JEZUS 41 GROSZY

Poniedziałek 10 stycznia 2022

Rozpocząłem  kolędę u naszych sióstr i braci, żyjących w alternatywnej architekturze, śmiechu jest co niemiara, bo drwią z podwyżek prądu, gazu i wody. I tak nie mają tych cudów, Nowy Ład im niestraszny. Ale o tym później.

Najpierw relacja z pierwszej ręki, z kolędy czy nie-kolędy w jednym z podlubelskich osiedli. Pojawił się tam w ostatnią sobotę ksiądz, po kolędzie i dość nagle. Moja przyjaciółka zobaczyła go z okna i zaraz zaklęła, bo nie wiedziała, że kapłan odwiedza domy, a przecież trzeba śmieci wynieść, obrus wyprasować i przypomnieć sobie, gdzie jest lichtarz na świeczkę. Wybiegła jednak i zaindagowała duchownego, kiedy zajrzy do jej domu, a ten, że nic z tego, bo on chodzi „na zapisy”. Chętnych do przyjęcia kolędy przyjmowano w zakrystii po Mszach Świętych w poprzednią niedzielę, ale proboszcz z Internetem jest mało oswojony i nie raczył wrzucić tej informacji na stronę parafii. Stąd zaszczytu wizyty księdza po kolędzie dostąpić mogli jedynie zapisani w zakrystii.

Wspomniana przyjaciółka wraz z mężem i sąsiadami otoczyli kolędownika i szczerze zapraszali, żeby Boże błogosławieństwo przyniósł i do nich, nie zapisanych w zakrystii. Niemal wszyscy mieszkańcy tegoż osiedla, to wzorowi katolicy, ale na Msze niedzielne jadą w inne miejsca, tam gdzie mają w pobliżu groby bliskich albo gdzie po liturgii odwiedzą rodziców albo gdzie kazania są krótsze i ciekawsze. System agrarny, obowiązujący nadal w funkcjonowaniu parafii, coś na podobieństwo parceli w ogródkach działkowych, przeszedł do lamusa, ale nie wszyscy o tym wiedzą.

Wreszcie kolędujący ksiądz obiecał, że wróci i zajrzy do katolików zapraszających go pod swoje dachy. Nie wrócił i nie zajrzał, niestety gwizdy, moje także. No ale przecież wierni mają Internety, ci z osiedla po Lublinem także, znaleźli formułę błogosławieństwa i sami wodą święconą okrasili domy i podwórza, gdzie trzeba K + M + B wypisali, brawo!

Kolędujący wikariusz – naskarżę dziś na niego do proboszcza – nie przyniósł do kancelarii zawartości kolędowych kopert, a byłoby co! Na tym osiedlu mniej niż stówkę nikt nie daje.

Zganiłem też moją przyjaciółkę, delikatnie, bo wszak pani doktor nie chodzi na ryby. Dobry wędkarz wie, że sukces zapewnia sowita przynęta! I poradziłem, żeby następnym razem wymachiwała przy spotkaniu kolędującego wachlarzem banknotów.

Akurat w tej parafii każdy grosz się przyda, bo robią dobre rzeczy, remontują historyczny kościół, a proboszcz pomaga najbiedniejszym rodzinom, brawo!

I na koniec moje kolędowanie, staję przy śmietnikach, w altankach na ogródkach działkowych, przy walących się ruinach, w obrzędach kolędy czytam: „Boże, błogosław ten dom …”. Wymiękam, nie ma to sensu. Rozdaję z wolontariuszami rozdajemy konserwy, papierosy, witaminę  C i suche skarpetki. I myślę, jak to – nie ma Boga? A Ten, co daje    mi czterdzieści jeden groszy na Tatarskiej w Lublinie, bez koperty?

Itinerarium

KTO TYLKO FANEM A KTO BOGIEM

Kazanie na Święto Chrztu Pańskiego

Niedziela 9 stycznia 2022

Pewien inteligentny rabin podpuszczał żarliwego księdza w czasie wspólnej podróży pociągiem i wypytywał gdzie najdalej można zajść w rzymskokatolickiej hierarchii. Będący na dole drabiny wikariusz nieśmiało odpowiedział, że mógłby zostać proboszczem, otrzymać tytuł kanonika a nawet prałata. A dalej? – dopytywał starozakonny. Kapłan odparł , że ewentualnie mógłby zostać biskupem, ale oczywiście on nie jest godzien takiego awansu. I nic więcej? – drążył ten w mycce. No mógłby zostać mianowany metropolitą, a przy łucie szczęścia kardynałem – wyliczał ten w birecie. No a dalej? – nacierał bezlitośnie pan w chałacie. A ten w sutannie, mocno już zdenerwowany, wycedził, że bardzo nielicznym udaje się być papieżami.

– I co i tyle? – parsknął śmiechem rabin.

– No co … Co? – bronił się wikariusz – No przecież Bogiem nie mogę zostać!

– A widzisz, jednemu z naszych to się udało, temu z Nazaretu, tylko niestety na koniec przeszedł na waszą wiarę! – triumfował Izraelita.

Ta przydługa może historyjka jest wstępem do kazania na dzisiejsze święto Chrztu Pańskiego, o czym w Ewangelii na końcu. Proszę po lekturze kazania nie donosić na mnie do Świętego Oficjum ani nie podpowiadać pigułek na uspokojenie, proszę trochę pomyśleć, dziękuję.

Ten, który był Synem Bożym, Jezus z Nazaretu, był wybitnie trudnym i wyjątkowo nielubianym człowiekiem. Spokojna lektura Ewangelii potwierdza taką opinię. Dla przykładu, Jezus był utrapieniem dla rodziny, powodem wstydu i jeszcze znakiem hańby w chwili śmierci na krzyżu. Uciekł rodzicom w czasie pielgrzymki do Jerozolimy i jako dwunastolatek wymądrzał się starszym i uczonym w Piśmie. Potem kiedy rodzina chciała go uspokoić, odciął się i oświadczył, że Jego prawdziwą rodziną są ci, którzy wypełniają wolę Bożą.

W ciągu swojej trzyletniej aktywności publicznej Jezus zdążył się narazić nie tylko swojej rodzinie, ale także władzom rzymskim, całemu ówczesnemu „episkopatowi”, czyli Sanhedrynowi, niemal wszystkim teologom w postaci uczonych w Piśmie, wreszcie swoim kolegom apostołom, którzy spodziewali się profitów a zostali wezwani do mycia nóg ubogim. Oczywiście, Jezus miał fanów, ale fani jak to fani, jeśli heros wygrywa klaszczą i wiwatują (woda w wino, chleb pomnożony w kilka minut), a jak herosowi nie idzie, to gwiżdżą i cichcem zmykają – paniczna ucieczka apostołów i uczniów z okolic Golgoty, z Piotrem (szefem Klubu Kibica Pana Jezusa, na czele).

Jezus miał niewielu przyjaciół, zostali przy Nim pod krzyżem, trzy kobiety i Jan, który poszedł tam z nadzieją, że oprawcy kobiet nie tkną to i jemu może się upiecze. Jezus nadwyrężył więzi rodzinne, społeczne i religijne, został prawie sam. Nieoczekiwanego przyjaciela znalazł w Dobrym Łotrze, przecież tylko ten Mu współczuł! Tam właśnie powstała Fundacja Ostatniej Szansy, coś jakby biuro podróżnicze w wersji Last Minute, a nawet Last Second, bo Dyzma (tradycja takie imię przypisała owemu Łotrowi) w trzydzieści sekund wsiadł do właściwego samolotu z lądowaniem w Raju. Brawo!

We współczesnym opowiadaniu o Panu Jezusie dominują słodkie ciasteczka, że Pan Jezus był miły, kulturalny i grzeczny wobec pań.  Savoir vivre może zwalczać moralność i wiarę oraz – naprawdę – wskazywać drogę nie do Raju ale w inne Złe Miejsce.

I co z chrztem? Jezus Chrystus rzadko bywał miły i kulturalny, ale zawsze Był Sobą! Za to zapłacił najwyższą cenę, zapłacił życiem. My przez chrzest zostaliśmy Jego siostrami i braćmi i mamy najświętszy obowiązek naśladowania Go. Tylko nie próbujmy zapuszczać długich włosów (nie ma dowodów na to, że Pan Jezus nie był ostrzyżony na krótko!) albo chodzić bez kamizelki ratunkowej po jeziorach. Ani zmieniać wody w wino, choć jak ktoś to potrafi, to proszę o kontakt, mam pomysł na niezły biznes w czasach wzrostu cen alkoholi.

Co najbardziej czyni nas naśladowcami Pana Jezusa? Siostry i bracia, nie dobre maniery i sympatyczne relacje z wujkami i ciociami i inne drobiazgi ze sfery wzorowego wychowania. Siostry i bracia, tylko miłość! Tylko miłość do świata całego, do brzóz i topoli, do rosnącego (nad polskim niebem teraz ) Księżyca. Do tych, co proszą nas o parę złotych na chleb, do tych, co zamarzają nad Bugiem, do tych, co myślą o sznurze na swojej szyi a nie mamy dla nich czasu. Wszak to też miłość święta, do samego Pana Jezusa – „Byłem głodny, a daliście mi jeść …” i cała reszta w tym stylu.

Siostry i bracia, jednemu z naszych, temu z Nazaretu, udało się zostać Bogiem, a my przez chrzest i miłość możemy też to zdobyć! Brawo! Rzęsiste i niemilknące oklaski!

Ewangelia:

Gdy lud oczekiwał z napięciem i wszyscy snuli domysły w sercach co do Jana, czy nie jest Mesjaszem, on tak przemówił do wszystkich: «Ja was chrzczę wodą; lecz idzie mocniejszy ode mnie, któremu nie jestem godzien rozwiązać rzemyka u sandałów. On będzie was chrzcił Duchem Świętym i ogniem».

Kiedy cały lud przystępował do chrztu, Jezus także przyjął chrzest. A gdy się modlił, otworzyło się niebo i Duch Święty zstąpił nad Niego, w postaci cielesnej niby gołębica, a z nieba odezwał się głos: «Ty jesteś moim Synem umiłowanym, w Tobie mam upodobanie»

Itinerarium

RUDZIK JUŻ RANDKUJE A ŁAD NOWY

Sobota 8 stycznia 2022

Dzisiejszy wpis podzielę na dwie części, druga poświęcona jest wizycie w lubelskiej Filharmonii, poszedłem tam wraz z siostrami  i braćmi z – Białorusi, Ukrainy, Zambii, Ugandy, Zimbabwe, Etiopii. Pan Dyrygent, człowiek młody z rozmachem wyobraźni, dedykował IX Symfonię Schuberta tym wszystkim, którzy znaleźli gościnne domy w Lublinie. Brawo! A te, które znalazły owe gościnne domy – Anna Sanga i Samrawit – wręczyły cudowne kwiecie i Dyrygentowi (Wojciech Rodek) i Pianiście (Tomek Ritter), drugie brawo! To jest na fotkach.

Część pierwsza, która akurat stała się drugą, dotyczy nadziei. Bo jak się rwać ku Przyszłości, kiedy Ład Nowy Polski odbiera pieniądze np. dobrym profesorom wyższych uczelni i policjantom? Z nimi akurat rozmawiałem i oni już chcą robić Jeszcze Nowszy Jeszcze Bardziej Polski i Jeszcze Większy Ład, powodzenia, brawo będzie jak im się uda! Nie lubię polityki, ale dowcipy z tej mańki bawią mnie. Dwa przytaczam, pierwszy – Co zostało z rządzącej partii? Tylko „i”, bo prawa nie znają a sprawiedliwości unikają. Drugi, też fajny – Co z PO? No jest już po …

To co z nadzieją, skoro polityka tylko śmieszy? Otóż jest! Chyba wczoraj wieczorem, poza miastem, usłyszałem rudzika! To mały stwór, skrzydlaty i światłoczuły. To znaczy, że aktywizuje się wskutek przybywania światła, nieczuły jest na mrozy, kocha światło i zaczyna kusić Panie Rudniki, taka sprawa z naturą. Taki mały rudzik i jaka prosta, wielka i radosna nadzieja. I Wam życzę symfonii nadziei, od Rudzika, Światła i od Czuwającego nad wszystkim Pana Boga.

Zdjęcia z Filharmonii – Andrij z Mińska. Rudzik jest mój.

Itinerarium

PRAWDA DZIADKA JULIANA

Piątek 7 stycznia 2022

Ktoś z moich znajomych (dalekich) policzył, że od 1989r. polskie parlamenty uchwaliły 420.000 stron nowego prawa. Już chciałem napisać – Brawo! Ale szczerze napiszę – Masakra!

Dzięki tym stronom każdy system (z lewa i prawa i z centrum) znajdzie paragraf, który poskutkuje zatrzymaniem lub uwięzieniem dowolnej osoby, mojej także. Dlatego noszę przy sobie zwykle pastę do zębów i szczoteczkę, to można wziąć za kraty. Raz nawet poszedłem za radą dowcipnego kolegi, który w plecaku miał pastę do zębów i szczoteczkę do butów, w pewnym sensie dwa w jednym. Nie chodzi tylko o moją osobę, chodzi także o każdego z Was, siostro i bracie!

Mój świętej pamięci Dziadek Julian, wileński, miał proste i celne spojrzenie na życie i świat. Kiedy coś mu nie grało, nie zgadzało się z faktami, komentował krótko – „Po ch..j to?!”. Rozwinę – „Przecież to bez sensu!” lub „To kłamstwo!”

I dopowiadał – „Macie 10 przykazań? Wystarczy!” Te przykazania zmieszczą się na skrawku papieru A-4, ale przegrywają dziś z 420.000 stronami polskiego prawa.

W latach 80-tych ub. wieku trafiłem na przesłuchanie do jednego z wesołych pracowników Służby Bezpieczeństwa, twierdził, że chcę obalać socjalizm. Miał rację, ale nie wytrzymałem i palnąłem:

– Przecież to co Wy mówicie i robicie, to nieprawda!

– A to akurat prawda! – usłyszałem.

Jest Bóg, Jego prawo, dziesięć przykazań. A reszta? No cóż drogi Dziadku Julianie, miałeś rację – „Po ch.j to?” Młodszym czytelnikom proszę wytłumaczyć, że „ch” jest poprawne a „h” na początku to błąd. I nie o chusteczkę chodzi.

Itinerarium

PUSH BACK SZATANA I RADOŚĆ PRZYJMOWANIA

Kazanie na Trzech Króli czwartek 6 stycznia 2022

Lubię śpiewać kolędy, te polskie, dzisiaj w Trzech Króli, pewnie we wszystkich kościołach wybrzmią „Mędrcy świata, monarchowie …”. I śpiewam frazy:

Ono w żłobie nie ma tronu,
i berła nie dzierży,
a proroctwo jego zgonu,
już się w świecie szerzy.

Mędrcy świata, złość okrutna,
Dziecię prześladuje,
wieść okropna, wieść to smutna,
Herod spiski knuje.

I nie mogę się oprzeć skojarzeniom, smutnym i bolesnym, ale także głęboko znaczącym i wciąż powtarzającym się w historii, niestety polskiej także.

Najpierw – w biblijnej Księdze Wyjścia – egipski push- back, czyli uśmiercanie izraelskich chłopców wrzucanych do Nilu. No tak, kiedyś Nil, a dziś te inne Wody Dziecięcych (nie tylko)  Śmierci – Cieśnina Gibraltarska, morze pod Lampedusą, cieśniny pod Stambułem, Rio Grande między Meksykiem i Ameryką. I na koniec Bug i przylegające doń bagna. W wodach ludzie giną szybko, plum i po człowieku. A po dziecku jeszcze krótsze plum. Knujących Herodów – z kolędy – i faraonów w nowych wcieleniach nie brakuje i dziś.

I jeszcze jedno skojarzenie, komendant Auschwitz, Rudolf Hess. Zachowało się zdjęcie (i chyba film), przy pięknej choince śpiewa z żoną i dziećmi „Cicha Noc … Rudolf miał być – wedle życzenia rodziców – księdzem. Jest winien śmierci setek tysięcy niewinnych dzieci. Przed śmiercią wyspowiadał się, a potem zawisł na szubienicy zbudowanej tuż przy rodzinnym domu. W którym śpiewał „Cichą Noc …”.

Nie wszystko rozumiem, nie zawsze wiem, co zrobić. Ale jest Trzech Króli. Tamci historyczni poszli do Dziecka w Betlejem. Ja pójdę jutro z dziećmi, już trochę wydoroślałymi, uchodźcami (na zdjęciu) do filharmonii, posłuchamy pięknej muzyki.  Co mogę poradzić?  Jak możecie, przyjmujcie dzieci, młodych, dorosłych, diabeł wymyślił push – back, Bóg jest w tych, których przyjmujemy.

Itinerarium

O KOŚCIÓŁ MIŁOŚCI WZAJEMNEJ

Środa 5 stycznia 2022

Patrzyłem kiedyś jak pewien rozzuchwalony kocur usiłował dopaść małą, gapowatą sójkę. Jej rodzice, kuzyni  i kuzynki (najbardziej) rozwrzeszczały się na potęgę i obrzuciły napastnika swoimi odchodami. Wspomagały je okoliczne sroki, nadlatywały tak, jakby zaraz miały wydziobać mu ślepia. Sierściuch zbaraniał (o ile to możliwe) i pobiegł szukać myszy.

Ta fantastyczna solidarność ptaków przychodzi mi na myśl w czasach, kiedy różne złe rzeczy wiszą nad nami. Co robić? Wyjść z partii i wspólnie bronić się, prawica i lewica razem! Obojętnie kto w roli sójek a kto w miejscu czarnobiałych srok. Razem!

Z wielu wędrówek po chaszczach i wertepach na Polesiu wiem, że w czasie mroźnych zim łosie (ale i jelenie) łączą się w gromady, łosie byki biorą w środek ciężarne klępy, żeby było im cieplej i grożą porożami intruzom, głównie wilkom. Brawo!

To co ja radzę wobec złych rzeczy, które tuptają i tupoczą u naszych bram? Razem!

Razem, musimy być razem! Róbcie kółka różańcowe, towarzystwa miłośników herbaty (zielonej i czarnej), kluby fanów Bacha i Zenka M. (no, tu może ostrożnie) i okrągłe stoły zakochanych. Cokolwiek, byleby razem!

Może jakoś postraszymy kocura z Kremla. I innych intruzów. Najbardziej potrzeba nam nowej, serdecznej, bliskiej i pomysłowej solidarności, jakiegoś Kościoła Miłości Wzajemnej, wspólnoty zatroskanych o los nasz, los Ukrainy i świata całego.

Na fotce – uratowana, płocha i gapowata sójka.

Itinerarium

MAJORKA? RADRUŻ? INSZ ALLAH!

Wtorek 4 stycznia 2021

Muzułmanie często używają frazy Insz Allah – „Jeśli Bóg pozwoli”, co wyraża przekonanie, że wszystko zależy od Niego. Kiedy jeszcze Europa i Polska mogły nazywać się chrześcijańskimi, fiat voluntas Tua, „bądź wola Twoja”, były w normalnym użyciu. Przy okazji przypomnę, w formie żartu, że w swoim czasie Amerykanie proponowali ponoć Watykanowi, za grube miliony dolarów, aby w miejsce „fiat”, używać „ford”, bo oryginalna łacińska wersja codziennie promuje (gratis!) wyroby koncernu samochodowego z Turynu.

Pandemia wcale nie nauczyła pysznych Europejczyków, a wraz z nimi i nas Polaków, pretendentów do kontynentalnej elity, aby plany budować warunkowo, Insz Allah, jeśli Bóg pozwoli. Nie widać prawie wcale u nas większej mobilizacji na wypadek możliwej coraz bardziej wojny u naszych sąsiadów ze Wschodu. Pomimo tej groźby, w Polsce trwa zawzięty spór polityczny, a jakieś tam służby nie potrafią nawet dobrze ukryć zakupu Pegasusa, choć innym państwom to się udaje. Znajomy historyk przypomniał mi, że tuż przed rozbiorami podziały w Rzeczpospolitej były przepastne. Im więcej afer i sporów w Polsce, tym więcej strzelających korków od szampana na Kremlu.

I jeszcze o wojnie, w znakomitej książce Małgorzaty i Jana Żarynów „Rok 1939. Od beztroski do tragedii.”, czytam, że 31 sierpnia 1939 r., w czwartek, warszawskie kina były pełne, oglądano m.in. takie tytuły jak „Pies Baskerwillów” (czytałem, znakomite), a w kinie parafii św. Augustyna (tak, tak, parafie przodowały w promocji kinematografii) grano „Pasażerkę na gapę”.  Ledwie widzowie zdążyli się trochę przespać, niemieckie bomby zniszczyły prawie zupełnie lotnisko na Okęciu.

Planujecie jakieś urlopy? Wyjazdy na Majorki i Krety? Dobrze, gratuluję, choć kościółek we wsi Nabróż czy zespół cerkiewny w Radużu, to absolutne cuda, a już św. Jura w Drohobyczu to najwyższa radość dla oczu i duszy (na zdjęciu). Przed tymi Majorkami i Kretami, wypowiedzcie, z serca – „Jak Bóg pozwoli!” Bo przecież jest i będzie pandemia, bo Putin w amoku, bo Pegasus, bo szalona kłótnia na Wiejskiej, bo Nowy Ład, bo wariatów na drodze nie ubywa, bo serca wciąż się zawalają.

Jutro też się tutaj odezwę, Insz Allah!

Itinerarium

KRÓLOWIE NA WOJNIE  NA POCZĄTKU  ROKU

Poniedziałek 3 stycznia 2022

Ach, ten początek roku! W Piśmie Świętym, konkretnie w Księdze Samuela, czytam: „Na początku rokugdy królowie zwykli wychodzić na wojnę …” Ta aluzja biblijna w kontekście tego, co dzieje się na granicy Ukrainy i Rosji, brzmi złowrogo. Bardziej złowrogo niż dawny kabaretowy hit (Tadeusz Ross, link na końcu), kiedy zastanawialiśmy się w stanie wojennym czy na nasz polski kocyk wejdą „czerwone mrówki”.

Armia Czerwona weszła w 1956 r. na Węgry tłumiąc tamtejsze powstanie, ginie kilka tysięcy ludzi. Potem Sowieci wybrali się w 1968 r. do Pragi, znów były ofiary, ostatnim aktem interwencji ZSRR była – nieudana – inwazja na Afganistan (1979). Piętnaście lat później ZSRR przebrany już w szaty Federacji Rosyjskiej, próbował dławić ambicje niepodległościowe Czeczenów, udało się m.in. dzięki milczeniu Reszty Świata, aktu finałowego dokonał Putin. Następnie nowy rosyjski car wszedł w rytm sportowy, w trakcie Olimpiady w Pekinie (2008) ukarał Gruzję za marzenia o UE i NATO. Zimowa Olimpiada w rosyjskim Soczi (2014) kończyła się 23 lutego, ale już 20 lutego zielone ludziki zaczęły opanowywać Krym, a za niespełna dwa miesiące potem Donbas.

Na wszelki wypadek przypominam, że tegoroczne zimowe igrzyska w Chinach rozpoczynają się 3 lutego i kończą 20-go, w niedzielę. Bardzo nie chcę wojny, codziennie modlę się o pokój. Dwa dni temu gościłem w Lublinie ks. Sergieja, prawosławnego kapelana wojskowego, służącego w Donbasie, na froncie. Obejrzałem filmy, które nagrał, dzień w dzień rośnie liczba ostrzałów z jednej i drugiej strony. W słowach i gestach kapelana i towarzyszących mu osób brzmiało przekonanie, że w razie wojny chcą walczyć, a nawet gotowi są umrzeć. Coś w rodzaju – Wchodźcie, pewnie wygracie, ale łatwo się nie damy.

I dwa dni temu mieliśmy Światowy Dzień Pokoju, może nawet wybrzmiała taka intencja w czasie Mszy Świętych.

Pomruki wojenne można różnie przeżywać, wyrzucić poza nawias, zbyć pokiwaniem głowy albo sprowadzić do oglądania przekazów medialnych. Dopóki jakiś dziwny dron nie nadleci nad nasze domy. Niczego podobnego nie życzyłbym sobie ani komukolwiek.

Jeśli macie jakichś przyjaciół, znajomych z Ukrainy, zadzwońcie do nich, wyślijcie esemesa czy maila. I jeśli wierzycie w moc modlitwy pomódlcie się za Ukrainie i o pokój tam i na całym świecie.

Fotka: W drodze z Ukrainy do Polski

Itinerarium

PUSTE NIEBO ZIEMIAPEŁNA BOGA

Kazanie Niedziela 2 stycznia 2022

Na jednym z obozów dla młodzieży, już chyba w tym wieku, młody chłopak czytał, pierwszy raz samodzielnie, prolog Ewangelii wg.  św. Jana (dziś wybrzmi w kościołach) i skomentował potem:

– No, musiał gość zdrowo się najarać, żeby odpalić taką bombę. Nic nie kumam, ale podziwiam.

Ten sam chłopak recytował także psalm 114, werset trzeci „Jordan swój bieg odwrócił” , wymawiając „Dżordan …” Potem tłumaczył, że Jordan kojarzył mu się tylko z koszykarzem, Michaelem, a nie z jakąś rzeką w Izraelu. Bywa tak dlatego – być może – ponieważ do zdania egzaminu np. przed przystąpieniem do pierwszej komunii świętej nie wolno mylić się w wyliczaniu przykazań kościelnych, znajomość choćby imion ewangelistów nie jest wymagana.

Wracam do Ewangelii, Słowo Ciałem się  stało. I już się nie odstało, nie pamiętam, który z polskich poetów tak dopowiedział, bardzo trafnie zresztą. Jakie są tego konsekwencje? Po pierwsze – niebo, w znaczeniu przestrzeni ponad nami ale także w rozumieniu jakiejkolwiek innej przestrzeni jest puste, dobrze wyraża to polska kolęda „Opuściłeś śliczne niebo, obrałeś barłogi” (pięknie interpretowała tę pieśń Irena Santor). Jedynym niebem, w którym odnaleźć możemy Wcielonego Boga są nasze serca oraz serca ludzi, których spotykamy. Jeśli mówimy „Ojcze Nasz, któryś jest w niebie”, to właśnie nie patrzmy ku galaktykom, ale w lustra albo w twarze ludzi obok nas.

Szukam i wciąż znajduję ślady bliskiej i mocnej obecności zamieszkałego (zameldowanie stałe, nie tymczasowe!) wśród nas Boga. Jeden przykład, żeby nie nudzić. Rodzice pani Joanny Dudy – Gwiazdy (żony Andrzeja), oddali tuż przed ostatnią światową wojną swoje ślubne, złote, obrączki na Fundusz Obrony Narodowej, nic cenniejszego nie mieli.  A jej matka uratowała z małego muzeum w Krzemieńcu Podolskiego (polskiego wówczas) rękopis „Balladyny” Juliusza Słowackiego. We współczesnym języku  to przypadek, naprawdę to dzieło zamieszkałego wśród nas Boga. To, na wypadek Wojny 2022, przypominam.

To Słowo zamieszkało wśród nas, we mnie i w każdym z Was. Na stałe. Radosnego i pięknego czasu!

Prolog Jana

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało.

W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.

Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz został posłany, aby zaświadczyć o światłości.

Była światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi.

Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego – którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili.

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy.

Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: «Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie».

Z Jego pełności wszyscy otrzymaliśmy – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało dane za pośrednictwem Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa.

Boga nikt nigdy nie widział; ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył.

(Ew. św. Jana 1 rozdział)

Fotka – ojciec Igor , Białorusin w tańcu, zdjęcie ilustracyjne , bo Bóg mieszka w każdym z nas.

Itinerarium

JAK MIŁOŚĆ TO SZCZĘŚLIWA I ZA MINIMUM PIĘĆ TYSIĘCY

Kazanie na Nowy Rok 2022

Sobota 1 stycznia

Czy będą żyli długo i szczęśliwie, nie wiem, ale start mieli z kategorii lotu z wielkim turbulencjami. Na początek roku opowiem o miłości, której jestem świadkiem.

Historia zaczęła się rok temu, spotkała się ze mną Czeczenka, zamieszkująca w Lublinie i najpierw napsioczyła na średniego syna. Chciał się żenić, proszę bardzo, dwadzieścia jeden lat skończył, pora najwyższa! Tłumaczyła, że ma w Polsce wiele pięknych dziewczyn, że śliczne Czeczenki są w Holandii i Danii i żeby nie robił kłopotów jak starszy brat, któremu zamarzyła się narzeczona wprost z Kaukazu.

Tu muszę wyjaśnić, że podróż młodego Czeczena do ojczystej ziemi, po wcześniejszej emigracji do Europy, często kończy się źle, od razu można gościa posądzić, że nie lubił chyba władzy skoro uciekł. I wtedy ląduje w kazamatach, jeśli da się udowodnić, iż ma jakiekolwiek związki z przeciwnikami Kadyrowa – o co w dwumilionowym narodzie o strukturze klanowej nie jest trudno – młodzian znika w niewyjaśnionych okolicznościach. Jeśli zarzuty są słabsze to watażkowie zażądają wykupu, przecież rodzinka mieszka w Europie więc pieniążki ma. Średnia cena, po zbadaniu zamożności familii, wynosi obecnie 10 000 euro.

Szach, bohater historii, poszedł jednak w ślady starszego brata i zaręczył się piękną Ajszat z centrum Groznego. Oczywiście przez Internet, bo czeczeński wykład Koranu pozwala na to. Ze ślubem już gorzej, trzeba spotkać się osobiście przed obliczem mułły. W tym przypadku młodzi wymyślili, że zrobią to w „trzecim miejscu”, on nie mógł pojechać do Groznego, ona nie mogła wjechać do Polski, ale zjechali się w jednym z miast na południu Rosji. Ajszat wjechała tam legalnie, bo to Rosja, Szach mniej prawidłowo, bo zgodnie z papierami mógł najwyżej wjechać do Białorusi, do Rosji musiałby mieć wizę, a to oznaczałoby już jakąś możliwość kontaktu ze służbami specjalnymi Kadyrowa, tropiącymi rodaków nie tylko nad Wołgą, ale i w Polsce chociażby. Problem z przekroczeniem granicy pomiędzy Białorusią a Rosją – jeszcze pół roku temu istniała – rozwiązało bodaj 100 dolarów. Potem mułła zrobił swoje, młodzi powrócili do swoich sadyb i zaczęli myśleć co dalej, bo prawo islamskie (przynajmniej w Czeczenii) nakazuje najpóźniej w cztery miesiące po ślubie wspólne zamieszkanie, inaczej małżeństwa nie było. Termin upływał tuż po polskiej Wielkanocy.

A co ja mam z tym wspólnego? No mam, bo zaraz po mamie przydreptał do mnie Szach z błaganiem, aby przepiękną Ajaszat do Polski sprowadzić. Tłumaczę, że jest pandemia, że w ogóle granice są pozamykane i że uchodźcy mile u nas widziani nie są. A on na to, że chce tylko oryginalną Czeczenkę, taką co patrzyła na Kaukaz, na te wspaniałe i święte góry, a nie taką co ledwie Świętokrzyskie musnęła brązowymi oczętami, nie mówiąc już o tych falsyfikatach z Holandii, które co najwyżej gapiły się na depresję i tulipany. Ani takiej co szwendała się po różowych dzielnicach Kopenhagi. Powiedziałem, że rozumiem i nawet popieram trochę, ale przerzutem kobiet (mężczyzn także), nawet nie wiem jak ślicznych nie zajmuję się. I wtedy młodzieniec oświadczył:

– Ale ja ją kocham! Ja ją kocham nad wszystko! Kocham ją całym sercem, nie mogę żyć bez niej, otiec Mietek pomogi mnie!

No tak, pomyślałem, to jest dobry argument, lepszego nie znam. Pozwoliłem sobie na 24 godziny namysłu, trochę korciło mnie, żeby się wykręcić, potem jednak w głębi duszy jakiś głosik mnie drażnił – No, co ty, Mietek, zakochany nie byłeś? Liceum nie pamiętasz? Wymyśl coś!

Głosom wewnętrznym zwykle ulegam, czasy licealne pamiętam dobrze i miło. Wezwałem kochasia i pytam, czy mają jakiś papier z pieczątkami, że są małżeństwem. No nie, ale przecież zrobili zdjęcia z mułłą, mogą pokazać, a ponadto prawdziwy dżygit nigdy nie kłamie. Odparowałem, że w epoce fotoshopu dowód ten jest marny. I natchnęło mnie – A może tam w tym Groznym jest jakiś urzędnik, na pewno niezamożny, który jakoś pieczęciami i podpisami, potwierdził, iż Ajszat i Ty, zawarliście kontrakt przed nim?

Owszem, znalazło się nawet kilku, droższych i tańszych, najtańszy wystawił co trzeba za 5 000 dolarów, dokument wysłał skanem – mam do dzisiaj, ale nie pokażę bo widnieją na nim prawdziwe personalia bohaterów tej historii.

Zatem papiery są, pozostaje jeszcze granica Polski, zamknięta z powodu pandemii i uchodźców. Tuż przed Wielkanocą zjawiła się przy naszej granicy osiemnastolatka z Groznego (już trochę wyklinana przez babcię, że ośmiesza staropanieństwem ród cały), poradziłem aby przeczekać Święta, bo w taki czas to polskie służby wkurza jakikolwiek intruz przy granicznym szlabanie. Zaraz po Wielkanocy pojechałem do Właściwej Osoby, sterującej ruchem na jednym z przejść z Białorusią. Wyłożyłem sprawę, Właściwa Osoba przypomniała, że pandemia, że wszystko zamknięte i nic zrobić się nie da. Ja na to, jak prawdziwy dżygit, nie klucząc oświadczyłem, że to  Sprawa Miłości i zapytałem czy Właściwa Osoba nie była zakochana i czy nie zrobiłaby wszystkiego dla tej jedynej, ukochanej dziewczyny, z brązowymi, niebieskimi czy nawet zielonymi oczami? Osoba ta parsknęła cichym śmiechem, przybiła mi pionę i rzekła:

– Dość gadania! Paszport ma? Jakiś papier ze ślubu?

Ajszat wszystko miała, jak najbardziej. Z ostatniej rozmowy z Szachem i Ajszat wynika, że w ciążę zaszła już w Lublinie. Córeczka będzie miała na imię Fariha, po naszemu Szczęśliwa.

Szach przyszedł podziękować za pomoc, ja na to, że Pan Bóg pomógł, ja jestem tylko Jego personelem naziemnym. A szczęśliwy ojciec Szczęśliwej:

– Pomodlę się za otca, umiem nawet twoje Ojcze Nasz, nauczyłem się na waszej religii w szkole, na wszelki wypadek.

Foto – jak najbardziej ilustracyjne, z Lublina, przy okazji Dnia Uchodźcy 2017.

Itinerarium