SZÓSTA BOLESNA WOLONTARIAT NA SYLWESTRA

Piątek 31 grudnia 2021

Na koniec Roku Pańskiego 2021 pozwalam sobie na krótką wycieczkę w przeszłość oraz rzut oka na nasze środowisko wolontariatu. Centrum Wolontariatu ma swoje korzenie w ub. wieku, zainicjowaliśmy je pod koniec 1999 r., przy pełnym poparciu abpa Józefa Życińskiego oraz dzięki mądrym radom dwóch gości – Stasia Gawrońskiego i Kuby Wygnańskiego. Ten pierwszy nie mówi w ogóle po polsku, jest krewnym bł. Pier Giorgio Frassatiego (ten, co palił fajkę), a 22 lata temu przewodniczył prawie milionowej rzeszy wolontariuszy pomagających przy obchodach Jubileuszu 2000 w Rzymie. Z kolei Kuba rozkręcał pierwsze pokolenia ochotników miłości bliźniego w stolicy. Staś teraz wykłada na jednym z najstarszych katolickich uniwersytetów w Rzymie (LUMSA) oraz prowadzi wiele znakomitych dzieł w Italii. Kuba, dwoi się i troi w Fundacji Stocznia. Tuż po śmierci Jana Pawła II narodziło się Stowarzyszenie Solidarności Globalnej, coś w rodzaju ministerstwa spraw zagranicznych w lubelskim wolontariacie.

Przez te lata przewinęły się w naszym ruchu tysiące ludzi, nie tylko Polaków, byli i są ze wszystkich kontynentów poza Antarktydą – tak podpowiada mi komputer, bo przecież nie moja pamięć. I zagościliśmy z naszą posługą wszędzie poza wspomnianą Antarktydą.

Muszę z uznaniem podziękować za nasz wolontariat, za te 22 lata. Są w nim – lub byli – uczniowie, studenci, dorośli, rodzice i dziadkowie (a nawet był chyba jeden pradziadek, Leszek, ponad 80-letni wolontariusz, genialny, w programie wspierania „dzieci ulicy”), wszelkie kolory skóry, dziesiątki języków i miliony genialnych pomysłów oraz fantastycznych wpadek, o czym na końcu. Oczywiście nasz wolontariat to, oprócz dowódców i frontowych żołnierzy, tworzycie także i Wy, czytelnicy, sponsorzy, darczyńcy, sympatycy, doradcy, krytycy, sceptycy, entuzjaści, pomagacze i przeszkadzacze. Dziękuję, brawo!

Na koniec jedna ciekawostka i kilka zabawnych sprawek. Ciekawostka jest taka, że do niedawna nasze Centrum Wolontariatu miało wśród swoich członków prawdziwego biskupa! I to nie w roli prezesa czy choćby zastępcy, ale szeregowego członka, to bp Adam Bab. Przed najbliższym walnym zgromadzeniem złożył rezygnację z członkostwa w stowarzyszeniu, z powodu „nadmiaru innych obowiązków”.  Prawda, liczba wizytacji, poświęceń obiektów przeróżnych i bierzmowani jest przerażająco długa. Niemniej, bp Adam zapoczątkował – jako zwykły ksiądz jeszcze – nasze misje na Kubie, pomagał powodzianom w Niemczech (2002) i tłumaczył rozrabiakom z lubelskiego śródmieścia, że nie powinni przeklinać. Bezskutecznie, ale przecież miłość tego nie gwarantuje.

Teraz historie zabawne. Działanie naszych wolontariuszy przypomina trochę gości wyjeżdżających z drogi podporządkowanej na główną bez przestrzegania pierwszeństwa przejazdu. Ale to się udaje, wszak Pan Bóg strzeże.

Przykład? Proszę bardzo. Jedna z moich bliskich współpracowniczek odpowiedzialna była za organizację Wigilii dla setki bezdomnych, uchodźców, byłych więźniów i ubogich. Dogadaliśmy się z dyrektorem jednej ze szkół w pobliżu kościoła gdzie najpierw modliliśmy się. Ale na osiedlu są dwie szkoły, o tym samym imieniu (dawne gimnazjum zmieniło się w podstawówkę). I dziewczyna zadzwoniła do owego dyrektora, umówiła się w celu dogrania szczegółów, po czym pomyliła szkoły i znalazła się przed drzwiami dyrektora tej drugiej placówki. Z gabinetu wyszedł pan i grzecznie zapytał:

– W czym mogę pani pomóc?

– Jestem umówiona z dyrektorem.

– To ja, o co chodzi?

– To nie pan, na pewno.

– Nie ja? Hm, może z którymś moich zastępców? Jak się nazywa?

– Nie pamiętam.

– Dobrze, a jak wygląda?

– Jest młodszy od pana ..

– Cholera, piękny komplement przed Świętami, a może coś więcej?

– Ma więcej włosów niż pan.

– Taak, cudownie, a jakieś  inne szczegóły?

– No tak, jest wuefistą.

– A! To Wojtek, proszę stąd wyjść, skręcić w prawo, po 500 metrach w lewo i tam znajdzie pani swojego dyrektora. Młodszego ode mnie i z liczniejszymi włosami. A skąd pani jest?

– Z wolontariatu.

– Wesołych Świąt, fajnie się z panią rozmawiało.

Uczta wigilijna przebiegła wytwornie i doskonale pod względem  organizacji. Brawo!

Inna koordynatorka wypaliła kiedyś:

– No nie, ja się tak nie bawię! Na przyszłość proszę, aby informacje zwrotne przekazywać mi przed wydarzeniem, a  nie dopiero po jego zakończeniu…

Drugie osiągnięcie dotyczy rewolucji w różańcu. Dane mi było podróżować z ową damą samochodem do Warszawy (rzecz jasna, radia nie włączałem …). No i odmawiamy sobie różaniec, pięć klasycznych tajemnic bolesnych, a ja po 5-tej dodaję: „Szósta tajemnica bolesna, syn św. Weroniki idzie do wojska …”. A panna od razu „Ojcze Nasz, Zdrowaś Mario …” Potem już nie wytrzymałem ze śmiechu i tłumaczę dziewczęciu, że to był żart, a ono: „Oj, bo ja myślałam, że ten Franciszek znowu coś wymyślił …”

Trzecie osiągniecie, podczas rozwiązywania krzyżówki (przeze mnie wymyślonej), dziewczyna miała odgadnąć hasło – „Kończyny wolontariusza”, na cztery litery. I od razu wypaliła: „Uszy!” 

Dobrego Sylwestra!

Itinerarium

FATIMA KGB I SOUSA WROG NARODOWY

Esej religijno – futbolowy Czwartek 30 grudnia 2021

Na początek o futbolu, trwa serial z panem Sousą w roli jak najbardziej głównej, może nawet przerodzi się w jakiś rodzaj brazylijskiej telenoweli. Dawno temu pojawiła się w TVP brazylijska „Niewolnica Isaura”. Co to się działo! Cała Polska miesiącami zalewała się łzami, kwiliła nad losem pięknej niewolnicy, dla drugiej zmiany kolejne odcinki emitowano bladym świtem, a kobiety zapuszczały włosy a la Isaura! Skoro zatem Sousa idzie do brazylijskiego Flamengo, to i nie dziwi przedłużający się maraton. Gdyby nadeszła moda na fryzurę a la Sousa, ja na wszelki wypadek jestem przygotowany, być może da się znaleźć jakieś drobne dwie czy trzy różnice, kto zna kształt i kolor moich włosów i te u Sousy, wie, że nie żartuję.

Dziwi mnie natomiast inercja naszego Prokuratora Generalnego, który znany jest z niekonwencjonalnych pomysłów. Zawiódł mnie, spodziewałem się, że wyda nakaz aresztowania owego zdrajcy Sousy, pośle jakiś list gończy, a potem nasze niezawodne siły dorwą drania, przytaszczą na Stadion Narodowy. Tam zaproszą kiboli, telewizja pana Jacka zrobi transmisję, a żwawi wolontariusze wychłoszczą do pierwszej krwi pana Paolo. Jak mógł za marne srebrniki (25 000 euro miesięcznie więcej) zdradzić wspaniałą ekipę biało – czerwonych? Obraził nie tylko piłkarzy i kibiców, ale cały nasz dzielny naród! Hańba! Chłostać łobuza! Znieważył też Jana Pawła, cytował go w styczniu, a w grudniu i to prawie na Wigilię naszą świętą, zamarzyła mu się Brazylia! Jak mógł?

Dziwię się, że nie ma reakcji naszego ministra spraw zagranicznych (o ile ktoś  nim jest, bo jakoś nie widzę i nie słyszę tego pana), powinien wezwać na dywanik ambasadora lizbońskiego i zrobić mu burę! I zagrozić, że w ramach retorsji wprowadzimy embargo na porto i maderę i zniechęcimy turystów naszych polskich do wygrzewania wszystkich części ciała na Albufeira i Lagos, w zamian dofinansujemy wypady do Andory, która przecież poddała się nam na boisku bez walki. Dofinansujemy także firmy pielgrzymkowe, aby omijały Fatimę, gdzie modlił się (nieszczerze!) Sousa, niech teraz wybierają węgierskie Marianosztra, Węgrzy co prawda nam dokopali, ale my z nimi wszak dwa bratanki, i „Byczą Krew” (wino stamtąd) warzą nadal nieźle.

I wreszcie sprawa oczywista, jasna i pewna. A z kim to mamy w marcu zmagać się o miejsce na Mundialu 2022? No z kim? Z Rosją! Z Rosją Putina! Każdy nawet mocno głupi wie, że to KGB (tamtejsza instytucja podobna naszej bezpiece) przekupiła Sousę! To oni dali te srebrniki, oni dogadali się z Flamengo, i teraz w Polsce burza z gromami, a ich sborna 24 marca 2022 będzie miała łatwo, wyroluje Lewandowskiego z koleżkami i do Kataru się wypuszczą kacapy. Tak gra Putin i KGB! No chyba, że wojna będzie, to wtedy najważniejsze rozgrywki będą już na kule i granaty, a nie na auty i spalone.

Jest jeden dobry, skuteczny sposób na ruskich, w 1956 r. zastosował go polski kolarz, Stanisław Królak, zapomniany polski bohater narodowy. Kiedy w czasie Wyścigu Pokoju jeden z rosyjskich miłośników pedałów zajeżdżał Stasiowi drogę, wyciągnął pompkę do roweru  i kilka razy zdzielił nim sowieta, chyba po głowie. Wystarczyło, Królak wyścig wygrał uczciwie, a kolarze spod Moskwy cieszyli się, że Stalin już był w czyśćcu. Inaczej wracaliby na rowerach do Gułagu.

Itinerarium

DLA KIEROWCÓW WARIATÓW  PARTIA

Środa 29 grudnia  2021

Zaczęła się już Pierwsza Wiosna, wiem, nie czujecie tego, bo termometr pokazuje mrozy, pewnie jeszcze powrócą po Nowym Roku. Pierwsza Wiosna to wydłużanie się dnia, następuje to od 23 grudnia, jest porzekadło – „Na Nowy Rok przybywa dnia na barani skok”,  a ponieważ barany skaczą niezdarnie, oznacza to, że dzień jest już dłuższy, choć nieznacznie. Za miesiąc Pochód Światła będzie już bardzo dostrzegalny, warto o tym pamiętać w tzw. Blue Monday. Co ciekawe, my się – przynajmniej niektórzy – dajemy nabierać na Najsmutniejszy Poniedziałek, a właśnie wówczas startują w naszym kierunku bociany! Z Malawi, Tanzanii a nawet z RPA, brawo!

My, ludzie współcześni, upośledzeni jesteśmy przez elektryczność, światło możemy mieć zawsze, no chyba, że podwyżki cen energii nawrócą nas do natury, tu – braw brak! Ptaki, płazy, gady, owady, pajęczaki, krążkopławy, paprotniki i większość ssaków reagują na światło słoneczne. Zatem gody kruków i orłów już zaraz wystartują.

Za trzy dni, od 1 stycznia zacznie się Wielka Orkiestra, nie Świątecznej Pomocy, ale fałszująca szkaradnie Orkiestra Łupienia Kierowców przez Skarb Polskiego Państwa, niektóre kary wyniosą nawet 30 000 złotych – tu nie bark braw, ale przeciągłe gwizdy. Partia Wariatów Drogowych jest ciekawa, należą do niej choćby pospołu Donald Tusk (107 km/h w terenie zabudowanym) i Jacek Kurski (156 km/h na Wisłostradzie).  Tu już nie brak braw, nie gwizdy, ale rzucanie jajkami, w przypadku Tuska w Internet, w drugim w telewizor z programem TVP1.

Państwo nie ufa nam, kierowcom, będzie nas łupić. Zniesiemy pokornie? Nie wiem. Ale już podwyżki wódek mogą wzburzyć znaczną część narodu, z każdej partii, no może z wyjątkiem Polskiej Partii Przyjaciół Piwa (istnieje jeszcze?). Z Państwa Polskiego nie możemy się wypisać, ale możemy je bardzo spokojnie odzyskać, przecież to my, kierowcy, smakosze trunków różnych płacimy podatki. Coraz większe od Nowego Roku.

I wracam na swoją kościelną łączkę. Mamy piąty dzień oktawy Bożego Narodzenia, Boga, który jakoś – wedle św. Jana  Pawła II – zjednoczył się z każdym  człowiekiem. Z wszystkich możliwych partii

Itinerarium

O NIEWINNYCH  DZIECIACH  KAZANIE

Wtorek 28 grudnia 2021

Nawiązując lekko do wznieconego wczoraj polskiego tsunami, rozbawił mnie dalszy ciąg przygód z panem Sousą, okazuje się, że odejdzie spokojnie do Brazylii i nic mu władze polskiej piłki nie zrobią. Jak pan Sousa będzie miał gest to odpali związkowi parę euro, najwyżej 200 tysięcy. Przy okazji przekonaliśmy się, że tak jak nie mamy dobrej drużyny – ale mamy znakomitych zawodników! – tak jeszcze większymi patałachami są kolejne zarządy w związku piłkarskim, nie zadbali ci panowie o odpowiednie zapisy w umowie z byłym już raczej trenerem polskiej reprezentacji.

Choć jako kibic (z ponad półwiecznym doświadczeniem) nie lubię takich numerów, jak ten wykręcony przez pana Sousę, ale rozumiem gościa z Portugalii. On po prostu chce zmienić pracę, na lepiej płatną, w cieplejszych okolicznościach przyrody (może nie lubi mrozu i śniegu) i w bardziej życzliwym klimacie. Mam na myśli fakt, że w Brazylii piłka nożna jest zabawą, zwłaszcza we Flamengo do którego idzie Sousa, a w Polsce futbol pełni nadal substytut wojny. Przecież najbardziej cieszą nas zwycięstwa nad Rosją i choćby remisy z Niemcami. Portugalczycy zaś i bliscy im Brazylijczycy lubią zabawę, taniec i dobre wino (polecam Porto hodowane przez tę pierwszą nację).

Fale polskiego tsunami spiętrzył jeszcze Pan Prezydent Andrzej Duda, wetując wczoraj (poniedziałek) Lex TVN, choć powinien zrobić to przed Świętami, ale chyba nie chciał psuć nastroju koleżankom i kolegom na Wigilię. Ja, na przykład, nie chciałbym być Prezydentem, strasznie nie lubię podpisywać czegokolwiek, wolę coś zrobić.

Po tych dywagacjach wracam na swoją działkę. W liturgii naszego Kościoła Katolickiego mamy dziś Święto Świętych Młodzianków, Męczenników. Chodzi o niewinne dzieci wymordowane przez siepaczy Heroda, oprawcy zabili na jego polecenie wszystkich chłopców  do lat dwu w niewielkim wówczas Betlejem. Prawdopodobnie nie było tych niewinnych chłopczyków wielu, nigdy nie dowiemy się ilu ani jak mieli na imię, może Józef, Jan albo i popularne wtedy Jezus.

Pierwsza klamra, jakieś 500 metrów od obecnej siedziby naszego lubelskiego Centrum Wolontariatu na Tatarach, jest miejsce w którym 24 marca 1942 r. niemieccy policjanci, w asyście kilku ukraińskich wachmanów, wymordowali ponad setkę małych żydowskich sierot, starsze zabijali kulami z rewolwerów, młodsze pałkami, bo szkoda było cennych pocisków. Nie wszystkie dzieci zginęły od razu, inne konały pod pryzmami zasypywanego piasku, przez kilka godzin. Ocalało tylko jedno imię, Donia, nie wiemy czy przeżyła czy tylko ktoś gdzieś zapisał jej imię. Zanim w 1948 r. ekshumowano szczątki tychże dzieci i przeniesiono na nowy kirkut przy ul. Walecznych, jacyś Polacy przeczesywali miejsce mordu w poszukiwaniu złota czy innych cennych przedmiotów. Daremnie, dzieci żydowskie raczej nie miały nic takiego przy sobie. Znam zaś dzieci i wnuki tych poszukiwaczy, wstydzą się za czyny swoich rodziców czy dziadków. To jednak już historia, która, mam nadzieję, ożyje jakoś w kantacie, którą przygotowujemy na 80-lecie tamtej zbrodni.

Druga klamra, nie znam imienia dziewczynki z Iraku zaginionej 7 grudnia tego roku, na granicy Polski i  Białorusi, oby przeżyła. A może dołączyła do licznego grona niewinnych i świętych męczeńskich dzieci, z Betlejem, z Tatar i znad polskiej granicy. Wiem, oberwę od polskich katolików, z jednej z partii, trudno, wiem, że katolicy są także w opozycji i nawet jeszcze na razie poza nią.

Tylko te niewinne dzieci … Zamordowane przez Heroda, rozstrzelane na Tatarach i umierające z powodu mrozu w Polsce. W Polsce, przy granicy z Białorusią. Amen.

Itinerarium

NAWRÓCENIE  DO WINA I MIŁOŚCI

Poniedziałek 27 grudnia 2021

Czekałem jakie tsunami nawiedzi nas w tym roku, dobrze pamiętam to z r. 2004 na Oceanie Indyjskim, zaczęło się także 26 grudnia, pochłonęło prawie 300 tysięcy ofiar.

Tsunami tym razem wtargnęło do Polski z powodu Sousy, portugalskiego trenera polskiej kadry narodowej w piłce nożnej.  Pan ten porzucił naszych kopaczy na rzecz brazylijskich, tamci zapłacą mu więcej niż my. I zrobiło się futbolowe tsunami, że ten pan to zdrajca, łobuz i drań. Nie wiem, ale pamiętam, że największe sukcesy w nożnej piłce odnosiliśmy kiedy reprezentacją dowodził Kazimierz Górski (rodem ze Lwowa) i Antoni Piechniczek (ze Śląska), potem to  już było dziadostwo. Polecam władzom polskiego futbolu Marka Papszuna, z Rakowa w Częstochowie, wyciągnął tamtejszy klub na czołówkę polskich drużyn. A na Maderę – portugalska wyspa – to wpuszczą nas nawet pomimo pożegnania Sousy.

Najnowsze polskie tsunami zepchnęło na daleki plan uchodźców, próbujących dostać się do Polski pomimo dziesiątków polskich policjantów i żołnierzy, szczelnie pilnujących nawet z groźnymi psami granic polskiej Polski, w której nie ma miejsca dla obcych, dla Pana Jezusa także, skrytego w marznących Kurdach czy Syryjczykach.

Za to w Kościele mamy dziś święto Jana Apostoła i bezkarne picie wina, wina miłości. Może nas do miłości nawróci.

Zwyczaj błogosławienia wina w ten dzień nawiązuje do legendy z VI wieku, do tzw. Apokryfu św. Jana „Virtutes Johanni”. „Legenda na dzień św. Jana Apostoła i Ewangelisty” podaje, że kiedy św. Jan po całej Azji głosił słowo Boże, „kapłan bożków Aristodemus” wzniecił przeciw niemu rozruchy wśród ludu. Ów kapłan zażądał od św. Jana, aby poddał się próbie zatrutego wina, gdyż tylko w tym przypadku, gdyby zobaczył, że św. Jan po jego spożyciu nadal będzie żyć, uwierzy w Boga. Przedtem podał to zatrute wino dwom skazańcom, których dostarczył mu prokonsul. Skazańcy po wypiciu wina zmarli. Św. Jan wziął kielich, nakreślił na sobie znak krzyża i bez szkody dla zdrowia wypił je. Gdy Aristodemus nadal jeszcze nie był przekonany, św. Jan dokonał dodatkowo cudu przywrócenia życia obu skazańcom. To dopiero sprawiło nawrócenie zarówno owego kapłana, jak też prokonsula wraz z ich rodzinami.

Obrzęd błogosławieństwa wina zawiera następującą modlitwę:

Błogosławiony jesteś, Panie, Boże wszechświata, bo dzięki Twojej hojności otrzymaliśmy wino, które jest owocem winnego krzewu i pracy rąk ludzkich. Twój Syn Jednorodzony, nasz Pan, Jezus Chrystus, ustanawiając Eucharystię, obrał wino jako znak Nowego Przymierza we Krwi swojej. Pobłogosław † to wino i zachowaj od niebezpieczeństwa choroby tych, którzy będą je kosztować. Za wstawiennictwem świętego Jana, ucznia, którego Jezus miłował, umacniaj wśród nas wzajemną zgodę i bratnią miłość. Przez Chrystusa, Pana naszego. Wszyscy odpowiadają: Amen.

Itinerarium

MIŁOŚĆ WSZYSTKO WYJAŚNIA

Kazanie na Świętą Rodzinę 26 grudnia 2021

W Kościele Katolickim mamy dziś Niedzielę Świętej Rodziny, wypiera ono tradycyjnego Szczepana przez układ dat w tym roku. I ja zatem, kazanie o rodzinach głoszę.

Spacerowałem wiele lat temu po ul. Pogodnej w Lublinie, na końcu jest tam Dom Dziecka, spacerowałem z jedną z zaprzyjaźnionych rodzin czeczeńskich uchodźców. Kiedy zobaczyli dzieci zaczęli pytać skąd one się tam wzięły, przydała mi się znajomość rosyjskiego, wyjaśniłem, że mieli kiepskich rodziców albo ich stracili. I wtedy przybysze z Kaukazu, muzułmanie, opowiedzieli kawałek pięknej historii swojego narodu.

W Czeczenii do roku 2001, do przegranej drugiej wojny z Rosją Putina,  nie było ani jednego domu dziecka. Jeśli ginęli rodzice, dzieci przygarniali wujkowie, dziadkowie bądź dalsi krewni. Islam – lub jego kaukaska interpretacja – mówi, że przygarniając sierotę zdobywasz wielkie błogosławieństwo Allacha. I pomyślałem sobie, w katolicyzmie mamy instytucję matki i ojca chrzestnego. Większość dzieci z naszych domów dziecka i sierocińców (blisko 90 000) ma ciocie, wujków, dziadków lub babcie oraz chrzestnych, którzy deklarowali w dniu chrztu troskę o trzymane na rękach dzieci. Pobożny zwyczaj a wiara i czyny, to jednak różne rzeczy.

Marną pociechą jest fakt, że za rządów Kadyrowa (starszego i obecnie panującego młodszego), Czeczenia już dorównuje Polsce i Europie. Nasza cywilizacja, zbudowana na przykazaniu miłości bliźniego wypycha dzieci do gett, w postaci tzw. „Domów Dziecka” czy sierocińców, a cywilizacja budowana na Koranie przygarnia je i chroni. Naprawdę wierzymy, że kto przyjmuje „jedno z tych maluczkich” Jezusa Chrystusa przyjmuje?

Mam wielki przywilej przyjaźnić się w kilkoma rodzinami, w których Boża Miłość otworzyła ich serca i domy, przyjęli nie zrodzone z nich dzieci, jak swoje a może i jeszcze mocniej. Tekst piszę późno, nie chcę pytać o zgodę na opublikowanie ich nazwisk, podam imiona tylko.

Zbyszek z Anią do grana swoich pięciorga dzieci przyjęli i wychowują trójkę rodzeństwa z familii, w której nie miałyby szans ani na edukację ani na lepszą przyszłość.

Maria, samotna, dziennikarka, wyrwała z tzw. domu dziecka maleńką Agnieszkę, teraz cieszy się już wnuczką. Nie było łatwo, Agnieszka była co najmniej figlarna. Po jednej z kłótni Maria zażądała, żeby córka ją przeprosiła, a ta, owszem, rano przed szkołą napisała mydłem na lustrze w łazience – „Przepraszam Cię, Ty małpo!” Forma dyskusyjna, ale przeprosiła,  spełniła prośbę matki.

Wreszcie Ewa i Leszek, dramat i niemal symfonia. Ewa adoptowała Kasię, potem Kasię poślubił Tomek, z początku nie mieli dzieci, więc adoptowali Brygidę. Pan Bóg to zobaczył i dał im jeszcze dwójkę własnych dzieci. Kasia z Tomkiem giną w wypadku samochodowym, rodzice Tomka adoptują dwójkę młodszych dzieci swojego syna, a Ewa – już z Leszkiem – małą Brygidę, teraz ta panna już studiuje ambitnie w królewskim Krakowie. Symfonia miłości i wielkości serc!

Koniec kazania, miłość wszystko wyjaśnia.

Itinerarium

PAN JEZUS  TO ROZ ŚCISŁAW TYM RAZEM

Kazanie na Boże Narodzenie Sobota 25 grudnia 2021

Wpadłem na dłuższą chwilę do przyjaciół przy okazji Wigilii, gościła tam też młoda dama, lat sześć, o pięknym imieniu Marysia. Zażartowałem do niej:

– A więc Ty jesteś panną Marią!

Chwilę popatrzyła na mnie i spokojnie odrzekła:

– No tak, to prawda.

Marysia jednakże już dba o linię i stroni od potraw, próbowałem ją zachęcić:

–  Może zjesz kilka oliwek, będziesz ładniejsza …

A panna Maria bez chwili wahania:

– Ale po co? Ja przecież już jestem najładniejsza!

Trafiła w sedno! O to chodzi! Panna Maria objawiła prostym słowem tajemnicę Bożego Narodzenia. Ależ tak, panno Mario! Ależ tak, jesteś najładniejsza, właśnie dlatego, że w Tobie mieszka sam Pan Jezus, który zjednoczył się z Tobą i z każdym człowiekiem. Nic bardziej ładnego nie mogło się przydarzyć Tobie i nam wszystkim. Dziękuję.

W innym miejscu rozmawiałem chwilę z młodym małżeństwem z Ukrainy, z Odessy konkretnie. Bardzo młodzi ludzie z pięciomiesięcznym  synkiem. Pokochali się pięć lat temu, bez pamięci, do samego końca a może nawet jeszcze dalej, mocno i cudownie. Ale w życiu, podobnie jak w baśniach, musi się pojawić jakaś zła czarownica, w tym przypadku znakomicie w tę rolę wpisała się matka chłopaka. Zabroniła mu spotykać się z wybranką, ponieważ nie posłuchał, pokazała drzwi. No to dobrze, pomyślał, zabrał narzeczoną w wielki świat.  Poprosił o rękę, ona była na tak, wzięli szybki i cichy ślub i czmychnęli, trzy lata temu, zagranicę, najpierw do Polski, potem do Czech i znowu do Polski, do Lublina tym razem. Wszędzie imali się jakichkolwiek prac, udawało się, płacili za wynajmowane mieszkania, podatki także, bo to wszystko na legalu.

Tu, w moim mieście, chłopak tyrał w korporacyjnej firmie, za małe grosze, przecież Ukrainiec, ona dorabiała przy sprzątaniu. A potem na świat przyszło Dziecię, też w Lublinie. Pora na Heroda w tej opowieści, okazał się nim szef spółki pośredniczącej w zatrudnianiu pracowników dla korporacji, spółka dawała też pokoik, rzecz jasna nie za darmo, za trzecią część zarobków chłopaka z Odessy. Do czasu aż wygasać miała umowa, o czym szef spółki powiadomił Olega. Na trzy dni przed końcem, brawo, polski biznes!

Oleg z młodą żoną, mają po 23 lata, popłakali chwilkę, ale potem zaczęli walczyć. I trafili do Centrum Wolontariatu w Lublinie, pogadałem z nimi pięć minut. Uff, szefa spółki chciałem od razu ubić, ale przecież jest piąte przykazanie.

W tym samym czasie pani Jadwiga, emerytowana profesor filozofii z UMCS, zgłosiła chęć oddania swojego drugiego mieszkania komuś z uchodźców lub migrantów. Oleg z Iriną i maleństwem tam właśnie zamieszkali dwa tygodnie temu.

Oleg porzucił dawną robotę, szuka innej. Ale Irina zarabia, sprząta w jednym z hosteli w centrum miasta, na wezwanie, wyciąga do 400 złotych na tydzień, nie za dużo, przecież jest Ukrainką. Sprząta pokoje po bogatych gościach, z Rościsławem, maleńkim synkiem, pięć miesięcy, na plecach w specjalnym nosidełku, a jak śpi to kładzie go na jakimś krześle.

 I tak to jest, Święta Rodzina z małym Jezusem uciekła do bezpiecznego, pogańskiego Egiptu. A Święta Rodzina z Odessy, rodzina także pełna miłości, jakoś sobie radzi w katolickim Lublinie. Radzi sobie, bo ufundowaliście gaz i prąd dla uchodźców i migrantów, bardzo dziękuję. Kto by jeszcze wspomóc chciał rodzinę z Odessy, i inne, z Kuby czy Afganistanu, bardzo proszę, numer konta dalej.  Przecież jest Boże. Narodzenie. Pan Jezus. W małym Rościsławie.


Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

nr konta 17 1240 1503 1111 0010 7256 9064

tytuł przelewu – darowizna na cele statutowe

Adres: Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

ul. Gospodarcza 2

20 – 217 Lublin

Na zdjęciach Pan Jezus w ukraińskiej rodzinie i baloniki Jego Mamy.

Itinerarium

W PARAFII ITINERARIUM JUŻ UROCZYSTOŚĆ

Piątek 24 grudnia 20121

Dobrnęliśmy do dnia Wigilii, jeśli czytacie, to znaczy, że przeszliście covida albo szczepienie uchroniło Was od najgorszych jego skutków. Dobrze, że jesteście i że czytacie, dziękuję.

Przy Wigilii winien jestem dwa wyjaśnienia, wiążące się z moją buńczuczną zapowiedzią z początku Adwentu, że będę pisał o Bożych romansach z Maryją, prawie 2022 lat temu ten historyczny, trochę w istocie było to wcześniej ale mnich Dionizy Mały, Ormianin zresztą, źle policzył daty i de facto mamy rok 2028 po Narodzeniu Chrystusa. Mniejsza o to, wracam do Bożych romansów, które wcale nie skończyły się na historii z Marią, Pan Bóg nadal zaprasza nas do współpracy, trzeba tylko posłuchać tego, co się dzieje w naszych sercach i myślach, a przede wszystkim w pragnieniach.

Przyznam szczerze, że świętuję Boże Narodzenie codziennie, chyba już od ponad 40 lat, kiedy odkrywać zacząłem, że Chrystus mieszka we mnie. Tak, jestem grzeszny, czasami wredny i chełpliwy, mnie to przeszkadza, Panu Jezusowi chyba nie. Bo znajduję go nadal w głębi siebie samego, coś podobnego jak u św. Pawła – „Żyję już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus.”

I w każdym z Was żyje ten sam Chrystus, cokolwiek byście nie pomyśleli i nie powiedzieli o swoje wierze czy niewierze. Macie w sobie Boże Narodzenie, w tzw. żłobkach będą laleczki tylko, czasem nawet kompletnie nieudane.

Zamierzałem pisać o pierwszej, założonej przez Jezusa małej spółdzielni rybackiej, tych dwunastu rybaków, celników i innych analfabetów, bardzo przepraszam Apostołów, że grzebię w ich życiorysach. Teraz ta spółdzielnia to światowa korporacja (w języku mediów, które lubią pikantne frazy). Dobrze, korporacja, ale do niej należę nie tylko ja, papież Franciszek, episkopaty i niezliczone zastępy w habitach.

Przepraszam, jestem od wielu lat zawziętym kibicem, wkurza mnie to, że zawsze winien jest trener lub menadżer. Taka Legia zmienia tych gości co chwilę i jest blisko drugiej (numerycznie) ligi. Trenerzy czy menadżerowie są kiepscy? A może gracze mają w nosie (albo i znacznie niżej) tę całą Legię?

Bardzo mnie śmieszy pomysł – powielany przez wszystkie prawie media, przez wszystkie Moniki Olejnik (bardzo lubię) i Lisów (Tomaszów) – że wystarczy zmienić biskupów i episkopat, a będzie lepiej, nawet wspaniale. Patrzcie na Legię.

Tak samo bawi mnie teza, że jak PO zastąpi PiS, to niebo będziemy mieli w kraju, g … prawda (ta trzecia w wydaniu ks. Tischnera – „świento prawda, tys prawda i gówno prawda”).

O sukcesie Legii, i innych teamów decyduję gracze, zawodnicy.

My wszyscy, ochrzczeni, gramy w drużynie KK, Kościół Katolicki, to my albo wygramy albo spadniemy do niższej ligi. Menedżerom, biskupom i kardynałom dajmy spokój, weźmy się za siebie samych, zagrajmy – wedle reguł ewangelicznej miłości – będziemy w końcu mistrzami świata. A na bramce, kto wie, może nawet o. Tadeusz wystąpi!

I jeszcze ta tęsknota za Bożym Narodzeniem, tak naprawdę za Miłością, niech się Wam i mnie także, zdarzy. Świąt najlepszych dla Was, drodzy parafianie z Itinerarium. Pozdrawia Was proboszcz, ten z lewej 😊

Itinerarium

BOŻE NARODZENIE W JEDNĄ GODZINĘ

Czwartek 23 grudnia 2021

No tak, Wigilia i początek świętowania już jutro, zapewne wśród Was lub waszych znajomych, znajdą się tacy, którzy przeoczyli Adwent i mają już tylko 24 godziny, żeby coś wymyślić.

To właśnie dla takich osób przygotowałem LAST MINUTE CHRISTMAS GUIDE, szybki przewodnik do Bożego Narodzenia, możliwy do zrealizowania w jeden dzień, co tam dzień, nawet w godzinę, jak ktoś sprytny. Przyszedł mi nawet do głowy pomysł, żeby patronem tej idei był tzw. Dobry Łotr, któremu wystarczyło 30 sekund, aby porzucić dawne złe życie i zakwalifikować się do raju. Albo tego bezimiennego gościa, który przepracował w winnicy ledwie godzinkę (i to tuż przed zachodem Słońca, więc już chłodno było w warunkach palestyńskich), a dostał tyle samo co inni, harujący od rana.

Do rzeczy, pierwsza sprawa. Nie wolno brać opłatka i zasiadać do stołu, jeśli nie spróbujemy pojednania z ludźmi, z którymi jesteśmy w sporach, niesnaskach, zatargach, kłótniach czy złościach. Proszę, wyślijcie do nich esemesa, ememesa, maila albo nawet mema. Lepiej oczywiście byłoby twarzą w twarz, ale nie ma na to czasu, musimy iść na skróty. Nawet jeśli ktoś nie przyjmie zachęty do pojednania, to zrobiliśmy, co mogliśmy.

Rzecz druga, zarzućcie klepanie długich, nudnych, wymuszonych życzeń z tą czczą paplaniną o zdrowiu, szczęściu, pomyślności i powodzeniu. Ogromnie mnie śmieszą te recytacje, niektórzy produkują wręcz tasiemcowe  quasi poematy. Ja nauczyłem się od św. Pawła – polecam – formuły „krótko i na temat”, tenże Apostoł kończył swoje słynne listy jednym zdaniem: „Łaska wam!” lub „Miłość moja z wami!” Niekiedy odrobinę rozwijał temat łaski lub miłości. Dzisiaj, naprawdę, wystarczy jak szczerze powiecie zebranym wokół stołu – „Dobrze, że jesteście!” Jak niezwykle brzmi to zdanie w kontekście pogrzebów ofiar wirusa.

Trzecia kwestia to grzechy, niektórzy mają wyjątkową wprawę w niesieniu swoich win na plecach, tachają je, dumnie sobie i światu pokazując ileż mogą unieść. Heroizm radziłbym zostawić na wypadek wojny (niewykluczonej). Co mogą zrobić z grzechami ci, którzy mają przeszkody, aby otrzymać rozgrzeszenie przy konfesjonale? „Woda gasi płonący ogień, a jałmużna gładzi grzechy”, to nie poezja, ale Pismo Święte, Księga Syracha (3,30). Żebyście mieli szybciej i jeszcze mogli szczycić się, że zrobiliście coś dobrego dla naszych sióstr i braci zwanych uchodźcami, proszę bardzo udostępniam numer konta. Cokolwiek ofiarujecie tu, pójdzie na utrzymanie Domów Nadziei, czyli domów i mieszkań, w których już przebywają albo zaraz osiądą ci, którzy jakoś przekroczyli granice Polski.

Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

nr konta 17 1240 1503 1111 0010 7256 9064

tytuł przelewu – darowizna na cele statutowe

Adres: Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

ul. Gospodarcza 2

20 – 217 Lublin

Przy okazji powiem, że te domy są już nie tylko w Lublinie ale i w Łodzi i pod Szczecinem, niekiedy musimy zapłacić jakiś skromny czynsz, a zawsze za prąd, gaz i wodę. Tu nie mogę się powstrzymać od przypomnienia historyjki pewnego proboszcza, który pouczał młodego wikarego – „Widzisz, ja płacę za ciebie wszystko, za prąd, światło i energię elektryczną …”

Dziękuję, Bóg zapłać. I drugie dziękuję i Bóg zapłać wam wszystkim, którzy już zapłaciliście za Wigilię, którą przygotowaliśmy dla uchodźców, bezdomnych, ubogich i byłych więźniów, mamy was w sercu, duchowo zasiadacie razem z nami. Gdyby ktoś jednak poczuł, że grzechów ma bardzo wiele i jedna jałmużna nie wystarczy, to numer konta dotyczącego Wigilii jest w poprzednim wpisie.

I najważniejsza rzecz, na koniec. Nauka pierwszego papieża, św. Piotra –  „Przede wszystkim miejcie wytrwałą miłość jedni ku drugim, bo miłość zakrywa wiele grzechów!”, list pierwszy, rozdział czwarty. Tak, zatem miłość, ale prosta i konkretna. Może to czas dla matki pogrążonej Alzheimerem, może wsłuchanie się w dziecko, którego nijak nie da się oderwać od Internetów, może wreszcie zapytanie sąsiada czemu zawsze jest sam?

Sami wiecie najlepiej. Ja wiem bardzo dobrze, że Boże Narodzenie można zrobić nawet w godzinę, powodzenia!

A na fotce – już publikowałem  ją – moje Boże Narodzenie, w czerwcu, z Abdulem w Irbilu.

Itinerarium

WIGILIA Z AFGAŃCZYKIEM

Środa 22 grudnia 2021

Jeszcze a propos Wigilii, wspomnę jedną, bodaj sprzed dwudziestu lat, wyjątkową i bardzo pouczającą.

Trafił na mnie młody Afgańczyk, muzułmanin, ale taki jak większość z nas katolików, którzy coś tam, gdzieś tam ale i tak żyją po swojemu. Wysłał go do mnie profesor z KUL, wiedział, że lubię obcych. Przez telefon umówiłem się z Azizem, nie znał Lublina, pod Major House, czyli pod ratuszem. Ale on i tak przydreptał pod Nature House, na szczęście obydwie firmy były niedaleko od siebie. Znalazłem Aziza, niewysoki, uprzejmy bardzo.

Przyleciał do Polski, do Lublina, dzięki Internetowi i ziołom. Internet podpowiedział mu, że najtańsze studia w Europie, to filozofia po angielsku na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, wypełnił formularz, zapłacił ileś tam dolarów i wyruszył. Pierwszy rok edukacji w mieście nad Bystrzycą opłacił mu brat, który wedle Aziza zajmował się „plants breeding”, czyli hodowlą roślin, przez grzeczność  nie uściślałem, czy chodzi o cannabis (marihuana) czy o haszysz. Dla uniwersytetu chyba nie miało to znaczenia, wymagana kwota wpłynęła na właściwe konto.

Pierwsza rozmowa z Azizem była olśniewająca. Zapytał mnie czy jest w Europie, potwierdziłem, ale zaznaczyłem także że w Polsce. On na to, że rozumie, bo w Afganistanie jest również wiele plemion, mówiących różnymi językami. Ja na to, że zgoda, Europa to taki inny Afganistan, paplający raz po niemiecku, częściej po angielsku, a w Lublinie przeważnie po polsku, choć  z zaśpiewem zabużańskim. Mój Afgańczyk, dziecko Internetu, zapytał czy do Ameryki lepiej jechać z Lublina koleją czy samochodem. Zgodnie z moją wiedzą oświeciłem młodzieńca, że ma do wyboru samolot lub statek.  Skrzywił się, bo latanie wzbudza mu kiszki, a miesiąc w kajucie to za długo.

Zaprosiłem go na Wigilię, na której były katolickie siostry betanki, jakieś rodzeństwo z Domu Dziecka i dwoje bezdomnych. I zaczęło się.

Po pierwszym daniu, chyba był barszcz, Aziz wstał i najgłośniej jak umiał beknął.  Dowiedziałem się potem , że w jego plemieniu jest to wyraz uznania dla smakowitości spożytego dania.  Po drugiej potrawie, karpiu w czymś tam, Aziz beknął ponownie, wskutek czego najmłodsza z sióstr pobiegła natychmiast do łazienki, stamtąd za klauzurę i nawet nie miała sił, aby zwlec się na Pasterkę.

Uwielbiam międzynarodowe Wigilie, choć od tamtej z Azizem, nie spożywałem żadnej z Afgańczykiem, na pewno zaś z kimś z jego plemienia.

Link do ostatniej odsłony rekolekcji jest tutaj:

Teraz o naszej Wigilii z odrzucanymi, z prośbą o wsparcie.

W czasie naszej Wigilii zasiądziemy w zaprzyjaźnionej szkole do Wieczerzy, zasiądziemy oczywiście z osobami bezdomnymi, byłymi więźniami, ubogimi i uchodźcami przebywającymi w Lublinie, w sumie sto (100) osób, bo na tyle pozwalają przepisy pandemiczne. Zasiądziemy, mam na myśli wolontariuszy i siebie samego. Koszt jednego posiłku i upominku dla każdej z tych stu osób, wynosi 87 zł. Nie pytajcie mnie dlaczego tyle, tak wyliczyły moje koleżanki, wysokiej klasy specjalistki. Jeśli możecie ufundować jedne  czy więcej takich pakietów po 87 zł, to bardzo proszę i zarazem bardzo dziękuję, niżej jest numer konta do tego celu. I oczywiście Wieczerzę spożyjemy  wieczorem 24 grudnia

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu w Lublinie

ul. Gospodarcza 2

20- 217  Lublin

Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie

nr konta: 64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Tytuł przelewu: darowizna na cele statutowe

Itinerarium