NA KOTLECIE Z GŁODNYMI

Czwartek 15 kwietnia 2021

Od czasu do czasu zdarza mi się, że zjadam na kolację talerz zupy razem z osobami bezdomnymi czy głodnymi. Od czasu do czasu, bo jak widzę, że chętnych jest wielu to powstrzymuję się. Jeszcze przed pandemią udało mi się zaprosić grupkę bezdomnych panów na późny obiad do prawdziwej restauracji. Początkowo myślałem, że sam zrobię im obiad, ale pomyślałem, że jajecznica i herbata – na tym się jako tako znam – to słaby obiad. Zatem była restauracja, było menu z kilkoma zupami do wyboru, znakomitymi drugimi daniami i nawet deserami. Moi goście wybierali co chcieli, celowali w potrawy duże i konkretne, czyli kotlety, udźce i drobiowe piersi. A wszystko to podawały młode i sympatyczne panie kelnerki, przekazujące kucharzowi wyrazy uznania dla jego dobrej roboty.

No dobrze, teraz wyjaśniam, dlaczego o tym piszę. Kilka miesięcy po wspomnianym obiedzie czytam w Ewangelii (św. Łukasza, rozdz. 14): „Gdy wydajesz obiad albo wieczerzę, nie zapraszaj swoich przyjaciół ani braci, ani krewnych, ani zamożnych sąsiadów, aby cię i oni nawzajem nie zaprosili, i miałbyś odpłatę. Lecz kiedy urządzasz przyjęcie, zaproś ubogich, ułomnych, chromych i niewidomych.  A będziesz szczęśliwy, ponieważ nie mają czym tobie się odwdzięczyć.”

No dobrze, nie piszę o tym dlatego, żeby wam pokazać jaki jestem fajny i dobry, bo wcale taki nie jestem, wszyscy moi znajomi chętnie to potwierdzą. Piszę dlatego, żeby wam powiedzieć, że co rusz odkrywam, że Ewangelia jest „do zrobienia”, a nie tylko „do słuchania”. Trochę mi się udaje przekładać Ewangelię w fakty z życiorysu.

Piszę to też dlatego, że tak widzę przyszłość Kościoła i chrześcijaństwa. W przejściu od gadania i słuchania do robienia, do konkretnego zamieniania najpiękniejszej Księgi w proste fakty życia.

Na zdjęciu akurat nalewam  zupę, to też idzie mi nieźle …

Itinerarium

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.