Próbowałem niedawno powstrzymać pewną panią od wyzywania i mszczenia na kilka osób, tłumaczyłem, że przekleństwa, bluzgi i wulgarne komentarze nie przystoją osobie kulturalnej. Pani przyznała się też, że jak najbardziej wierzy w Boga i do kościoła chodzi.
Wtedy przypomniałem jej, że w katechizmie są grzechy główne i szósty z nich to gniew, a grzechy główne niszczą moralność i duchowość.
Pani, po krótkim namyśle, odpowiedziała, żebym się odczepił, bo to, co ona robi, to nie gniew tylko „ekspresja osobowości”. A poza tym te „grzechy główne to się chyba w średniowieczu skończyły”. Na początku mnie zamurowało, bo słowa, k …, ch … i podobne nie najlepiej świadczą o sensownie ukształtowanej osobowości.
Pani pozostała przy swoim zdaniu, a ja myślę, że to świetna diabelska sztuczka. Gniew, który przebiera się za „ekspresję osobowości”, zwalnia z jakichkolwiek ograniczeń, przecież dbać trzeba o swoją osobowość. I nie można jej tłamsić średniowiecznymi normami (sprawdziłem, grzechy główne nadal są w katechizmie).


