Sobota 24 kwietnia 2021
Niedawno jedna z moich znajomych opowiadała mi, że podczas spaceru w lesie wybiegł jej naprzeciw pies, wyglądał groźnie, więc szybko uzbroiła się w dużego kija. A ów groźny pies naraz stanął, nastroszył słuchy, po czym czmychnął w leśną ścieżkę. Znajoma pogmerała w pamięci i przypomniała sobie, że tak wygląda zając.
Miasta zabijają w nas zdolność współodczuwania z naturą, co najwyżej traktujemy ją jako kolejny łup dla naszych aparatów w smartfonach. I przez to wiele tracimy.
Dość często udaje mi się cieszyć razem z ziemią i niebem, szumieć wraz z szumiącym morzem, weselić z polami, najchętniej z łanami jęczmienia. Lubię także podglądać jak radują się leśne drzewa. A jak zasiadam prawie u źródła jednej z moich ulubionych rzeczek, to faktycznie słyszę jak ona klaszcze w dłonie. Zdarzało mi się również słyszeć rozradowany głos gór, najpiękniej pod Zawratem. To, o czym piszę, wiedział już autor psalmów 96 i 98, w zasadzie powtarzam jego słowa.
Natura ma nam wiele do opowiedzenia, do obdarowania. Nie wolno tylko jej napadać, rozszarpywać aparatami i prześlizgiwać się oczyma zza szyb klimatyzowanych samochodów. W polach, rzekach, kwiatach, drzewach i nawet w komarach, jest obecny Boży Duch. On chce się nam udzielać, przenikać nas pokojem, harmonią, pięknem i bezmiarem.
Bardzo namawiam każdego z was – pozwólcie się wrazić przyrodzie. Wrazić, czyli, żeby to ona do was wniknęła, zawładnęła zmysłami i wessała się w duszę. I to wszystko jest możliwe nawet przy rabatce z bratkami na balkonie, w ogródku z przylaszczkami, przy rowie z mniszkiem lekarskim. A jeszcze bardziej nad jakimś żwawym strumykiem albo wśród karłowatych olch przy najbliższym bagienku. Niech się nam wszystkim udziela Boży Duch Stworzenia.
I jeszcze załączam pozdrowienia od zaprzyjaźnionego zimorodka znad Czerniejówki w centrum Lublina.


