SPOWIEDŹ NA PIERWSZY PIĄTEK

Piątek 1 lutego 2019

Tradycja katolicka podpowiada, żeby zachowywać pewien rytm. Przynajmniej raz dziennie się modlić, raz w tygodniu uczestniczyć we wspólnej liturgii i raz w miesiącu pójść do spowiedzi. A dziś jest i pierwszy dzień nowego miesiąca i pierwszy piątek.

Czemu warto się spowiadać? Żeby być wolnym. W sercu, sumieniu, myślach i pragnieniach. Żeby na nowo zacząć życie z nowym miesiącem. Żeby odnowić się w Duchu Świętym, którego otrzymujemy przy spowiedzi. Żeby porzucić strach. Żeby poczuć się kochanym przez Chrystusa. 

Itinerarium

NIKT NIE JEST MI OBCY

Czwartek 31 stycznia 2019

Ostatni dzień stycznia lubię przynajmniej z dwóch powodów.  Pierwszym jest wczesne przedwiośnie w naszej strefie geograficznej. Widać je po szybkim wzroście światła i ruchu w świecie ptaków, które nabrały wigoru i sejmikują ochoczo, mam na myśli bogatki, mazurki, sójki i kawki, najczęstszych bywalców miast.

Drugim jest rocznica. Sto cztery lata temu urodził się Tomasz Merton, autor „Siedmiopiętrowej Góry”, niezwykłej autobiografii, ważnej również dla mnie – polecam tę lekturę. I choćby jedna myśl Mertona – „Szczęście po­lega na dokład­nym oz­nacze­niu, co w naszym życiu ma być tą je­dyną rzeczą naprawdę pot­rzebną i na po­god­nej re­zyg­nacji z całej reszty”. W sedno trafione.

Merton nauczył mnie także przełamywania granic. Jest jakaś ściana między nami ludźmi, żyjącymi właśnie teraz i tu. Zwykle są nam obojętni i obcy. Może jednak czasem przydarzy się nam coś, co nagle spadło na Tomasza Mertona, 19 marca 1958 roku, kiedy jako mnich szedł ludnym deptakiem w Louisville (skrzyżowanie ulicy „Czwartej” i „Walnut”) –  Ludzie! Ja was wszystkich kocham! Nikt z was nie jest mi obcy!

I to jeszcze:

Nagle uderzyło mi do głowy nieodparte przekonanie, że przecież kocham tych wszystkich ludzi, że oni są moi, a ja jestem ich, że nawet gdybyśmy byli kompletnie nieznajomi, to nie ma prawa istnieć obcość między nami. To było coś w rodzaju przebudzenia ze snu o odrębności, fałszywej autoizolacji.

A potem to było tak, jak bym nagle ujrzał tajemnicze piękno ich serc, te przepastne zakątki, dokąd ani grzech, ani żądza, ani samowiedza nie docierają, jądro ich rzeczywistego bytu – to, czym są jako osoby w oczach Pana Boga. Gdybyż oni mogli wszyscy zobaczyć siebie takimi, jakimi naprawdę są.  

Itinerarium

KIEDY BÓG POZWALA SIĘ ZNALEŹĆ

Środa 30 stycznia 2019

Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie Go, dopóki jest blisko! To apel proroka Izajasza.  

Jest kilka doświadczeń, które na pewno dotyczą Pana Boga. Wtedy, gdy jesteśmy bliżej ludzi, kiedy otwieramy serce dla biednych i smutnych, kiedy próbujemy być lepsi, kiedy umiemy ucieszyć się blaskiem dnia i czernią nocy.

Może i dzisiaj jest taki dzień, bliskości z Panem Bogiem, w spotkaniach  ludźmi.

Itinerarium

JEŻELI MIŁUJEMY SIĘ WZAJEMNIE

Wtorek 29 stycznia 2019

Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. To zapisał św. Jan w swoim liście (pierwszym).

Wzajemna miłość, jako droga do zjednoczenia z Bogiem, jest jeszcze przed nami, chrześcijanami, do odkrycia i zastosowania. Przez ponad dwa tysiące lat chrześcijaństwo wzniosło wiele olśniewających budowli, mamy dobrą organizację, wiadomo gdzie i jak trzeba coś związanego z wiarą załatwić, są odpowiednie przepisy, zaświadczenia, kodeksy i kartoteki, jest jakiś porządek.

Spotkania z ludźmi i doświadczenie życiowe nauczyły mnie, że ludzie oczekują ode mnie serca, dobrego słowa, zrozumienia, wysłuchania i zwykłej bliskości. I wtedy czuję, że mam udział w kontynuacji Ewangelii. Kiedy piszę zaświadczenie, wytwarzam jeszcze jeden dokument, choć wiem, jak bardzo te dokumenty komplikują (i ułatwiają) życie.  

Jeżeli miłujemy się wzajemnie, Bóg trwa w nas i miłość ku Niemu jest w nas doskonała. Jeżeli oddaję serce, słucham, rozumiem, jestem blisko. A wszystkie bazyliki, kancelarie i papiery są tylko dodatkiem, niekiedy ładnym, nic więcej.

Itinerarium

LUDZIE SĄ DO POKOCHANIA

Poniedziałek 28 stycznia 2019

Uczę się z Ewangelii zakochania w ludziach. W miłości Jezusa przeszkodą nie był trąd, paraliż, obłąkanie, nędza czy grzech. Nie brzydził się żadnym człowiekiem, nikogo nie odepchnął.

Czasem kłócimy się z ludźmi, źle o nich myślimy, omijamy, zbywamy. Dzielimy na miłych i nieprzyjemnych. Niekiedy emocje podpowiadają nam, żeby ich nie lubić.

Ludzie jednak, tak naprawdę, są do pokochania. Ci wszyscy, z którymi w ten poniedziałek porozmawiamy, z którymi się spotkamy, z którymi wypijemy herbatę, których miniemy w sklepach i urzędach. Ci wszyscy ludzie są do pokochania.

I jak już się w nas rozbłyśnie ta miłość, pojmiemy w mig o co chodziło Panu Jezusowi i na czym polega szczęście.  

Itinerarium

NIE TYLKO JEMY I ŚPIMY

Kazanie na 3 Niedzielę Zwykłą 27 stycznia 2019

Jesteśmy ochrzczeni, bierzmowani, wiele razy przyjmowaliśmy komunię świętą i otrzymywaliśmy rozgrzeszenie. We wszystkich tych przypadkach zstępował na nas Duch Święty, Duch Chrystusa. A wraz z tym udzielona została nam misja Chrystusa.

Misja niesienia dobrej nowiny (nie chodzi o powtarzanie słów Ewangelii), głoszenia wolności, przejrzenia i odsyłania wolnymi ludzi, których spotykamy. My, chrześcijanie nie żyjemy po to, aby jeść, pić, spać i umrzeć. Mamy Chrystusową misję.

Żeby nie utonąć w ogólnikach, tę misję wypełnić mogę dziś przy obiedzie, wszystko zależy od tego czy usłyszę ludzi przy stole i co im przekażę. Mogą odejść od stołu najedzeni ale i pocieszeni, zbudowani, umocnieni i mądrzejsi. Nawet w rozmowach przez telefon mogę dawać nadzieję, zrozumienie i współczucie. A kiedy się modlę, to nie dla zasady, ale po to, by wspierać chorych, strapionych i zalęknionych. Zrobiłem sobie taką listę, jest na niej kilkanaście osób.

Krótko na koniec – życzę sobie i każdemu z Was, abyśmy w Duchu Chrystusa spełniali Jego misję przez codzienną miłość.  

Liturgia słowa:

Wielu już starało się ułożyć opowiadanie o zdarzeniach, które się dokonały pośród nas, tak jak nam je przekazali ci, którzy od początku byli naocznymi świadkami i sługami słowa. Postanowiłem więc i ja zbadać dokładnie wszystko od pierwszych chwil i opisać ci po kolei, dostojny Teofilu, abyś się mógł przekonać o całkowitej pewności nauk, których ci udzielono.
W owym czasie: 

Powrócił Jezus mocą Ducha do Galilei, a wieść o Nim rozeszła się po całej okolicy. On zaś nauczał w ich synagogach, wysławiany przez wszystkich. 

Przyszedł również do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. 

Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, znalazł miejsce, gdzie było napisane: «Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski Pana». 

Zwinąwszy księgę, oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Niego utkwione. 

Począł więc mówić do nich: «Dziś spełniły się te słowa Pisma, które słyszeliście».

(Łk 1,1-4; 4,14-21)

Itinerarium

PO MIESIĄCU W MOBILNYM GORĄCYM PATROLU

Sobota 26 stycznia 2019

Nie korzystają z opieki zdrowotnej ponieważ nie mają legalnej pracy ani nie są zarejestrowani w urzędach pracy. Warunki w jakich żyją powodują świerzb, wszawicę, owrzodzenia, ostre infekcje. Rzadko posiadają dokumenty, częściej jakiś stary model telefonu komórkowego. Pieniądze zdobywają z dorywczych prac, zbierania złomu lub makulatury albo żebrząc. Bardziej aktywni zaczynają dzień od wizyty w jadłodajni św. Brata Alberta przy ul. Zielonej lub w „Anielskiej Przystani” Caritas, wieczorami przychodzą do stołówki „Gorącego Patrolu”, prowadzonej przez Centrum Wolontariatu. Dwa ciepłe posiłki dziennie pozwalają przetrwać. Gorzej jest z tymi, którzy z powodu choroby, marazmu, wstydu czy obawy przed identyfikacją nie docierają do punktów pomocy, do nich dojeżdżamy właśnie w Mobilnych Patrolach. Większość deklaruje wiarę w opatrzność Bożą, noszą krzyżyki lub różańce, od czasu do czasu idą na Mszę Świętą. Prawie w ogóle nie narzekają, nie skarżą się na swój los, najwyżej na kontrolerów biletów w autobusach wypisujących mandaty, których i tak nie zapłacą.

Więcej o Mobilnym Gorącym Patrolu przeczytacie tutaj:

http://niedziela.pl/artykul/40459/Szpital-polowy-dla-bezdomnych
Itinerarium

NASZA WIARA SPOD DAMASZKU

Piątek 25 stycznia 2019 – Nawrócenie św. Pawła

Baherka Comp for IDPs , near Erbil.Hard winter arrives for underprepared IDPs refugees living hard in winter time. 22/11/2014 By Bora Shamlo
Baherka Comp for IDPs , near Erbil.Hard winter arrives for underprepared IDPs refugees living hard in winter time. 22/11/2014 By Bora Shamlo

Święty Paweł nawrócił się w drodze do Damaszku, dzisiaj obchodzimy dzień narodzin jego wiary (opis: patrz dalej). To miasto było pierwszym poligonem jego ewangelizacji, jak czytamy „szerzył zamieszanie”.

Damaszek, cała Syria i dalej na wschód Irak, są dziś terenem walk terrorystów z tzw. Państwa Islamskiego, resztek Al –Kaidy, Kurdów liczących na swoje państwo i przeciwników dyktatora al – Asada. Dodatkowo swoje interesy realizują tam potęgi: USA, Rosja, Turcja, Arabia Saudyjska, Iran i powoli także Chiny.

Docierają do nas informacje, że giną ludzie, że blisko 8 a może nawet 9 milionów ludzi to uchodźcy z tego krwawego kotła. Takie statystyki nie robią na nas wrażenia, mamy swoje problemy, z silnym mrozem, sądami, Unią Europejską i podwyżkami dla nauczycieli.

Temat przyjmowania – a raczej nie przyjmowania – uchodźców z tamtych stron, spadł już z mediów i ust polityków. Sąsiedzi Syrii, Liban, Jordania, Irak czy Egipt przyjęły nawet 4 miliony zagrożonych naszych braci i sióstr z Syrii.

Nasza wiara, o czym nie pamiętamy, przyszła do nas ze wschodu, z Bliskiego Wschodu. Bez historii św. Pawła pod Damaszkiem, nie bylibyśmy chrześcijanami.

Może ten wpis, o co proszę, spowoduje, że zmówimy modlitwę za Syrię, za Kurdów, za uchodźców, za miejsca gdzie rodziło się chrześcijaństwo. A z nim nasza wiara w Chrystusa i życie wieczne.

Zdjęcia – obozy dla uchodźców w autonomii Kurdystanu, północny Irak.

Itinerarium

POMYSŁ NA SZCZĘŚLIWE ŻYCIE

Czwartek 24 stycznia 2019

Zrzuć swą troskę na Pana, a On cię podtrzyma, czytam w psalmie 55, a potem doczytuję jeszcze w liście św. Piotra – Wszystkie troski wasze przerzućcie na Niego, gdyż Jemu zależy na was.

Bylibyśmy o wiele bardziej szczęśliwi i weseli, gdybyśmy nie targali w sercach i myślach naszych zmartwień, zgryzot i niepokojów. Nie musimy się męczyć i zadręczać. Możemy w głębokim zaufaniu złożyć ten balast w sercu i rękach Pana Boga. Sam tak robię i każdemu z Was polecam.

Itinerarium

CHŁOPI Z PRATULINA NAD BUGIEM

Środa 23 stycznia 2019

Dwie godziny drogi samochodem od Lublina leży Pratulin, prawie nad Bugiem. Wiadomo, że chętniej pielgrzymujemy do Rzymu, Lourdes i Fatimy. Pratulin to mało znane i jeszcze mniej popularne sanktuarium, warte jednak odwiedzenia.

Dzisiaj, w Polsce i Europie, wiara jest tania, łatwa. Za witryną brewiarz.pl przytaczam niżej historię męczenników z Pratulina w dzień ich liturgicznego wspomnienia. Wiara, męczeństwo, to nie są sportowe wyczyny. Męczennicy, ci z Podlasia także, czuli, że  wiara to Chrystus, zbawienie i życie wieczne.

Takiej wiary sobie i każdemu z Was życzę.

Męczennicy z Pratulina byli prostymi chłopami z Podlasia. Zasłynęli niezwykłym męstwem i przywiązaniem do swej wiary podczas prześladowań Kościoła katolickiego, które miało miejsce na terenie zaboru rosyjskiego.
Kościół unicki, będący w jedności z Rzymem, powstał na mocy Unii Brzeskiej z 1596 roku. Doprowadziła ona do zjednoczenia Kościoła prawosławnego na terenach Rzeczpospolitej z Kościołem katolickim i papieżem. Wyznawcy tego Kościoła, po zjednoczeniu, nazywani są powszechnie unitami.
Prześladowania rosyjskie były wyjątkowo krwawe i dobrze zorganizowane. Carowie zaczynali likwidację Kościoła katolickiego od zniszczenia właśnie Kościoła unickiego. Czynili to planowo i systematycznie. W roku 1794 caryca Katarzyna II zlikwidowała Kościół unicki na podległych sobie ziemiach. W roku 1839 car Mikołaj I dokonał urzędowej likwidacji Kościoła unickiego na Białorusi i Litwie. W drugiej połowie XIX w. na terenach zajętych przez Rosję Kościół unicki istniał już tylko w diecezji chełmskiej, w Królestwie Polskim. Administracja carska zaplanowała likwidację także tego Kościoła. Car Aleksander II zaaprobował program prześladowań.
Na styczeń 1874 roku zaplanowano wprowadzenie obrzędów prawosławnych do liturgii unickiej. Następnie mieli to zaakceptować wierni, a rząd rosyjski oficjalnie potwierdzał przystąpienie danej parafii do Kościoła prawosławnego. Wcześniej usunięto biskupa i kapłanów, którzy nie zgadzali się na reformy prowadzące do zerwania jedności z papieżem. Za swoją wierność zapłacili oni zsyłkami na Sybir, więzieniem lub usunięciem z parafii. Wierni świeccy, pozbawieni pasterzy, sami ofiarnie bronili swojego Kościoła, jego liturgii i jedności z papieżem, często nawet za cenę życia.
W Pratulinie doszło do starcia z Kutaninem, carskim naczelnikiem powiatu. Żądał on, aby miejscowi parafianie oddali kościół nowemu duszpasterzowi. Ludność nie zgodziła się na oddanie świątyni. Mieszkańcy otrzymali kilka dni do namysłu. Kutanin powrócił do Pratulina w dniu 24 stycznia 1874 roku, ale nie sam, lecz z kozakami. Żołnierzami dowodził pułkownik Stein. Na wieść o tym przy cerkwi zebrała się niemal cała parafia. Naczelnik zażądał kluczy cerkiewnych. Straszył zgromadzonych wojskiem. Otoczył kościół, zajmując pozycje za parkanem przykościelnym.
Unici wiedzieli, że obrona świątyni może ich kosztować utratę życia. Szli do kościoła, aby bronić wiary i byli gotowi na wszystko. Żegnali się z bliskimi w rodzinach, ubierali się odświętnie, ponieważ, jak mówili, szło o najświętsze sprawy. Nie mogąc nakłonić unitów do rozejścia się ani groźbami, ani obietnicami łask carskich, dowódca dał rozkaz strzelania do zebranych. Widząc, że wojsko ma nakaz zabijania stawiających opór, wierni uniccy uklękli na cmentarzu świątynnym i śpiewem przygotowywali się do złożenia życia w ofierze. Umierali pełni pokoju, z modlitwą na ustach, śpiewając „Święty Boże” i „Kto się w opiekę”. Nie złorzeczyli prześladowcom, gdyż jak mówili: „słodko jest umierać za wiarę”.
Pułkownik Stein wydał rozkaz, aby żołnierze się przegrupowali, a następnie ustawili bagnety na karabinach i przygotowali do odebrania cerkwi przemocą. Wśród obrońców byli dawni żołnierze carskiej armii, którzy znali zasady wojskowego rzemiosła. Wiedzieli, że żołnierze nie mogą postępować brutalnie wobec ludności cywilnej. Wojsko przekroczyło parkan i bijąc ludzi kolbami karabinów i kłując bagnetami, torowało sobie drogę do cerkwi.

Przy świątyni w Pratulinie w dniu 24 stycznia 1874 roku poniosło śmierć za wiarę i jedność Kościoła 13 unitów. Byli to:

Wincenty Lewoniuk, lat 25, żonaty, pochodził z Woroblina. Był człowiekiem pobożnym i cieszył się uznaniem u ludzi. Jako pierwszy oddał życie w obronie świątyni.

Daniel Karmasz, lat 48, żonaty, pochodził z Lęgów. Jego syn mówił, że ojciec był człowiekiem religijnym. Jako przewodniczący bractwa podczas obrony kościoła stanął na czele z krzyżem, który do dzisiaj jest przechowywany w Pratulinie.

Łukasz Bojko, lat 22, kawaler, pochodził z Lęgów. Brat zaświadczył, że Łukasz był człowiekiem szlachetnym, religijnym i cieszył się dobrą opinią wśród ludzi. W czasie obrony świątyni bił w dzwony.

Konstanty Bojko, lat 49, żonaty, pochodził z Zaczopek. Był ubogim rolnikiem i sprawiedliwym człowiekiem.

Konstanty Łukaszuk, lat 45, żonaty, pochodził z Zaczopek. Był sprawiedliwym i uczciwym człowiekiem, szanowanym przez ludzi. W wyniku otrzymanych ran zmarł następnego dnia, zostawiając żonę i siedmioro dzieci.

Bartłomiej Osypiuk, lat 30, pochodził z Bohukal. Był żonaty z Natalią i miał dwoje dzieci. Cieszył się szacunkiem mieszkańców. Był uczciwy, roztropny i pobożny. Śmiertelnie ranionego przewieziono go do domu, gdzie zmarł modląc się za prześladowców.

Anicet Hryciuk, lat 19, kawaler, pochodził z Zaczopek. Był młodzieńcem dobrym, pobożnym i kochającym Kościół. Idąc do Pratulina z żywnością dla obrońców, powiedział do matki: „Może i ja będę godny, że mnie zabiją za wiarę”. Zginął przy świątyni 24 stycznia w godzinach popołudniowych.

Filip Kiryluk, lat 44, żonaty, pochodził z Zaczopek. Wnuk zaświadczył, że miał opinię troskliwego ojca, dobrego i pobożnego człowieka. Zachęcał innych do wytrwania przy świątyni i sam oddał życie za wiarę.

Ignacy Frańczuk, lat 50, pochodził z Derła. Był żonaty z Heleną. Miał siedmioro dzieci. Syn mówił, że ojciec starał się wychowywać dzieci w bojaźni Bożej. Wierność Bogu przedkładał nad wszystko. Idąc do Pratulina założył odświętne ubranie i ze wszystkimi się pożegnał, przeczuwając, że już nie wróci. Po śmierci Daniela podniósł krzyż i stanął na czele broniących świątyni.

Jan Andrzejuk, lat 26, pochodził z Derła. Był żonaty z Mariną, miał dwóch synów. Uważany był za człowieka bardzo dobrego i roztropnego. Pełnił funkcję kantora w parafii. Odchodząc do Pratulina żegnał się ze wszystkimi, jakby to miało być ostatnie pożegnanie. Ciężko ranny przy kościele, został przewieziony do domu, gdzie niebawem zasnął w Panu.

Maksym Gawryluk, lat 34, pochodził z Derła. Był żonaty z Dominiką. Cieszył się opinią dobrego i uczciwego człowieka. Ciężko ranny przy świątyni, umarł w domu dnia następnego.

Onufry Wasyluk, lat 21, pochodził z Zaczopek. Był praktykującym katolikiem, uczciwym i szanowanym w miejscowości człowiekiem.

Michał Wawryszuk, lat 21, pochodził z Derła. Pracował w majątku Pawła Pikuły w Derle. Cieszył się dobrą opinią. Ciężko ranny przy kościele, zmarł następnego dnia w domu.

Męczeństwo w Pratulinie nie było faktem odosobnionym. Szczególnie od stycznia 1874 roku każda parafia unicka na Podlasiu pisała swoje męczeńskie dzieje. Car oficjalnie zlikwidował unicką diecezję chełmską w 1875 roku, a unitów zapisał wbrew ich woli do Kościoła prawosławnego. Wierni tego nie przyjęli i za swoją wierność Kościołowi katolickiemu płacili wielokrotnie śmiercią, zsyłkami na Sybir, więzieniem, karami. Pozostawionym bez pasterzy unitom z tajną posługą kapłańską śpieszyli księża katoliccy z Podlasia oraz misjonarze z Galicji i regionu poznańskiego. Mocna wiara unitów i solidarna pomoc Kościoła katolickiego pozwoliły przetrwać czas prześladowań i doczekać dekretu o wolności religijnej cara Mikołaja II z kwietnia 1905 roku. W tym właśnie roku większość unitów z Podlasia i lubelszczyzny przepisała się do parafii rzymskokatolickich, gdyż struktury Kościoła unickiego jeszcze wtedy nie istniały.
Ponieważ o męczeństwie unitów z Pratulina zachowało się najwięcej dokumentów, biskup podlaski Henryk Przeździecki wybrał ich jako kandydatów na ołtarze i przedstawicieli wszystkich męczenników, którzy na Podlasiu oddawali życie za wiarę i jedność Kościoła.
Unici z Pratulina i innych parafii zostali od samego początku uznani za męczenników przez swoje rodziny, przez parafian, przez lud na Podlasiu, a także przez Kościół powszechny. Hołd dla męczeńskiej śmierci unitów złożyli papieże Pius IX, Leon XIII i Pius XII. Ich ofiara pomogła mieszkańcom Podlasia zachować wiarę i tożsamość narodową w ciężkich czasach panowania ateistycznego komunizmu.
Błogosławiony Wincenty Lewoniuk i 12 Towarzyszy byli mężczyznami w wieku od 19 do 50 lat. Z zeznań świadków i dokumentów historycznych wynika, że byli ludźmi dojrzałej wiary. Masakra przy kościele zapewne trwałaby dłużej, gdyby nie wypadek postrzelenia żołnierza przez innego kozaka. Przerwano więc ogień i żołnierze bez przeszkód dotarli do drzwi cerkwi, które otworzyli siekierą. Do świątyni wprowadzono rządowego proboszcza. Rozproszony lud zbierał swoich rannych, których było około 180 osób. Ciała zabitych leżały na cmentarzu kościelnym przez całą dobę. Potem pogrzebano je bezładnie, wrzucając do wspólnej mogiły, którą zrównano z ziemią, aby nie pozostawić żadnego śladu po pochówku. Miejscowi ludzie jednak dobrze zapamiętali to miejsce. Zostali pogrzebani przez wojsko rosyjskie bez szacunku i bez udziału najbliższej rodziny. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości w 1918 roku grób męczenników został należycie upamiętniony. 18 maja 1990 roku szczątki Męczenników zostały przewiezione z grobu do świątyni parafialnej.
Obrona świątyni otoczonej uzbrojonym wojskiem nie była skutkiem chwilowego przypływu gorliwości, ale konsekwencją głębokiej wiary mieszkańców Pratulina. Męczennicy uniccy pod wieloma względami są podobni do męczenników z pierwszych wieków chrześcijaństwa, kiedy to prości wierni ginęli za odważne wyznawanie wiary w Chrystusa.
Do grona błogosławionych męczennicy pratulińscy zostali wprowadzeni przez św. Jana Pawła II w dniu 6 października 1996 roku, w rocznicę 400-lecia zawarcia Unii Brzeskiej. Trzy lata później, w czerwcu 1999 r. w homilii podczas Mszy św. odprawianej w Siedlcach papież mówił m.in.:

Męczennicy z Pratulina bronili Kościoła, który jest winnicą Pana. Oni tej winnicy pozostali wierni aż do końca i nie ulegli naciskom ówczesnego świata, który ich za to znienawidził. W ich życiu i śmierci wypełniła się prośba Chrystusa z modlitwy arcykapłańskiej: „Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził (…). Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. (…) Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie” (J 17, 14-15. 17-19). Dali świadectwo swej wierności Chrystusowi w Jego świętym Kościele. W świecie, w którym żyli, z odwagą starali się prawdą i dobrem zwyciężać szerzące się zło, a miłością chcieli pokonywać szalejącą nienawiść. Tak jak Chrystus, który za nich w ofierze oddał samego siebie, by byli uświęceni w prawdzie – tak też oni za wierność prawdzie Chrystusowej i w obronie jedności Kościoła złożyli swoje życie. Ci prości ludzie, ojcowie rodzin, w krytycznym momencie woleli ponieść śmierć, aniżeli ulec naciskom niezgodnym z ich sumieniem. „Jak słodko jest umierać za wiarę” – były to ostatnie ich słowa.

Itinerarium