U znajomego w samochodzie zauważyłem jakieś ozdobne zawiniątko, zapytałem, okazało się, że to prezent na Mikołajki. Nie otwierał nawet, stwierdził, że nie ma tam nic ciekawego, ot, ktoś 6 grudnia wręczył mu, bardziej z obowiązku niż z jakiegokolwiek innego powodu.
Tak chyba jest, pomyślałem, cenimy tylko to, co otrzymaliśmy z miłości. Będziemy sobie dawać różne prezenty świąteczne. I na pewno wyczuwamy, czy w skrzących się opakowaniach dołożył ktoś choć trochę tego absolutnie bezcennego „czegoś”. Miłości, która nadaje sens najmniejszym upominkom, a jeśli jej brak, to nawet nie ma sensu rozpakowywać pudełeczek. Bez miłości i tak są puste.


