ludzie nie rozumieją obcych słów, trzeba im mówić prosto! – wyjaśnił.

Za chwilę do zakrystii wchodzi dwójka młodych ludzi, zaangażowanych w duszpasterstwo i pytają:

– Proszę księdza, gdzie w tym tygodniu będzie droga krzyżowa?

– W plenerze! – pośpieszyłem z odpowiedzią.

– A! To dziękujemy! Na pewno przyjdziemy!

Itinerarium

TRZY SPOWIEDZI  RADOŚĆ WIELKA

Środa 17 listopada 2021

Spowiedź to rzecz intymna, bardzo święta, czasem jednak i zabawna. Pierwsza, o której piszę, jest zasłyszana. Do spowiedzi, po kilkunastu latach przyszła jeszcze młoda, bardzo wesoła i średnio grzeszna dziewczyna, wyznała winy mniejsze i większe, ale trafiła na spowiednika starszej daty. I ten, po wysłuchaniu dopowiedział:

– Ale proszę pani, trzeba jeszcze podać liczbę i okoliczności grzechów ciężkich …

Przez wyobraźnię dziewczyny przemknęły dyskoteki, namioty i riwiery, z nieudawaną skruchą zapytała:

– Naprawdę miałam liczyć?

– No tak, to konieczne!

– Dobrze, proszę ojca, od tej pory będę liczyła…

Brawo, szczera panna, pobożna.

Teraz moja spowiedź, kilka lat temu, na Jasnej Górze, rano lecę, myślę, że pięknie przy Matce Bożej rozprawie się ze wszystkimi grzechami. Jestem pierwszy w kolejce, chyba siódma rano. Do konfesjonału zmierza powolnym krokiem paulin, gruby, za gruby, pewnie bliski zawału. Aromat niedawno wypitej kawy ciągnie się za nim na metrów pięć, mnie też łaskocze w nozdrzach. Pakuje się do klatki, a ja zaraz buch na kolana i wtedy burę słyszę:

– Nie zapaliłem światełka! Gdzie się pcha? Zapalę, to można podejść!

Pokornie oddalam się na dwa kroki, światełko błyska, zaczynam od tego, że jestem księdzem od dwudziestu lat … I słyszę:

– Bracie, przepraszam, nie wiedziałem, że jesteś duchownym…

Ja na to, oświecony Bożym światłem odparowuję:

– Grzechy wyznałem, daj rozgrzeszenie i pokutę, idę zaraz na kawę, popraw się, bo z czyśćca długo będziesz wyłaził, amen.

Trzecia spowiedź, zasłyszana też, pani napisała na kartce wszystkie grzechy, wśród nich, że klęła na wredną sąsiadkę. Idąc do kościoła karteczkę zgubiła, znalazła ją ta „wredna sąsiadka”, no i się dopiero rozkręciła sąsiedzka jatka, uff! Przecież odpuszczane są nam grzechy też zapomniane, lepiej nie spisywać!

Siostry i bracia, damy radę!

Itinerarium