IGŁĄ KILOFEM I MYŚLĄ BOŻE KRÓLESTWO

Poniedziałek 30 lipca 2018 Jezus widział ziarna gorczycy, wróble i lilie, były Mu bliskie, z nich tworzył opowieści o Królestwie Bożym. Podobnie wskazywał, że możemy Go znaleźć w dzieciach, głodnych czy chorych.  Dużo pracował, był rybakiem, pasterzem, cieślą i najmował się do zbioru winogron.

Teilhard de Chardin, jeden z moich ulubionych mistyków pisał, że stale jesteśmy w środowisku Bożym: „On jest w jakiś sposób w mym piórze, w mym kilofie, w mojej igle, w mym sercu, w mojej myśli … Bliskość naszego zjednoczenia z Nim zależna jest od rzetelności z jaką wykonujemy nawet najskromniejszą pracę”. To bardzo trafne rozwinięcie myśli św. Pawła – „Przeto czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie” (1 Kor 10,31).

Dlatego raźnie i ochoczo weźcie się do pracy, proszę nie gderać że za gorąco (kombajniści, oblepieni potem i kurzem, parskają śmiechem na takie dictum). Nie tylko pracujemy, budujemy Boże Królestwo. Tu nie może być fuszerki i bylejakości. Powodzenia, umiłowane siostry i bracia umiłowani.

 

Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:

«Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, większe jest od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki podniebne przylatują i gnieżdżą się na jego gałęziach».

Powiedział im inną przypowieść: «Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło».

To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: «Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata».

(Mt 13,31 – 35)

Itinerarium

NAKARM GŁODNYCH PO KAZANIU

Kazanie na 17 Niedzielę Zwykłą 29 lipca 2018 Dziś będzie kazanie z zajęciami praktycznymi. Przez wiele lat w scenie rozmnożenia chleba i ryb moją uwagę przykuwał fenomen nakarmienia pięcioma chlebami jęczmiennymi i dwoma rybami pięciu tysięcy ludzi. I na dodatek te ułomki (pozostałości), dwanaście koszy.

Dzisiaj rozumiem, że nie w tym klucz sprawy. Klucz w tym, że Jezus zaczął rozdawać! Sceptyczni – jak zwykle – byli Jego współpracownicy, w tym przypadku Filip i Andrzej. Jezus pominął skrzeczenie Apostołów i zaczął rozdawać, zaczął działać, pomimo zdawałoby się niemożliwości. Stąd nauczyłem się, że chrześcijanie powinni wyeliminować ze swojego słownika pojęcia typu: „To niemożliwe”, „Nie uda się”, „Nie dam rady”. Są one jedynie świadectwem braku wiary i wyobraźni. Jeśli cokolwiek wydaje ci się niemożliwe, zacznij działać, spróbuj, weź się do roboty, nie skamlaj i nie zrzędź. Zacznij działać. Stosując tę zasadę, udało mi się zrobić – we współpracy z innymi – wiele dobrych i mądrych rzeczy.

I przechodzę do zajęć praktycznych. Znam wielu ludzi głodnych w Lublinie (najczęściej z własnej winy, ale głodnych). Kilkanaście razy czułem się bardzo źle, kiedy przy rozdawaniu posiłków dla bezdomnych zabrakło nam chleba. Niestety, nie posiadłem sztuki rozmnażania go (jeszcze). W lipcu i sierpniu w weekendy lubelscy bezdomni nie mają szansy na posiłek. Od kilku dni zbieramy – poprzez Centrum Wolontariatu, przy którym działa Gorący Patrol (grupa ponad 60 wolontariuszy pomagających bezdomnym) – pieniądze, aby w soboty i niedziele nakarmić przynajmniej 100 bezdomnych. Dla każdego chcemy kupić chleb i konserwę, które razem kosztują pięć (5) złotych. Rozdajemy to w weekendowe wieczory w pobliżu dworca PKP. Moi mądrzy młodzi przyjaciele zrobili tzw. akcję na FB – https://pomagam.pl/bobylemglodny – tam, klikając, możecie wykupić jeden chleb i jedną konserwę dla głodnych i bezdomnych. Za pięć złotych. Tam mamy już 1585 złotych, czyli jak wylicza Internet 31%, a potrzeba 5 000.  Możecie także zrobić to klasycznie przelewem

Stowarzyszenie Centrum Wolontariatu

  1. Jezuicka 4 20-113 Lublin Bank PKO S.A. V oddział w Lublinie
    64 1240 1503 1111 0000 1753 2101

Z dopiskiem – Darowizna na cele statutowe – pomoc bezdomnym.

W ogóle wszystkie kazania powinny mieć dodatek w postaci zajęć praktycznych.  To dzisiejsze wynika z Ewangelii, jaką właśnie czytamy – patrz poniżej.  Zdjęcia pochodzą z zimowej akcji rozdawania posiłków dla bezdomnych na lubelskiej starówce. Amen.

 

LITURGIA SŁOWA

 

 

Jezus udał się na drugi brzeg Jeziora Galilejskiego, czyli Tyberiadzkiego. Szedł za Nim wielki tłum, bo oglądano znaki, jakie czynił dla tych, którzy chorowali.

Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha.

Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: «Gdzie kupimy chleba, aby oni się najedli?» A mówił to, wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co ma czynić.

Odpowiedział Mu Filip: «Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać».

Jeden z Jego uczniów, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: «Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?»

Jezus zaś rzekł: «Każcie ludziom usiąść». A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy.

Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami, rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: «Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło». Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, pozostałymi po spożywających, napełnili dwanaście koszów.

A kiedy ludzie spostrzegli, jaki znak uczynił Jezus, mówili: «Ten prawdziwie jest prorokiem, który ma przyjść na świat». Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę.

 

Itinerarium

JAK OJCIEC LUDWIK WYPRAWIŁ LUBLIN NA JASNĄ GÓRĘ

Sobota 28 lipca 2018 Jak byłem młodym księdzem, to wydawało mi się, że era odpustów i pielgrzymek już przeminęła – wspomina początki swojego pielgrzymowania o. Ludwik Wiśniewski, pomysłodawca pierwszej powojennej pielgrzymki z Lublina na Jasną Górę –  Wiedziałem, że chodzi jakaś pielgrzymka z Warszawy do Częstochowy, ale to głównie starsi panowie, starsze panie. Tymczasem na naszych zjazdach duszpasterstwa akademickiego  okazało się, że tworzą się grupy młodzieżowe. Najpierw powstała grupa siódemka „eMka” z młodzieżą grup średnich, a w r. 1967 stworzyła się też pielgrzymkowa grupa akademicka. To była „siedemnastka”. Dotychczasowych grup było już szesnaście, więc nasza była siedemnasta – akademicka. Ja wychodziłem z założenia, że jeśli coś w Polsce ciekawego się dzieje, to trzeba wziąć w tym udział. I wziąłem. Po raz pierwszy na pielgrzymkę poszedłem z młodzieżą w 1971 roku z Gdańska. Powiedziałem sobie, że będę krytycznie patrzył na tę wędrówkę. I trzeciego dnia nawróciłem się. Stwierdziłem, że jest tu jednak coś. Od tamtej pory chodziłem na pielgrzymki przez dwadzieścia lat. Ta pielgrzymka z Gdańska była ogromna. Tworzyli ją ludzie z całej Polski. W końcu stwierdziliśmy, że nie da się iść w takim tłumie i że podzielimy się na dwie grupy. Ale ludzi wciąż było dużo, ostatecznie powstały trzy grupy. Ja zostałem przewodnikiem jednej z nich. Przez wiele lat chodziłem z tą grupą, ale w pewnym momencie stało się to uciążliwe. Dwadzieścia kilka tysięcy ludzi puszczonych jedną drogą, ogromny tłum i wtedy pomyślałem – może warto by pójść z Lublina?

O początkach lubelskiego wędrowania do Matki Bożej na Jasnej Górze piszę w najnowszym wydaniu Niedzieli – http://lublin.niedziela.pl/artykul/138224/nd/40-lat-temu-Lublin-wyruszyl-na-Jasna-Gore

Wyczytacie tam, jak o. Ludwik zjeżdżał na pupie z Łysicy. I jak omal nie oślepł z powodu żurku. Dołączam – w wersji na FB – trochę zdjęć, wypożyczyłem je od Małgosi i Krzysztofa Żórawskich oraz ks. Grzegorza Franaszka.

O pielgrzymce nie piszę w celu agitacji, w r. 1979 poszło z Wąwolnicy (dopiero za rok z Lublina) trochę ponad 100 pątników, w roku 1989 już prawie 6 000, w ubiegłym roku niespełna 2 000. Trzeba poczuć w sobie pragnienie drogi. My, którzy poszliśmy – pieszo, bo na rowerach czy koniach to lipa – wiemy, o czym mowa, idziemy jak Abraham i nastoletni Pan Jezus do Jerozolimy. Z Lublina w tym roku start nastąpi w piątek 3 sierpnia.

Itinerarium

PAN WAS PODTRZYMUJE

Piątek 27 lipca 2018 W czasie Mszy Świętej recytowanej, bez śpiewów, liturgię otwiera tzw. Introit. Jest to zwykle werset z psalmu, po nim następuje znak krzyża i „Pan z wami”. Introit ma dwie przewagi nad „pieśnią na wejście” – czyli tę śpiewaną przez organistę jako pierwszą. Po pierwsze na pewno odnosi się do tekstu Pisma  Świętego (czego nie da się powiedzieć o niektórych kompozycjach odgrywanych w kościołach). Po drugie nie da się go – dzięki recytacji – zafałszować, co zdarza się niejednokrotnie w przypadku pieśni.

Introit na dziś, zaczerpnięty z psalmu 54, brzmi: Oto mi Bóg dopomaga, Pan podtrzymuje me życie. Będę Ci chętnie składać ofiarę  i sławić Twe dobre imię.

Pan podtrzymuje me życie. Podtrzymuje! Dobrze te słowa rozumieją ludzie pracujący ciężko, zdolni wyczuć, że ich życie nie zależy tylko od nich, że w głębi ludzkiego działania jest ukryty Bóg. Tak ukryty, że potrzeba dopiero odważnego wglądu w siebie samego, aby to odkryć.

Siostry i bracia, Pan was podtrzymuje!

  1. Wpis z dnia 26 lipca, z wczoraj, brzmiał krótko – Szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę, powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło ujrzeć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli. I był fragmentem Ewangelii św. Mateusza, nie wymagającym komentarza.

 

Itinerarium

ŁOSIE SŁABO ZNAJĄ PRZEPISY DROGOWE

Środa 25 lipca 2018 Świętego Krzysztofa

Jak zauważyliście, ostatnio pisuję o świętych, miałem już zaprzestać, ale dziś patronują nam dwaj znakomici święci, Jakub Apostoł i Krzysztof. Może ten drugi jest nawet nam bliższy z racji opieki nad kierowcami.

Ponieważ przejechałem już ponad milion kilometrów, bez ani jednego wypadku (i oby tak dalej), pokuszę się o kilka refleksji a może i nawet rad, w dniu św. Krzysztofa.

Zawsze zwalniam przed przejazdami kolejowymi, nawet jak rogatki są podniesione. Zakładam, że nie wszyscy dróżnicy są abstynentami i niektórym zdarzało się popić, nie opuścić szlabanu na czas.

Jadąc drogą z pierwszeństwem przejazdu uważnie patrzę, co robią dojeżdżający z podporządkowanych. Ponoć najsmutniejsza aleja na cmentarzu, to ta, w której spoczywają ci, co mieli pierwszeństwo przejazdu.

Zwalniam przed każdym niewidocznym lub słabo widocznym zakrętem, szczególnie w okresie żniw i wykopków. Dzięki temu uniknąłem bliskiego spotkania z kilkoma kombajnami, które akurat na końcu niewidocznego zakrętu miały wyjazd z pola.

Zwalniam także w lasach, a już najbardziej w tych oznaczonych czarnymi jeleniami na żółtej blasze. Z tego, co wiem, większość jeleni i łosi słabo zna zasady ruchu drogowego, a mniejszość może i zna, ale rzadko respektuje.

Nie denerwują mnie zawalidrogi, kierowcy wykonujący dziwne czy niepewne manewry. Może akurat źle reagują na ciśnienie (mnie się też zdarza), może dopiero się uczą (też tak miałem), może dostali jakąś złą albo smutną wiadomość (ja też takie otrzymuję).

Zdarza mi się rozmawiać w trakcie jazdy przez telefon komórkowy. Kiedyś nawet przekonałem do swoich racji patrol drogówki, dowodząc, że zgodnie z prawem kierowca może trzymać w ręku siekierę, żywego koguta albo talerz gorącej zupy. Telefonu już nie. Lobby zestawów głośno mówiących zatriumfowało. I proszę mi nie pisać komentarzy w tej kwestii, sprawdziłem, liczba groźnych wypadków spowodowanych przez gadających przez komórki, stanowi skromny ułamek w ogólnych statystykach przyczyn wypadków.

Wiele razy zdarzyło mi się przekraczać linię ciągłą czy nawet podwójnie ciągłą, dzięki czemu jeszcze żyję, inaczej nie uniknąłbym zderzenia z innymi użytkownikami dróg. Kierowca powinien myśleć w trakcie jazdy, ślepe posłuszeństwo liniom, światłom i znakom, może prowadzić do dramatów.

No to siódma rada. Przyznaję, że czasem się denerwuję za kierownicą. Denerwuję się wtedy gdy inni kierowcy denerwują się na tzw. „baby za kierownicą”, czyli panie prowadzące samochody, przyznaję czasem bardzo oryginalnie i zaskakująco. Nie znoszę jak ktoś na panie trąbi albo wymachuje łapskami. Zawsze wtedy sobie myślę, chłopie jakżeś taki ideał, to weź upiecz kotlet devolay po angielsku albo Banoffee.

Święty Krzysztofie módl się za nami, płci obojga kierowcami.

 

Itinerarium

NA ŚWIĘTĄ KINGĘ

Wtorek 24 lipca 2018 Wiele lat temu pracowałem krótko  jako ksiądz w diecezji Corpus Christi (Ciało Chrystusa), w Teksasie, przy granicy z Meksykiem. Stolicą diecezji było i jest miasto o tej samej nazwie. Bardzo mnie to dziwiło, że Amerykanie mają tak pobożne nazwy dla swoich miast. Trochę dalej od Corpus Christi było San Antonio, a jeszcze dalej na zachód miasto aniołów (Los Angeles) i św. Franciszka (San Francisco).

Odkrywcy Ameryki posługiwali się swoistym kalendarzem w którym każdy dzień naznaczony był konkretnym świętym. Skoro dotarli do miasteczka nad zatoką Meksykańską w dniu Bożego Ciała, jakże inaczej mogli je nazwać? A potem, 13 czerwca 1691 r. , odkryli osadę, którą jakże mogliby nazwać inaczej niźli San Antonio, skoro kalendarz wskazywał na  tego świętego? Podobnie było z Los Angeles i San Francisco.

Wedle tej zasady Stary Sącz, miejsce życia i śmierci patronki dzisiejszego dnia, św. Kingi, winno się nazywać Kingomierz albo Kingograd.

Mniejsza o to, wiarę przejęliśmy od świętych (uznanych i nieuznanych jeszcze), Antoniego, Franciszka czy Kingi. Kochali Pana Jezusa i świadczyli o Nim. I mamy piękny i uprzywilejowany obowiązek dalej głosić, że Pan Jezus z martwych powstał  a my będziemy żyć wiecznie.

 

Itinerarium

ZAMIENIĆ KOŚCIOŁY W SKANSENY

Poniedziałek 23 lica 2018 Pewnie mało kto wie, że Europa ma patronów i patronki. Dziś jest święto jednej z nich, św. Brygidy, matki czterech synów i tyluż córek, z których jedna także została świętą – Katarzyna Szwedzka. W poczet patronek Europy zaliczył Brygidę Św. Jan Paweł II.

Idea mianowania patronek dla naszego kontynentu zrodziła się właśnie w sercu naszego świętego rodaka. W roku 1999 w jednym dokumencie oddał Europę orędownictwu Brygidy (XIV w.)  a także Katarzyny ze Sieny (XIV w.) oraz Edyty Stein (XX w.). Zatem patronują nam po trzeciej części Szwedka, Włoszka i Żydówka, ta ostatnia może być nie w smak zarażonym nacjonalistycznym wirusem, obcym Ewangelii.

Teraz Europa z całych sił wypiera się chrześcijaństwa. Rozbawiła mnie informacja o katolickiej konferencji, niedawno zakończonej, debatującej nad tym, czemu mogłyby służyć zamykane kościoły. Uradzono, że dobrze jest lokować w dawnych świątyniach muzea, ale już restauracje nie bardzo. Najlepiej jakby można było je przekazać innym, niekatolickim wyznaniom (tak się już dzieje na Zachodzie). Wyda wam się to pewnie obrazoburcze, ale uważam, że opustoszałe świątynie należy zamieniać w skanseny, zachowają walor architektoniczny. Z kolei te z drugiej połowy w. XX i młodsze, bez jakiejkolwiek szkody można zburzyć. Chrześcijaństwo w Europie kończy się.

Obecnie mamy do czynienia z dość osobliwą sytuacją, że mamy dużo świątyń i niewielki procent wierzących (i jeszcze mniejszy praktykujących). Zupełnie odwrotna była sytuacja w początkach naszej wiary, byli wierzący wyznawcy Chrystusa a nie było kościołów. Nie ma chrześcijaństwa bez ludzi kochających Chrystusa, a tych w Europie – i Polsce – coraz mniej. Nie powinniśmy się także łudzić, że puste dzisiaj kościoły kiedyś się zaludnią Europejczykami. Jeśli już, to Afrykanami, Azjatami i Amerykanami (z Południa), zasilającymi wiarą „bezpłodną babcię”, jak nazwał nasz kontynent Papież Franciszek.

Pomyślicie, że my Polacy, to jednak inna sprawa, jesteśmy przecież tak bardzo wierzący. Pozbądźmy się złudzeń, Polacy nie czytają codziennie Słowa Bożego, nienawidzą się z racji politycznych (PO i PiS), nie pomodlą się dzisiaj do św. Brygidy, swojej Patronki (jesteśmy wszak w Europie!). Jeszcze trochę z nas chadza do kościołów. Dopóki nie zamienią ich w muzea. Bo zamiana na restauracje to może nas zdenerwować.

 

Itinerarium

SZCZĘŚLIWI GÓRALE BEZ URLOPÓW

Kazanie na 16 Niedzielę Zwykłą 22 lica 2018 Górale, to mądrzy ludzie. Dlatego nie biorą urlopów. Na urlopach innych ludzi, niekoniecznie całkiem mądrych, potrafią dobrze zarobić. Oczywiście, górale odpoczywają, a ci, którzy spędzają w górach urlopy niekoniecznie wypoczywać umieją.

Zapewne dla miłośników urlopów, wszelkiego typu, to co dziś piszę, brzmi głupio. Urlop jest dosyć nowoczesnym wynalazkiem, na dobre rozgościł się w naszej cywilizacji dopiero jakieś 70 lat temu, choć wystartował już na początku ery przemysłowej. Właściciele fabryk pojęli, że jeśli podarują pracownikom kilka dni wolnych, to ci wrócą do swoich obowiązków bardziej rześcy i ochotni do roboty.

Pójdźcie osobno na pustkowie, to jest istota wypoczynku, potrzebnego każdemu z nas. Współczesność wypycha wielu z nas na zatłoczone plaże i smrodliwe Krupówki, gdzie jedyny świeży zapach unosi się z ust tych, co akurat żują miętowe gumy.

Naturalnie wiem, że cała machina turystyki zarabia na naszych urlopach. Może jednak do kogoś przemówi dzisiejsza Ewangelia z wezwaniem do pójścia na miejsca osobne, gdzie rzeczywiście odpoczniemy, spotkamy wreszcie siebie samych i Pana Boga.

LITURGIA SŁOWA

Apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: «Pójdźcie wy sami osobno na pustkowie i wypocznijcie nieco». Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu.

Odpłynęli więc łodzią na pustkowie, osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich wyprzedzili.

Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi, byli bowiem jak owce niemające pasterza. I zaczął ich nauczać o wielu sprawach.

(Mk 6,30-34)

Itinerarium

OSIEM LAT TEMU SOLIDARNOŚĆ  W WILKOWIE

Sobota 21 lipca 2018 Druga fala największej w tym stuleciu powodzi (jak dotąd) szła na Wilków w lipcu 2010 r. Wolontariusze pojawili się przy nadwiślańskich wałach w dwie godziny po apelu wójta. Wystarczyło kilka telefonów. Trochę później dotarli strażacy, wiadomo, ktoś musi wydać dyspozycje i zgodę na tankowanie paliwa. Pomoc pomocą, ale procedury trzeba zachować.

Wcześniejsza fala, ta z maja, zamieniła lubelskie Powiśle w cuchnące bagno. Wisła trysnęła nawet na wysokość 15 metrów, kilka tysięcy domostw i gospodarstw zniknęło pod wodą, niektórych powodzian strażackie motorówki ściągały z dachów dwupiętrowych budynków. Zniknęły urodzajne sady i ogrody. Znacznie ucierpiały także kościoły. Piszę o tym więcej w najnowszym wydaniu Niedzieli – http://niedziela.pl/artykul/138116/nd/Wielka-woda-i-jeszcze-wieksza-solidarnosc

W tamtym czasie odległy o 10 km od Wilkowa Chodlik stał się bazą dla ponad 900 wolontariuszy, z kilkunastu krajów. Tam też narodziły się znajomości, które przerodziły się potem w małżeństwa, podobnie jak 9 lat wcześniej, gdy zatopione zostały Kępy (Solecka, Gostecka), a wolontariusze rezydowali w Józefowie.

„Na różnych miejscach bowiem cierpi człowiek i woła o człowieka. Potrzebuje jego obecności, jego pomocy. Jakże ważna jest ta obecność ludzkiego serca i ludzkiej solidarności” – to św. Jan Paweł II w Ełku (1999).

Pozdrawiam wszystkich, którzy  wypełnili to wezwanie Papieża w r. 2001 i 2010 i nadal gotowi są wypełniać.

 

PS. Więcej zdjęć na profilu FB.

 

Itinerarium

NIE BĘDZIEMY POTĘPIENI?

Piątek 20 lipca 2018 Piszę dziś o piekle i potępieniu, kiepski temat na wakacje, prawda? Wiele lat temu spotkałem na plaży w okolicach Kołobrzegu słynnego brata Bogumiła, pustelnika. Spacerowałem tam, bo nigdy nie splamiłem się opalaniem w tłumie, w dodatku na piasku, który stale paskudzony jest przez mewy i rybitwy, prawowitych właścicieli tychże terenów. Brat Bogumił wystąpił z zakonu franciszkanów, w proteście przeciwko porzuceniu przez braci ideałów ubóstwa (więcej w odnośnikach do moich wcześniejszych wpisów, na końcu dzisiejszego). Na plaży chodził w czymś w rodzaju habitu z szarfą, na której widniał napis: „Nawracajcie się!”. Wyobrażacie sobie reakcje plażowiczów? Panie szybko zakrywające ciała z westchnieniem „O Boże!” i panów z syczeniem frazy, złożonej z dwóch słów, pierwsze zaczyna się na literkę „k”, a następne na „m”. Dla mnie tamto spotkanie z br. Bogumiłem  miało bardzo głęboki sens. Dlatego ośmielam się, w środku lata i urlopów pisać o piekle i potępieniu.

Najpierw Katechizm Kościoła Katolickiego: „Nie możemy być zjednoczeni z Bogiem, jeśli nie wybieramy w sposób dobrowolny Jego miłości. Nie możemy jednak kochać Boga, jeśli grzeszymy ciężko przeciw Niemu, przeciw naszemu bliźniemu lub przeciw nam samym: „Kto… nie miłuje, trwa w śmierci. Każdy, kto nienawidzi swego brata, jest zabójcą, a wiecie, że żaden zabójca nie nosi w sobie życia wiecznego” (1 J 3, 14 c-15). Nasz Pan ostrzega nas, że zostaniemy od Niego oddzieleni, jeśli nie wyjdziemy naprzeciw ważnym potrzebom ubogich i maluczkich, którzy są Jego braćmi (Por. Mt 25, 31-46). Umrzeć w grzechu śmiertelnym, nie żałując za niego i nie przyjmując miłosiernej miłości Boga, oznacza pozostać z wolnego wyboru na zawsze oddzielonym od Niego. Ten stan ostatecznego samowykluczenia z jedności z Bogiem i świętymi określa się słowem „piekło”. To punkt 1033 z 2865 wszystkich tam zapisanych.

Nie wiem, czy wierzycie w niebo i piekło. Ja – to tylko przykład – daję chleb głodnym i chodzę do więzień, przyjaźnię się z uchodźcami i odwiedzam chorych w szpitalach. I mocno wierzę, że piekło będzie zbiorem pustym.

Na zdjęciu – Brat Bogumił.

 

http://itinerarium.pl/2011/10/04/z-wiara-kiepsko/

 

JEŚLI JESZCZE SZUKAMY

Itinerarium