MISTYCY PIJĄ PIWO ALBO WINO

Wtorek 1 lutego 2022

Otworzyłem wczoraj na chwilę „Siedmiopiętrową górę” Tomasza Mertona, tak uczciłem 107 rocznicę jego urodzin. Nie musiałem czytać czegokolwiek z jego przeobfitej twórczości, bo wszystko przeczytałem, nawet „Dzienniki”, które jeszcze w całości nie zostały przetłumaczone – szkoda – na język polski.

W ogóle radziłbym Wam wszystkim, jeśli jeszcze tego nie uczyniliście z różnych ważnych powodów, czym prędzej znaleźć „Siedmiopiętrową górę” a także „Zapiski współwinnego widza” autorstwa Mertona. Znajdźcie też „Złotą Nić” Bede Griffitsha, mnie otworzyła i oczy i serce.

Wracam do Mertona. Otóż w dzień po jego śmierci (8 grudnia 1968 r.), przełożony w opactwie Gethsemani (Kentucky, USA) wysłał do  celi mnicha któregoś ze współbraci trapistów z poleceniem przyniesienia rzeczy zmarłego. Zakonnik wrócił i zameldował, że nawet trzech ludzi nie przyniesie wszystkiego. Okazało się, że dopiero mała zakonna furgonetka pomieściła zapiski ojca Ludwika.

Tomasz Merton, w zakonie Ojciec Ludwik, zginął tragicznie 10 grudnia 1968 roku w Bangkoku, wskutek przebicia prądu w wentylatorze. Poleciał do Azji na konferencję mistyków chrześcijańskich i buddyjskich. Nie będę się silił na przytaczanie jakichkolwiek cytatów z wielotomowej twórczości Mertona, każde niemal jego zdanie warte jest zacytowania. Lektura „Siedmiopiętrowej Góry” i „Zapisków”  (przynajmniej tych dwóch tytułów) pozwala zachwycić się światem, życiem, człowiekiem i Panem Bogiem. Są książki, które zasiewają w sercu pokój, cichą radość, ochotę do życia i rozpalają pragnienie miłości. Dzieła Mertona zaliczane są do klasyki współczesnej literatury mistycznej a on sam uważany za bodaj najwybitniejszego mistyka XX wieku.

A jak mistyk, wybitny i uduchowiony, zachowuje się w codziennym życiu? Zapamiętałem wspomnienie pewnej dziennikarki, która przybyła do klasztoru, aby zrobić wyjątkowy wywiad z mistrzem. Weszła do rozmównicy (miejsce gdzie w klasztorach można przyjmować gości) i zobaczyła Mistrza pochylonego nad gramofonem. Doleciały do niej dźwięki „P.S. I love You”, popularnego wówczas przeboju The Beatles. Zdziwiona zapytała jak może słuchać takiej płytkiej i beznadziejnej muzyki, przecież to grają we wszystkich stacjach radiowych. Merton spokojnie odpowiedział, że zawsze chciał coś takiego napisać, że to mistyka najwyższej próby.

Henri Nouwen, inny wielki myśliciel i znakomity pisarz  z dziedziny duchowości umówił się telefonicznie z Mertonem na rozmowę o meandrach wtajemniczeń mistycznych. Nie wiedział jak wyglądał Mistrz (były takie czasy, że nie działała wyszukiwarka a i telewizja była rzadkością, zresztą trapiści nie byli jej bywalcami), przyleciał na spotkanie specjalnie z Europy do opactwa Gethsemani w środku USA. Wszedł do rozmównicy i zobaczył, że jakiś mnich siedzi w kuckach na podłodze i popija piwo z puszki. Zagadnął czy może poprosić Ojca Ludwika. Zakonnik wstał, otrzepał habit i wystrzelił: „Henri? To ty? Napijesz się piwa? Trochę mi jeszcze zostało …” Przybysz chwilę musiał ochłonąć po czym dokończył puszkę. Jak wspominał po latach, w zasadzie dwaj pisarze duchowi mogliby przy spotkaniu robić tylko jedną lepszą rzecz niż picie piwa. Byłoby to … picie wina, które Nouwen bardziej cenił.

Ktoś, kto ma żywą więź z Bogiem, kto doświadczył Jego Narodzenia, z równym namaszczeniem śpiewa psalmy w oficjum zakonnym co słucha Beatlesów i pije piwo. Bóg stał się człowiekiem i uświęcił wszystko, co ludzkie.

Nie dane mi było poznać Tomasza Mertona twarzą w twarz – choć jego Gethsemani odwiedziłem –  czuję jednak, że znamy się osobiście. I to nie tylko dlatego, że słucham Beatlesów i pijam czasem piwo. Staram się, jak Tomasz, jak wielu z nas, jak najmocniej wierzyć w żywą i bliską obecność Boga, przy nas i w nas samych.

Itinerarium

OPOWIEŚĆ O DWÓCH POLAKACH

Poniedziałek 31 stycznia 2022

Opowiem dziś o dwóch Polakach, jeden urodził się w Gdańsku, drugi w Krakowie, mniejsza o to zresztą.

Temu pierwszemu na pewno będą wystawiane pomniki, jego personalia będą widnieć w nazwach ulic, alei i placów, w wielu miastach w całej Polsce. Przez ostatnie 30 lat zebrał setki milionów złotych na pomoc dla bardzo różnych Polaków, wspaniała rzecz, wielkie brawa. A te miliony, to nie ukradł, nie wygrał na loterii, ale poprosił o nie nas, Polaków, dajemy je co roku w styczniu.

Kłopot w tym jak Go nazwać? Szukałem w Internecie, ale tam raczej bzdury i kalki, samo miano Dyrygenta Polskich Serc, to chyba mało. Więc jak Go nazwać? Wiem, jak się nazywa, nazywa się Jerzy Owsiak, ale jak Go nazwać?

Drugi Polak, o którym dziś piszę, wie, że tam, gdzie za kilka dni się uda, łamane są w sposób krwawy prawa człowieka. A przynajmniej ten Polak wiedzieć powinien. W państwie, do którego udaje się tenże pan, zabroniona jest wiedza o masakrze na placu Tienanmen (dokonanej przez tamtejsze władze w r. 1989), tłumione są jakiekolwiek odruchy autonomii Ujgurów (muzułmanie) czy Tybetańczyków (buddyści).

Do stolicy tego kraju nie wybierają się  szefowie takich choćby państw jak USA, Wielka Brytania, Kanada, Japonia, Australia, Nowa Zelandia, Holandia czy nasz sąsiad Litwa. Wybiera się zaś tam Polak, o którym piszę. Wybiera się na Igrzyska Zimowe do Pekinu, w Chinach, gdzie dokonuje się masakr żywych ludzi, nie poddających się komunistycznemu reżimowi. Ma skutecznie dopingować Adama Małysza (lub kogoś tam z nartami, naśladującego pana Adama) i podtrzymywać dobre stosunki polsko – chińskie. Ale przecież ten pan, Polak, jest z narodu, który „za wolność naszą  i waszą” w osobie Bema walczył na Węgrzech, który za Sobieskiego wiadomo co i komu pod Wiedniem słusznie uczynił. Z narodu, który wszak zrodził Solidarność i św. Jana Pawła II.

I jak nazwać tego człowieka? No, jak nazwać? Wiem, jak się nazywa, nazywa się Andrzej Duda, jest prezydentem Polski, ale jak Go nazwać?

Bardzo proszę nie wypisywać w komentarzach żadnych złych rzeczy o którymkolwiek ze wspomnianych Polaków. Oczywiście, wiem, że polityka dawno wzięła rozbrat z moralnością, dobra jest ta, która – bez względu na środki – osiąga cele danej partii czy rządu.

Już miałem się tym wpisem dołączyć do prośby Ireny Lasoty, znakomitej felietonistki (obecnie), w „Plusie Minusie”, apelowała ostatnio „Duda, don’t go”, w kontekście wypadu Prezydenta do Pekinu. Poprawię panią Irenę – „Duda go!”, jak będzie szedł, to na pewno na 4 lutego nie dojdzie. Zatem wołam – „Duda, don’t fly!”, bo dolecieć może. No chyba, że złapie Go jakaś drobna infekcja, migrena, niepokojące dygotanie serca. Zresztą, co będę podpowiadał, na pewno przy Prezydencie są doradcy dużo ode mnie mądrzejsi.

Itinerarium

GHAIT BARTEK WIELKIE ŚWIĘTO

Sobota 29 stycznia 2022

Przyznaję, że ostatnie dwa dni były bardzo wzruszające. W jednym z naszych mieszkań dedykowanych uchodźcom, zamieszkała właśnie rodzina Oli i Fadhila. To był najpierw zwykły gest przekazania kluczy, po którym nasi Goście ryknęli z radości.

Rodzina Oli i Fadhila pochodzi z Bagdadu, uciekali, aby ocalić siebie, a przede wszystkim swoje dzieci, w ich dzielnicy co jakiś czas wybuchały bomby podkładane przez różne grupy terrorystyczne, zginęli ich sąsiedzi, ktoś z kuzynów.  Na granicy z Polską białoruscy pogranicznicy poszczuli ich psami, zęby jednego z tych czworonogów poszarpały nogę Alego, syna. Potem, już po polskiej stronie, córeczka omal nie utonęła w bagnie. Ola nagrała film, błagała o butelkę czystej wody, bo przez kilka dni musiała wystarczyć rosa. Druga córeczka chciała rzucić się w bagno i pójść do Nieba, Ola odratowała ją.

Dwa dni temu po raz pierwszy od pół roku mogli wziąć dowoli prysznice w naszym mieszkaniu, potem padli w miękkie łóżka, wcześniej sypiali na mchach i igliwiu, dalej na byle jakich kanapach, oferowanych w ośrodkach dla uchodźców.

A wczoraj zjedliśmy razem pizzę, żartowaliśmy, oni szczęśliwi, że znaleźli Dom, my szczęśliwi, że daliśmy pęk kluczy. Dzisiaj, w sobotę, nasi Goście (a z Nimi  Pan Bóg – przecież to prawda, że „Gość w dom, Bóg w dom”) zwiedzą Lublin i posmakują lubelskiej kuchni.

To jest również święto Was wszystkich, którzy poprzez swoje wpłaty, pozwalacie nam opłacać gaz, prąd i wodę w naszych mieszkaniach. Dziękuję, Bóg zapłać. Tak, dalej jest numer konta, wiecie – i widzicie na zdjęciach – na co idą te sumy.

Uczę się imion naszych Gości, Ghaith, Fadhil … I wiem, co oni czują, jak próbują wymówić „Mieczysław” lub „Bartłomiej”, bo Bartek właśnie wręcza klucze do Nowego Domu naszych cudownych Gości z Bagdadu.

Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

nr konta 17 1240 1503 1111 0010 7256 9064

tytuł przelewu – darowizna na cele statutowe

Adres: Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

ul. Gospodarcza 2

20 – 217 Lublin

Itinerarium

JEZUS PRZEMAWIAŁ Z ŁODZI ALBO Z ŁODZI

Piątek 28 stycznia 2022

Podano wstępne dane z ubiegłorocznego spisu powszechnego w Polsce. Pierwszy, najbardziej rzucający się w oczy wniosek – jest coraz gorzej.

Oczywiście, statystyki pozwalają na różne interpretacje i na pewno zostaną ogłoszone sukcesy na różnych polach. Dla przykładu, wzrosła średnia powierzchnia mieszkań w Polsce i mamy ich więcej niż 10 lat temu, słabiutkie brawo! Mamy też – to już dane spoza spisu – więcej kilometrów dobrych autostrad, choć mam wrażenie, że nadal większość naszych kierowców (nawet w ferrari) zachowuje się jak chłopi na furmankach. To znaczy batem w konia, żeby wyprzedził sąsiada (tym razem bat zastępuje pedał gazu), Kargul i Pawlak w wersji z karoserią.

Dlaczego jest gorzej? Bo jest nas coraz mniej, jesteśmy coraz starsi i rodzi się coraz mniej nowych Polaków. To owoc „antylife mentality” (określenie Jana Pawła II), czyli mentalność, w której nie życie, ale wygoda i przyjemność są najważniejsze.

Popatrzmy na proste fakty, jest nas, Polaków (w tym tych z Ukrainy z Kartą Polaka) trochę ponad 38 milionów. Mizeria! Włochy są państwem mniejszym powierzchniowo od Polski, ale w liczbie ludności o 22 miliony więcej! Buczenie, i to przeciągłe. Widzimy klęskę 500 plus (w odniesieniu do wzrostu populacji), ale jakby opozycja dzisiejsza władzę przejęła, byłoby 1000 plus, jeszcze bardziej nieskuteczne. Nie pieniądze, nie powierzchnia mieszkań, zmieniają mentalność. To dzieje się tylko wtedy, kiedy ludzie mają nadzieję, wiarę w przyszłość i posłuszni są miłości. Już widzę miny bywalców ław sejmowych, gdyby ktoś z taką wizją tam przemówił. No, ale ja wolny jestem od bezsensu parlamentarnego, zatem głoszę prymat życia i miłości nad złudą pieniędzy i M-4.

Odnośnie spisu, jak zaznaczyłem, wszystko teraz jest w rękach interpretatorów. Obecnie mamy przy głosie samych arcymistrzów. W myśl aktualnego dowcipu, jeden z doradców Prezesa dowodzącego Polską, szepce mu na ucho;

– Szefie, mamy dowód, że Jezus był Polakiem!

– Zwariowałeś? Co opowiadasz? Jak to?

– Mam poufne info od księdza, biblisty! Jezus przemawiał do tłumów z Łodzi!

No tak, Jezus przemawiał do tłumów z łodzi, prawda. Ale, że z Łodzi, to już interpretacja. Błędna, ale może ciemny lud to kupi. Wystarczy sto razy taką wersję powtórzyć.

Itinerarium

Z MIŁOŚCIĄ NA HOLOCAUST

Czwartek 27 stycznia 2022

Na zdjęciu obok polskiej tłumaczki (Agnieszka Huszcz) widzicie Reverien Rurangwa, Rwandyjczyka. Gościliśmy go w Lublinie, a w zasadzie w podlubelskiej Dąbrowicy w 2014 r., wtedy mijało 20 lat od ludobójstwa w Rwandzie. Reverien jest z plemienia Tutsi, które próbowało wymordować – głównie tanimi maczetami sprowadzanymi z Chin – inne plemię, Hutu. Reverien na początku spotkania spokojnie wyjął sprawnym ruchem lewe oko, jest sztuczne, prawdziwe wyłupili mu ci z Hutu. Lewe oko wyjął prawą ręką, lewą ma sztuczną, tę prawdziwą ucięli mu ci z Hutu, maczetą. Teraz Reverien radzi sobie jakoś w Szwajcarii, gdzie został przewieziony przez ratujących go Europejczyków.

Dziś – 27 stycznia – w wielu miejscach na świecie obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu, chodzi o ofiary niemieckiego nazizmu, Żydów uśmierconych w czasie ostatniej światowej wojny. Niemcy byli niezwykle sprawni w dziele eksterminacji Żydów, w pięć lat wymordowali kilka milionów Żydów. Mieli już w tym doświadczenie, bo wcześniej, na początku 20 wieku zgładzili setki tysięcy Herero i Nama w swojej  afrykańskiej kolonii w Namibii. To było pierwsze ludobójstwo w ubiegłym wieku.

Holocaust z czasów ostatniej wojny nie był pierwszym i ostatnim aktem szalonych ideologii, masakry choćby  w Rwandzie (1994) są tego dowodem.

Niewiele mogę zrobić w tej materii, ważne jest słuchanie ofiar. Miałem przywilej wysłuchać Haliny Birenbaum, Żydówki, która przeżyła Majdanek i Auschwitz. Słuchałem Reverien Rurangwa z Tutsi. Mogę się jeszcze modlić i modlę się. Samo zapalenie świeczki to za mało, choć i tak jest to ładny gest.

Mogę jeszcze pisać, więc piszę. Mogę jeszcze w każdym  człowieku wyznać siostrę i brata, podziwiać jego istnienie, Boży cud przecież. Mogę dać mu chleb i kilka minut skupionej uwagi. Cokolwiek, byle z miłości.

Itinerarium

UKRAINA JUTRO W NATO

Środa 26 stycznia 2022

Poniżej znajdziecie apel biskupów z Ukrainy, wzywający właśnie dziś – i w każdą kolejną środę – do modlitwy i postu w intencji uchronienia od wojny, tekst suplikacji jest na końcu wpisu.

Nie mam wątpliwości w moc modlitwy, codziennie proszę Boga o pokój na świecie i oddalenie widma wojny na Ukrainie. W r. 2003 modliłem się w kościele Ducha Świętego w Lublinie o ustrzeżenie od wojny w Iraku, modliłem się razem z wierzącymi muzułmanami, głównie z Iraku i Syrii. Ta wojna jednak nadeszła, sprokurowana zresztą z racji fałszywych informacji, którymi wówczas dysponował amerykański prezydent. Mój kolega po fachu – w pewnym sensie – żydowski kantor Symcha Keller, obecnie posługujący w Lublinie, wspomniał niedawno spotkanie z Benedyktem XVI w Auschwitz, papież pytał z trwogą – Jak Bóg do tego dopuścił? Na co Symcha odrzekł (mniej więcej) – Czemu Bóg? Jak człowiek, jak człowiek mógł do tego dopuścić?

I tak mi się wydaje, że nie spychajmy odpowiedzialności za różne zła, przez nas ludzi sprowadzane, na Boga. On dał nam wolną wolę, Putinowi, Bidenowi i innym także.

Niedawno wysłaliśmy – Centrum Wolontariatu w Lublinie – leki, ubrania i żywność do strefy przyległej do Donbasu, to mogliśmy zrobić, myślę, że ponowimy takie dzieła, to możemy zrobić.

Tak myślę, że nie wystarczy ciepło myśleć o siostrach i braciach z Ukrainy, nie wystarczy współczuć. Coś trzeba zrobić, pomodlić się ale i wydać jakieś polskie grosze i złote, żeby komuś tam, w pobliżu Donbasu trochę lepiej było.

Do polityki nie nadaję się, bo jednak dla mnie białe jest białe, a czarne nadal czarne, a to moskiewskie czerwone. Jednak – proszę wybaczyć rozmach wyobraźni – jest prosty sposób postraszenia hord znad Wołgi. Trzeba przyjąć Ukrainę do NATO. Tylko nie kiedyś tam, ale dzisiaj, a wtedy jutro zbrojne ramiona Putina staną do rywalizacji nie ze słabymi jednak pułkami z Kijowa, ale  z całą – oby – potęgą NATO. Ja na taką wyobraźnię mogę sobie pozwolić, Wy także, ale obawiam się, że pozostanie nam modlitwa i szczere gesty solidarności z siostrami i braćmi na Ukrainie.

Apel

„Wzywamy 26 stycznia do podjęcia postu i modlitwy w intencji pokoju. Prosząc o ten jeden postny dzień, zachęcamy do jego kontynuacji w każdą środę” – apeluje Konferencja Biskupów Ukrainy. Rzymskokatoliccy biskupi wyrażają wdzięczność papieżowi Franciszkowi za apel skierowany do całego świata. „Jego głos jest wołaniem w imieniu nas wszystkich, bez względu na wyznawaną religię, obrządek, czy poglądy polityczne” – napisali biskupi. Publikujemy tekst apelu biskupów:

„Czcigodni Kapłani i Osoby Życia Konsekrowanego!

Umiłowani Bracia i Siostry!

W trudnym czasie, jakiego doświadcza Ukraina, wielkim wsparciem dla naszego Narodu jest solidarność płynąca ze strony Kościoła Powszechnego, a szczególnie ważnym jest głos papieża Franciszka, któremu nie jest obojętny nasz los. Wyrazem tego jest apel papieża o modlitwę w intencji pokoju w Ukrainie, skierowany do całej Wspólnoty Kościoła. W prośbie Ojca Świętego dostrzegamy ojcowską troskę, z jaką zatrzymuje się przy nas, nie tylko jako Głowa Kościoła Katolickiego, ale również jako głos sumienia, wzywający do poszanowania prawa do pokoju i wolności.

Wdzięczni jesteśmy papieżowi Franciszkowi za taką postawę i apel skierowany do całego świata. Jego głos jest wołaniem w imieniu nas wszystkich, bez względu na wyznawaną religię, obrządek czy poglądy polityczne.

Jako wspólnota Kościoła rzymskokatolickiego w Ukrainie, modląca się od wielu lat o dar pokoju, trwajmy jednomyślnie na modlitwie. Wyrazem jedności z całym modlącym się Kościołem niech będzie od dziś śpiew „Suplikacji”, którym kończyć będziemy każdą sprawowaną Mszę św., pamiętając przy tym o słowach Pana Jezusa: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą” (Mt 7,7-8).

W najbliższą środę natomiast, 26 stycznia, wzywamy do podjęcia postu i modlitwy w intencji pokoju. Prosząc o ten jeden postny dzień, zachęcamy do jego kontynuacji w każdą środę. Bowiem połączone wyrzeczenie z modlitwą, taką ufną i prostą, sprawia, że wzrusza się Serce Boga.

Do modlitwy w intencji pokoju zaprośmy Najświętszą Maryję Pannę, naszych Świętych Patronów, a spośród nich Świętego Michała Archanioła, Patrona Ukrainy.

Wszystkim Wam na ten czas wielkiej narodowej modlitwy z serca błogosławimy.

Rzymskokatoliccy Biskupi Ukrainy”.

Suplikacje

Święty Boże, Święty mocny,
Święty a Nieśmiertelny
Zmiłuj się nad nami.

Od powietrza, głodu, ognia i wojny
Wybaw nas Panie!

Od nagłej i niespodzianej śmierci
Zachowaj nas Panie!

My grzeszni Ciebie Boga prosimy
Wysłuchaj nas Panie!

Na zdjęciu – flaga NATO.

Itinerarium

ROBIĘ ZA OJCA MATEUSZA GRATIS

Wtorek 25 stycznia 2022

Kilka dni temu zostałem zaproszony przez jeden z lubelskich komisariatów policji na przesłuchanie, dotyczyło samobójczej śmierci jednego z lubelskich bezdomnych, w zasadzie to „domnych” ale w wersji alternatywnej, bo zamieszkiwał w nieużytecznym kiosku ruchu. Bardzo miła, młoda dziewczyna najpierw zapytała czy byłem „na miejscu zdarzenia w chwili incydentu”. Oświadczyłem, zgodnie z prawdą, że nie, a dziewczyna rozłożyła ręce i szczerze westchnęła – „To po co mi tu księdza wysłali?”. Następne pytanie dotyczyło mojej wiedzy odnośnie tego, kto znalazł denata. Odrzekłem, zgodnie z prawdą, że wiem, wtedy policjantka poprosiła mnie czy mógłbym się z nim skontaktować i jakoś zaprosić na komisariat w celu złożenia zeznań.

Dobrze, zgodziłem się, ale dziewczyna miała jeszcze inną kwestię, mianowicie czy mógłbym ustalić kto jest właścicielem posesji, na której „doszło do incydentu”. Mogłem, ale zapytałem panią z komisariatu co robią teraz jej koledzy po fachu – „Wie ksiądz, jedni ganiają za kwarantanną a reszta walczy z uchodźcami …”. Wyjaśnię, że chodzi o egzekwowanie pobytu na kwarantannie i zajęcia polskich policjantów nad Bugiem. Żaden tam ze mnie ojciec Mateusz (choć Sandomierz uwielbiam!), ale znalazłem jednego i drugiego pana, poinformowałem dziewczynę. Zrobiłem to głównie z racji sympatii dla zmarłego, szybciej spocznie w ziemi.

Nieco wcześniej w naszym lokalu gdzie wydajemy codziennie kolacje dla bezdomnych pojawił się mocno pijany koleś, wezwaliśmy patrol, aby odwiózł gościa do wytrzeźwiałki, bo mróz i wysokie promile. Przyjechała urocza para bardzo młodych stróżów prawa z policji, on wyglądał jakby przed chwilą oderwał się od tik -toka, ona na pewno dwie godziny wcześniej była w gabinecie makijażu, naprawdę śliczna. Nie bardzo wiedzieli co zrobić, więc zapytali mnie, a ja, choć żaden ze mnie ojciec Mateusz (choć Sandomierz …) poradziłem, żeby zwieźli Daniela do Izby Wytrzeźwień, dla poratowania życia nieszczęśnika.

Młoda para policjantów skontaktowała się z jakąś centralą, a ta oznajmiła, że nie przyśle specjalnego oddziału i że młodzi muszą zrobić to sami. Wtedy młodziutki policjant pomyślał i zawyrokował – „Kajdanki!”. I tak też zrobił. Wtrąciłem się, że to przesada, ale chłopak z kajdankami pod nosem rzucił – „Wszyscy ganiają za kwarantanną albo nad Bugiem, a my tu mamy czarną dziurę …”.

Bardzo chciałbym, aby moje polskie państwo było silne, sprawne,  efektywne. Może jednak do Policji wziąć jakichś bardziej kumatych braci (i siostry także) z Ukrainy? A może jakiś minister od Policji coś wymyśli? No ja mogę robić za ojca Mateusza, gratis, ale to chyba nie wystarczy.

Itinerarium

UCIEKALI UCIEKALI A DOM ZNALEŹLI W LUBLINIE

Poniedziałek 24 stycznia 2022

Piszę tu dużo o uchodźcach, w tym tygodniu przyjmiemy w Lublinie rodzinę z Iraku z czworgiem dzieci, a potem najpewniej drugą z Afganistanu, tam są rodzice i cztery córki. To wszystko dzięki Waszym ofiarom, numer konta jest na końcu, bardzo dziękuję i Bóg zapłać!

Wpadła mi w oko niezwykła ikona, która trochę ukrywana jest na moim Uniwersytecie, Katolickim, w Lublinie. Ukrywana zapewne z powodu niewiedzy.

Najpierw jednak trochę o ikonach i obrazach Maryi na Lubelszczyźnie. Chyba najbardziej oryginalną historię wśród ikon Lubelszczyzny ma obraz MB w bazylice św. Anny w Kodniu. Mikołaj Sapieha (zwany Pobożnym) ukradł wizerunek MB Gregoriańskiej z prywatnej papieskiej kaplicy w Watykanie (w czasach Urbana VIII), wcześniej modlił się przed nim prosząc o uzdrowienie z tropikalnej choroby. Już zdrowy pytał kardynałów o możliwość zakupienia obrazu, po odmowie, zakradł się nocą do papieskich apartamentów i porwał Matkę Bożą, przekupił straż i uciekł aż do swoich włości w Kodniu. Trochę według zasady, „Któż szlachcicowi może zabronić?”.

Tak mówi legenda, w rzeczywistości ów pobożny Mikołaj nabył ją prawdopodobnie całkiem legalnie w czasie pielgrzymki do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Kodeński obraz jest najstarszym (1723) koronowanym na prawie papieskim wizerunkiem MB na Lubelszczyźnie.

Długą wędrówkę odbył także obraz MB Latyczowskiej, dominikanie umieścili go na początku w kaplicy ufundowanej przez Potockich. Pierwszy raz ikona „uciekała” przed kozakami Chmielnickiego do Lwowa, potem przed bolszewikami (1920) do Warszawy, wreszcie przed komunistami (1945) do Lublina. Dopiero tutaj znalazła godną ekspozycję w najnowszym diecezjalnym sanktuarium MB  Patronki Nowej Ewangelizacji w par. MB Różańcowej.

Ikona z Egiptu

Gmach naszego katolickiego uniwersytetu, a konkretnie jedna z sal Instytutu Jana Pawła II, jest miejscem, w którym znaleźć możemy – przy dużym wysiłku – niezwykłą ikonę św. Rodziny (na zdjęciu). Maryja z Józefem i Jezusem uciekają przed mieczem Heroda do Egiptu, w tle malowanego techniką współczesną płótna, widzimy palmy i piramidy.

Historia przybycia tej ikony do Lublina jest ciekawa i piękna. W połowie lat 90-tych ub. wieku przywiózł ją ks. prof. Tadeusz Styczeń (zm. 2010), założyciel Instytutu. Otrzymał ją z kolei – z pewnym ustnym przesłaniem – podczas jednego ze spotkań ze św. Janem Pawłem II. To nie koniec, ponieważ Papież obdarowany został wcześniej tymże obrazem przez delegację biskupów z Libanu, goszczących w Rzymie na tzw. wizycie Ad Limina Apostolorum (w tym roku odbyli ją polscy biskupi).

Ciekawą postacią jest autor dzieła, to koptyjski mnich o. Yosab El Soriany z klasztoru Alsourian, pomiędzy Kairem a Aleksandrią w Egipcie. Z wyksztalcenia geograf, w konwencie służył w kuchni i spiżarni, wypiekał także hostie eucharystyczne, w wolnych chwilach malował ikony, trafiały m.in. do Holandii i Niemiec, ta kulowska, jedyna w Polsce, pochodzi z r. 1979. Wspomniany klasztor od lat 70-tych ub. wieku przyczynia się do odnowy życia monastycznego wśród koptyjskich chrześcijan.

Papież przekazując ks. Styczniowi ikonę dedykował ją pracom Instytutu poświęconym rodzinie. Miał powiedzieć – „Jestem papieżem życia i odpowiedzialnego rodzicielstwa. Rodzina jest mi zawsze bliska, a ta musi uciekać”, wskazał na ikonę.

Wiele rodzin, również chrześcijańskich, musi dzisiaj uciekać. Niemal wszystkie rodziny chrześcijańskie z Iraku, opuściły swoje antyczne miasta i wsie i znalazły schronienie w autonomii Kurdystanu, a stamtąd przedzierają się, także przez Polskę, głównie przez Lubelszczyznę, do swoich rodaków w zachodniej Europie. Tam szukają dla siebie i swoich dzieci bezpiecznego miejsca. Święta Rodzina znalazła je w Egipcie.

A wiele zrozpaczonych rodzin uchodźców, dzięki Wam, znajduje dziś dobre, bezpieczne miejsce w Lublinie i pewnie w innych miejscach.

Tutaj możecie wspomóc:

Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

nr konta 17 1240 1503 1111 0010 7256 9064

tytuł przelewu – darowizna na cele statutowe

Adres: Stowarzyszenie Solidarności Globalnej

ul. Gospodarcza 2

20 – 217 Lublin

Itinerarium

NIC PONAD WOLNOŚĆ

Kazanie na niedzielę 23 stycznia 2022

No właśnie, jak to było z Panem Jezusem? Dzisiejsza Ewangelia, spisana przez św. Łukasza, lekarza, to reportaż z tego, co najważniejsze.

Łukasz na początku – jak dobry dziennikarz – relacjonuje Teofilowi sprawę Jezusa z Nazaretu, o co Mu chodziło. I w pierwszej publicznej deklaracji Jezus prosto z mostu prawi: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana”.

Moje osobiste wspomnienie, sprzed wielu lat. Właśnie tak odkryłem Jezusa, Tego, który wyzwala. To był czas komuny, nie wolno było głośno władzy krytykować, na wyjazd zagranicę paszport dał albo i nie ubek na komendzie milicji, za byle co można było trafić za kratki, co mi się zresztą przydarzyło także. Ale przecież ten System oparty był na strachu, a Jezus jest Tym, kto wyzwala z każdego lęku! Mnie wyzwolił, wielu innych też, dziękuję.

I nie inaczej jest dzisiaj, wciąż jesteśmy „uciśnieni” przez różne strachy. Najpierw boimy się rodziców, nauczycieli, potem dyrektorów szkół, rektorów i dziekanów, a dalej dyrektorów firm, prezesów, ministrów, wreszcie ministrów, premierów czy prezydentów. Boimy się także, co powiedzą o nas inni, sąsiedzi, koledzy z pracy, przełożeni. I szybko przebieramy się w szaty im miłe.

Jezus Chrystus wyzwolił mnie także z lęków nie tylko przed wszelkimi władzami ale i ze strachu przed przyszłością, złymi ludźmi i przed śmiercią. Nawet przed wilkami, spotkałem je kilka razy, zawsze uciekały ode mnie.

Wiem, że dziś  Jezus Chrystus – w wersji z katechez, kazań i niektórych kancelarii parafialnych – jawi się jako Ktoś, kto ogranicza wolność, straszna lipa.

Wszystkim Wam życzę pięknej, dogłębnej, Jezusowej wolności, szczęścia na każdy dzień.

I żebyśmy nieśli to przesłanie innym, tak, jak choćby te kubańskie kobiety z Hawany, walczące o wolność swoich mężów, braci, ojców i synów, Damy w Bieli.

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.
W owym czasie:

Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich.

Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać.

Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana».

Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione.

Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście».

(Ew. wg św. Łukasza)

Itinerarium

UKRAINA TYLKO WSPÓŁCZUCIE

Sobota 22 stycznia 2022

Muszę pisać o Ukrainie i o wojnie. Oczywiście to nie powstrzyma działań rosyjskich agresorów. Jednak lepiej się czuję, kiedy rozumiem co nadchodzi, choć nie mogę zrobić niczego co by wyhamowało napęd wschodniego Niedźwiedzia.

Czytam dobre serwisy informacyjne, krajowe i zagraniczne, wiem, jaką pozycję wobec niemal już pewnej wojny (kwestia sporna dotyczy formy) zajmują Iran, Indie, Chiny, Turcja, Pakistan a nawet Uzbekistan. Boję się, że moje państwo – pomimo bezpośredniego sąsiedztwa z Ukrainą – podzieli stanowisko Unii Europejskiej. I czytam, że w „Unii Europejskiej są duże różnice między państwami, jeśli chodzi o ustalenie, co znaczy słowo agresja”.

To oczywiste, UE od dawna jest dobrze zorganizowanym klubem dyskusyjnym, złożonym jednakże – proszę wybaczyć – z politycznych impotentów. UE niewiele zrobi dla Ukrainy, najpierw, że niewiele może zrobić, dalej, że niewiele chce zrobić. W starciu z Rosją, UE przegrywa niemal walkowerem. Unia jest tłustym kotem, który chce dobrze jeść, pić, bawić się i spać. Papież Franciszek dobitnie wystrzelił chyba 8 lat temu, że Europa jest zmęczona i bezsilna jak bezpłodna babcia. W rachubach zachodniej Europy – do standardów której aspiruje i Polska – ważny jest tani gaz, nawet za cenę uzależnienia Ukrainy od Rosji. A kto wie, czy małe „pribałtkiki”, Litwa, Łotwa i Estonia, też nie można by przehandlować.

Oczywiście elity europejskie oburzą się na agresję Rosji, popłyną rezolucje, noty i insze dezaprobaty. Gaz jednak jest potrzebny, jak najtańszy. Co innego Rosja, jej przywódcy mają ideę, mogą – wraz z nimi cały naród – mniej jeść, krócej spać i rzadziej się bawić, byleby Rosja Była Znowu Wielka. W zwarciu Idei z Pustką, ta pierwsza zawsze wygrywa.

Na koniec, znowu historia. Bywały czasy, kiedy Władysław Warneńczyk  i Jan Sobieski, nie bali się potęgi osmańskiej Turcji. To było dawno, ale prawda.

Od kiedy jednak polska Solidarność spoczęła w grobie, pozostaje nam tylko Ukrainie współczuć. Do czasu, gdy Wschodni Niedźwiedź przypomni sobie, że Polska to tylko „bliska zagranica”.

Itinerarium