UKRAINA CZEKA

Obrazki z wojny

Z głównych doniesień medialnych rzadko dowiemy się o uczuciach i myślach ludzi zamieszkujących pod obydwu stronach Dniepru. Decyzje polityków, oświadczenia, negocjacje i szum, a niekiedy wręcz harmider medialny, zdają się kompletnie przesłaniać życiorysy ludzkie. Dla milionów kobiet i mężczyzn w Ukrainie, ta wojna – medialna, w cyberprzestrzeni i w konkretnych ostrzałach – wkroczyła w ich serca i zachowania.

Kapelan

Ks. Siergiej Dmitriew, prawosławny kapelan z polskimi korzeniami w jednym z batalionów przy granicy z Donbasem, stale przemierza stanowiska obronne ukraińskich żołnierzy. Rozmawia, rozgrzesza, błogosławi i pociesza. Dwa dni temu prowadził pogrzeb jednego z oficerów ze swojego batalionu, zresztą żołnierze giną codziennie, po jednym lub dwóch, wielkie media zainteresują się pewnie przy większych liczbach poległych.

Do Polaków wystosował właśnie prośbę o przyjęcie ok. 20 – tu młodych ludzi z małego przygranicznego miasteczka. Chodzi o … Nowy Jork, ukraiński Nowy Jork. Pod koniec XIX w. jeden z mieszkańców wówczas wioski znalazł się w Ameryce, odwiedził Nowy Jork, a po powrocie przekonał władze carskie, aby tak mianować swoją rodzinną osadę. Stalin zmienił w 1951 r. nazwę na Noworudsk, ale młodzież z miasteczka pod koniec ub. roku skutecznie powalczyła o przywrócenie pierwotnego brzmienia. I tak, paradoksalnie, młodzi Ukraińcy chcą – przynajmniej na jakiś czas – emigrować z Nowego Jorku, ukraińskiego.

Niepewność w Charkowie

Kristina mieszka i pracuje w Charkowie, największym ukraińskim mieście w pobliżu granicy z Rosją. Ma 26 lat, prowadzi mały biznes, i bardzo trzeźwo patrzy na obecną sytuację:

– Zawsze byłam za Ukrainą i żadne groźby nie zmuszą mnie do zmiany zdania. Dziś boję się, momentami odczuwam ogromny niepokój i panikę, do tego stopnia, że muszę wspomagać się środkami uspokajającymi. Boję się, ponieważ cała ta sytuacja wydaje mi się nierealna, ale jednocześnie możliwa we współczesnym świecie. Po przemówieniu prezydenta Rosji, że Ukrainę stworzył Lenin,  zdałam sobie sprawę, że on i ja uczyliśmy się zupełnie innej historii Ukrainy. Jak można przekształcić ją według własnego pomysłu? I nie rozumiem, jak niektórzy ludzie mogą w to wierzyć? Moje stanowisko to zjednoczona Ukraina ze wszystkimi jej granicami, bez wojny. Mam jedną prośbę do Rosji – my nie chcemy być “uratowani”, czuliśmy się dobrze, dopóki nie przybyliście na naszą ziemię.

Rosja to wróg

Oksana, z dużego Dniepro, też po wschodniej stronie rzeki Dniepr, ma 17 lat i dopiero rozpoczęła studia:

– Sytuacja w moim mieście jest spokojna, bez paniki. Moje najbliższe otoczenie jest obecnie proukraińskie, a to gwarancja oporu wobec  Putina we wszystkich możliwych przejawach.

Mamy teraz kolejną falę zachorowań na COVID, sama niedawno chorowałam. Jednak w wiadomościach i wśród ludzi tematem numer jeden jest wojna. W tej chwili pojawia się wiele fałszywych informacji. Mimo to jestem pewna, że Ukraina będzie Ukrainą!

Wyrazem jej uczuć jest koszulka z napisem – „Rosja to wróg”.

Osiem lat wojny

W zasadzie wszyscy Ukraińcy, z którymi rozmawiamy, przejawiają głębokie przywiązanie do swojej Ojczyzny, co stara się podważać moskiewska propaganda. W Kijowie, gdzie mieszka także 17-letnia Violetta, osiem lat temu uciekła wraz z rodzina z anektowanego przez Rosję Krym:

– Od 2014 roku Rosja okupuje moją krymską ojczyznę, podobnie jak wschodnią część Ukrainy. Ponad milion ludzi, w tym ja, zostało zmuszonych do opuszczenia swoich domów. Dlatego mieszkam teraz w Kijowie. Konflikt z Rosją zaczął się prawie 8 lat temu i nadal trwa. Od jakiegoś czasu Rosja dąży do eskalacji konfliktu wysyłając oddziały na nasze granice. To ma wpływ na wszystkich mieszkańców Ukrainy, na ludzi młodych, seniorów, dzieci, nie tylko w Ukrainie, ale także w Europie i na świecie. Pierwsza rzecz, jaka przyszła mi na myśl kiedy usłyszałam o dalszej inwazji Rosji, która może nastąpić w każdej chwili, była następująca: “Ani jednej ofiary więcej! My tego nie chcemy! Żaden Ukrainiec tego nie chce! Mamy tego wszystkiego więcej niż dość! Ponad 40 tys. osób poniosło śmierć w konflikcie rosyjsko-ukraińskim trwającym od 2014 roku. Tysiące zostało rannych, miliony musiało opuścić swoje domy, wielu nadal przeżywa traumę. Od kiedy doświadczyłam rosyjskiej “misji utrzymania pokoju” nie chciałabym jej widzieć ponownie. Nie chcę więcej widzieć cierpiących ludzi wokół. Wielu młodych Ukraińców podziela te odczucia. Od 2014 roku Ukraińcy zaczęli przywiązywać większą wagę do patriotyzmu, do mówienia tylko po ukraińsku, unikania języka rosyjskiego, troszczenia się o swoją ojczyznę. Ale teraz jeszcze więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę, ponieważ rozumieją powagę sytuacji i tego, że wszystkim nam grozi inwazja rosyjska. Dlatego wielu ludzi zaczęło spotykać się, by rozmawiać, co możemy zrobić, żeby zapobiec inwazji, żeby chronić naszą suwerenność, granice, pomóc naszej armii. Jak statystyki pokazują, ponad 60% Ukraińców jest w gotowości do stawienia oporu agresji ze strony Rosji i młodzi ludzie stanowią dużą część tej populacji. I mimo, że jesteśmy pełni obaw i niepokoju o nasz kraj w obliczu takiej sytuacji, nadal myślimy o sposobach, jak obronić naszą suwerenność, jak pomóc wojsku, jak wpłynąć na utrzymanie pozytywnego nastawienia w naszym kraju, co również jest bardzo ważne. Rozmawiam też o Ukrainie, Krymie, Donbasie i możliwej agresji ze strony Rosji z moimi zagranicznymi przyjaciółmi, żeby przeciwdziałać chaosowi informacyjnemu w mediach.

Mimo, że potrzebujemy wsparcia, żeby pokonać Rosję, to sami jesteśmy gotowi, żeby walczyć, żeby wykorzystać cały nasz potencjał, możliwości. Nie damy się zastraszyć. Nie chcemy tej wojny, ale jesteśmy gotowi by stawić jej czoła i bronić Ukrainy.

Dwie Olgi

Dwie Olgi, dwudziestoletnie studentki z Żytomierza, już po zachodniej stronie Dniepru, mówią o niezwykłej determinacji. Olga Gawryluk, studiuje sinologię w Kijowskim Narodowym  Uniwersytecie  Lingwistycznym:

– Mamy XXI wiek, a mam wrażenie, że wracamy w dawne czasy, kiedy ludzie tylko za pomocą wojny mogli rozwiązywać problemy. Nigdy za bardzo nie interesowałam się polityką i zawsze starałam się utrzymywać neutralność polityczną. Ale teraz zetknęłam się z sytuacją, gdzie ona ma olbrzymi wpływ na moje życie. Niepokój w kraju, dużo informacji z różnych źródeł i nie wiesz, komu warto zaufać. W firmie, w której pracuję, troszczą się o nas, więc zaproponowali wyjechać do innego państwa na razie na miesiąc. Zdecydowałam, że warto się zgodzić, więc mieszkam wkrótce w Warszawie. Martwię się o swoich rodziców i bliskich, którzy zostali w Ukrainie, ale wierzę, że wszystko będzie dobrze.

Druga Olga studiuje medycynę w Kijowskim Narodowym Uniwersytecie Medycznym  im. Oleksandra Bohomolca:

– Jak  mówią, młodzież – wieczny silnik postępu. Teraz jesteśmy młodzi, pewni siły, niestandardowych pomysłów, energii, inspiracji i pomysłów. Teraz chce się działać, pomagać ludziom, polepszać rzeczywistość oraz iść do przodu, przecież jesteśmy młodzi i możemy. W związku z wydarzeniami toczącymi się w naszym kraju, w duszy niechcący się zakrada niepewność. A co jeżeli…? A jak tak…? No….

Tak, możemy zostawić Ukrainę i pojechać ze swoimi pomysłami w poszukiwaniu lepszego miejsca do ich realizacji. Ale, działając tak, już nie będziemy tymi młodymi Ukraińcami, szczęśliwymi oraz inspirowanymi, którzy czerpią swoją siłę w ulubionych miejscach dzieciństwa, w oczach bliskich osób, w otwartości naszego narodu. Nie będziemy tymi ludźmi, którzy ze spokojną duszą zajmują się ulubioną pracą, oddając się jej w całości. Będziemy tylko małymi cząsteczkami gdzieś w innym kraju, szukającymi sposobu jak odzyskać wszystko to, co mieliśmy wcześniej – pewność w przyszłym dniu, spokój, swoją rodzinę. Znowu będziemy na początku, od zera, bez niczego. Po co nam to? Powiem, że nam tego nie trzeba.

I dodaje:

– Módlcie się za nas, my się nie poddamy. Na zdjęciach: ks. Siergiej, Kristina, Oksana, Violetta i dwie Olgi.

Współpraca – Ewa Pankiewicz, Halyna, Mariana Drahan.

Itinerarium

POLSKIE WSTYDY OLIMPIJSKIE

Wtorek 22 lutego 2022

Zakończona przed dwoma dniami olimpiada zimowa w Pekinie przyniosła dwie kompromitacje dla Polski, moralną i sportową. Moralną zafundował nam Prezydent, okazujący atencję i nisko kłaniający się szefowi komunistycznego (i krwawego) reżimu w Pekinie. Co za czasy, Prezydent narodu, który zapoczątkował upadek komunizmu w Europie, wzmacnia teraz największy reżim komunistyczny na świecie, naprawdę wstyd! O Ujgurów, zamykanych w obozach koncentracyjnych, upomniało się kilku sportowców w trakcie igrzysk, i jeśli już nasz Prezydent musiał lecieć do Pekinu, to mógł – pamiętając o losach Polaków w obozach koncentracyjnych w czasie ostatniej wojny – choćby przyganić chińskiemu tyranowi.

Druga kompromitacja to wyniki naszych sportowców, których jednak nie do końca winię, bo przecież robili, co mogli. W klasyfikacji medalowej wyprzedziliśmy m.in. Samoa, Ghanę i na przykład Cypr, kraje raczej na śnieg czy lód liczyć nie mogące (chyba, że sztuczny). Naszą ekipę wyprzedziło  z kolei przynajmniej 26 państw, wśród nich takie, których potencjał sportowy, ludzki i organizacyjny (sporty zimowe) jest dużo niższy niźli polski, np. Węgry, czy Belgia. Jeśli dodamy do tego równie słabe wyniki Polaków w sportach letnich w ub. roku (Tokio) oraz nieudane od prawie 40 lat występy piłkarzy, możemy śmiało mówić o kryzysie polskiego sportu.

Zastanawiam się dlaczego w czasach siermiężnej komuny, polscy piłkarze sięgali po medale na mundialach i olimpiadach, podobnie jak przedstawiciele innych dyscyplin, a dziś przy gigantycznych pieniądzach i olśniewających obiektach jest tak słabo, coraz gorzej. Pisałem już, przy okazji Tokio, że same pieniądze i stadiony nie wygrywają. W polskim sporcie, podobnie jak w innych sferach życia publicznego, dominuje jednak podejście monetarystyczne, ślepe zaufanie w sprawczą moc pieniędzy. Najnowszym przykładem tego błędu jest klapa 500 Plus, jako narzędzia do poprawy katastrofalnego stanu polskiej demografii. Podobnie od ponad 30 lat coraz więcej pieniędzy dosypywanych jest do służby zdrowia i edukacji, a stan obydwu sfer jest daleki od dostatecznego choćby.

Będę się upierał, że najważniejsi są ludzie, w przypadku sportu oprócz zawodników chodzi jeszcze o trenerów, wychowawców i instruktorów, w innych dziedzinach odważni i mądrzy zarządcy.

 I jest jeszcze duch, duch, który pozwalał Andrzejowi Szarmachowi tam wkładać nos (lata 70-te ub. wieku), gdzie bali się włożyć nogę. Ten polski duch ambicji i waleczności, mam wrażenie, że dogorywa w coraz bardziej rozleniwionych i spasionych polskich ciałach oraz ospałej i chwiejnej woli.

No, ale przecież mamy jeszcze Lewandowskiego, najlepszego piłkarza świata, powie ktoś w kontrze. Prawda, ale największy pożytek z tego faktu mają bawarscy Niemcy.

Itinerarium

BALLADA  O SZCZĘŚCIU NA DZISIAJ

Poniedziałek 21 lutego 2022

Tak, wiem, że pandemia się nie poddaje (nasz kraj przoduje w Europie pod względem ofiar śmiertelnych wskutek ciosów wirusa), że wciąż groźnie jest na Wschodzie, że Polski Ład na razie owocuje chaosem i że do wiosny jeszcze trochę. Błędem jest jednak odkładać szczęście na później, kiedy będzie ład, spokój i wirus odpuści. Wtedy powyłażą inne smuty i strachy.

W ostatnie noce podziwiałem pełnie księżyca (nad Lublinem), nie nuży się ten jasny gość na niebie, błyszczy, lśni, aż huczy swą ciszą absolutną. A ten wiatr, wiem narozrabiał w Polsce, ale ile się natańczył z drzewami, pohulał po ulicach, to jego! Też do karnawału ma prawo!

Zza miejskich drzwi raczej nie widzicie żurawi i gęgawych, które już  zagościły na Polesiu, a to prawda! Ja jeszcze od znajomych miłośników bocianów w Tanzanii i Kenii wiem na pewno, że one już miesiąc temu wystartowały na północ, czyli do nas, zdaje się, że te najodważniejsze potrzebują tylko trzech tygodni, żeby wylądować na nadwieprzańskich łąkach. Co do tubylczych sikor, kosów i kowalików, czynią już rejwach w całym mieście, brawo, brawo!

I przecież są ludzie, prawdziwa rewelacja, jedni pieką świeże chleby, inni wożą ostrożnie pasażerów, drogowcy już lepią dziury na szosach. A wszyscy są piękni, mają w sobie moc, a jak trzeba to powagę albo dowcip.

No i jeszcze dzieci, myślę o jednym  bardzo młodym uczestniku międzynarodowego zimowiska, które właśnie prowadzimy w Lublinie (patrz wcześniejsze wpisy). Otóż ten obywatel Białorusi teraz na emigracji w Polsce, zadziwił mnie bardzo. Uwielbia coca colę i za każdym razem, zanim otworzy butelkę, kilka razy potrząsa nią dynamicznie. Sami wiecie, co się dzieje wtedy po zdjęciu nakrętki, piana bucha na buzię i całe ubranie, co rozbawia malucha do rozpuku. Próbowałem mu tłumaczyć, że można inaczej, ale mnie wyśmiał. I tak sobie myślę, może ten urwis ma rację, a ja jeszcze nie nauczyłem się poprawnie otwierać butelek z napojami gazowanymi?

W każdym razie, jak czytam w Ewangelii, „Nie troszczcie się więc zbytnio o jutro, bo jutrzejszy dzień sam o siebie troszczyć się będzie. Dosyć ma dzień swojej biedy.”. Zatem, siostry i bracia, nie troszczcie się, jako i ja nie troszczę się – zbytnio!

Itinerarium

EWANGELICZNE SALCHOWY PROSZĘ BARDZO

Kazanie na 20 lutego 2022

7 Niedziela Zwykła

Miłość do nieprzyjaciół, dobro dla nienawidzących nas, błogosławieństwo dla tych, co nas przeklinają i modlitwa za tych, którzy psują nam opinię! No i jeszcze nadstawianie drugiego policzka. Aż chciałoby się rzec, Panie Jezu zlituj się! Czegóż Ty od nas wymagasz? Nie wystarczy, że nie kradniemy, nie zabijamy i chodzimy do kościoła?

Wielu z nas jeździ na nartach czy łyżwach, a już wszyscy chyba potrafimy zjechać na sankach lub worku wypchanym sianem, no ale nikt nam nie nakazuje jechać na łyżwach i wykonywać poczwórnego skoku w górę (salchow), jak to się udało 15-letniej Rosjance w Pekinie (na dopingu, zresztą). A wezwania z dzisiejszej Ewangelii przypominają coś podobnego. Może to jakiś pomysł, zostawmy te ekstremalne moralne wygibasy wyczynowcom, czyli świętym i cierpiętnikom. Fajna pokusa, ale w ten sposób można w ogóle unieważnić połowę Ewangelii.

Do świętych mi daleko, ale staram się zamieniać słowa Chrystusa w konkrety. I wychodzi mi tak – modlę się za tych, co mnie oczerniają (nie tylko w komentarzach tutaj), raz z powodu wezwania Chrystusa, dwa dlatego, że chyba nie umiem się mścić, trzy, bo szkoda mi czasu, mam co robić. Raz nadstawiłem policzek, ale po trosze należało mi się (okazji do drugiego ciosu nie miałem). Miłość i dobro dla wszystkich, głównie dla wrogów? Hm, a wiecie co, naprawdę to mi się udaje, raz faktycznie z powodu słów Chrystusa, dwa  z racji jakiegoś zrozumienia dla głupoty ludzkiej, która prowadzi do nieprzyjaźni i nienawiści. No i oczywiście także z powodu mnóstwa przeróżnych ciekawych zajęć, pochłaniających cały niemal budżet czasu, jakim dysponuję.

Mam też na koncie sporo bezzwrotnych pożyczek, nie rokujących oddania od początku, z tego powodu mam znacznie mniej na koncie bankowym, ba wiem, że wśród czytelników mogą tacy właśnie być, na serio!

Podsumowując, podwójne salchowy to nie jakaś tam sztuka dla nastolatek na dopingu, ale normalka dla odważnych i spokojnych ludzi, którzy mają dużo ciekawszych rzeczy do zrobienia, niźli użeranie się z wrogami. Uprzedzam jednak, że obecnie pieniądze – swoje i Wasze – wydaję na mieszkania dla uchodźców, obozy dla ich dzieci (patrz wczorajszy wpis) i na przygotowywanie noclegów dla sióstr i braci z Ukrainy, którzy zaraz tutaj, w Lublinie, się pojawią, na nic więcej na razie nikt mnie naciągnie raczej.

Na fotkach – dzieci uchodźców odpoczywające na naszym zimowisku, są w skansenie i na trampolinach (z nimi dwie wychowawczynie, jedna z Etiopii, druga z Tadżykistanu) oraz grono międzynarodowe, razem narodów było siedem, w Filharmonii, wspólnie z p. Zuzanną Dziedzic, wicedyrektor tejże instytucji, pani ta obdarowała nas gratisowymi zaproszeniami na symfonie Schuberta, rzęsiste brawa. Sam na koncert nie poszedłem, bo akurat robiłem opatrunki bezdomnym.

Ewangelia:

Jezus powiedział do swoich uczniów:

«Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie.

Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać.

Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie».

(Łk 6,27 -36)

Itinerarium

WIELKA RADOŚĆ NA MNOGIE JĘZYKI I WIARY

Sobota 19 lutego 2022

No i zaczęliśmy obóz zimowy, wypoczynkowy, trzydzieścioro dzieci i młodzieży, ale jakże niezwykłych! Mam za sobą już setki obozów, niektóre dobrze pamiętam. Na przykład taki, gdzie razem były dzieci polskie i czeczeńskie, jedne i drugie pobożne, ale polskich było więcej. Po kilku dniach te czeczeńskie wołały „O Jezu!” albo „O Matko Boska!” Na pewno nie był to efekt ewangelizacji, ale bezwiednie naśladowanie tubylców.

Obecny obóz jest chyba najbardziej niezwykły najpierw z racji składu uczestników, to dzieci i młodzież z Czeczenii, Iraku, Afganistanu i Białorusi. Wszystkie są dziećmi uchodźców, których obejmujemy wsparciem bądź w ośrodkach bądź już przebywających w naszych domach, których – przy Waszym wsparciu – użyczyliśmy przybyszom.

Językowo jest bardzo ciekawie, dzieci irackie mówią tylko po arabsku, afgańskie tylko w dari, białoruskie tylko po rosyjsku, czeczeńskie zaś po swojemu oraz … po polsku, bo już trochę chodzą do polskiej szkoły. Blasku dodaje kadra, w której oprócz polsko i anglojęzycznych kierowników oraz wychowawców, jest też wychowawczyni z Tadżykistanu, włada rosyjskim, angielskim, swoim ojczystym oraz – wedle jej przekonania – polskim. W moim zaś przekonaniu jest to raczej nieznany mi polski dialekt, ale niech tam, przecież wiem, że „dżem dobre”, to tradycyjne polskie powitanie. Druga wychowawczyni nie udaje, że mówi po polsku, za to przepięknie gaworzy w amharskim i tigrina, czyli w dwóch głównych językach etiopskich.

Religijnie mamy globalny dialog – szyici, sunnici, prawosławni, koptowie i katolicy, może kogoś pominąłem, przepraszam.

Ten obóz realizujemy we współpracy z Caritas Polska, która zaangażowała się finansowo w projekt zimowych wakacji dla dzieci uchodźców, wielkie brawa!

No i jeszcze o lubelskiej Filharmonii, ta wspaniała instytucja już po raz drugi ufundowała dziesięć gratisowych biletów dla uchodźców z Lublina, wielkie brawa! I dzisiaj, w sobotę, nasi goście posłuchają symfonii Schuberta, dla niektórych będzie to pierwsza wyprawa do świątyni muzyki. Skład tejże dziesiątki jest też wymowny – jedna dziewczyna z Zimbabwe, jedna z Tanzanii, jedna z Turcji, jedna z Etiopii, jedna z Białorusi, małżeństwo z Iraku (z małym, pięcioletnim urwisem), jeden Kenijczyk, jeden Hindus. Jakoś ich wszystkich ma odnaleźć w holu Filharmonii życzliwy profesor literatury z UMCS, nie wiem ile zna języków, ale wielkie brawo!

Pisząc to, nie mam zamiaru przechwalać się, rzecz w tym, że Pan Jezus przychodzi do nas w osobach bardzo różnych Przybyszów, staramy się ich przyjmować najlepiej jak umiemy. Panie Jezu, witaj w lubelskich progach, wielkie brawa dla Ciebie!

Zdjęcia – Aneta Serafin – Żukowska.

Itinerarium

DO WIADEREK SIOSTRY I BRACIA

Piątek 18 lutego 2022

Niepewne czasy stają się coraz bardziej niepewne, w naszej części świata – która zresztą jest dość marginalna z punktu widzenia wielkich potęg – do covidu i podwyżek wszystkiego dołącza jeszcze pomruk rosyjskiego niedźwiedzia, tym razem w osobie Putina (a wcześniej nosił imię Leonida, Józefa, Włodzimierza, a jeszcze dalej sięgając Piotra i Katarzyny). Zawsze w chwilach realnego albo tylko wyobrażanego sobie zagrożenia, mamy kilka wyjść.

Opowieść o tonącym statku teraz, wielka woda wlewa się na pokład, wybucha panika wśród załogi i pasażerów, co robić? Większość liczy na mądrość kapitana albo jego zastępcy i nic nie robi, jakaś część otwiera manierki z rumem i zapija, jedynie paru narwańców – z pozoru – bierze wiaderka, miski, konewki, dzbanki a nawet kubki i litr  po litrze wyrzuca słoną wodę za burtę, tam gdzie jej miejsce. Przychodzi ranek następnego dnia, o dziwo, statek płynie, większość budzi się z radością i pewnością, że ktoś zapanował nad tragedią, druga partia, ta od rumu, budzi się trochę później i także z radością, otwiera nowe butelki z rumem, tym razem czczą po swojemu ocalenie. I ta ostatnia grupka, narwańców z miskami i kubkami, o nich na końcu wpisu.

Pierwsze, podejście do trudnych sytuacji,  jakże często przyjmowane, polega na rezygnacji. Nic tu ode mnie nie zależy, na nic nie mam wpływu, co ja, mały człek zrobić mogę wobec pandemii, drożyzny i wielkiego niedźwiedzia, będzie co będzie i ma być. W ten sposób oddajemy wszystkie sprawy w ręce … No właśnie, w czyje? Tego nie wiemy – i czasem nawet wiedzieć nie chcemy – bo wszak nie sposób poznać sieci powiązań politycznych, gospodarczych i personalnych, które decydują o naszym losie.

Drugie podejście, z rumem w tle, dzisiaj też popularne, to ucieczka w świat nierealny. Owszem nadal zapewnia ją rum i jego wcale niemałe rodzeństwo, bardziej jednak dzisiaj wszelkie dragi (narkotyki), a najbardziej Internet. Tak, w Internecie można znaleźć miejsca bezpieczne, piękne i nie zagrożone przez wirusa, wielkie ceny i jakiegokolwiek niedźwiedzia, chyba, że w skórze instagramowej.

I trzecia kwestia, ci narwańcy, całą noc z miskami, wiaderkami i kubkami wylewali słoną wodę, gdzieś nad ranem zobaczyli, że morze się uspokaja, a wody na pokładzie jest coraz mniej, coraz mniej, w końcu gdy słońce wychynęło zza horyzontu łajba była już uratowana. Narwańcy krzyknęli Hurra! I pobiegli z tą wieścią do kapitana i jego zastępcy. O, cholera, jak to? Zastępca  szefa śpi w najlepsze, może ma cukrzycę? A sam kapitan właśnie opróżnia resztki sporego antałku z arakiem i wali się na koję, żeby w końcu trochę pospać.

Nie wiem, gdzie się odnajdujecie, pośród rezygnatów, uciekinierów czy może narwańców. Jeśli chodzi o mnie, to mam jeszcze kilka wiaderek, chętnie oddam w silne ręce, sam macham jednym wytrwale.

I jeszcze jedna rzecz, bardzo pewna. Kapitan ma w d/n … – tu proszę wpisać dowolną część ciała zaczynającą się do tych liter –  wielką wodę na pokładzie. Jego zastępca, jak się okazuje, jeszcze nie wie, gdzie jest ster.

Siostry i bracia, do wiader, misek, konewek i kubków! Sami, razem, damy radę!

Itinerarium

POLITYKA I NOKTURN CHOPINA

Czwartek 17 lutego 2022

Przy okazji wydarzeń w Ukrainie i wciąż niewiadomym scenariuszu w przyszłości możemy zobaczyć całą gamę postaw i zachowań przywódców światowych potęg, które w jakiś sposób odzwierciedlają kondycję ich narodów. Trochę uogólniając, ich reakcje przypominają irytację bogatych gości, którym ktoś nagle zakłócił smaczną kolację. Odstawiają na chwilę talerze i kieliszki i szybko decydują, że trzeba zaprowadzić spokój, bo nerwy mącą smaki potraw i napojów.

Wcale nie chodzi im o to, kto ma rację i gdzie jest prawda, za wszelką cenę należy sytuację uspokoić. Dawno rozstałem się z przekonaniem, że w polityce powinna panować moralność, choćby podstawowa, czyli umiejętność odróżniania dobra od zła i w związku z tym popieranie dobra a przeciwstawianie się złu. Moralność dawno umarła, ale przecież jest jeszcze przyzwoitość.

Wiem, narażę się teraz na krytykę, ale pierwszym kogo muszę tu wymienić w gronie odstępców od moralności i przyzwoitości, jest Prezydent mojej Polski, który kłaniał się szefowi chińskiej dyktatury, a ten przecież ma na sumieniu egzekucje Ujgurów i Tybetańczyków, żeby tylko te zbrodnie wspomnieć. Argument podnoszony przez słabych doradców Prezydenta, że poleciał dopingować naszych olimpijczyków, to już kpina, a widać to po wynikach naszych czempionów, zanosi się, że będziemy mieli najgorszy rezultat od igrzysk w Nagano (1998), gdzie nie zdobyliśmy nic z medali, potem zawsze przynajmniej po dwa, w Pekinie mamy jeden. Ten sam sukces odnotowaliśmy za Gomułki we włoskim Cortina d’Ampezzo, 1956. Doszliśmy zatem do poziomu z czasów ciemnej komuny, do r. 1972  (Sapporo), tam mieliśmy jeden medal, ale złoty Wojtka Fortuny. Aż chce mi się napisać, Duda don’t cheer!”, w wolnym przekładzie – „Nie dopinguj!”

Jeszcze mniej przyzwoitości mają Niemcy, uosabia to zachowanie ich byłego kanclerza, Gerharda Schroedera, obecnie pracującego dla Putina (co za czasy!) za duże pieniądze. Ów niemiecki gość każe Ukrainie siedzieć cicho i widzi w Putinie same cnoty. Gerhard potrzebuje rubli, zamienianych potem na koreańskie wony, naprawdę? Naprawdę, bo musi płacić wysokie odszkodowanie pewnemu Koreańczykowi z południa, któremu poderwał żonę i uczynił ją swoja piątą z kolei małżonką. Koreańskie prawo jest surowe, zabrałeś mi żonę, to płać! I Schroeder płaci, zarabiając u Putina i gnojąc Ukrainę, ciekawe czasy.

Prezydent Francji zapomniał pewnie, że jest potomkiem Napoleona czy choćby de Gaulle i wyznawał w Moskwie uznanie i szacunek dla kremlowskiego satrapy. Można mu przyznać, że znakomicie wcielił się w rolę pudelka, zwanego w historii francuskim pieskiem. Poszczeka, poszczeka a potem pójdzie do miski z łakociami.

Jeszcze inni wielcy przywódcy trzymają się chyba zasady – „No, cóż, to tylko wojna!” Sprzedamy więcej broni, samolotów, czołgów i armat, zarobimy i po sprawie.

I jest jeszcze Ukraina, rzadko się wzruszam, ale łzy miałem i w duszy i w oczach. Oto i powód.

 Larisa jest utalentowaną skrzypaczką, ma dopiero 23 lata, skończyła konserwatorium w Odessie, teraz studiuje na renomowanej Akademii Muzycznej w Kijowie. Marzy, aby wykonywać wielkie sonaty czy koncerty na swój ulubiony instrument. Dwa lata temu, już w Kijowie, wpadła na pomysł, jak może swoim darem służyć Ojczyźnie. Namówiła koleżankę, pianistkę, złożyły w jednym z domów pogrzebowych smutną ale i wzruszającą ofertę. Jeśli ginie kolejny żołnierz w Donbasie, a rodzina się zgadza, przychodzą i wykonują nokturn Cis minor Chopina, głęboko oddający smutek i żal po kimś kto odszedł. Ostatnio znowu zaczęły ćwiczyć intensywniej.

Zdjęcie z Internetu.

Itinerarium

ŻEGNAJ UKRAINO

Środa 16 lutego 2022

Jestem sercem, duszą ale i ciałem, za Ukrainą. Jeśli czytacie więcej moich wpisów, wiecie to dobrze. Oczywiście, nie jestem prorokiem i nie wiem czy ruskie tanki podjadą tylko pod Charków czy może aż pod Lwów, o ile w ogóle podjadą, bo przecież dziś bodaj najważniejszą strefą wojenną jest Internet. A za jego pomocą można przecież rozwalić wszystko, banki, kolej, przesyły gazu i prądu oraz wszystko inne.

Od prawie trzydziestu lat uczestniczę w czymś co nazywam „wtórną solidarnością”, tzn. próbuję, wraz z tysiącami znajomych i przyjaciół jakoś łagodzić to, w czym kompletnie zawiodła „pierwsza solidarność”. Nikt – ani z NATO ani z jakiejkolwiek postaci Unii Europejskiej – nie powstrzymał najpierw rzezi bośniackich muzułmanów dokonywanej przez Serbów (Srebrenica), ludobójstwa Huti na Tutsi (Rwanda), brutalnej eksterminacji Czeczenów po ich zrywie ku niepodległości, uciskowi Ujgurów w Chinach i rdzennych Tybetańczyków tamże. Żadne NATO ani żadna Unia, nie zapobiegnie krwawej sile z Moskwy w przypadku Ukrainy.

Pozostanie nam, organizować charytatywną pomoc, tak, jak robimy to od trzydziestu lat, dla Bośniaków, Tutsi, Gruzinów, niedawno dzielnych Białorusinów i teraz dla sióstr i braci w Ukrainie.

Droga Ukraino, żegnaj. Przyjmiemy tutaj Twoich uchodźców, do Ciebie wyślemy transporty z lekami i namiotami, dorzucimy też konserwy. Ale nikt z nas, ani z NATO ani z Unii, nie będzie za Ciebie umierał. Walcz dzielnie!

Na zdjęciu – Lwów, mogiła jednego z ukraińskich żołnierzy poległych w Donbasie.

Itinerarium

CZAS WYBORÓW ZASADNICZYCH

Wtorek 15 lutego 2022

Jeszcze do niedawna byliśmy, nawet i dzisiaj trochę jesteśmy, w strefie Wyborów Pstrych i Błahych, narzuconych nam przez bezmyślny pęd ku Zachodowi. Co by tu zjeść na kolację? Włoską pizzę, gruziński szaszłyk czy też meksykańskie burrito? I gdzie by tu czmychnąć na tydzień? Kreta, Baleary a może Azory? Hm, dylematy nie proste. A jak już jechać, to skodą, dawniej czeską, jakimś włoskim badziewiem z Turynu czy też japońskim suwem?

Ileż czasu, energii i pieniędzy kosztują nas te zabawy w szczęśliwych ludzi? Przecież, o zgrozo, ci bardziej szczęśliwi, zajadają serek z Krasnegostawu (plus szczypiorek), byczą się w koślawych domkach nad Piasecznem pod Lublinem, gdzie zamiast homarów mają watahy komarów i jeżdżą tam w golfach serii jeszcze trzeciej albo nawet na rowerach bez migotających światełek.

Nie wiem czy pandemia – która ma się dobrze i jakoś nie słucha wezwań ministrów, żeby się skończyć – oraz to, co nadchodzi ze Wschodu od Putina, przesunie nas wreszcie w Strefę Wyborów Ważnych. Wyborów pomiędzy strachem a męstwem, pomiędzy solidarnością a Azorami, pomiędzy dobrem a kolejnym winem z Ligurii, pomiędzy miłością a niskoemisyjnym cudem z logiem Peugeot, na przykład.

Nadeszła era Wyborów Zasadniczych, ale nie ja to głoszę, tylko sam Pan Bóg:

Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście.  Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, pełniąc Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.  Ale jeśli swe serce odwrócisz, nie usłuchasz, zbłądzisz i będziesz oddawał pokłon obcym bogom, służąc im –  oświadczam wam dzisiaj, że na pewno zginiecie, niedługo zabawicie na ziemi, którą idziecie posiąść, po przejściu Jordanu.  Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo,  miłując Pana, Boga swego, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego; bo tu jest twoje życie i długie trwanie twego pobytu na ziemi, którą Pan poprzysiągł dać przodkom twoim: Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. (Biblia, Księga Powtórzonego Prawa, 30).

Itinerarium

MIŁOŚĆ Z WIATREM NIE PRZEMIJA

Na Walentynki 14 lutego 2022 poniedziałek

Przy ulicy Pstrowskiego w Lublinie był kiedyś taki punkt sprzedaży biletów do wszystkich kin w mieście i tam właśnie odstałem w kolejce chyba ze dwie godziny. Po to, aby obejrzeć, a jakże, „Przeminęło z wiatrem”, prawie cztery godziny przed ekranem i żadna część ciała nie rwała się do protestu. No, ale Pstrowski i kino Kosmos, przeminęły z wiatrem, choć może kino akurat z deweloperem. Tak, to przeminęło, ale czy może i to, co jest w „Przeminęło z wiatrem” najpiękniejszego, także nie przeminęło z wiatrem?

Piszę w Walentynki, świadom, że wiele rzeczy się zmieniło i że mogę w związku z tym mylić się. Stawiam więc nieśmiało tezę, że dzisiaj miłość jest mniej wierząca niż kiedyś, że stała się bardziej wykalkulowana, mniej chce ryzykować i jakby stawała się nieobecna. Może silniejsze są pieniądze, zabawa i cwałująca nietrwałość?

Zacząłem to obserwować pod koniec poprzedniego wieku, była taka historia, że przyszła para ślub zgłosić, ona prawie pani mecenas, on rokujący ekonomista, wszystko podpisali i w ogóle byli śliczni. Tylko potem pani mecenas wypaplała koleżance, a ta następnej, aż i do mnie doleciało, że, „To pierwszy mój ślub”. Tak też i było. Wyczuwałem, że kończą się czasy „Ty i tylko Ty i nikt inny”.

Przy czym, zaznaczam, że znam takie sytuacje, kiedy ta pierwsza miłość była niemiłością, a druga – i za nią ślub drugi – jest i większa od pierwszej i pełna szczęścia.

Może też ze względu na upływające lata, przekonuję się, że każda  miłość jest najlepszym śladem do Pana Boga. Bo czytam i wierzę:

 Umiłowani, miłujmy się wzajemnie,
ponieważ miłość jest z Boga,
a każdy, kto miłuje,
narodził się z Boga i zna Boga.
 Kto nie miłuje, nie zna Boga,
bo Bóg jest miłością. (1 J 4).

I na koniec historia bardzo prawdziwa, z ul. PKWN w Lublinie, notabene też z wiatrem przeminęła ta ulica i stała się znów Głęboką. Tam to się działo, może w dwa lata po filmie, nie dalej.

Bohater, Stanisław, jest dziś szefem poważnej organizacji, obywatelem cieszącym się w Lublinie „uznaniem i poważaniem”, i słusznie. Ma w swojej historii miłość czerwcową. Najpierw było Zakochanie, banalna historia. Niebanalna dlatego, że Alicja nijak i niczym nie dawała się przekonać do wzajemności. Mieszkała z koleżanką na stancji, na drugim piętrze w bloku, gdzie wszyscy bardzo interesowali się wszystkimi, poza samymi sobą.

Stanisław deklarował swoje najgorętsze uczucia przez wiele miesięcy, zapraszał do kina i teatru, pisał i wysyłał listy, podrzucał upominki wprost i przez znajomych, wyciągał dziewczynę na spacery, zwierzał się z najskrytszych marzeń, tworzył wiersze i poeme en prose. I nic. I nic!

Jednego wieczoru, po kolejnym odrzuceniu, Stanisław wracał do domu, w nastroju zbitego psa. Po drodze mijał wielki miejski klomb z różami. Poszedł do kumpla, pożyczył duży stołowy nóż, skosił na klombie wszystkie kwiaty, na pewno ponad dwieście. Wracał na klatkę schodową kilka razy, aby przetransportować róże. Pięć zatknął za klamką, a resztę ułożył na schodach od drzwi Alicji aż po parter, długi łańcuch czerwonych, pełnokrwistych róż. Skończył swoją ciężką pracę około pierwszej w nocy. Nacisnął trzy razy dzwonek do mieszkania i poszedł sobie.

Alicja z koleżanką przez dwie godziny zbierały kwiaty. Do wazonów, misek, słoików, w końcu umieściły je też w dwóch wiadrach, zlewozmywaku i wannie. Sąsiadki z piętra obudzone hałasem miały temat do gawędzenia aż do listopada.

No jak się to skończyło? Oglądaliście oryginalne „Przeminęło?”. No to już wiecie!

Itinerarium