Przejeżdżałem przez centrum Lublina i zauważyłem leżącego na chodniku człowieka. Poszukałem miejsca parkingowego i podbiegłem do niego, ale już były tam dwie młode panie. Jedna zaraz mnie rozpoznała, okazuje się, że była kiedyś wolontariuszką, zdążyła już zadziałać, zadzwoniła po pogotowie, ustaliła, że człowiek żyje. Po czym z dumą oznajmiła – „Nie na darmo byłam w wolontariacie, wiem, co trzeba zrobić!”
Dzisiaj o karetkę byłoby zapewne trudniej, o narastających problemach służby zdrowia wiemy wszyscy, trwożymy się czy nie nastąpi załamanie całego sytemu. Niektóre szpitale apelowały już o wolontariuszy, tak samo domy pomocy społecznej.
Ja apeluję o tworzenie Ochotniczej Służby Zdrowia i wiem, że już taka zaczyna funkcjonować. Myślę o samopomocy na rzecz zdrowia. Niemal każdy z nas zna na pewno dobre (często domowe) sposoby przeciwdziałania przeziębieniom, katarom, bólom zatok, grypom i chrypom. Sam korzystam – skutecznie – z wielu porad moich znajomych. Zamiast porannych plotek, można podzielić się wiedzą o swoich specyfikach, o działaniu czosnku, arniki czy naparu z lipy. Zaręczam, że w każdym środowisku znajdzie się osoba (częściej są to panie) z doświadczeniem i wiedzą, chętna do porad. Zanim wynaleziono antybiotyki (syntetyczne), ludzie jakoś się leczyli, a wiedza o takich sposobach często przekazywana jest w ustnej tradycji. Drobne usługi pielęgnacyjne potrafi zrobić prawie każdy.
Samopomoc na rzecz zdrowia, w którą już na pewno każdy może teraz się zaangażować to poprawianie nastroju. Grozi nam epidemia egoizmu, agresji i strachu. A samopomoc nieść może życzliwość, zrozumienie, pokrzepienie, spokój i wsparcie. Tak zaopatrzony człowiek od razu będzie czuł się lepiej.
Ze zrozumiałych względów na lekarzy będziemy mogli liczyć coraz mniej. Dużo jednak możemy zrobić sami.


