JEDZMY TYLKO POLSKIE CYTRYNY!

Piątek 21 stycznia 2022

Zenek Martyniak może spać spokojnie, słyszałem o tym panu, choć przyznam, że – może to wstyd – nie znam żadnej jego kompozycji, wiem tylko, że wielu moich rodaków kocha go na zabój. Zwłaszcza jak już stężenie alkoholu we krwi grozi karetką pogotowia.

Pojawiła się propozycja (w sejmie polskim), aby stacje radiowe w Polsce grały pomiędzy 5 rano a 24 w 80% polską muzykę. Na pewno skorzysta na tym Paweł Kukiz, tantiemy za Całuj Mnie (no, ja to akurat dziękuję), Powiedz Mi (też dziękuję) i za Ksiądz Proboszcz już się zbliża (tu się zastanowię), popłyną do kieszeni szefa niegdysiejszych Piersi.

Idea polonizacji muzyki w stacjach radiowych jest ciekawa. W ogóle należałoby rozciągnąć tę ideę na inne sfery naszego żywota między Bugiem a Odrą. Na przykład popieram polonizację rynku motoryzacyjnego, wszak to strach i ohyda, że nasze polskie drogi tratują wrogie marki, te szwabskie mercedesy, golfy i ople. I po co nam te skody, skoro Turowa pepiki nie odpuszczają? Te wszystkie plugawe volvo, peugeoty, fiaty i mazdy z toyotami? Polonizujmy! Niech 80% pojazdów stanowią te polskie, wskrześmy w imię interesu narodowego małe fiaty (wiem, turyńska licencja), tarpany, żuki, nysy, syreny, warszawy i koniecznie polonezy (te ponoć najłatwiej szybko przerobić na lekkie czołgi).

I dalej, polonizujmy rynek warzyw i owoców, 80% niech będzie polskich, polskich cytryn i pomarańczy, mandarynek i ananasów! To nie do końca żart, Zbyszek Drążkowski (Emaus w Krężnicy Jarej) wyhodował w swoim ogrodzie cytryny, dwie tylko, ale na początek to i tak dobrze, zwłaszcza dla mnie bo 50% zbiorów trafiło do mojego żołądka. Brawo!

I żeby nie przedłużać tej farsy muzycznej, radiowej, narodowej. Przed wojną jeden z krytyków krakowskiej Rady Miasta krzyknął pod Sukiennicami, że połowa tejże Rady to idioci. Radni się obrazili, poszli do sądu, wygrali, krzykacz miał odwołać swoją tezę. I odwołał, wrzeszcząc od pomnika Mickiewicza – „Odwołuję moje stwierdzenie, że połowa Rady Miasta to idioci! Prawda jest taka, że połowa Rady Miasta to nie idioci!”

 I ja, śladem krakowskiego śmiałka, krzyczę – „Połowa tych z Wiejskiej, w sejmie polskim, w stolicy, to nie są idioci!”

Itinerarium

TYLKO DONIA OCALAŁA

Czwartek 20stycznia 2022

Pielgrzymowałem w swoim życiu do różnych świętych miejsc na świecie, przyznam, że najlepiej czułem się nie w tych ociekających złotem, ale tam, gdzie było prosto, np. w Porcjunkuli. W roku 2000 św. Jan Paweł II zrównał pielgrzymki do świętych miejsc z odwiedzaniem chorych czy więźniów, bo oni są szczególnymi sanktuariami, naznaczonymi obecnością Chrystusa. Te drugie pielgrzymki wymagają o wiele większej odwagi i wysiłku niźli peregrynacje do budowli.

Przyznam się także, że odbywam od dłuższego czasu też coś w rodzaju antypielgrzymek do miejsc, które nazwałbym antysanktuariami. Do miejsc, w których zapadały decyzje o zbrodniach. Dwa razy odwiedziłem Berlin i Dom Konferencji w Wannsee (Haus der Wannsee-Konferenz), dokładnie osiemdziesiąt lat temu, 20 stycznia 1942 r. w tym miejscu została podjęta decyzja o „ostatecznym rozwiązaniu” kwestii żydowskiej. Zebrani tam Niemcy – z Reinhardem Heydrichem na czele – uchwalili zagładę Żydów, co pociągnęło za sobą wymordowanie ponad miliona niewinnych dzieci, kobiet i mężczyzn, mówię tylko o obecnym regionie Lubelszczyzny i pięciu innych niemieckich wówczas dystryktach. Piętnastu skądinąd zacnych Niemców, prawników i filozofów, w dziewięćdziesiąt minut zdecydowało o zbrodniach, których skutki trwają do dzisiaj.

Reinharda zastrzelili czescy spiskowcy, ale – jeśli wierzyć niektórym historykom – na jego cześć akcja wymordowania Żydów m.in. na Lubelszczyźnie przyjęła nazwę „Reinhardt”.  W niecałe trzy miesiące po imprezie nad jeziorem Wannsee, połączonej oczywiście z ulubionym koniakiem Niemców, z Lublina ruszyły pierwsze transporty Żydów do Bełżca i Sobiboru. Następnie, 24 marca 1942 r. Niemcy (w asyście kilku ukraińskich wachmanów) wywieźli do kopalni piasku na lubelskich Tatarach ponad sto żydowskich sierot, tam zabijali je (pijani) kulą w główki, mniejsze uśmiercano pałkami, bo amunicję oszczędzano. Przy likwidacji getta Niemcy zniszczyli wszelką dokumentację ochronki, jakimś cudem ocalało jedno imię spośród wymordowanych sierot – to dziewczynka, Donia.

Dlaczego o tym wspominam? Najpierw z tego powodu, że Centrum Wolontariatu i Stowarzyszenie Solidarności Globalnej w Lublinie ma obecnie siedzibę 500 metrów od miejsca tamtej zbrodni, wkrótce napiszę jak ten „jubileusz” mordu niewinnych dzieci uczcimy (choć dobrego sposobu nie ma). Dalej dlatego, że wciąż odnoszę wrażenie, iż Niemcy źle tłumaczą winy, zbrodnie i rzezie dokonane przez swoich przodków. Czynią to na zasadzie rodziców, tłumaczących swoich synów po wypadku ze skutkiem śmiertelnym – „No cóż, był pijany …” Tak, Niemcy byli pijani zachwytem nad swoim narodem.

Po trzecie, poza hymnem i barwami narodowymi, źle mi się kojarzą wszystkie rzeczy narodowe, nieważne czy niemieckie, rosyjskie czy polskie. Zamiast rzeczy narodowych wolałbym dobre i mądre, narodowe mogą prowadzić do nienawiści do innych, do kolejnych holocaustów.

Wracając do intuicji Jana Pawła II, prawdziwymi sanktuariami są ludzkie serca, tam mieszka Chrystus. W Wannsee, w ludzkich – niemieckich – sercach Chrystusa nie było.

Modlę się, żeby Wannsee nie powtórzyło się. I dziękuję, że chociaż Donia ocalała, tylko w imieniu.

Ilustracja – willa w Wannsee.  

Itinerarium

POCHWAŁA ROZUMU I PANA BOGA

Wtorek 18 stycznia 2022

Wcale mnie nie zdziwiły wczorajsze burze z piorunami we wschodniej i środkowej Polsce.

Wiele lat temu, w czasie tzw. zimy stulecia (poprzedniego), podróżowałem z północy Polski do Poznania. Gdzieś przed Piłą, w szczerym polu, a w zasadzie lesie, nasz skład stanął i nie był w stanie przebić się przez ogromną zaspę śnieżną, większą od spalinowej lokomotywy ciągnącej wagony. Po korytarzach chodził kierownik pociągu i mocnym głosem wzywał: „Wszyscy dorośli mężczyźni, zdolni do pracy, wychodzą do zaspy!” No więc wyszliśmy, uznałem się za godnego do pomocy przy usuwaniu przeszkody. Ale już przy lokomotywie okazało się, że jest tylko … jedna łopata! A nas było ponad pięćdziesięciu chłopa. Znalazł się jakiś komendant i zawyrokował, że każdy kopie pięć minut, a potem następny. Ci, co skończyli czyn społeczny zapraszani byli do naprędce zaimprowizowanego stoliczka, gdzie stała flaszeczka czystej wódki i pokrojone na plasterki pętko kiełbasy. Trzy godziny zmagaliśmy się dzielnie z zaspą (i stolikiem), wreszcie ruszyliśmy i doczłapaliśmy się do grodu nad Wartą.

Bardzo się cieszę, że coraz więcej młodych ludzi martwi się o klimat, mniej rzuca papierków i wsiada na rowery zamiast do limuzyn, brawo! Może nawet nieświadomie powiększają grono uczniów św. Franciszka z Asyżu. Słynna już Greta Thunberg miała odwagę krzyknąć „Król jest nagi!”, racja, ale na razie udajemy zgodnie, iż coś tam na nim wisi.

Zderzenie rozumu i wiary z kultem „Wydaje mi się” i „Coś tam słyszałem”, dopiero się rozkręca. Na Króla odżegnujących się od nauki i rozumu wysforował się serbski Novak (Djokovic), wróg szczepionek i oszust, bo chciał oszukać czujnych stróżów prawa z Sydney. Tych, co wierzą w UFO i Yeti, nie uznają szczepionek, nadal chadzają po płaskiej ziemi, szydzą z oczywistych  (i niekorzystnych) zmian klimatu, łączy kilka ważnych dogmatów.

Najpierw jest to prymat subiektywnych odczuć nad faktami naukowymi. Dalej niepodważalna wiara w opinie wątpliwych autorytetów. I po trzecie, egoizm, nie liczący się z wciąż rosnącymi statystykami umierających przez covida.

Rozumiem wszystkich przeciwników szczepień, rozumiem. Pozostaję jednak wierny Galileuszowi, który nawet w obliczu śmierci wyznawał – „A jednak się kręci!” Kto wraca do rozumu, wraca do Pana Boga, który rozumem nas obdarzył , jako swoje dzieci.

Itinerarium

BŁOGOSŁAWIEŃSTWO DLA TYCH CO Z ITINERARIUM

Poniedziałek 17 stycznia 2022

Pierwsza sytuacja z wczoraj, stolica, parking w centrum, paraduję w koloratce. Pan od pobierania opłat od razu prosi – Czy ma ksiądz jakiś święty obrazek? Bardzo proszę!

Rzecz jasna mam, zostawiam (opłatę na rzecz dobrobytu stolicy także wnoszę) i jeszcze błogosławię dobrego, nieznajomego, a on dopowiada – Pana Boga potrzeba!

Trochę wcześniej, instytucja finansowa, grono pań tam pracujących prosi o błogosławieństwo, najstarsza, z tatarskim nazwiskiem, wciela się w rolę rzeczniczki – Boimy się covida i że stracimy pracę, mamy rodziny i dzieci. Oczywiście, błogosławię, odmawiamy Ojcze Nasz. No i jest dobrze – nie moja zasługa na pewno – żadna nie zachorowała, wszystkie pracują.

I jeszcze wcześniej, jedno z ministerstw, coś tam załatwiam w jakimś pokoju. Znajomy urzędnik nagle zamyka drzwi na klucz i prosto z mostu prosi – Niech ksiądz nas pobłogosławi … Wszyscy trzej, dorosłe chłopy, klękają na kolana, błogosławię najgoręcej jak umiem. Tu diabeł się kręci – wyjaśnia promotor błogosławieństwa.

Te historie uczą mnie, że gdzieś w głębi serc nosimy ukryte pragnienia  Bożej bliskości, jakiegoś niewidzialnego ale pewnego choćby muśnięcia Jego łaską, miłością i mocą. Dlatego Wam wszystkim, którzy czytacie Itinerarium, którzy krytykujcie lub chwalicie wpisy, Wam wszystkim i Waszym rodzinom, błogosławię. Błogosławię, to znaczy przyzywam Boga Żywego, On Was przeprowadzi przez wszystkie ciemne doliny i rozpromieni Swoje Oblicze nad każdym z Was.

Itinerarium

BIERZMY SIĘ ZA CUDA!

Kazanie na 2 Niedzielę Zwykłą 16 stycznia 2022

Dzisiaj Ewangelia o słynnym cudzie w Kanie Galilejskiej. Dobrze, pewnie wielu z Was było w sytuacji, kiedy skończyły się trunki w czasie imprezy. Co robić?

Mamy kilka wyjść, całkiem racjonalnych:

– podziękować gościom i życzyć im dobrej nocy (impreza skończona)
– wysłać gońca do najbliższego sklepu i zakupić nowe butelki trunku (co to za problem, były i są nocne sklepy albo całodobowe meliny, nie inaczej było w Kanie, a już w pobliskiej Tyberiadzie na pewno jakiś bar działał). To najlepiej połączyć z odruchem solidarności imprezowej – „Zrzucamy się po parę drachm i bawimy się dalej albo koniec!”
– pożyczyć parę butelek od sąsiada (wiadomo, że sąsiad w biedzie nie zawiedzie)
– poprosić gości o bardziej oszczędne korzystanie z dobrodziejstw stołu („Jak nie zwolnicie tempa, to za godzinę kończymy!”)

A teraz wersja absurdalna, Boża, ale możliwa.– może być tak „ha dwa o” zamienić w „ce dwa ha pięć o ha”? Czyli woda w wino. Ponieważ jednak ograniczamy Pana Boga naszymi wyobrażeniami i wiemy co jest możliwe, a co niemożliwe, kończymy imprezę i zapraszamy gości w innym terminie.

Teraz o wierze, dziś porzucanej na rzecz zabobonów i uwielbienia stanu konta. Ważna rzecz – wiara to jeden ze sposobów dopuszczania Bożych rozwiązań w naszym życiu, przekraczających ludzkie wyobrażenia.


Cud, o którym dziś czytamy, nie byłby możliwy bez esencji Ewangelii, bez miłości. Mamy tu miłość młodej pary, mamy także miłość Marii i Jezusa do tych młodych. I gdyby nie miłość, nie byłoby cudu. Czytałem wiele razy w Ewangelii, wiele razy widziałem w życiu, że miłość prowadzi do przepięknych cudów. Rzadziej pewnie jakieś cuda rodzą miłość. Miłość to kolejna droga, pozwalająca na działanie Boga.

Jesteśmy ludźmi z problemami. Tak było, jest i będzie. Wiara i miłość pozwalają jednak działać samemu Bogu i odmieniać nasze życie w cuda. Ograniczamy, niestety, Pana Boga naszymi wyobrażeniami. Pan Bóg ma być pomocnikiem naszych kalkulacji i wspomożycielem oczekiwań. Tak często słyszę, że to czy tamto jest możliwe lub niemożliwe. To jednak wyznanie niewierzących.

I na koniec skojarzenie aktualne – Jezus wraz ze swoją Mamą przyszli na weselną imprezę jako ludzie, goście. Nic nie wskazuje, żeby nie wznosili toastów za pomyślność nowożeńców, no może nie śpiewali „Ona temu winna…” Jezus pijał galilejskie wino, tak, Bóg raczył się winogronowym rarytasem. Nowożeńcy przyjęli ludzkich gości, przyjęli jednak Boga samego! Bez zmian trwam w przekonaniu, że Gość w Dom, Bóg W Dom, czyli w każdym uchodźcy nadal puka do naszych drzwi Pan Jezus.

Ew. św. Jana rozdz. 2

W Kanie Galilejskiej odbywało się wesele i była tam Matka Jezusa. Zaproszono na to wesele także Jezusa i Jego uczniów. A kiedy zabrakło wina, Matka Jezusa rzekła do Niego: «Nie mają wina».

Jezus Jej odpowiedział: «Czyż to moja lub Twoja sprawa, Niewiasto? Czy jeszcze nie nadeszła godzina moja?»

Wtedy Matka Jego powiedziała do sług: «Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie».

Stało zaś tam sześć stągwi kamiennych przeznaczonych do żydowskich oczyszczeń, z których każda mogła pomieścić dwie lub trzy miary.

Jezus rzekł do sług: «Napełnijcie stągwie wodą». I napełnili je aż po brzegi.

Potem powiedział do nich: «Zaczerpnijcie teraz i zanieście staroście weselnemu». Ci więc zanieśli.

Gdy zaś starosta weselny skosztował wody, która stała się winem – a nie wiedział, skąd ono pochodzi, ale słudzy, którzy czerpali wodę, wiedzieli – przywołał pana młodego i powiedział do niego: «Każdy człowiek stawia najpierw dobre wino, a gdy się napiją, wówczas gorsze. Ty zachowałeś dobre wino aż do tej pory».

Taki to początek znaków uczynił Jezus w Kanie Galilejskiej. Objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego uczniowie

Itinerarium

DLA NOWEGO NOWEGO ŁADU POPARCIE

Sobota 15 stycznia 2022

Wszystko wskazuje na to, że mamy rok przełomu, równanie z wieloma niewiadomymi. Są pewne faktory, już aktywne, choć z jeszcze nieprzewidywalnymi do końca skutkami. Wymieńmy je najpierw.

Od strony szarej egzystencji zaczynając mamy gaz i prąd, coraz droższe, a za tym droższe wszystko od chleba po kosmiczne ceny nawozów rolniczych i samochodów. Pani Inflacja ma się coraz lepiej. Druga sprawa to wcale nie malejąca liczba zgonów spowodowanych wirusem i perspektywa następnych odmian zarazy, ze skutkami chyba złymi. Do tego umacnia się Partia Antyrozumowa, w miejsce szczepień proponuje beztroskę i teorie o chińskich czy innych czipach, wprowadzanych do organizmu.

Trochę dalej znajdziemy katastrofalną sytuację w służbie zdrowia, dotkliwie odczujemy to my wszyscy, których nie stać na prywatnych doktorów. Równie zła jest kondycja edukacji, od przedszkola po habilitacje. Obserwuję jak kolejne próby naprawy przegrywają z dobrze zakonserwowanymi systemami, dominuje przekonanie, że się nie da. Kto wierzy, że się nie da przepłynąć rzeki, pozostanie na brzegu i nie spróbuje, choć to dość proste.

Na to wszystko nakłada się Nowy Ład – popieram konieczność nowego uładzenia polskich spraw, ale z głową i w porozumieniu z odbiorcami. I jakby było mało, to jeszcze rozregulowany klimat, jeszcze Putin, granica z Białorusią, polskie kłótnie z Czechami, Niemcami, Ukraińcami, ansa do Litwinów, tylko z Bałtykiem jako taki rozejm mamy.

No to co robić? Można zżymać się co dnia i pić, aby zapomnieć i jakoś przetrwać. Ja myślę, że „Jakoś” w ogóle jest polskim herbem, prawie hymnem i ulubioną polską modlitwą (zarazem błagalną i dziękczynną). A można postawić na „Inaczej”, czyli na nowe.

Trzeba Nowego – nowych szkół, szpitali, jeszcze bardziej nowego Nowego Ładu, nowego pokochania sąsiadów, tych z pobliskiego domku ale i tych zza Odry, Bugu  i jakiejś tam rzeki między Turowem i Ujściem nad Łabą.

Nie chcę być gołosłownym, dziesięć lat temu rozpoczęliśmy w grupie głównie lubelskich marzycieli projekt Nowa Droga, czyli resocjalizacyjną wędrówkę młodych skazanych z opiekunami, pieszo z Lublina do Zgorzelca i Krakowa. Na ponad 80 chłopaków i dziewczyn (byłych skazanych) tylko 8 osób, niestety, wróciło do więzień. To niecałe 10%, normalnie – czyli po staremu – za kratki trafia ponowne minimum 50% skazanych. Jest Nowe? Jest skuteczne? Jest i Jest!

Czas przełomu, to czas na nową wyobraźnię, nowe pomysły, nowe zrywy, nowe dzieła. Siostry i bracia, do Nowego!

Fotka – jedna z wędrówek Nowej Drogi, Ania i Małgosia, przeszły setki kilometrów, Małgosia rozpoczęła nowe życie. Można? Można!

Itinerarium

PRZECIW WDIABŁOWSTĄPIENIU

Piątek 14 stycznia 2022

Oderwanie od rzeczywistości, o którym pisałem wczoraj, w polskiej wersji, trwa niezachwianie, wystarczy prześledzić bzdury sejmowe z Wiejskiej w ostatnich dniach. Amerykanie mają bardziej trzeźwy ogląd świata, rekomendowali swoim obywatelom na Ukrainie raczej wyjazd z tamtych terenów.

Polskie MSZ radzi nie jechać na Ukrainę, choć nie wzywa do wyjazdu, na stronie naszej ambasady w Kijowie znajdziemy jakże pasjonującą informację o chęci zatrudnienia kogoś w konsulacie charkowskim do pracy w wydziale osobowym, na okres próbny. Tłumacząc na zrozumiały język – napór Ukraińców jest tak duży, że nie nadążamy z papierami. Nie dziwię się. Nie będę mnożył gwizdów w stronę polskiej dyplomacji, bo jej wszystkie wpadki musiałbym wygwizdywać do końca życia albo i kilka lat dłużej.

Przeglądam ciekawą książkę autorstwa Bartosza Borkowskiego, „Ku wojnie”, na okładce zachęta – „Lata trzydzieste XX wieku. Świat staje się coraz mniej przewidywalny”. Brzmi znajomo w styczniu 2022? Brzmi.

Jeszcze a propos Amerykanów opuszczających Ukrainę, wolałbym, aby ich miejsce zajęli jacyś odważni marines czy komandosi, których znam jedynie z hollywoodzkich produkcji. Nie zajmą, z San Francisco nie widać Kijowa, a tym bardziej z Waszyngtonu.

Nie chcę wojny na Ukrainie, mam tam przyjaciół i bliskich znajomych, codziennie modlę się o pokój na ich ziemi. Rozmawiałem wczoraj z kapelanem na granicy z tzw. Ługańską i Doniecką Republiką. Ostrzał ze strony rosyjskiej – odwzajemniany przez oddziały ukraińskie – wzrasta z dnia na dzień, żołnierze i cywile giną każdego dnia. Oczywiście nie widzimy i nie słyszymy tego, mamy przecież Kabaret na Wiejskiej, wystarczy.

Putin, który doznał akurat Wdiałowstąpienia, kolęduję teraz na granicy z Ukrainą, ale jak się rozochoci, to wzorem carów i Stalina, podejdzie pod Wisłę, a może i dalej. Oby nie, ale zamiarów diabła nie znam.

Co robić? Ja modlę się, zbieram pieniądze na opatrunki (pierwszy transport już poszedł w okolice Doniecka), pocieszam Ukraińców i odmawiam egzorcyzmy, żeby diabeł wrócił do piekła i nie zabijał kobiet, mężczyzn, dzieci, starców. W Kijowie a potem gdzieś nad Wisłą.

Fotka – instrukcja dla obywateli USA przebywających w Ukrainie.

Itinerarium

RAD NIERAD ŁAD NIEŁAD

Czwartek 13 stycznia 2022

Rad nierad, to brzmi dobrze. Ale jak ktoś nie wymawia dobrze literki  r („er”), wyjdzie ład nieład. Cytat: „Naczelnik nie chciał jeszcze wypuścić z wioski podróżników, zanim nie wypalą z nim fajki w Domu Duchów. Smuga rad nierad musiał na to przystać”.  To cytat z Alfreda Szklarskiego, mojego ulubionego autora z młodości, tego od przygód Tomka, w tym przypadku z tomu o „Tomku wśród łowców głów”.

Polski nowy Ład Nieład już mamy. Z tym, że nie zawiaduje nim Rząd. Oczywiście, my Polacy chcielibyśmy Nowego Ładu. Jest ale. Ale naszym Ładem nie zarządza żaden rząd. Ale zarządza nim omikron i jego egzekutorzy, czyli grabarze. Ale zarządza nim również pospołu cena gazu i prądu. I – co gorsza – Putin, który zaraz wejdzie lub nie wejdzie na sąsiednią Ukrainę albo i dalej. To wszystko właśnie zarządza naszym polskim ładem, plus mur na granicy z Białorusią. Tam winien być most, setki mostów.

Przypadek oderwania się od faktów i rzeczywistości powtarza się co jakiś czas. Teraz trafił w nas, Polaków. I ma imię – Nowy Polski Ład. Rad nierad piszę wam o nim.

Itinerarium

DAJMY TE OLIWKI I VOLVO BIEDNYM

Środa 12 stycznia 2022

Dawno temu, ćwierć wieku na pewno już minęło, ukradziono mi samochód, wtedy auta znikały prawie codziennie. Pamiętam tamto zdarzenie przynajmniej z trzech powodów. Najpierw dlatego, że zdarzyło się to podczas jedynego chyba w Lublinie koncertu Paco de Lucia, geniusza flamenco, jego wyczyny na gitarze pokochałem – i zapewne połowa mojego pokolenia – za „Piątkowe wieczory w San Francisco”, zagrane razem z Johnem McLaughlin i Al di Meola, tak unoszą, że Zenek Martyniak znika i nie wychodzi z nory. No chyba, że na studenckie harce na kartofliskach Uniwersytetu Przyrodniczego w Lublinie, trudno, tfu!

Drugi powód pamięci to ten, że wyciągnąłem na ów koncert bardzo ciekawego wszystkiego, co piękne i nowe, dobrze zapowiadającego się kleryka z seminarium. Ten dobrze zapowiadający się wówczas kleryk jest dziś biskupem pomocniczym w Lublinie, to bp Adam Bab. A jakby słuchał wspomnianego pana Zenka, to może teraz najwyżej piastowałby probostwo gdzieś na Bugiem, no, nie wiem …

Trzeci powód to posterunek komisariatu numer trzy w Lublinie, wtedy rezydujący przy ul. Leśnej. Po dwugodzinnym oczekiwaniu na swoją kolej, zgłosiłem kradzież pojazdu. Pan posterunkowy, pośród innych kwestii, zadał mi pytanie:

– W jaki sposób sprawcy dostali się do wnętrza pojazdu?

– Ha, gdybym wiedział, to bym to miejsce zaspawał albo zabił gwoździami – odciąłem się, myśląc, że pan władza mnie podpuszcza.

– Ksiądz się nie wygłupia, bo wpiszę wszystko do protokołu …

Te wspomnienia wiążę tylko niesprawnie z faktem, że rozbujało się w nas mocne przekonanie, że to, co mamy, jest tylko nasze i nikt nie ma prawa nam tego zabrać czy używać bez naszej zgody. Nieprawda, na przykład w przypadku wojny (może i w innych), odpowiednie służby mogą zabrać nam samochody i przeznaczyć te nasze golfy, toyoty i ferrari dla obrony państwa. Proszę, aby spece od prawa podali więcej przykładów, dziękuję.

Zawsze z wdzięcznością czytam wersety z Biblii, z Księgi Powtórzonego Prawa, jednoznacznie nakazujące uszanować prawo innych – ubogich, obcych (uchodźców), wdów i sierot – do absolutnie bezpłatnego korzystania z naszych dóbr. Zatem co czytamy?

„Jeśli będziesz żął we żniwa na swoim polu i zapomnisz snopka na polu, nie wrócisz się, aby go zabrać, lecz zostanie dla obcego, sieroty i wdowy, aby ci błogosławił Pan, Bóg twój, we wszystkim, co czynić będą twe ręce. Jeśli będziesz zbierał oliwki, nie będziesz drugi raz trząsł gałęzi; niech zostanie coś dla obcego, sieroty i wdowy. Gdy będziesz zbierał winogrona, nie szukaj powtórnie pozostałych winogron; niech zostaną dla obcego, sieroty i wdowy” (rozdz. 24). Przepiękne! Rzęsiste brawa!

Pięć milionów ton żywności, które my Polacy marnujemy rocznie, wyrzucamy na śmieci, to pięć milionów transportów przy użyciu małego busa. A w Polsce wciąż są niedojadające dzieci i ubodzy, którzy stale jedzą konserwy i czerstwy chleb. Te pięć milionów ton, czasem bardzo wykwintnych potraw, z pewnością wystarczyłoby dla nakarmienia uchodźców wypychanych przez Łukaszenkę do Polski i nie nadwyrężyłoby w niczym cherlawego budżetu naszego państwa.

Oczywiście, znam argumenty, że się nie da, że już wiele razy próbowano, że tak jest i musi być. Durne gadki, takie same jak te naszych przodków, że nie da się latać naokoło ziemi i że tylko koniem można zaorać ziemię. Mamy Internety, programy, nie mamy Wyobraźni Miłosierdzia i woli oddania naszych pokarmów tym, co głodują i umierają z tego powodu. Taki jesteś mądry? – rzuci ktoś – To zrób!  Może nie mam kompetencji aby zrobić to na skalę ogólną, ale od wielu lat oddaję nadmiar swoich rzeczy, żywności i pieniędzy tym, którym brakuje, bezdomnym, ubogim i uchodźcom. I spokojnie zagospodaruję Wasze nadmiary, piszcie, zobaczycie, że nie żartuję.

Samochód, ten mój, który padł łupem złodziei spod MOSiR w Lublinie dawno temu, odzyskałem po miesiącu. Łupieżcy posłużyli się nim do jakiegoś skoku na farmę nieznanego mi bogacza. Podsumowuję, koncert Paco wart był dziesięcioletniego nissana, Adam został biskupem, inni policjanci (z Puław), wyjaśnili mi, że dobrze zrobiłem zgłaszając kradzież, inaczej byłbym  na liście podejrzanych o ograbienie farmera. Uff!

Na zdjęciu – Konrad z naszego wolontariatu rozdaje chleb ubogim (2018).

Itinerarium

PROROK ZNIEWAŻONY

Wtorek 11 stycznia 2022

Co jest na zdjęciu, które dołączam do dzisiejszego wpisu? To rysunek proroka Mahometa, Jego głowa wystaje z ciała psa. To „dzieło” stworzył szwedzki lub duński „artysta”. Trudno wyobrazić sobie coś bardziej obrażającego i odrażającego dla muzułmanów.

Wiem oczywiście, że sztuka powinna cieszyć się wolnością wyrazu, ale granice jakieś być muszą. Znam też, wyrafinowane i prostackie profanacje obrazów bliskiej mi Matki Bożej i Pana Jezusa, bardzo mi przykro. Wiem także, że niektórzy muzułmanie mają awersję na widok krzyża.

Ten rysunek znajduje się w renomowanym (dawniej) Centrum Sztuki Współczesnej w Pałacu Ujazdowskim w Warszawie, na wystawie „Sztuka Polityczna”, jeszcze można tam się wybrać, odradzam.

Kuratorami tegoż wydarzenia są: Piotr Bernatowicz oraz Duńczyk Jon Eirik Lundberg, tu przeciągłe gwizdy. Nadzór nad placówką sprawuje minister kultury, tu gwizdy i buczenie.

Reszta niech pozostanie milczeniem i impulsem do żarliwej modlitwy.

Itinerarium