MOI UPRAGNIENI GOŚĆIE UCHODŹCY

Wtorek 21 grudnia 2021

Dzisiaj wtorek, za trzy dni Wigilia, będę miał wyjątkowy przywilej, że zasiądę do kolacji przynajmniej z kilkoma osobami, uznawanymi za uchodźców, nie pierwszy raz  zresztą. Może niektórzy z nich są wyznawcami Allacha albo jeszcze inaczej wierzą. Są moimi siostrami i braćmi, bo – jak napisał Jan Paweł II – „Syn Boży przez swoje wcielenie zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem” (Redemptor Hominis).

Na końcu wpisu przytaczam fragment medytacji, którą opublikowałem kilkanaście lat temu, „Przystanek Betlejem”, dotyczy bliskości, przyjętej ale też i odrzuconej. Kiedy myślę o Bożym Narodzeniu, dzisiaj, nie mam wątpliwości, że Pan Bóg przysyła nam Swojego Syna w siostrach i braciach, nazywanymi uchodźcami, a w rzeczy samej winniśmy o nich myśleć i mówić jako o Bardzo Oczekiwanych Gościach.

Biblijne opisy Narodzin Jezusa aż kipią radością, ze spotkania Obcych (Królowie!). Oto do Niebieskiego Uchodźcy (przecież Jezus „uchodzi” z Nieba – „Opuściłeś śliczne niebo, wybrałeś barłogi!”) przychodzą poganie, innowiercy, odnajdują w Małym Chłopcu Boga! Oni, innowiercy! A Sanhedryn, wszystkie inne władze Izraela, dążyły do zlikwidowania Jezusa – Herod! Na szczęście, Józef był sprytnym Żydem, przezornym i prowadzonym przez Ducha i stał się uchodźcą, znalazł ocalenie w – a jakże – pogańskim Egipcie.

Prawdziwym Kościołem są Ci wszyscy, którzy przyjmują Jezusa, ukrytego w uchodźcach, ubogich, smutnych, bezdomnych, więźniach, chorych i źle ubranych. Kościół jest wspólnotą przygarniającą (Franciszek), odrzucaniem zajmują się współczesne Sanhedryny.

Mam taką propozycję, siostry i bracia, wrzućcie na swoje profile (czy jak tam to się nazywa) zdjęcia z Obcymi, przecież jeździcie po światach, tam spotykaliście i muzułmanów i buddystów, i innych. A przecież w tych różnych Angliach i Irlandiach, rozmawialiście z innymi, jedliście i piliście z nimi, niektórzy z moich wychowanków nawet poślubili przepiękne Hinduski, inne za mąż wyszły za Afgańczyków i nawet w paszto coś gaworzą. No to, wrzućcie te fotki, takie Międzynarodowe Boże Narodzenie, jak w Betlejem! Ja wrzucam, z małymi Czeczenkami, rok 2014, z obchodów Światowego Dnia Uchodźcy w Lublinie, jeszcze nie zakazanego 😊

Dwa ogłoszenia przed medytacją.

Link do rekolekcji (też słuchają ich uchodźcy) jest tutaj:

Teraz o naszej Wigilii z odrzucanymi, z prośbą o wsparcie.

W czasie naszej Wigilii zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Medytacje o bliskości:

CZTERY MEDYTACJE O BLISKOŚCI I DALEKOŚCI

I. Mędrcy: od „daleko” do „blisko”

Pierwsza pielgrzymka, jaką odnotowuje Nowy Testament to pielgrzymka pogan (Mędrców) do Jerozolimy i Betlejem. Można by oczekiwać, że to raczej Mędrcy Żydowscy, znacznie bliżsi Betlejem, zdobędą się na trud podróży do miejsca urodzenia Boga. Ci jednak sparaliżowani strachem Heroda współuczestniczą w jego spisku (przerażona była cała Jerozolima – Mt 2, 3) – tym razem bezskutecznie (po 33 latach ich „mądrość” doprowadzi do zgładzenia Syna Bożego). Mądrość arcykapłanów i uczonych ludu nie pcha ich do Betlejem, ale służy Herodowi do obmyślania scenariusza Bogobójstwa.

Pogańscy wagabundowie pokonują setki kilometrów i jednocześnie zapewne uczestniczą w duchowej podróży. Znów spełnia się dawna zapowiedź:

Twoi synowie przychodzą z daleka

Zaleje cię mnogość wielbłądów

I pójdą narody do twojego światła

królowie do blasku twojego wschodu (…)

zaofiarują złoto i kadzidło… (por. Iz 60, 1-9)

Świadectwem ich wewnętrznej marszruty i przemiany jest fakt, że pomimo oczekiwań królewskich atrybutów Nowego Króla (stąd zapewne zawitali do stolicy – Jerozolimy) uznali w prostocie warunków betlejemskiej stajni, możliwość spotkania Boga. Inną przesłanką potwierdzającą duchową bliskość z Bogiem Narodzonym jest powrót Mędrców zupełnie inną drogą, będący posłuszeństwem głosowi z wysoka:

A otrzymawszy we śnie nakaz,

żeby  nie wracali do Heroda,

inną drogą udali się do swojej ojczyzny. (Mt 2, 12)

Tylko ten, kto styka się blisko z Bogiem, w sensie duchowego spotkania się z Nim, ulega Jego głosowi i idzie już „inną drogą”.

II. Herod: blisko a daleko

Herod był poniekąd w komfortowej sytuacji. Miał informację o nadchodzącym terminie narodzin Jezusa:

Wypytał Mędrców dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. (Mt 2, 7)

Wiedział też – z informacji uzyskanych od nadwornej Rady Starszych – gdzie Narodziny nastąpią:

Odpowiedzieli  mu: „W Betlejem judzkim” (Mt 2, 5)

Wiedział zatem wcześniej o Narodzinach i miał ze swojej rezydencji w Jerozolimie bardzo blisko do Betlejem. Ale na nim spełniły się przepowiednie Dawida i Salomona:

Zbawienie jest daleko od występnych

Od nieprawych jest Pan daleko (Ps 119, 155; Prz 15, 29)

Przeszkoda odległości kryła się w sercu Heroda i była natury duchowej, nie zaś fizycznej. To bardzo ważna wskazówka, pokazująca, że nie bliskość fizyczna decyduje o możliwości spotkania Jezusa. Późniejsze spotkania różnych ludzi z Jezusem potwierdzają to spostrzeżenie. Nawet wśród tych, którzy byli w Jego najbliższym gronie, spali przy Jego boku, obserwowali cuda i jedli ten sam chleb, znaleźli się tacy – ewidentny przykład Judasza – którzy nie spotkali Jezusa w tym sensie, w jakim On chce, aby Go spotykać i przyjmować. Podstawowa droga, którą każdy musi pokonać, aby spotkać Jezusa, rozpościera się w nieskończonej przestrzeni naszych serc.

III. Pasterze: bliskość wykorzystana

Pasterze, jeśli chodzi o bliskość przestrzenną byli również poniekąd uprzywilejowani:

W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze… Idźmy do Betlejem i zobaczmy, co się tam zdarzyło… Udali się z pośpiechem i znaleźli. (por. Łk 2, 8-16)

W ich przypadku bliskość fizyczna została wykorzystana do bliskości rzeczywistej z Bogiem, dzięki prostocie:

Szukajcie Go w prostocie serca (Mdr 1, 1)

Prostota jest właściwością serca, która umożliwia znalezienie Boga. Jest glebą, na której rodzi się Bóg. Pasterze pokonali krótki dystans przestrzenny (udawali się z pośpiechem, a Łukasz nie odnotowuje nawet ich zmęczenia) i „znaleźli Niemowlę leżące w żłobie” (Łk 2, 16). Pasterze znaleźli Pasterza prawdziwego, znaleźli swojego Pasterza! Znaleźli, bo szukali:

Szukajcie Pana, gdy pozwala się znaleźć

Wzywajcie Go, dopóki jest blisko (Iz 55, 1)

Postąpili według zasady, którą wygłosi później Znaleziony przez nich:

Szukajcie, a znajdziecie (Łk 11, 9)

Pouczenie płynące z postępowania Pasterzy jest klarowne: natychmiast idź, bez jakichkolwiek intelektualnych czy emocjonalnych zastrzeżeń, idź, szukaj i na pewno znajdziesz.

IV. Bliskość Marii i Józefa

W losie Marii i Józefa nastąpiło jakby pewne odwrócenie kolejności: najpierw Jezusa przyjęli wewnętrznie, a potem doświadczyli Jego obecności fizycznie.

Maria przyjmuje Jezusa w chwili Zwiastowania:

Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1, 38)

Józef dokonuje duchowej adopcji, czyli rzeczywistego przyjęcia Jezusa, w czasie snu, w dialogu z Aniołem:

Nie bój się wziąć do siebie Maryi, Twej małżonki; albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło… Zbudziwszy się ze snu, Józef uczynił tak, jak mu polecił Anioł Pański. (por. Mt 1, 18-25)

Teraz pozostała im droga od rzeczywistej bliskości wewnętrznej do fizycznej. Zatem:

Udał się także Józef z Galilei z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł tam dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. (Łk 2, 4-7)

Zatem i Maria z Józefem musieli przejść od „daleko” do blisko”. Pokonali ten dystans („udał się Józef z Maryją”), aby również fizycznie doświadczyć bliskości Jezusa.

Może więc i w Twoim życiu spotkanie Jezusa wymaga jakiejś drogi także w sensie przestrzennym?

Itinerarium

JUŻ NIE RODZI  SIĘ ALE UMIERA BÓG

Poniedziałek  20 grudnia 2021

Od romansu – tak to ująłem – Pana Boga z Marią z Nazaretu rozpoczęła się historia naszego zbawienia. Dalszym ciągiem tego Bożego pomysłu jest próba Jego romansu z każdym z nas, pisałem o tym wczoraj i mówiłem w pierwszym dniu rekolekcji Last Minute Adwent 2021, mówię na temat „ Jest miejsce dla Ciebie”. Posłuchać tego można tutaj:

Jeśli nie dotrwacie do końca, to zawczasu przypominam o prośbie wigilijnej. W czasie naszej Wigilii zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

I wracam do treści dzisiejszego przesłania. Chyba będzie to nerwowa Wigilia i Święta, a już Nowy Rok to nawałnica słabych wieści. Nerwy najpierw z powodu uboższego menu, mniej – tak mówią media – wydamy na żywność i prezenty, choć moim marzeniem jest, abyśmy zredukowali o przynajmniej 50 % te wydatki. I tak byłoby znakomicie.

Drugim powodem do troski jest rosnące napięcie przy granicy ukraińsko – rosyjskiej. Dobry komentator napisał, że dla Putina, przy jego peselu i sytuacji na świecie, nadeszła chwila w rodzaju „Teraz albo nigdy!” My, tu na Lubelszczyźnie, mamy dodatkowy minus – pierwsza poważna linia obrony zlokalizowana jest na rzece Wiśle, a tereny na wschód od niej po Bug, to wojenna „strefa zgniotu”, co wiem od generała, już w stanie spoczynku.

Nerwy zapewniają nam też zażarte spory tych, co przyjęli szczepionki zgodnie z radami specjalistów i tych, co od nich stronią, jak diabeł od święconej wody, wiem, nie pomogą statystyki wyraźnie ukazujące wyższą śmiertelność wśród tych drugich.

I wreszcie dwie rzeczy, także naruszające świąteczny spokój. Odwiedzałem przedwczoraj pana Janka, od kilku lat bytującego w zawalającym się powoli budynku, próbowałem go namówić na kąpiel przed Świętami, ale zaraz zbył mnie – „Przecież się kąpałem!” Prawda, przed Wielkanocą. Tenże pan Janek kpi sobie z podwyżek gazu, prądu i wody, bo nie ma takich wygód i ma to w nosie, a właściwie w innej części ciała, znacznie oddalonej od nosa. Przy znacznych podwyżkach wspomnianych mediów, teraźniejszość pana Janka stanie się wkrótce przyszłością, obawiam się, wielu Polaków. Czuję, że nasz lubelski Mobilny Patrol odwiedzający osoby bezdomne, ubogie i samotne będzie musiał potroić siły, obecnie mamy na liście ponad sto (100) takich miejsc.

I rzecz najbardziej straszna. Wobec tego co nadal dzieje się na granicy Polski i Białorusi. Niestety uległa bolesnej zmianie treść cudownej polskiej kolędy, napisanej prze Franciszka Karpińskiego. Werbalnie brzmi „Bóg się rodzi!”, faktycznie jest tak – „Bóg umiera!” Nad Bugiem, w osobach ginących tam dzieci, młodzieży, dorosłych oraz młodych polskich żołnierzy, znam większość ich imion, żołnierze to Krystian i Michał. 

Nie ma tam żadnego kryzysu migracyjnego, jest za to gigantyczny kryzys religijny, ewangeliczny. Każde, nieuzasadnione odepchnięcie uchodźców jest zniesieniem wezwania Chrystusa – „Byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie!” Co do awanturników, rzucających kamieniami czy innymi przedmiotami, należy ich spokojnie odprawić i wskazać drogę powrotu do Mińska czy jeszcze dalej. To żadna sztuka, normalna robota dla żołnierzy i strażników granicznych. Nie interesuje mnie gra polityków, ale pomagam i nadal będę ludziom, którzy idąc za swoją Nadzieją, pukają do gościnnej ongiś polskiej ziemi. Mam już doświadczenie w twórczej zmianie treści pieśni religijnych, w stanie wojennym, 40 lat temu, śpiewaliśmy „Ojczyznę wolną, racz nam zwrócić Panie!”, choć w oryginale było „Ojczyznę wolną racz zachować Panie!”. Zatem, aby być w zgodzie z sumieniem, zaśpiewam „Bóg umiera!” Mam śpiewać, że się rodzi, skoro umiera?

Fotka – tradycyjna Wigilia z bezdomnymi w Lublinie.

dav
Itinerarium

NIEKONWENCJONALNE CIĄŻE ELI I MARYSI

Kazanie na IV Niedzielę Adwentu 19 grudnia 2021

Trzy części ma dzisiejszy wpis najpierw jest kazanie, potem dwa ogłoszenia, po zacytowanej Ewangelii. Teraz kazanie.

Kazanie na IV Niedzielę Adwentu 19 grudnia 2021

W tym wpisie wklejam Ewangelie czytane dzisiaj, jutro i  pojutrze, myślę że większość z was nie pójdzie raczej do kościołów w pracowite przedświąteczne dni. Te Ewangelie  znajdują się w drugiej części pierwszego rozdziału wg św. Łukasza.

Otóż mamy tu trzy sceny, zwiastowanie Maryi, następnie nawiedzenie przez Nią św. Elżbiety oraz eksplozja radości w postaci hymnu Magnificat. Najpierw tajemnicze spotkanie z Aniołem, nawet z jednym szefów Aniołów, czyli Gabrielem. Scena jest trochę niemrawa, Gość składa propozycję, dziewczyna się waha, ma przecież najwyżej 16 lat – jak ustalili bibliści –  choć był to wiek, kiedy panny za mąż szły, stare, dobre czasy. Wizyta sfer niebieskich kończy się pewnym paktem, Maria ma począć w niekonwencjonalny sposób syna, ale nie będzie skandalu, bo to będzie Syn Najwyższego i Jego Moc ją osłoni, jak czytamy. Żeby rozwiać wątpliwości dziewczyny, Gabriel dorzuca jeszcze, że również mało prawdopodobna, po ludzku, historia przydarzyła się Jej krewnej, Elżbiecie, która uważana była za bezpłodną a poczęła w starości, nawet jest już w szóstym miesiącu ciąży.

Druga scena przedstawiam Marię idącą „z pośpiechem”, przez góry, do Elżbiety, czyli Nawiedzenie, jak określa to zdarzenie tradycja. Ja, nadałbym tej scenie nazwę Upewnienie. Czasami, zbyt często, mitologizuje się ten pośpiech Maryi, że niby biegnie służyć Elżbiecie, bo już jest szczęśliwa, itd. Na temat takich intencji Marii, nie ma ani pół słowa w Ewangelii. Natomiast mamy prawo sądzić, że Maria biegnie, aby się upewnić. Inne sceny ewangeliczne, w których znajdujemy opisy zachowań  Marii, ukazują Ją jako Kobietę racjonalną (choćby wesele i scena z prośbą o pomoc nowożeńcom) i twardo stąpającą po ziemi – surowe zganienie Jezusa za to, że bez zgody rodziców oddalił się od nich w czasie pielgrzymki.

Dalej, nie ma podstaw, aby sądzić, iż Maria nie wiedziała co prowadzi do poczęcia dziecka, w jaki sposób zachodzi się w ciążę. Nie było wówczas edukatorów seksualnych (w dzisiejszym znaczeniu), nie było Internetu, ale przecież galilejskie dziewczyny na pewno plotkowały i na ucho przekazywały sobie istotne informacje. Oczywiście, na głos na pewno powiadały, że dzieci daje Pan Bóg, dobrze wiedząc, że czyni to, za pomocą zbliżenia kobiety i mężczyzny. Maria leci do Elżbiety, aby upewnić się czy Jej kuzynka naprawdę jest w ciąży, bo przecież była – zgodnie z naturą kobiecą – za stara, aby to było możliwe. Maryjny bieg do Elżbiety jest biegiem pełnym niepokoju i napięcia, Ona musi się upewnić, że rzeczy Niemożliwe są Możliwe, jak zapewniał Ją Gabriel. I wreszcie, jak ma przed oczami Elżbietę z widoczną już ciążą, napięcie spada, eksploduje Jej serce, dusza, rozum, marzenia, wszystkie nitki emocji i wykrzykuje: Raduje się duch mój! itd.

Jak zaznaczyłem Ewangelie przedstawiają Marię jako realistkę i mocno przylegającą do spraw ziemskich. Prawda, po spotkaniu z Elżbietą nie wraca od razu do siebie, o nie! Ona czeka jeszcze trzy miesiące, zróbmy rachunek – Elżbieta jest w szóstym miesiącu ciąży, Maria pozostaje trzy miesiące. Sześć plus trzy to zawsze dziewięć, Maria musiała pozostać do dnia kiedy Elżbieta urodziła Jana! Chciała na własne oczy zobaczyć, że z łona kuzynki wyjdzie naprawdę człowiek, że to nie jest jakaś fatamorgana.

Zobaczyła i wróciła do Nazaretu, teraz już pewna, że faktycznie rozmawiała z Bogiem, że z takich rozmów wynikają Przedziwne, ale Prawdziwe rzeczy, że Niemożliwe jest Możliwe. Może pomyślała – „Kurczę, jeśli Eli się udało, to może i mnie się uda …” Udało Ci się, kochana Mario!

I teraz, na koniec my. Anioł wszedł do Marii, do nas nie wchodzi. Nieprawda, anioł wszedł do Marii, a nie do jej pokoju, jak malowali to niektórzy artyści. Anioły przychodzą do naszych serc, cicho, w postaci myśli nieprawdopodobnych, marzeń podniebnych, pragnień pozornie najgłupszych, zamysłów pełnych rozmachu, rzeczy Niemożliwych, które są Możliwe, jak Najbardziej. No, ale my się budzimy i myślimy – „Cholera, coś mi się przyśniło …” albo „Miałem jakieś dziwne myśli …” albo „Prześladują nie jakieś obrazy …” I wracamy do telewizora albo do pięciu sposobów patroszenia karpia.

Na koniec dobra wiadomość, Siostry i Bracia! Anioły pracują na okrągło, dzień i noc, taka ich fucha. Znaczy to, że dziś w nocy też nie mają wolnego weekendu, ani jutro rano, ani wieczorem. Posłuchajcie ich głosów, zaufajcie i zaryzykujcie. Nie tylko w sprawie niekonwencjonalnych ciąż.

Ewangelia:

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja.

Wszedłszy do Niej, anioł rzekł: «Bądź pozdrowiona, łaski pełna, Pan z Tobą, błogosławiona jesteś między niewiastami». Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co by miało znaczyć to pozdrowienie.

Lecz anioł rzekł do Niej: «Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i zostanie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca».

Na to Maryja rzekła do anioła: «Jakże się to stanie, skoro nie znam męża?»

Anioł Jej odpowiedział: «Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego okryje Cię cieniem. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, którą miano za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego».

Na to rzekła Maryja: «Oto ja służebnica Pańska, niech mi się stanie według słowa twego».

Wtedy odszedł od Niej anioł.

W tym czasie Maryja wybrała się i poszła z pośpiechem w góry do pewnego miasta w ziemi Judy. Weszła do domu Zachariasza i pozdrowiła Elżbietę.

Gdy Elżbieta usłyszała pozdrowienie Maryi, poruszyło się dzieciątko w jej łonie, a Duch Święty napełnił Elżbietę. Wydała ona głośny okrzyk i powiedziała:

«Błogosławiona jesteś między niewiastami i błogosławiony jest owoc Twojego łona. A skądże mi to, że Matka mojego Pana przychodzi do mnie? Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Błogosławiona jest, która uwierzyła, że spełnią się słowa powiedziane Jej od Pana».

Wtedy Maryja rzekła:
«Wielbi dusza moja Pana
i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy.
Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą
wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny,
a Jego imię jest święte.
Jego miłosierdzie z pokolenia na pokolenia
nad tymi, którzy się Go boją.
Okazał moc swego ramienia,
rozproszył pyszniących się zamysłami serc swoich.
Strącił władców z tronu,
a wywyższył pokornych.
Głodnych nasycił dobrami,
a bogatych z niczym odprawił.
Ujął się za swoim sługą, Izraelem,
pomny na swe miłosierdzie.
Jak obiecał naszym ojcom,
Abrahamowi i jego potomstwu na wieki».

Maryja pozostała u Elżbiety około trzech miesięcy; potem wróciła do domu.

A teraz dwa ogłoszenia.  Pierwsze – Modlitwa Bez Granic jest dostępna na YouTube, tutaj:

“Modlitwa bez granic” na terenie Muzeum Państwowego na Majdanku w Lublinie. 17 grudnia 2021. – YouTube

Drugie jest takie – wspomóżcie, jeśli możecie naszą Wigilię z bezdomnymi, ubogimi, byłymi więźniami i uchodźcami:

W czasie naszej Wigilii zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Itinerarium

WIGILIA  Z UCHODŹCAMI  I LIST DO JAROSŁAWA.  K

Sobota 18 grudnia 2021

Dzisiejsze Itinerarium ma trzy części, informacyjną, proszącą i właściwą.

Część informacyjna, to dwie wieści, pierwsza dotyczy możliwości obejrzenia i odsłuchania Modlitwy Bez Granic, którą zanosiliśmy w piątkowy wieczór na terenie niemieckiego obozu na Majdanku, za uchodźców, tych zwłaszcza, których Bóg przyprowadził nad polski i białoruski Bug i wszystkich innych ludzi, żywych i zmarłych, jakoś powiązanych z tym tematem – tu jest link https://www.facebook.com/search/top?q=nowe%20radio

Druga wieść jest taka, że na stronie www.noweradio.pl można będzie słuchać rekolekcji Last Minute, od najbliższej niedzieli od wtorku, zawsze o 15:00, oczywiście poza przekazem w czasie rzeczywistym, treść ukaże się w Internecie, tak jak modlitwa na Majdanku.

Część prosząca dotyczy wsparcia naszej Wigilii, w czasie której zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Wreszcie część właściwa, polska, katolicka i mam nadzieję ewangeliczna. Kilka dni temu jakaś część lub może całość drogi ekspresowej S 19, tzw. Via Carpatia, otrzymała imię ś. p. Lecha Kaczyńskiego. Ta wieść mnie lekko zdziwiła i zasmuciła. Nie zajmuję się polityką, bo się na niej nie znam, z tego samego powodu nie dziergam szalików i czapek.

Moja irytacja dotyczy faktu, że imieniem Lecha Kaczyńskiego nazwano drogę drugiej kategorii, czyli „eskę”, podczas gdy – jeśli już trzymać się nomenklatury komunikacyjnej – zasługuje na autostradę. Zdarza mi się jeździć polskimi autostradami, najczęściej A-2. Najbardziej wkurza mnie przejazd tzw. Autostradą Wolności, płatne odcinki kosztują na niej prawie 88 zł, zatem zasługuje na miano Autostrady Drożyzny czy jakoś podobnie. Przejazd z Warszawy do Szczecina to prawie 150 zł, może ma to skłonić kierowców do korzystania jednak z usług PKP lub LOT.

O ile się nie mylę, reszta polskich autostrad jest jeszcze bezimienna. Zgłaszam postulat, aby zacząć nazywać je imionami Prezydentów Rzeczpospolitej, oczywiście po ich przejściu na Drugą Stronę Życia, co obecnie dotyczy ś. p. Lecha Kaczyńskiego. Przy czym można chyba pominąć Lecha Wałęsę, bo ma już za życia w Gdańsku lotnisko swojego imienia.

Wiem, kolejni nasi Prezydenci, jednym się podobają, innym nie bardzo. Ale przecież tak wybieraliśmy! I żadnego Prezydenta od Wałęsy po Dudę, nikt nam nie przywiózł w walizce z Moskwy, Brukseli czy Berlina. Tak wybraliśmy, takie są reguły demokracji. Prezydentom należą się Autostrady a nie eski. Wyobrażam sobie tylko miny entuzjastów Komorowskiego wjeżdżających z odcinka jemu dedykowanego na odcinek Lecha Kaczyńskiego i na odwrót. Mam dobrą radę, Prezydentów wybiera naród. Nie podoba nam się wybór narodu? Polecam podpowiedź bodaj Bertolda Brechta – Nie podoba wam się wybór narodu? To wybierzcie sobie inny naród!

         Lech Kaczyński prorokował w sierpniu 2008 r., w pobliżu gruzińskiego Gori, że „Dzisiaj Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze może  Polska!”, odnośnie apetytów Putina. Dwie trzecie jego proroctwa już się, niestety, spełniły. Nie chcemy zapewne ziszczenia tej trzeciej, to szanujmy Prezydentów naszych od Lecha W. po Andrzeja D., ich wybraliśmy, my miłośnicy demokracji. I rada dla brata Prezydenta Lecha, Jarosława, poślij Pan szefów Komisji Nazewnictwa Dróg i Autostrad na urlopy, spieprzyli sprawę. Zamiast Autostrady dali Imię Twojego Brata, esce, z Niedrzwicy (Dużej czy Kościelnej) do Sokołowa, tego pod Rzeszowem. Obie piękne miejscowości, pozdrawiam.

W Tbilisi, Batumi, Kutaisi, imieniem Twojego Brata, a naszego, polskiego Prezydenta, nazwano ulice i place w centrach tychże miast. Brawo!  W Gruzji potrafią, w Polsce eska z Niedrzwicy.

A dlaczego ten wpis (ale nie PiS), jest ewangeliczny? Bo wiem, panie Jarosławie, że swoimi pieniędzmi wspierasz jedną z rodzin w Syrii, otwórz, proszę, bramy Polski, dla dzieci i rodzin znad Buga. Lech, Brat Twój, zrobiłby to już cztery miesiące temu.

Itinerarium

PUK PUK PUK

Piątek 17 grudnia 2021

Nie chciałbym, aby Itinerarium zamieniło się w ogłoszenia duszpasterskie, dla katolików i muzułmanów, agnostyków i reszty. Ono jest miejscem refleksji człowieka, który wierzy, nie wierzy, któremu wydaje się, że wierzy (np. ja) lub któremu wydaje się, że nie wierzy.

Niemniej przypomnę, że dzisiaj w piątek 17 grudnia o 21:00 modlimy się w Lublinie za uchodźców i związane z nimi sprawy, na Majdanku. Kto osobiście przyjść nie może, niech łączy się dzięki transmisji na www.noweradio.pl

Tak samo, niżej jest wszystko w postaci załącznika, zapraszam na Rekolekcje Last Minute, praktykuję je od 24 lat. Można ich posłuchać także na www.noweradio.pl, od najbliższej niedzieli do wtorku. Może posłucha ich p. Czesława z Kadzidła i p. Kamila z Lublina, która zawrze wkrótce znajomość z jedną z rodzin uchodźczych, zapraszam. Będziemy modlić się i słuchać świętych słów, razem z bezdomnymi, byłymi więźniami, wolontariuszami i ze wszystkimi, którzy Żyć chcą Wiecznie.

I teraz do rzeczy, czyli do Pana Jezusa. W liturgii mojego – Waszego także, mam nadzieję – Kościoła,  mamy przyśpieszenie, przed ostatnią prostą, nadszedł czas Wielkich Antyfon, mamy już tylko siedem dni do Wigilii, która rozpoczyna świętowanie narodzin Pana Jezusa, brawo!

Puk, puk, puk! Tak właśnie przychodzi Pan Jezus, puka do naszych serc, głów. Puka, czeka, abyśmy je otworzyli. Otwierajmy!

Itinerarium

PROŚBA O ISLAMIZACJĘ POLSKI

Czwartek 16 grudnia 2021

Kiedy piję pierwszą kawę, bardzo rano, błogosławię muzułmanów. Bo dzięki nim – wziętym w polską niewolę po triumfie w okolicach Wiednia – kawa znalazła się w Pierwszej Rzeczpospolitej i trwa do dziś. Błogosławię muzułmanów także, ilekroć kupuję cokolwiek na bazarze, bo ten wszak wymyślili tatarscy muzułmanie. A jeśli witam się z kimkolwiek o nazwisku Bielak (Bielski także), to gratuluję, przecież to dalecy potomkowie dzielnych Tatarów walczących w polskich armiach aż do 1939 roku.

Muzułmanka, ta po mojej prawej stronie na zdjęciu, teraz mama pięknego synka, zislamizowała – a raczej zewangelizowała – jedną z klas w renomowanej lubelskiej szkole Vetterów. Było to tak, dziewczyna (teraz już w Holandii), chadzała na katolickie katechezy  u pani Mirki (którą znam i pozdrawiam), żeby się czegoś o Bogu dowiedzieć. Na jednej z lekcji katechetka Mirka poprosiła o chwilę modlitwy w ciszy, wtedy rozległ się w klasie głupi katolicki rechot, wyszydzający pomysł. Ale Czeczenka, Hamzat, odwróciła się do koleżanek i kolegów z reprymendą:

– Czy wyście oszaleli? Przecież stoimy przed Bogiem!

Klasa ucichła i  aż do matury spokojnie słuchała nauk o Bogu. Błogosławiona islamizacja!

Jednego dnia zjadłem kanapkę ze smalcem, cholera, w piątek. I spotkałem tego dnia Jelinę, muzułmankę, które wtedy akurat, w czasie islamskiego postu (ramadan), nie jadła nic od wschodu do zachodu słońca. Jezu, wybacz mi ten smalec, nawróciłem się, w piątki chwytam się odtąd tylko kefiru (z Krasnegostawu) i bułek.

 Bogu dziękuję za muzułmanów i islam, pozwalają nam wrócić do Ewangelii i prawdziwego Kościoła.

No ale u nas wiele sióstr i braci wyznaje Boga zachodniego, wcina śmierdzące  hot – dogi, stare frytki, postów nijakich nie  zachowuje i jeszcze depcze stokrotki, co dla islamskich Kurdów jest grzechem  ciężkim.

Drogie siostry  i bracia, islamizujcie nas, może wrócimy do Pana Jezusa i Jego Ewangelii.

Itinerarium

MODLITWA BEZ GRANIC

Środa 15 grudnia 2021

Będziemy modlić się w najbliższy piątek, 17 grudnia, w Lublinie o godzinie 21:00. Przyłączamy się do inicjatywy Kongresu Katoliczek i Katolików, który zaproponował, aby w tym dniu modlić się – głównie w miastach – za osoby i grupy związane z dramatem uchodźców, w Polsce i innych miejscach na świecie.

Będziemy modlić się za pracujących w placówkach straży granicznej, za żołnierzy, za wojska obrony terytorialnej, za policjantów, za pracowników urzędu ds. cudzoziemców, za podejmujących decyzje na wszystkich szczeblach w sprawach migrantów i uchodźców, za przedstawicieli organizacji pozarządowych, za wolontariuszy, za lekarzy niosących pomoc.

         Przede wszystkim modlić będziemy się za migrantów i uchodźców, za tych legalnych i nielegalnych, za żywych i za tych, którzy zginęli w wodach mórz, w lasach, na bagnach, przy przeprawach przez graniczne rzeki, próbach sforsowania murów. Obejmiemy modlitwą tych, co płyną na Lampedusę i inne wyspy włoskie czy greckie, za tych, którzy próbują iść, jechać czy płynąć z Turcji, Libii, Egiptu i innych państw. Za tych, którzy wdzierają się do hiszpańskich enklaw w Maroku (Ceuta, Melilla). Za Latynosów przeprawiających się przez Rio Grande do USA. Za tych, których Bóg przyprowadził nad polski i białoruski Bug.

I za wszystkich innych, którzy ze strachu przed wojną, torturami, prześladowaniami albo z powodu biedy i choroby, szukają dla siebie i swoich rodzin bezpiecznych i lepszych miejsc do życia.

Wymienimy imiona – które znamy – tych, co zginęli na granicy Polski z Białorusią. Wymienimy także imiona dwóch młodych polskich żołnierzy, którzy popełnili samobójstwa, a byli w strefie stanu wyjątkowego.

Będziemy modlić się jako przedstawiciele różnych religii i wyznań chrześcijańskich:

– Krzysztof Furyu Leśniak Sensei, opat świątyni Kadza An, kapłan, nauczyciel linii Buddyzmu Zen (buddyzm)

–  Kantor Symcha Keller (judaizm)

– Bp Mieczysław Cisło (Kościół Katolicki)

– Adam Borchaschvili (islam)

– ks. Grzegorz Brudny (Kościół Ewangelicko – Augsburski)

Kolejność odzwierciedla czas powstawania tych religii i wyznań. Odwołujemy się do apelu z ub. roku, który w sprawie migrantów i uchodźców skierowali do Prezydenta RP zwierzchnicy powyższych religii i wyznań:

– ks. bp. Krzysztof Zadarko -delegat Konferencji Episkopatu Polski ds. Imigracji

– ks. Jerzy Samiec -Biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP

– Rabin Michael Schudrich -Naczelny Rabin RP

– Mufti Tomasz Miśkiewicz -Mufti Muzułmański Związek Religijny w RP

Wszystkich, którzy chcą się przyłączyć do tej modlitwy, prosimy, aby przynieśli ze sobą zieloną folię, do zaklejenia na chwilę latarek w smartfonach, w pewnym momencie chcemy rozświetlić latarki w kolorze Nadziei. I prosimy, abyście mieli przy sobie certyfikaty szczepień.

Będziemy modlić się na terenie niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego i jenieckiego w Lublinie na Majdanku, w miejscu gdzie we wrześniu 1999 r. po raz pierwszy modlili się przedstawiciele kilku religii. Pozostawili wówczas Siedem Kamieni, pomiędzy krematorium i mauzoleum (na załączonym zdjęciu).

Będziemy modlić się bez względu na pogodę, tak jak bez względu na pogodę, migranci i uchodźcy idą za swoją Nadzieją.

Będziemy transmitować to wydarzenie na antenie Nowego Radia w Lublinie – www.noweradio.pl .

Będziemy, to znaczy inicjatorzy lubelskiej Modlitwy Bez Granic:

– Justyna Orłowska (Centrum Wolontariatu)

– Ewa Pankiewicz (Stowarzyszenie Solidarności Globalnej)

– Aneta Serafin – Żukowska (koordynator Domów Nadziei dla Migrantów i Uchodźców)

– Zbigniew Drążkowski (Wspólnota Emaus)

– Jacek Wnuk (dyr. Nowego Radia)

– ja, ks. Mietek Puzewicz, duszpasterz osób wykluczonych w archidiecezji lubelskiej

Wydarzenie współorganizujemy z dyrekcją i pracownikami Państwowego Muzeum na Majdanku, przy życzliwym wsparciu  dyr. Tomasza Kranza.

Itinerarium

PERFUMOWANE  ŁAJNO  GOŁĘBIE NA POMNIKACH

Wtorek 14 grudnia 2021

Dzieła św. Jan od Krzyża, mistyka, dzisiejszego patrona, zacząłem czytać jeszcze przed studiami, potem wracałem do tych tekstów, próbkę jego talentu znajdziecie na końcu.

Można spacerować po Gubałówce i ogłaszać, że wędrujemy po górach, taplać się przy Majorce i czuć się szczęśliwym, pić piwo z syntetyków i pozować na kipera. Można, widzę ten pozerski glan w telewizjach i Internetach.

Porzuciliśmy mistykę – jako pokolenie – głupiejemy coraz bardziej, szczęściem nazywamy, to po co można sięgnąć nie ruszając się z fotela. Ale czy poperfumowane łajno nie jest już kupką gnoju? Albo – sięgając po inny obraz – czy kobieta ozdobiona tysiącem świecidełek, rozbłyska bardziej niż ta co nosi z pozoru skromną kolię? Tak jest z naszą cywilizacją dzisiaj.

Do mistyki przekonał mnie już całkiem Norwid – „W tej powszedniości o, jakże tu wiele mistycznych rzeczy i nieodgadnionych…”. W powszedniości! Wiele mistycznych rzeczy i nieodgadnionych! Brawurowa prawda!

Przyznaję, że po Norwidzie, mistyczne wprawki znajdowałem jeszcze u Miłosza, Theilharda de Chardin, czasem u Wojtyły, Mertona, a obecnie u Franciszka – sięgnijcie po „Powróćmy do marzeń”! Cieszę się, że w Lublinie jest jeden z niewielu polskich pomników pana Cypriana Kamila. 

Tak, mistyka, jakiś bardzo bliski Pan Bóg, ale i prawda i piękno i wreszcie miłość, one są w nas i blisko nas.

Na przykład ten starszy pan ze Stanisławowa co sprzedaje oryginalne noże spod Karpat na targu przy Kresowej w Lublinie. Na przykład te miejskie pomniki, które marzą, aby raz w życiu zrobić gołębiom to, co one prawie codziennie robią im. Na przykład brat Daniel bezdomny, który pije tylko Jacka Danielsa i inne trunki z tej półki, za darmo, przecież tak dużo ich w stokrotkach, biedronkach i żabkach, jaka życzliwa ta flora i fauna! Raczy się trunkami poza zasięgiem kamer, a jak go uchwycą, to ma abstynencję za kratkami. Albo jak inny brat, Jacek, też bez domu, który cieszy się, że potrącił go – lekko i prawie bez oznak – samochód na przejściu dla pieszych. Młody pan  kierowca nie chciał policji i pogotowia, Jacek też, ucieszył się z dwóch stówek, impreza z zaprzyjaźnionym Sławkiem trzy dni trwała.

W tej powszedniości, jakże wiele, mistycznych rzeczy, nieodgadnionych! I te dni, coraz krótsze a noce prawie bezmierne, nim rozbłyśnie Betlejemska i znów uwierzymy, że Bóg się rodzi. W tej powszedniości, gdzie wiele rzeczy mistycznych i nieodgadnionych.

Święci doktorzy wiele odsłonili z ukrytych prawd i tajemnic, a dusze święte zrozumiały je w tym życiu; jednakże większa ich część pozostaje jeszcze do wyjaśnienia i zrozumienia.

Ileż to rzeczy można odkrywać w Chrystusie, który jest jakby ogromną kopalnią z mnogimi pokładami skarbów, gdzie choćby nie wiem jak się wgłębiało, nie znajdzie się kresu i końca. W każdym zaś zakątku tych Jego tajemnic można tu i tam napotkać nowe złoża nowych bogactw.

Wskazuje na to święty Paweł, mówiąc, że w Chrystusie “są ukryte wszystkie skarby mądrości i wiedzy”. W głębię tych tajemnic dusza nie wejdzie inaczej, jak tylko przez uciski i cierpienia wewnętrzne i zewnętrzne, jak to już mówiliśmy. Potrzeba do tego również wielkich łask Bożych tak dla umysłu, jak i dla zmysłów oraz usilnych ćwiczeń duchowych. Te wszystkie bowiem łaski są niższe od mądrości tajemnic Chrystusa, jako że są jakby przygotowaniem na drodze do niej, tej najwyższej mądrości, którą można uzyskać w tym życiu.

Ach, gdyby raz zrozumiano, że nie można dojść do głębi bogactw i mądrości Bożej inną drogą, jak tylko przez głębię wszelkiego rodzaju cierpień! W tym więc powinno być pragnienie i pociecha duszy. Im bowiem większej pragnie mądrości od Boga, tym bardziej powinna wpierw pragnąć cierpień, by przez nie wejść w głębię krzyża.

Dlatego święty Paweł napomina Efezjan, “aby się nie zniechęcali prześladowaniami”, ale aby byli mocno “zakorzenieni i ugruntowani w miłości, aby wraz ze wszystkimi świętymi zdołali ogarnąć duchem, czym jest Szerokość, Długość, Wysokość i Głębokość, i poznać miłość Chrystusa, przewyższającą wszelką wiedzę, aby zostali napełnieni całą Pełnią Boga”.

By wejść do tych bogactw mądrości, trzeba iść przez ciasną bramę, to jest przez krzyż. Niewielu zaś pragnie przez nią wchodzić, natomiast wielu pragnie rozkoszy, do których się przez nią wchodzi.

Itinerarium

JAK POLACY KREML ZDOBYLI

Poniedziałek 13 grudnia 2021

Nie lubię tego aspektu polskiej mentalności, tego, który każe  nieustannie nawracać do klęsk (Powstania: listopadowe, styczniowe i niestety warszawskie), w tym do daty 13 grudnia 1981 r. Niemcy jakoś nie nawiązują szczególnie do sromotnego lania jakie dostali pod Stalingradem, Anglicy pomijają jak dostali surową lekcję w Afganistanie (XIX wiek), podobnie Sowieci (XX wiek).

Dobrze, że świętujemy 15 sierpnia, kiedy to Armia Czerwona poległa w Cudzie nad Wisłą, a jak chcielibyśmy (a pewne wielu z nas chciałoby) dopiec Putinowi i jego wizji Wielkiej Rosji, to czemuż nie świętujemy – radośnie! – daty bitwy pod Kłuszynem, gdzie bodaj trzy tysiące polskich husarzy rozpirzyło 35 tysięcy wojsk ruskich i szwedzkich? Czemuż nie świętujemy daty następnej, kiedy rozpędzony hetman Żółkiewski (Stanisław) zdobył Kreml, a ówczesnego Putina (Wasyl Szujski) przywlókł do Warszawy i zmusił do złożenia w Warszawie hołdu naszemu Zygmuntowi? Rosjanie, owszem, świętują (od 2005 r.), za sprawą obecnego Putina, dzień 12 listopada, kiedy w końcu po dwóch latach panowania polskiego na Kremlu w 1612 r. poradzili sobie z polskim garnizonem. I uwaga, nikt potem w historii – ani Napoleon ani Hitler – czegoś podobnego nie dokonał (Napoleon tylko przez miesiąc spacerował po wyludnionej Moskwie).  Owszem, przed Żółkiewskim władali Moskwą Tatarzy, ale wtedy jeszcze nie było Kremla.

I czemuż to nie świętujemy 15 lipca, kiedy w 1410 r. razem z Litwinami polski oręż rozgromił Krzyżaków i sprzymierzoną z nimi ówczesną Unie Europejską?

No nie wiem, ja tymi tematami zajmować się nie mam czasu, ale przecież jest ministerstwo. W nocy z 12 na 13 grudnia, 40 lat temu rozgrywałem kilka partyjek brydża ze znajomymi (pamiętam, że byłem w parze z Maruchą, Długi zaś chyba ze swoją późniejszą żoną Elą, jeszcze później porzucił ją dla dużo młodszej koleżanki, życie). Kiedy usłyszeliśmy czołgowe gąsienice na Al. Warszawskiej w Lublinie, wiedzieliśmy co mamy robić, Marucha pognał do Puław – chyba jakimś maluchem, było jeszcze przed północą – schować bibułę (podziemne wydawnictwa), ja z Długim zrobiliśmy to samo w Lublinie.

 Tamten stan wojenny i ten obecny wyjątkowy na granicy z Białorusią, mimowolnie nasuwają się podobne skojarzenia. Tamta władza w 1981 r. wprowadziła swój stan ze strachu o swoje stołki, i ta obecna także z tego powodu – z tym, że nie chodzi mi jakąś konkretną partię, bo każda inna na miejscu tej dziś rządzącej (którą nawet za kilka rzeczy lubię) zrobiłaby to samo. Wtedy były niewinne ofiary i są dziś także. Tamta władza została osądzona (przynajmniej prawnie) i ta będzie osądzona, a na pewno wyśmiana. Nie było żadnej sensownej przyczyny dla której należało wprowadzać stan wyjątkowy, można było – i nadal można – rozwiązać sytuację spokojnie i z honorem. A już tzw. Bitwa pod Kuźnicą, gdzie polskie wojsko pokonało kilkuset rozwydrzonych młodzieniaszków, napuszczonych przez białoruską bezpiekę, to hucpa nieziemska.

Polskie wojsko, niestety, nie może się obecnie poszczycić sukcesami, ostatni wielki to bodaj zdobycie Monte Cassino (1944), w tym wieku polskie kompanie ewakuowały się z Iraku i Afganistanu, razem z dzielnymi Amerykanami, w obydwu krajach poległo kilkudziesięciu młodych polskich żołnierzy. Zupełnie bez sensu, bo działania w Iraku i Afganistanie były źle przygotowane, te pierwsze oparte na fałszywej przesłance, że Saddam dysponuje bronią masowego rażenia. Wszystko to, możecie potwierdzić serfując w Internecie.

W Internecie poległa też Polska Armia Internetowa, bo nie obroniła kont polityków, z których wypływają nadal kompromitujące maile.

Idzie Boże Narodzenie, Święta, wspominajmy to, co piękne i zwycięskie, zwycięstwo Pana Jezusa nad śmiercią. Zwycięstwo miłości pustką i  rozpaczą. Dobrego, Bożego, radosnego Święta już teraz życzę.

Itinerarium

NIE NARODZI SIĘ ALE UMRZE BÓG NAD BUGIEM

Kazanie na 3 Niedzielę Adwentu 12 grudnia 2021

Co mamy czynić? – pytają Jezusa tłumy – Podzielić się z tymi, co mają tylko jeden łach i konserwę. Celnicy tak samo, co mamy robić? Nie kraść. A żołnierze słyszą, żeby nie uciskali nikogo. Tak Jan Chrzciciel głosił dobrą nowinę.

Nie wiem ilu polskich żołnierzy w strefie stanu wyjątkowego usłyszy dziś od swoich kapelanów, żeby nie uciskali nikogo, ilu policjantów, terytorialsów i chłopaków ze Straży Granicznej.

Błogosławiłem 8 grudnia Okno Życia w Lublinie, pierwsze, brawo raz jeszcze dla o. Filipa Buczyńskiego. Przypomniałem sobie, że Mojżesz miał swoją Kołyskę Życia, służąca córki faraona to wymyśliła, uratowała skazanego na śmierć chłopczyka. I przypomniałem sobie, że Pan Jezus miał swojego Osiołka Życia, który na swoim grzbiecie zaniósł Bożego Syna do bezpiecznego Egiptu, bo Herod wyrzynał wszystkie niemowlęta do trzeciego roku życia. I przypomniałem sobie, że żadnego Okna, Kołyski ani Osła, nie miały żydowskie dzieci, wymordowane przez Niemców w 1942 r. na lubelskich Tatarach. Znamy tylko jedno imię z tych ponad stu niewinnych dziewczynek i chłopców.

Żadnego Okna ani Kołyski Życia nie mają dzieci uchodźców przy granicy z Białorusią, a przecież jest Bug, materiałów na kołyski mamy w bród! I przecież jest Bóg, w którego wierzą i żołnierze polscy i strażnicy i kapelani.

Przypomniałem sobie historię sprzed lat pięciu, z Brześcia, z Seidą, załączam niżej. I jeszcze przypominam sobie Trybunały, które surowo osądziły – w Norymberdze najmocniej – tych, którzy mordowali dzieci, starców i resztę, zarówno mocodawców jak i wykonawców.

To nie będą dobre Święta, oczywiście można zapić karpia wódką i będzie wszystko jedno. Tylko, że zamiast Bóg się rodzi, zaśpiewać trzeba, że Bóg umarł nad Bugiem, po polskiej i białoruskiej stronie.

Na zdjęciu – uratowane dzieci czeczeńskie w 2017 r. –  teraz już spokojnie żyją w Niemczech.

SEIDA TU NIE MA MIEJSCA DLA PANA JEZUSA

Piątek 16 grudnia 2016

Bardzo emocjonalny wpis po wizycie na dworcu kolejowym w Brześciu.

Seida ma siedmioro dzieci i trochę zniedołężniałego męża. Są Czeczenami. Czternaście razy próbowali wjechać do Polski i poprosić o status uchodźcy, czternaście razy polscy pogranicznicy zawracali ich z Terespola do Brześcia. Mąż zdezerterował z armii (rosyjskiej) bo nie chciał jechać do Donbasu, żeby walczyć z wojskami ukraińskimi. Ludzie Kadyrowa (samozwańczego prezydenta Czeczenii) robili na niego nagonkę, gdyby go dorwali zniknąłby w tzw. „niewyjaśnionych okolicznościach”, co spotyka stale wielu Czeczenów.

Dotarli do Brześcia we wrześniu. Pięć kilometrów na zachód od dworca jest już wolna i solidarna Polska, nasza wierząca głęboko, katolicka Polska. Moja Polska.

Za każdym razem kiedy próbowali wjechać do Polski musieli kupić bilety za jakieś 40 euro, opłacali też jeden pokoik, gnieździli się w nim w dziewięcioro. Pieniądze się skończyły. Od kilku dni zamieszkali na dworcu, próbują teraz zebrać na kolejną próbę wjazdu do Polski.

Seida nie pachnie ładnie. Na dworcu jest prysznic, ale płatny. A przecież trzeba kupić dzieciom mleko i płatki. Prysznic trzeba odłożyć na lepsze czasy.

Od prawie roku polskie władze robią wszystko, żeby nie wpuszczać do Polski żadnych uchodźców. Jest to sprzeczne z Konwencją Genewską, ale na razie mało kto się tym przejmuje. Mało kto z decydentów polskich przejmuje się też – pod tym względem – Ewangelią. „Byłem przybyszem, a  przyjęliście Mnie”, powiedział Pan Jezus, a św. Mateusz zapisał to w rozdziale 25 swojej Ewangelii.

To zmówię na koniec modlitwę za Ciebie, Seida, za Jasminę, Madinę i resztę Twoich pociech, których imion nie spamiętałem, i za Twojego męża. Powiem Ci Panie Jezu w tej modlitwie, że miałeś dużo szczęścia, bo jak byłeś mały i oszalały Herod chciał Cię zabić, stałeś się uchodźcą w Egipcie. W Egipcie, który nie podpisał żadnej Konwencji Genewskiej. Miałeś szczęście, że ochronił Cię pogański Egipt.

Mówię Seida, modlitwę za Ciebie, za Twojego męża i za Twoje dzieci. Leżą na dworcu w Brześciu, nie umyte, bo prysznic jest płatny. Leżą nierówno, troje po jednej stronie, czworo po drugiej stronie. Leżą pięć kilometrów od mojej Polski. Od mojej Polski, która za 10 dni zaśpiewa ze smutkiem, że „Nie było miejsca dla Ciebie w Betlejem …”, na myśli mając Pana Jezusa. Seida, Twoje dzieci nie mają tyle szczęścia co nasz Pan Jezus. 

Nie przyjmie Cię Polska, Seida, nie ma tu miejsca dla Ciebie, dla twojej Jasminy i Madiny, dla Twojego schorowanego męża. Nie przyjmie Cię Polska, Seida. Nie ma tu miejsca dla Pana Jezusa, Seida.

(Brześć, Terespol, 16 grudnia 2016)

Gdy Jan nauczał nad Jordanem, pytały go tłumy: «Cóż mamy czynić?»

On im odpowiadał: «Kto ma dwie suknie, niech się podzieli z tym, który nie ma; a kto ma żywność, niech tak samo czyni».

Przyszli także celnicy, żeby przyjąć chrzest, i rzekli do niego: «Nauczycielu, co mamy czynić?»

On im powiedział: «Nie pobierajcie nic więcej ponad to, co wam wyznaczono».

Pytali go też i żołnierze: «A my co mamy czynić?»

On im odpowiedział: «Na nikim pieniędzy nie wymuszajcie i nikogo nie uciskajcie, lecz poprzestawajcie na waszym żołdzie».

Gdy więc lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w swych sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem. Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę zbierze do spichlerza, a plewy spali w ogniu nieugaszonym».

Wiele też innych napomnień dawał ludowi i głosił dobrą nowinę.

Itinerarium